Blog > Komentarze do wpisu

Dobroczyńca i beneficjent. Amerykańskie wsparcie finansowe dla Izraela.

grafika"Stany Zjednoczone zapewniły Izraelowi, oprócz politycznego i militarnego wsparcia, także hojną i szczodrą pomoc w sferze gospodarczej. Z pomocą Ameryki Izrael stał się silnym i nowoczesnym państwem. Wiem, że mówię w imieniu każdego mieszkańca Izraela i każdego Żyda na świecie, kiedy mówię 'Dziękuję wam Amerykanie'", "Jesteśmy więcej niż wdzięczni" - mówili w połowie lat 90. izraelscy premierzy Beniamin Netanyahu i Ichak Rabin, występujący na połączonej sesji Kongresu.
 
Kontynuując recenzowanie książki Stephena Walta i Johna Mearsheimera "The Israel Lobby and US Foreign Policy", zajmę się dzisiaj kwestią wsparcia gospodarczego i wojskowego, udzielanego Izraelowi przez Stany Zjednoczone. A jest to wsparcie na niespotykaną skalę w sytuacji, gdy mamy do czynienia z państwem zamożnym i nowoczesnym. Izraelskie PKB wyniosło w 2007 roku 162 miliardy dolarów, a sąsiedniego Egiptu 128 miliardów. Pamiętajmy jednak o stosunku ludnościowym, który przedstawia się następująco: Izrael zamieszkuje nieco ponad 7 milionów osób, a populacja Egiptu sięga prawie 82 milionów
 
Różnica w PKB per capita (wg parytetu siły nabywczej - PPP) jest przygniatająca: 26,600 dolarów do 5000 dolarów na korzyść Izraela. Dochody budżetu Izraela to ponad 53 miliardy dolarów, Egiptu zaś ledwie 35 miliardów. Porównania z Syrią, Libanem czy Jordanią nie mają sensu. Ewentualnie w grę wchodziłby Iran, z PKB wynoszącym 294 miliardy dolarów i dochodami budżetowymi rzędu 104 miliardów, ale Iran to jeden z największych eksporterów ropy naftowej (zyski z jej eksportu stanowią do 85 procent budżetu państwa), zamieszkany przez ponad 65 milionów osób. Warto też pamiętać, że w Iranie panuje ok. 30-procentowe bezrobocie a także mniej więcej taka sama inflacja. Teheran musi poradzić sobie z 900 tysiącami młodych ludzi wkraczających co roku na rynek pracy. Nie pomagają w tym dotkliwe sankcje ekonomiczne.
 
Spójrzmy więc, jakiej wysokości wsparcie finansowe Izrael otrzymuje od Stanów Zjednoczonych:
 
W latach 1962-2008 Izrael otrzymał ponad 100 miliardów dolarów bezpośredniej pomocy od Stanów Zjednoczonych. Z tego ok. 67 miliardów to pomoc wojskowa, a 34 miliardy stanowiło wsparcie gospodarcze. W ostatnich kilku latach wysokość pomocy finansowej dla Izraela spadała i wynosi obecnie ok. 2,5 miliarda dolarów rocznie, z czego 2,2 miliarda stanowi pomoc wojskowa. Dla porównania, Egipt - drugi bliski sojusznik Ameryki w regionie - w tym samym okresie otrzymał ok. 67 miliardów dolarów, ale blisko 30 miliardów stanowiła pomoc gospodarcza. Oczywiście, można powiedzieć, że Egipt do momentu podpisania traktatu pokojowego z Izraelem był klientem ZSRR i znaczącą pomoc finansową od Ameryki otrzymywał dwie dekady krócej, ale byłaby to tylko półprawda.
 
Dane rządowej U.S. Agency for International Development (USAID) zawierają wyłącznie pomoc bezpośrednią. Pomijają pozostałe rodzaje wsparcia finansowego, które Izrael (i inne państwa, choć w dużo mniejszym zakresie) otrzymuje. W statystykach USAID nie ma m.in. preferencyjnych kredytów, które Stany Zjednoczone Ameryki udzielają Izraelowi. Bardzo korzystne oprocentowanie sprawia, że Izrael może zaoszczędzić setki milionów dolarów na odsetkach. Co więcej, Stany Zjednoczone, aby pożyczyć Izraelowi, same muszą pożyczyć - oczywiście na warunkach normalnych. Oznacza to, że amerykański podatnik traci dwa razy: najpierw musi pożyczyć na warunkach rynkowych, a następnie przekazuje pożyczone pieniądze dalej, na gorszy procent. 
 
Jak podają w swojej książce Walt i Mearsheimer, bezpośrednia pomoc dla Izraela stanowi 1/6 ogółu takiej pomocy udzielanej przez Stany Zjednoczone. Amerykańskie wsparcie to także 2 procent izraelskiego produktu krajowego brutto (PKB). W przeliczeniu na osobę, pomoc dla Izraela wynosi ponad 500 dolarów na głowę - w przypadku Egiptu jest to raptem 20 dolarów, a w przypadku Haiti 27 dolarów. Izrael otrzymuje także dodatkowe fundusze przyznawane okazjonalnie przez Kongres. W ten sposób Izrael wzbogacił się o 1,2 miliarda dolarów, które miało wesprzeć implementację porozumienia z Wye z 1998 roku (w myśl którego Izrael wycofałby się z niewielkiej części Zachodniego Brzegu Jordanu) oraz o 1 miliard dolarów z "okazji" ataku USA na Irak (przygotowania do wojny z Irakiem) w 2003 roku. Nie mówiąc o 10 miliardach otrzymanych na początku lat 90. ubiegłego stulecia na sfinansowanie przesiedlenia tysięcy Żydów z obszaru byłego ZSRR.
 
Pomijając możliwość otrzymywania najnowocześniejszego amerykańskiego uzbrojenia po dobrej cenie, należy zwrócić uwagę na ciekawy wyjątek od reguły, dzięki któremu Izrael może wydawać co czwartego dolara otrzymanego od Waszyngtonu na wspieranie własnego przemysłu zbrojeniowego. Amerykanie wspierają finansowo także konkretne projekty, m.in. rozwój systemu antyrakietowego Arrow. W efekcie amerykańskiego wsparcia, relatywnie niewielki Izrael posiada prężny i nowoczesny przemysł zbrojeniowy. W roku 2004 Izrael był ósmym eksporterem broni na świecie, sprzedając więcej niż Szwecja i Włochy razem wzięte. Rok 2004 był wyjątkowy w tym zakresie, a eksport Izraela rekordowy. W żadnym z kilku wcześniejszych i następnych lat nie zbliżył się on do poziomu pół miliarda dolarów. 
 
Kolejną ciekawostką jest fakt, iż Izrael jako jedyne państwo otrzymujące wsparcie z USAID nie musi rozliczać się z tego, na co przeznaczył pieniądze. Pozostałe kraje otrzymują fundusze na konkretne projekty, a Izrael dostaje pieniądze bezpośrednio do budżetu. W związku z tym nie wiadomo, na co przeznaczane są dolary amerykańskiego podatnika i czy nie wydaje się ich na projekty, które stoją w otwartej sprzeczności z amerykańskimi interesami - jak zauważają Walt i Mearsheimer, np. na rozbudowę osiedli i osadnictwo na Terytoriach Okupowanych na Zachodnim Brzegu. 
 
Wracając na koniec do uzbrojenia i pomocy wojskowej, Stany Zjednoczone składują ogromne ilości uzbrojenia w Izraelu, które mogłoby zostać wykorzystane w sytuacji kryzysowej. W 2006 roku Kongres zagłosował za zwiększeniem ilości składowanej broni z 100 do 400 milionów dolarów w roku 2008. Umowy dotyczące składów pozwalają na korzystanie z zapasów także przez wojsko izraelskie, gdyby zaszła taka konieczność. Oznacza to, że Amerykanie w sytuacji kryzysu mogliby mieć problem z wykorzystaniem własnego uzbrojenia. Taka sytuacja najpewniej miała miejsce w lipcu 2006 roku, kiedy Izrael prowadził wojnę z Hezbollahem polegającą na niszczeniu infrastruktury Libanu i karaniu cywilnej populacji za istnienie Partii Boga. 
 
Izrael ma także dostęp do wielu materiałów wywiadowczych zdobywanych i przetwarzanych przez rozmaite amerykańskie służby. Bez wątpienia Izrael ma dostęp większy od chociażby Wielkiej Brytanii, najbliższego sojusznika Waszyngtonu w wojnie z terrorem. Stany Zjednoczone nie pisnęły nawet słowem, kiedy Izrael pracował nad własną bombą jądrową i nie naciska na Państwo Żydowskie ani w tej kwestii, ani w kwestii broni biologicznej i chemicznej, którą Izrael posiada. Nie trzeba wspominać, że hipokryzja Ameryki w tej materii ma ogromny negatywny wpływ na wysiłki Stanów Zjednoczonych w staraniach o ograniczenie proliferacji broni masowej zagłady (WMD)
 
Finansowe wsparcie Izraela jest w dużej mierze niezależne od działań podejmowanych przez rząd tego państwa. Nawet jeśli są one sprzeczne z interesami Waszyngtonu, groźby wstrzymania (nie mówiąc o redukcji czy odcięciu) strumienia pieniędzy jest niewielka i do gróźb amerykańscy prezydenci uciekali się nader rzadko. W ostatniej dekadzie XX w. i obecnie pomoc amerykańska jest w zasadzie bezwarunkowa. 
 
Czy zamożne państwo, jakim Izrael bez wątpienia jest, powinien otrzymywać tak dużą pomoc finansową? Czy jest po temu jakiekolwiek uzasadnienie ekonomiczne bądź militarne? Ekonomicznego znaczenia nie ma, gdyż Izrael posiada prężną gospodarkę, opartą w dużej mierze na nowoczesnych technologiach. Wojskowego znaczenia również nie ma, ponieważ przewaga sił zbrojnych Izraela nad sąsiadami, nawet gdyby połączyli siły (co jest dziś praktycznie niemożliwe) jest przygniatająca. Izrael posiada zarówno świetnie wyszkolonych żołnierzy, jak i bardzo nowoczesny i sprawdzony w boju sprzęt. Wielokrotnie udowadniał w przeszłości, że potrafi zetrzeć w proch przeciwnika. Dziś Izrael jest bezpieczniejszy niż w latach 50. czy 70. i nikt przy zdrowych zmysłach nie próbowałby pokonać go na polu bitwy.
 
Co innego walka z partyzantami czy grupami paramilitarnymi pokroju Hezbollahu czy Hamasu. Jednak po co wspierać ponad 2 miliardami dolarów pomocy wojskowej rocznie jedną z najlepiej wyszkolonych i uzbrojonych armii na świecie, jeśli jej przeciwnikiem jest grupa brodaczy z kałasznikowami, granatnikami oraz rakietami (m.in. katiuszami)? Każdy chciałby mieć takiego Świętego Mikołaja, który rok w rok przynosiłby worek pieniędzy (w większości bonów na zakupy u amerykańskich producentów) na nowe zabawki (helikoptery, inteligentne bomby etc.). Izrael mógłby bez większego problemu kupować uzbrojenie za własne pieniądze, zapewne na bardzo preferencyjnych warunkach (jako bliski sojusznik Ameryki).
 
Wsparcie finansowe (militarne i gospodarcze) to jednak nie wszystko. Ameryka zapewnia Izraelowi potężne wsparcie polityczno-dyplomatyczne. Nie wszędzie jest to zgodne z interesami Ameryki. Następny wpis poświęcę w głównej mierze właśnie tej kwestii.
 
Piotr Wołejko
 
grafika: us.macmillan.com 
 
Czytaj też:
 
Więcej tekstów oraz autorów na nowym portalu Polityka Globalna:
 
środa, 17 grudnia 2008, p.wolejko
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/12/17 13:46:07
Mało tego - Izrael potrafił przekazać ChRL systemy uzbrojenia (wraz z kompletnym prototypem!) samolotu IAI Lavi, czyli izraelskim rozwinięciem F-16, opracowywanym wspólnie z Amerykanami... Tak powstał najnowocześniejszy (już produkowany seryjnie) chiński samolot wielozadaniowych Chengdu J-10... Waszyngton tylko powarczał troszkę i mu przeszło. To się nazywa lobbing najwyższych lotów - kiedy i czy w ogóle Warszawa się tego nauczy?
-
2008/12/17 14:37:53
Wątpię, abyśmy byli w stanie zbliżyć się do podobnego poziomu jeśli chodzi o skuteczność zabiegania o nasze interesy. Raczej Amerykanie mogą rozgrywać na swoją korzyść nasze wewnętrzne podziały.
-
2008/12/17 15:04:52
Ja już nie mówię o lobbingu na poziomie izraelskim, ale nawet diaspora armeńska potrafiła "wylobbować" w Kongresie rezolucję potępiającą Turcję (bardzo bliskiego przecież sojusznika USA) za masakrę Ormian z początku wieku XX... A co potrafi nasza jakże liczna Polonia w USA, poza pracą na czarno i zrywaniem azbestu? Nawet wiz do USA nie potrafimy załatwić. Nie dziwota, że jesteśmy popychadłem i nikt się z polską racją stanu nie liczy na arenie międzynarodowej...
-
2008/12/17 15:21:03
Ormianie są bardzo efektywni. To samo Kubańczycy. Ale już np. Meksykanie niekoniecznie, przynajmniej nie na chwilę obecną. Słabość Polaków wynika nie tyle ze słabości polskiej emigracji w ogóle, ale ze słabości polskiego społeczeństwa, które na emigracji ujawnia swoje najgorsze cechy. Polak Polakowi wilkiem. Pokazują to doświadczenia emigrantów, ostatnio chociażby z Wielkiej Brytanii czy Irlandii. To Polak cię wycycka, to Polak cię ograbi, trzymaj się lepiej z daleka od Polaków.

Inne narody, choć nie wszystkie, pomagają sobie na emigracji. Trzymają się razem, wspierają. Potem mogą tworzyć organizacje polityczne i walczyć o swoje wpływy. Najpierw musimy naprawić nasze społeczeństwo.
-
2009/11/13 18:28:53
Eh ,co się już dzieje na tym świecie :/
p.wolejko Zgadzam się z panem.Pierwsze zadanie jakie trzeba zrobić ,to naprawić nasze społeczeństwo.

(Zapraszam na swoją stronę informacyjno -finansową)
-
2010/03/13 22:25:19
@Piotr Wołejko
Przeczytałem kilka Pana wpisów na ten temat na blox i w salonie .Bardzo dobre, zgrabnie napisane teksty. Może jestem niecierpliwy, ale chciałbym poczytać równie długą, zgrabnie napisaną i co najważniejsze trafną odpowiedź na pytanie DLACZEGO tak jest, jak jest.

Siła lobby żydowskiego? Symbioza interesów dozbrajającego się Izraela oraz przemysłu zbrojeniowego? Jakieś zaczadzenie ideologiczne? Coś jeszcze innego? A może Amerykanie nie mają za bardzo innych interesów? Może odpuścili sobie Arabów, ograniczyli się do współpracy z niektórymi reżimami, zapewnili sobie dostęp do ropy i zupełnie im niepotrzebna dalsza współpraca z Arabami? W końcu jakiegoś wroga trzeba mieć by poużywać coraz wymyślniejszych zabawek?
-
Gość: mat, bta200.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/09 12:15:18
Ciekawy wpis, który zainteresowanym naświetla trochę sytuację. Jest jednak kilka "ale". Po pierwsze nie rozumiem, dlaczego Izrael miałby tej pomocy nie dostawać?. Skoro oni chcą ja otrzymywać a USA chcą ją dawać, to gdzie jest problem? nie rozumiem. Czy są im potrzebne czy nie, czy są bogaci czy nie, to nie ma w tym momencie najmniejszego sensu. Dwa państwa się dogadały i już. Pozatym pomoc udzielona np. Egiptowi jest nie wiele mniejsza, Cały czas płynie strumień pieniędzy z UE i USA do Strefy Gazy i jaki jest efekt? W Izraelu kto był ten efekt widział, normalne nowoczesne, rozwinięte i na dodatek demokratyczne państwo. Jeśli już zastanawiałbym się dlaczego jakaś pomoc jest komuś przydzielana to właśnie podumałbym nad Strefą Gazy, która te pieniądze tylko przejada a część (jeśli nie większość, bo nie ma skutecznego systemu kontroli powierzanych pieniędzy i towarów) dla Hamasu. Wbrew pozorom życie w Strefie jest na dostatnim poziomie, nikt z głodu nie umiera. Ale to tak na marginesie. Pozdrawiam
liczniki
Dyplomacja on Facebook