|
Blog > Komentarze do wpisu
Meksyk, PEMEX i szybko spadające wydobycie ropy
Meksyk od wielu lat jest czołowym producentem i eksporterem ropy naftowej. Jeszcze w 2006 roku kraj ten był szóstym największym producentem ropy na świecie, pompując ponad 3,7 miliona baryłek surowca dziennie. Jednak meksykańskie pola naftowe szczyt produkcji mają już za sobą. Ilość wydobywanego surowca systematycznie spada, a w styczniu 2007 roku wyniosła, po raz pierwszy od wielu lat, mniej niż 3 miliony baryłek. Powodem tak znaczącego spadku były problemy z wydobyciem z największego meksykańskiego pola - Cantarell. Na początku bieżącego roku amerykańska Energy Information Administration przewidywała, że produkcja ropy w Meksyku sięgnie 3,32 miliona baryłek dziennie. Rząd w Mexico City przewiduje, że bez szybkiego zreformowania sektora naftowego produkcja ropy spadnie do 2,5 miliona baryłek dziennie. Przy rosnącym zapotrzebowaniu na surowiec w kraju, informacje te bardzo niepokoją Stany Zjednoczone. Tylko Kanada eksportuje więcej ropy do Ameryki. Tymczasem, zapotrzebowanie wewnętrzne dynamicznie wzrasta. Szacuje się, że liczba stacji benzynowych już jest niewystarczająca.
![]() Produkcja ropy w Meksyku Dlaczego Meksyk ma problemy ze spadkiem produkcji? Nałożyło się na to kilka przyczyn, ale główną jest drenaż finansów państwowego monopolisty - firmy PEMEX - oraz wieloletnie zaniedbania w poszukiwaniu nowych złóż. PEMEX zapewnia blisko 40 procent dochodów budżetu państwa, oddając prawie z każdego zarobionego peso prawie 80 procent meksykańskiemu fiskusowi. Brak pieniędzy oraz zaniechania w poszukiwaniach nowych złóż, brak nowych wierceń i brak odpowiedniej kadry sprawiają, że państwowy monopolista może tylko bezczynnie przyglądać się, jak produkcja spada. Co więcej, PEMEX nie może zwrócić się do zachodnich firm, posiadających odpowiedni kapitał oraz know-how, o pomoc w poszukiwaniu i wydobyciu nowych złóż, ani w utrzymaniu produkcji albo spowolnieniu spadku wydobycia z już używanych, gdyż zabrania mu to konstytucja oraz ustawodawstwo. Zagraniczne firmy z mocy prawa nie mogą mieć żadnego udziału w wydobyciu ropy naftowej. Aby temu zaradzić prezydent Felipe Calderon próbuje znaleźć niezbędną większość w parlamencie, aby przeforsować konieczne zmiany. Nie będzie to jednak łatwe, gdyż lewicowi populiści oraz nacjonaliści reagują na pomysły Calderona jak byk na czerwoną płachtę. Nie ma jednak alternatywnej drogi dla meksykańskiego rządu oraz PEMEXu. Albo firma pozyska kapitał oraz partnerów, albo wydobycie będzie systematycznie spadać. Na to nie może sobie pozwolić państwo, dla którego ropa jest głównym źródłem dochodu. Inną kwestią jest fakt, iż Meksyk nie posiada przesadnie dużych rezerw ropy - zaledwie czternasta pozycja w rankingu (na rok 2006), z niespełna 13 miliardami baryłek. Dla porównania, Iran posiada ponad 175 miliardów baryłek i zajmuje w tym samym rankingu miejsce 3 (jeśli wykluczymy Kanadę, której znaczna część rezerw to piaski bitumiczne - Iran awansuje na pozycję numer 2). Grafika: esmas.com, economist.com wtorek, 15 kwietnia 2008, p.wolejko
TrackBack
Komentarze
2008/04/16 22:20:33
Bardzo lubię być traktowany jako ekspozytura interesów amerykańskich czy też interesów zachodnich koncernów naftowych.
Wróćmy do rzeczywistości. Państwowy monopolista wydobywający i przetwarzający ropę zapewnia 40 procent dochodów budżetu oddając ponad 70 procent z każdego zarobionego na ropie peso. Brakuje pieniędzy na inwestycje w utrzymanie istniejącego wydobycia oraz na poszukiwania i eksploatację nowych złóż. PEMEX nie jest w stanie od lat prowadzić działań przyszłościowych, gdyż jego kasa jest drenowana przez państwo. Efekty takiej polityki przedstawiłem w tekście. Co można zrobić? Zreformować monopolistę i sprawić, aby stał się bardziej efektywny. To oznacza reorganizację, cięcia w zatrudnieniu oraz racjonalizację wydatków. Nie obędzie się jednak bez ograniczenia drenażu finansów PEMEXu - firma ta nie ma pieniędzy nie tylko na inwestycje, ale na know-how. Nie da się ukryć, że brakuje technologii oraz ludzi, którzy mogliby je wdrażać. Są to skutki prowadzonej od lat polityki. Nigdzie nie piszę, żeby oddawać wydobycie Amerykanom. Jednak know-how nie przyjdzie znikąd. Nie trzeba współpracować z gigantami naftowymi, gdyż kluczowe technologie to akurat domena mniejszych i średnich firm naftowych. Wystarczy więc podnająć kilka z nich do współpracy. Skąd wziąć na to pieniądze? Tutaj jest już poważniejszy problem. Można to zrobić na dwa sposoby - albo drastycznie ograniczyć podatkowy haracz nałożony na PEMEX, albo dopuścić do wydobywania ropy firmy zagraniczne posiadające niezbędny kapitał. W wypadku Meksyku oczywisty jest wybór firm amerykańskich - z banalnego powodu, eksport ropy meksykańskiej idzie do Stanów. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby były to firmy z innych państw. Ważne jest to, żeby miały pieniądze i doświadczenie. Morales robi swoje, a Calderon swoje. Prawda jest taka, że właściciele złóż surowców są w o wiele lepszej pozycji od największych nawet korporacji. Gra toczy się na ich warunkach. Jednak wszyscy ci panowie na włościach powinni się zastanowić, czy ograniczając podaż poprzez zaporowe podatki i warunki wydobycia dla firm zagranicznych i monopolizowanie wydobycia przez nieefektywne państwowe firmy, nie przyczyniają się do wysokich cen (a więc wzrostu inflacji i wielu innych konsekwencji). Każdy kij ma dwa końce. pozdrawiam, PW 2008/04/20 21:59:36
Nie traktuję Pana jako ekspozytury USA, ale wskazywanie, że skoro Meksyk eksportuje do USA , to powinien wybrać firmy amerykańskie mnie nie przekonuje. Nie widzę związku przyczynowo-skutkowego, nie wiem czemu wybór jest "oczywisty". Wg mnie poartnerów biznesowych powinno się dobierać wg korzyści ekonomicznych a nie sąsiedztwa. To raz, a dwa - przecież sama twierdzę, że należy wpuścić obcy kapitał, więc tu nie ma między nami sporu. Tyle, że wg mnie wpuścić należy tak, jak zrobił to Morales - w interesie własnego państwa i na własnych warunkach. Albo się to kapitałowi spodoba i się zgodzi (jak uczynił to Gazprom) albo zainwestują inni.
2008/04/24 15:24:38
Ja także nie twierdzę, że Meksyk ma wpuszczać firmy akurat z USA. Powinien dopuścić tych, którzy zaoferują najlepsze warunki finansowo-technologiczne. Mówiąc krótko, oboje myślimy o tym samym :)
pozdrawiam, PW |
Dyplomacja on Facebook
|
Ja nadziwić się nie mogę, jak to się dzieje, że będące w znacznym stopniu w rękach państwa koncerny rosyjskie i norweskie opływają przy wydobyciu ropy i gazu w kasę. Jakoś nieźle ciągną ten wózek, bez amerykańskiego i innego prywatnego know-how i bratniej, kapitałowej pomocy.
Niedawno Bolivia chorowała na podobną, co Meksyk przypadłość. USA i inne zachodnie koncerny uznały, że skutkiem znacznego upaństwowienia za mało mogą w Bolivii zarobić, przestały więc jak jeden mąż inwestować w rurociągi i produkcja spadła po równi pochyłej. Dziura wbudżecie rosła, rząd stał już pod ścianą i już miał się na kolanach zwrócić o pomoc do przyjacielskiego Zachodu zgadzając się na jego warunki. Dobrze szło, sukces był już w zasięgu ręki, aż tu Morales zwrócił się .... ale do "Ruskich". Ci przyszli i na warunkach Bolivii zaczęli inwestować. Przerażony Zachód zapomniał o swym szantażu i też się już ponoć ugina. Jeśli ma rozum i instynkt samozachowaczy będzie musiał inwestować na boliwijskich warunkach.
To Meksykowi mającemu światłego Calderona nie grozi. On walczy o to, jak udostępnić Zachodowi (USA) złoża na zachodnich warunkach. Napoci się jak widać, ale kto wie, może mu się uda. W końcu na coś ta jego "wygrana" w "wolnych i demokratycznych w wyborach jest potrzebna.