|
Blog > Komentarze do wpisu
Odrzucenie Turcji przez Europę byłoby fatalnym błędemQuo vadis Turcjo? Odpowiedź na to pytanie jeszcze 10 lat temu nie przysporzyłaby nam większych trudności. Poparcie dla wstąpienia Turcji do Unii Europejskiej wyrażało wówczas ok. 60-70 procent Turków, a akcesja nie wydawała się bardzo odległa. Ostatnia dekada przyniosła jednak zdarzeń, które, niczym silne wiatry pomiędzy mitycznymi Scyllą a Harybdą, zepchnęły turecki okręt z kursu. Trochę historii Warto przypomnieć, że nadzieje Turcji na członkostwo we Wspólnotach Europejskich rozbudzono już w 1963 roku. W tej chwili można bez wątpliwości stwierdzić, że 50. rocznica zawarcia umowy stowarzyszeniowej, znanej jako Porozumienie z Ankary, będzie smutnym przypomnieniem niespełnionych obietnic, rozwianych nadziei i, najpewniej, podkreśleniem braku zrozumienia. Zdecydowana opozycja wobec akcesji Republiki Tureckiej zyskuje w Europie coraz większe poparcie. Kapitał polityczny na przekreślaniu europejskich ambicji Turcji zbijają nie tylko prawicowi populiści, ale przywódcy "dwóch motorów" integracji europejskiej - Angela Merkel i Nicolas Sarkozy. Od NATO do ropy i gazu Przyciągnięcie Turcji do Europy i powiązanie jej z Zachodem było główną ideą przyświecającą Stanom Zjednoczonym w latach następujących po zakończeniu drugiej wojny światowej. Ameryka uratowała Turcję przed wpływami sowieckimi, kiedy Moskwa ostrzyła sobie zęby na przejęcie kontroli nad strategicznie istotnymi cieśninami Bosfor i Dardanele. Turcja szybko stała się kluczowym członkiem NATO i jednym z najważniejszych elementów amerykańskiej strategii powstrzymywania wpływów Związku Radzieckiego. Dzisiaj Turcja posiada drugą największą armię w NATO, ustępując liczebnością tylko Stanom Zjednoczonym. Jednak liczba żołnierzy nie decyduje już o strategicznym znaczeniu Ankary jako kluczowego partnera i sojusznika. O wiele ważniejsza jest geografia, która determinuje rolę Turcji jako główny kraj tranzytowy dla surowców energetycznych z regionu Morza Kaspijskiego, a w mniejszym zakresie także Bliskiego Wschodu. Przez terytorium Turcji już teraz biegną istotne rurociągi, w szczególności ropociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan. Turcja może pomóc Europie uniezależnić się częściowo od dostaw gazu z Rosji, umożliwiając tranzyt gazu azerskiego, turkmeńskiego, a może także irańskiego do Europy. Znaczenie Turcji jest nie do przecenienia ze względuna jej wpływyw regionie Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej. Kraj ten jest także uważany za umiarkowanie islamski, i taką "wizję" islamu Europa chce promować. Dotychczasowe negocjacje z UE Niestety, lata zaniedbań, po obu stronach, doprowadziły do obecnej sytuacji, w której Turcja wcale nie musi opowiedzieć się po stronie Zachodu. Pod wpływem Niemiec, Francji czy Austrii postępy w akcesji Turcji do UE zostały praktycznie wstrzymane. Osiem spośród trzydziestu pięciu rozdziałów negocjacji pozostaje "zamrożonych", zaledwie jeden z rozdziałów zamknięto porozumieniem. Obstrukcja ta wyraźnie ostudziła zapał Turków, którzy w sondażach wyrażają odmienne niż dekadę wcześniej zdanie. Za wstąpieniem do Unii opowiada się ok. 30-40 procent społeczeństwa. I choć przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, podczas niedawnego wystąpienia na Uniwersytecie Kopenhaskim zapewniał, że w Unii jest miejsce dla Turcji i stwierdził, że pozostawienie Turcji za drzwiami byłoby "kompletną pomyłką", to nie Komisja a państwa członkowskie podejmą decyzję ws. Republiki Tureckiej. Nawet jeśli, jakimś cudem, Niemcy, Francuzi, Austriacy czy Holendrzy zmienią zdanie, jest jeszcze problem grecki. Twarde orzechy do zgryzienia Przyszłość Turcji w Europie może zależeć od rozwiązania dwóch kwestii: Cypru i Kurdów. Druga kwestia teoretycznie wydaje się być łatwiejsza do rozwiązania, a rząd Recepa Erdogana, sprawującego urząd już drugą kadencję, uczynił wiele małych kroków w kierunku porozumienia z Kurdami. Zamieszkujący górzysty wschód Turcji Kurdowie, którzy stanowią ok. 20 procent z ponad 76 milionów populacji, nie domagają się już niepodległości, ale równouprawnienia i zakończenia dyskryminacji. Walka o prawa mniejszości kurdyjskiej kosztowała życie tysiące cywilów od setki żołnierzy. Wcześniej rządy tureckie wykorzystywały do zwalczania kurdyjskich bojówek wojsko, ale - jak się zwykle okazuje - nie ma mowy o sukcesie wyłącznie militarnym, bez rozwiązania politycznego. Problem Cypru jest o wiele bardziej skomplikowany, a jego źródła sięgają nie dekad, a wieków. Cypr wchodził niegdyś w skład Imperium Otomańskiego i w trakcie rządów tureckich na wyspie osiedliła się pewna liczba Turków. Wraz z wewnętrznym rozkładem kraju, który stał się bardzo widoczny w XVIII wieku ub. tysiąclecia, wpływy Turcji słabły. Przekładało się to na straty terytorialne, polegające głównie na wypychaniu Turcji z Europy. W 1878 roku Najwyższa Porta zaproponowała (po raz kolejny) Wielkiej Brytanii przejęcie kontroli nad Cyprem w zamian za sojusz obronny wymierzony w Rosję. Brytyjczycy opuścili wyspę prawie sto lat później, w 1960 roku. Zdominowane przez Greków państwo czuło naturalną więź z kontynentalną Grecją, a idea Wielkiej Grecji, czyli zjednoczenia Cypru z macierzą, była wielce popularna. Społeczność turecka była oczywiście odmiennego zdania. Kiedy w 1974 roku, pod wpływem rządzących Grecją tzw. czarnych pułkowników, doszło do obalenia rządu i przejęcia władzy przez zdecydowanie antyturecki ruch zjednoczeniowy, Turcja zdecydowała się na zbrojną interwencję, chroniąc miejscową populację pochodzenia tureckiego. Od tego czasu wyspa jest podzielona na dwie części, grecką - która znajduje się w UE, oraz turecką - której niepodległość uznawana jest wyłącznie przez Ankarę. Próby zakończenia konfliktu i zjednoczenia podzielonej wyspy nie przynoszą powodzenia, gdyż Grecy odrzucają taką możliwość. Z drugiej strony, bojkotują możliwość uznania Tureckiej Republiki Cypru Północnego jako państwa, co pozwoliłoby mieszkańcom tej części wyspy na rozpoczęcie normalnego życia. Grecja wraz z Cyprem blokują możliwość akcesji Turcji do Unii Europejskiej. Tożsamość Turcji Uporanie się z problemami Kurdów i Cypru to jednak nie wszystko. Turcja musi poradzić sobie sama ze sobą, z legacją pozostawioną przez założyciela Republiki, Mustafę Kemala Paszę, zwanego Ataturkiem. Odseparowanie państwa od religii (od podbicia Egiptu na początku XVI wieku sułtan turecki był także kalifem), czyli sekularyzm i laicyzm, stanowią fundament republikańskich rządów. Na straży dziedzictwa Ataturka stoi armia, która wielokrotnie obalała demokratycznie wybrane rządy, oskarżając je o próbę islamizacji kraju oraz elity biurokratyczne oraz prawnicze. Ograniczenie wpływów armii jest warunkiem uznania demokracji tureckiej za dojrzałą, gdyż nie do pomyślenia jest, aby w kraju unijnym armia usunęła bądź zmusiła do ustąpienia wybrany przez obywateli rząd. Z drugiej strony, czy demokracja jako idea jest warta ryzyka utraty Turcji i jej transformacji w kraj islamski? Czy takie zagrożenie istnieje i jest na tyle poważne, że powinno być brane pod uwagę? Czy, pod rządami umiarkowanych islamistów z Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), kraj nie podlega ledwie zauważalnej transformacji? Czy osoba Feitullaha Gulena, charyzmatycznego tureckiego emigranta mieszkającego w USA, i jego działalność są zagrożeniem dla istnienia Turcji jaką znamy? Czy rzeczywiście zamiast kibicować dalszemu osłabieniu sekularystycznej armii nie powinniśmy przyjrzeć się rosnącym wpływom człowieka, który przez niektórych nazywany jest tureckim Chomeinim? Długa droga do Brukseli Bez wątpienia Turcja nie jest gotowa do przystąpienia do Unii Europejskiej dziś czy jutro. Omówione wyżej problemy to tylko wierzchołek góry lodowej, a jednocześnie przysłowiowa kula u nogi. Do poprawy jest wiele bardziej przyziemnych i oczywistych spraw, jak równouprawnienie kobiet, tolerancja dla wyznawców innych religii (choć niewielu ich w Turcji, nie mogą czuć się bezpiecznie), reforma kodeksu karnego etc. Mimo postępu, Ankarę nadal dzieli od Brukseli przepaść. Turcja może zdecydować się ją obejść, co zajmie jednak bardzo dużo czasu. Może spróbować skorzystać z prowizorycznych mostów, takich jak chociażby potrzeby energetyczne Europy i szczególna rola Turcji w tym zakresie. Przeprawy te jednak starają się zniszczyć Niemcy czy Francuzi, którym na gazie i ropie znad Morza Kaspijskiego nie bardzo zależy. Turcja może również machnąć ręką na "niewdzięczników" z UE i pójść własną drogą, wzmacniając więzi w regionie oraz w Azji Centralnej, zabezpieczając przy okazji własne potrzeby energetyczne w Rosji oraz Iranie. Cytując Talleyranda Rozsadzenie Unii Europejskiej przez przyjęcie biednej, muzułmańskiej Turcji to główne hasło sceptyków jej akcesji. Podobno wsparcie tureckich rolników rozsadziło by unijny budżet, a dziesiątki milionów muzułmanów doprowadziłoby do islamizacji Europy, nie pamiętającej już o swojej chrześcijańskiej przeszłości. Z całą pewnością przyjęcie Turcji wymagałoby głębokiej reformy samej Unii, jej instytucji, budżetu oraz celów politycznych. Sądzę, że korzyści z integracji z Turcją dalece przewyższają koszty. I wcale nie mam na myśli PR-owskiego sloganu o wynagrodzeniu umiarkowanych muzułmanów za ich umiarkowanie i przekazanie tym samym wyraźnego sygnału innym krajom i społecznościom muzułmańskim. Wpuszczając Turcję do europejskiego klubu na stałe wiążemy ten kluczowy kraj z Zachodem i jego cywilizacją. Unia zyskuje szansę na nowe otwarcie na Bliskim Wschodzie, Kaukazie i Azji Centralnej. Potrzeby energetyczne Europy, zwłaszcza jej środkowej i wschodniej części, mogłyby zostać łatwiej zaspokojone. Podjęcie decyzji o przyjęciu Turcji do Unii Europejskiej wymaga rozumu i doświadczenia na miarę męża stanu. Jeśli bieżąca polityka i ciułanie głosów w perspektywie najbliższych wyborów zwyciężą, Europa może stracić szansę na przekształcenie się w prawdziwie globalną potęgę. Bez Turcji będziemy wiecznie tylko i wyłącznie klubem gospodarczym zrzeszającym rozwinięte państwa europejskie. Z Turcją możemy stać się także siłą polityczną, umiejscowioną w sposób wręcz fantastyczny aby wpływać na Bliski Wschód i Azję Centralną. Niewykorzystanie szansy, którą mamy, byłoby gorsze niż zbrodnia, byłoby błędem. Piotr Wołejko czwartek, 11 czerwca 2009, p.wolejko
TrackBack
Komentarze
2009/06/11 19:23:39
To wszystko o znaczeniu Turcji w związku z rurociągami, tranzytem, poswtrzymywaniem Rosji , dostępem do złoż w Azji Sr. jest prawdą. Tyle, że z punktu widzenia interesów anglosaskich koncernów nafto-gazowych oraz geopilitycznych interesów USA. Wygłosił Pan mowę obrończą ich interesów a nie interesów Unii.
Chce Pan wmówić EU rzekome potrzeby energetyczne via Turcja , choć sam Pan pisze, że najważniejszym graczom unijnym - Francji i Niemcom - na gazie i ropie znad Morza Kaspijskiego nie bardzo zależy. Ano właśnie! Z Hiszpanią, Portugalią, Włocachami etc . czyli z wieloma innymi ze starej EU jest tak samo. Po co więc uszczęśliwiać ich na siłę? To typowa sytuacja kiedy USA (i wspomniane koncerny) sprywatyzowały by zyski z przyjęcia Turcji do EU i zsocjalizowały, zepchnęly na EU (konkretnie właśnie na Niemcy,i Francję, starą EU) wszelkie z tym związane koszty. Dla interesów EU EU przyjęcie Turcji oznacza niestety nie tylko koszty ale i problemy, z krórych część sam Pan wyliczył. I dlatego stara EU się przed tym broni a nie z jakiegoś irracjonalnego widzimisię. Tak więc cui bono? Pomijam oczywiście zaspokojenia polskich ambicji "przyłożenia" Rosji, bo to chyba jako argument da całej EU niepoważne. Piszę to wszystko z pozycji osoby trochę Turcję znającą i lubiącą. Obserwuję z niekłamanym podziwem i szacunkiem jej ogromny zryw, zachodzące tam zmiany i uważam, że Turcję podle skrzywdzono obiecując jej latami z typowym zachodnim cynizmem coś, co nigdy nie wchodziło w rachubę. To nie tylko było podłe, lecz także głupie i dziś się na EU mści. 2009/06/11 20:44:39
Franek:
Już jeden polityk powtarzał zerojedynkowo Nicea albo śmierć i nie wyszedł na tym najlepiej. A i jego partia chyłkiem się z jego słów wycofała. Alternatywa wszystko albo nic nie wchodzi w grę, gdyż UE posiada odpowiednie instrumenty, aby zaferować coś w zamian członkostwa. Jednak polega to właśnie na tym, czego Pan się obawia po ewentualnej akcesji Turcji, tj. podkreśla to, że unia to tak naprawdę niewiele więcej ponad strefę wolnego handlu. Eva15: Pani Ewo, dlaczego jest tak, że Ameryce tak bardzo zależy na tym tranzycie przez Turcję? Dlaczego z perspektywy Waszyngtonu, oddalonego o kilka tysięcy kilometrów widać wagę Turcji i jej położenia, a także istotę demonopolizacji rosyjskiej pozycji energetycznej, a ci mądrzy i rozsądni Francuzi, Niemcy, Włosi, Portugalczycy, Hiszpanie etc. tego nie widzą? Dlaczego Ameryka uszczęśliwia je na siłę, brużdżąc przy okazji Rosji, która z założenia nie może mieć złych intencji i polityki sprzecznej z interesem nie tyle UE jako całości, ale jej poszczególnych członków? Proszę mi to wyjaśnić, bo nie rozumiem istoty Pani wywodu, konkretnie stwierdzeń zawartych w pierwszym akapicie Pani komentarza. Co oznacza akapit trzeci: "To typowa sytuacja kiedy USA (i wspomniane koncerny) sprywatyzowały by zyski z przyjęcia Turcji do EU i zsocjalizowały, zepchnęly na EU (konkretnie właśnie na Niemcy,i Francję, starą EU) wszelkie z tym związane koszty."? Przyjęcie Turcji do UE to także powiększenie wspólnego rynku o niemalże jedną piątą. Nie trzeba dodawać, jakie perspektywy rozwoju gospodarczego daje powiększenie rynku o 20 procent. W jednym mogę się z Panią zgodzić, mianowicie w tym, że Turcję skrzywdzono i cynicznie wystawiono do wiatru. I jeśli Turcja zdecyduje się iść swoją drogą, odwracając się częściowo (bo całkowicie byłoby niemożliwe) od Europy, sami będziemy sobie winni. Turcja to przyszłość. łączę pozdrowienia, PW
Gość: , p4fc71e93.dip0.t-ipconnect.de
2009/06/12 01:16:23
Pańskie pytanie nr. 1):
Pani Ewo, dlaczego jest tak, że Ameryce tak bardzo zależy na tym tranzycie przez Turcję? (...) Dlatego, że USA są, wcale tego nie kryjąc bo to oczywista oczywistość, mocarstwem globalnym o globalnych ambicjach podporządkowania sobie świata a zwłaszcza jego złoż. Kto ma złoża, ten ma władzę. EU w tym sensie mocarstwem nie jest i takich ambicji nie ma, przynajmniej nie tymi metodami. To błąd w założeniu, że interesy EU i USA MUSZA się zawsze pokrywać. Nie pokrywają się i nie powinny w pełni się pokrywać, stara EU dobrze o tym wie. Rosja ma niewątpliwie politykę sprzeczną nie tyle z interesami niektórych (nowych) członków EU, ile z ich wyobrażeniami o tym, czym są ich własne interesy. Ich skłonność do zacierania granicy między interesem USA a ich własnym jest ogromna i dzisiejsza Rosja nic tu niewinna. Co innego historia i histeria. Pytanie "Co oznacza akapit trzeci (...) przyjęcie Turcji do UE to także powiększenie wspólnego rynku o niemalże jedną piątą. Nie trzeba dodawać, jakie perspektywy rozwoju gospodarczego daje powiększenie rynku o 20 procent." Jak Pan na te wyliczenia wpadł, jak do nich doszedł? Na forum GW wypisują przeróżne bystrzaki, że dzięki przyjęciu PL do EU Niemcom (to największy eksporter i płatnik netto do EU - więc dobre poletko do porównań) wzrosł niebotycznie rynek zbytu i eksport. Nie czytają statystyk, poczciwcy. Niemcom w okresie 2004-2008 wzrosły gigantycznie obroty z Rosją , jak wiemy niezrzeszoną zu EU, o ca 100% z ca 33 mld dol na ok. 65 mld.; a z PL , po jej wejściu do EU ekport niemiecki wzrósł o ca 8 % a odwrotnie polski do Niemiec o ca 30%. Czyli PL skorzystała daleko więcej niż główny ekporter i główny płatnik starej Unii. Linki do niemieckich urzędowych statystyk (destatis) podawałam wielokroć na forum GW. Jeśli nie poradzi Pan sobie z ich odszukaniem, mogę jutro dopomóc. Jak Pan wyliczył, że z Turcją będzie odwrotnie/inaczej? Pzdr. 2009/06/12 11:01:24
Niemcom w okresie 2004-2008 wzrosły gigantycznie obroty z Rosją , jak wiemy niezrzeszoną zu EU, o ca 100% z ca 33 mld dol na ok. 65 mld.;
No ba... pewnie nie miało to nic wspólnego z cenami ropy... ale pal sześc. W 2006 obroty pomiędzy Rosja a Niemcami wynosiły 53 mld e, w 2008 - 68 mld e, wzrost o 28%. W tym samym czasie obroty handlowe pomiędzy RP a BRD wzrosły o 32%... a z PL , po jej wejściu do EU ekport niemiecki wzrósł o ca 8 % a odwrotnie polski do Niemiec o ca 30%. Czyli PL skorzystała daleko więcej niż główny ekporter i główny płatnik starej Unii. Hmmm ciekawe bo z tych linków wynika coś zgoła innego. Niemiecki eksport do Polski w 2006 wynosił 29 mld e, w 2008 było to lekko ponad 40 mld e, czyli wzrost o jakieś 38%. W 2006 polski eksport do Niemiec wynosił 21 mld e, a w 2008 to było 26 mld e, czyli wzrost o 24%. Tyle w tym temacie. ims.destatis.de/aussenhandel/Default.aspx I jeszcze na zakończenie Niemcy permanentnie notują ujemne saldo w handlu z Rosja (w 2006 jakieś 6.7mld e, w 2008 ok 3.6 mld e), w tym samym czasie ich saldo w handlu z Polską wzrosło z 7.8 mld e do bagatela 13 mld e. Wnioski można wyciągnąć we własnym zakresie. 2009/06/12 12:26:50
Sorry, pisałam po nocy, nie wyraziłam się dostatecznie jasno i dokładnie, zesztą mówiłam, że nie poszukam po nocy danych.
W tym temacie chodzi mi o udział PL i reszty nowych w całkowitym eksporcie niemieckim. Takie porównanie ma więcej sensu, bo przecież eksport Niemiec do innych krajów też w tym czasie rósł. Więc chodzi o to co rosło bardziej, czyli na ile niemiecki przemysł i handel rzeczywiście skorzystały na rozszerzeniu: "Die Ausfuhren deutscher Waren in die zehn neuen EU-Mitgliedstaaten beliefen sich im Jahr 2008 auf 105,2 Milliarden Euro und hatten damit einen Anteil von 10,6% an der deutschen Gesamtausfuhr. 2003 hat dieser Anteil noch bei 8,5% gelegen." Czyli: Niemiecki eksport do 10 nowych członków EU wyniósł w 2008 r. 105,2 mld. euro i stanowił tym samym 10,6% łącznego eksportu. W 2003 r. (czyli przed przyjęciem tych krajów do EU) udział ten wynosił 8,5 %. Czyli - wzrost raptem z 8,5 % na 10,6 %. A teraz o zyskach handlowych nowych członków: "Einfuhren aus den zum 1. Mai 2004 der Europäischen Union beigetretenen zehn neuen Mitgliedstaaten (Estland, Lettland, Litauen, Malta, Polen, Slowakei, Slowenien, Tschechien, Ungarn und Zypern) nach Deutschland von 2003 bis 2008 um 52,4% von 57,6 Milliarden Euro auf 87,9 Milliarden Euro angestiegen." Na skróty tłumacząc: po przyjęciu do EU eksport nowych członków do Niemiec wzrósł o 52,4%, z 57,6 mld euro do 87,9 mld euro. I na koniec: "Wiederum hatte der Handel mit Polen, der Tschechischen Republik und Ungarn die höchste Bedeutung, denn die Ausfuhren in diese drei Staaten hatten einen Anteil von 81,3% an allen Ausfuhren in die zehn neuen Mitgliedstaaten. " Czyli, znów na skróty: największy udział we wzrościej sprzedaży do Niemiec miały Czechy i Polska - razem 81,3% całości eksportu nowych członków EU. Wszystko pod: www.destatis.de/jetspeed/portal/cms/Sites/destatis/Internet/DE/Presse/pm/2009/05/PD09__169__51,templateId=renderPrint.psml Niemcy permanentnie notują ujemne saldo w handlu z Rosja (w 2006 jakieś 6.7mld e, w 2008 ok 3.6 mld e), w tym samym czasie ich saldo w handlu z Polską wzrosło z 7.8 mld e do bagatela 13 mld e. Wnioski można wyciągnąć we własnym zakresie. Dane się zgadzają www.destatis.de/jetspeed/portal/cms/Sites/destatis/Internet/DE/Content/Statistiken/Aussenhandel/Handelspartner/Tabellen/Content100/RangfolgeHandelspartner,property=file.pdf Tylko wnioski pewnie mamy inne. Po1) ujemne saldo Niemiec w handlu z Rosją maleje, w tym roku będzie pewnie tycie jeśli nie zerowe. To oznacza, że po stronie rosyjskiej wpływ na to mają ceny ropy i gazu a po niemieckiej wzrost eksportu wysokoprzetworzonego. Rosja miała dzięki wys. cenom surowców jak dotąd z każdym chyba krajem saldo dla siebie dodatnie, ALE: im partner miał więcej produktów wysokoprzetworzonych do zaoferowania, tym rosyjskie saldo dodatnie było niższe. To, że polskie saldo jest ujemne i tak szybko rożnioe w minus nie świadczy dobrze o konkurencyjności polskich towarów w Niemczech. Kończy się jak widać powoli "nadzywyczajna renta" wynikająca z rozszerzenia i zaczynają się schody. Czyli na początku rozszerzenia Polska skorzystała zdobywając nowe rynki zbytu, ale jest pytanie, czy potrafi się na nich utrzymać i dynamicznie rozwijać. Niemcy na początku roszerzenia miały znacznie mniejsze korzyści z handlu z PL niż teraz, co wiąże się właśnie z tym, co piszę powyżej. 2009/06/12 12:40:44
No i jeszcze jedno- swój eksport do Polski Niemcy opłacają po części subwencjami dla Polski (via EU), a te idą w miliardy. Rosji Niemcy nie utrzymują ani trochę, więc gwoli czystości porównań należałoby od niemieckiego eksportu do PL odliczyć subwencje (tak jak się to czyni w rachunku wewn.narodowym) i dopiero te liczby porównać z eskportem Niemiec do Rosji.
2009/06/12 14:17:00
Niemiecki eksport do 10 nowych członków EU wyniósł w 2008 r. 105,2 mld.
euro i stanowił tym samym 10,6% łącznego eksportu. W 2003 r. (czyli przed przyjęciem tych krajów do EU) udział ten wynosił 8,5 %. Czyli - wzrost raptem z 8,5 % na 10,6 %. po przyjęciu do EU eksport nowych członków do Niemiec wzrósł o 52,4%, z 57,6 mld euro do 87,9 mld euro. Tyle, że w liczbach bezwzględnych to wygląda nieco inaczej. W 2003 roku całkowity eksport Niemiec wynosił 664 mld e, czyli eksport do 10 nowych krajów wynosił 56 mld e. W 2008 eksport do 10 nowych krajów wynosił jak napisałaś 105 mld e, czyli wzrósł o 87.5%. W liczbach bezwzględnych eksport Niemiec z tych krajów wzrósł o ~49 mld e, a import z tych krajów o ~30mld e. Zdaj sobie pytanie, czy większy jest wzrost o 52.4% czy o 87.5%, i czy 49 to więcej niż 30? www.german-business-portal.info/GBP/Navigation/en/Business-Location/foreign-trade-statistics.html Po1) ujemne saldo Niemiec w handlu z Rosją maleje, w tym roku będzie pewnie tycie jeśli nie zerowe. Maleje, a czy będzie na zero to zobaczymy. Co do reszty zgoda. To, że polskie saldo jest ujemne i tak szybko rożnioe w minus nie świadczy dobrze o konkurencyjności polskich towarów w Niemczech. Kończy się jak widać powoli "nadzywyczajna renta" wynikająca z rozszerzenia i zaczynają się schody. Czyli na początku rozszerzenia Polska skorzystała zdobywając nowe rynki zbytu, ale jest pytanie, czy potrafi się na nich utrzymać i dynamicznie rozwijać. Zgoda. Tak, potrafi. Niemcy na początku roszerzenia miały znacznie mniejsze korzyści z handlu z PL niż teraz, co wiąże się właśnie z tym, co piszę powyżej. Brak zgody. Niemcy skorzystały na rozszerzeniu znacznie bardziej niż Polska. Mówię oczywiście o handlu. Liczby mówią same ze siebie, wzrost eksportu Niemiec do RP w okresie 2006-2008 - 38%, wzrost eksportu RP do BRD - 24%, a w liczbach bezwzględnych to jest odpowiednio wzrost o 11 mld e i o 5 mld e. Nie ma bata, 38 to jest więcej niż 24, tak jak i 11 to jest więcej niż 5. Rosji Niemcy nie utrzymują ani trochę, więc gwoli czystości porównań należałoby od niemieckiego eksportu do PL odliczyć subwencje (tak jak się to czyni w rachunku wewn.narodowym) i dopiero te liczby porównać z eskportem Niemiec do Rosji. Proszę bardzo. W 2007r wkład netto Niemiec do budżetu UE to ok. 6.5 mld e. całkowity wkład netto wszystkich płatników netto wynosił ok. 19 mld e, czyli udział Niemiec to ok. 34%. Polska w 2007 dostała z UE ok 5.5 mld e, czyli wkład Niemiec w tą pomoc wynosił ok. 1.9 mld e. W 2007 roku Polski deficyt handlowy z Niemcami wynosił coś ok 12mld e, 12mld-2mld=10mld. Tyle w tym temacie. 2009/06/12 18:00:46
Przegląd sytuacji bez zaciemniania obrazu innymi krajami z nowej EU- weźmy tylko PL i dla porównania Rosję i zobaczmy korzyści jakie płyną dla Niemiec z handlu z nimi. PL wiadomo - w EU i dlatego ponoć Niemcy szczególnie korzystają, Rosja natomiast w EU nie jest. No i zobaczmy co się dzieje:
Niemcy 2003 w mld euro Cały eksport: 661,3 (skoryg. w 2004 na 664) cały import: 551,3 Z tego: Eksport do PL: 16,4 Import z PL: 15,5 Eksport do Rosji: 12,1 Import z Rosji: 13,4 www.destatis.de/jetspeed/portal/cms/Sites/destatis/Internet/DE/Presse/pm/2004/05/PD04__220__51.psml Niemcy 2008 w mld euro: Cały eksport: 994,87 cały import: 818,62 Z tego: Eksport do PL: 40,15 Import z PL: 26,23 Eksport do Rosji: 32,34 Import z Rosji: 35,91 www.destatis.de/jetspeed/portal/cms/Sites/destatis/Internet/DE/Content/Statistiken/Aussenhandel/Handelspartner/Tabellen/Content100/RangfolgeHandelspartner,property=file.pdf Czyli 2008/2003: cały eksport niemiecki wzrosł o prawie połowę, z tego: do Polski 2,5 raza a do Rosji 2,7 raza. Gdzie był szybszy wzrost? Który kraj przyjęto do EU a który nie z tych dwóch? Gdzie Niemcy odnieśli większe korzyści z pkt. widz. dynamiki wzrostu eksportu? Pominęłam już nawet te 2 mld euro subwencji, które trzeba by odjąć, wtedy niemiecki wzrost eksportu do PL wyniósłby tylko 2.3 raza. Import PL do Niemiec wzrósł 2008/2003 o 1,7 raza, a rosyjski o 2,7 raza. Ale OK, tu porównanie jest dla PL nieuczciwe - wiadomo ceny ropy i gazu. 2009/06/13 11:15:07
Eva15: Interesy UE i USA nie muszą się pokrywać i często się nie pokrywają. Jednak w kwestii energetycznej mamy odmienne zdanie. Pani sądzi, że USA się mylą, a ja, że mają rację, tj. że w interesie Europy jest znaleźć inne niż rosyjskie źródła zaopatrzenia w gaz. Administracje amerykańskie zrobiły bardzo wiele, aby Europie pomóc, między innymi doprowadzając do powstania BTC. Bush, choć dużo mówił, mało robił. Oby Obama okazał się bardziej skuteczny.
Nie jest w interesie Europy polegać coraz bardziej na jednym tylko dostawcy, gdyż czyni to z niej zakładnika w razie konfliktu na tle politycznym. Embargo na ropę z lat 70. ub. wieku pokazało, jak miękka i słaba jest Europa w razie ograniczenia dostaw ropy. Nawet nie wyszczególniam tutaj Rosji: nie można polegać na jednym dostawcy. W kwestiach danych gospodarczych się nie wypowiadam, Yellow Tiger, któremu dziękuję, świetnie poprowadził dyskusję na ten temat. łączę pozdrowienia, PW 2009/06/13 12:25:38
Czyli w Pana wizji EU jest głupiutka i nie wie, co dla niej dobre, a USA kierowane polityką miłości a la Tusk walczą o jej interesy. Ot, mają ma myśli jej dobro a nie własną geopolityczną grę o kontrolę nad złożami zwaną wśród komentatorów Wielką Grą o Azję Centralną.
Fałszywe założenia z reguły prowadzą do fałszywych wniosków. Pańskie spojrzenie na EU i kwestię dostaw surowców jest rozbrajająco polonocentryczne: to PL (no i jeszcze Pribałtyka) są zależne niemal całkowicie od dostaw z Rosji i przez 20 lat nie zrobiły nic, by to zmienić. Pan ekstrapoluje zaniedbania tych 4 krajów na całą Unię. Tymczasem reszta Unii, zwłaszcza starej dawno ma zdywersyfikowanych dostawców. Dla Niemiec dostawy z Rosji to 30-40% (zależy czy chodzi o gaz czy o ropę) całości dostaw, dla Francji, Austrii czy Włoch pewnie jeszcze mniej, dla Hiszpani, Portugalii, Szwecji, GB etc. etc. i to coś koło zera. Kilka innych zależnych krajów z nowej Unii (np. Bułgaria, czy Rumunia) jakoś się tej zależności nie boją. PL i Pribałtyka bały się przez 20 lat nie robiąc NIC a teraz zrzucają odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo energetyczne na EU. Gdyby wszystkie kraje tak funkcjonowały, Unia nie istniałaby nawet roku. Ba, mało tego - Polska wysyła EU sprzeczne sygnały. Z jednej strony nie chce rosyjskiego gazu i ropy z drugiej wpada w histerię wręcz słysząc, że Rosja wyręcza ją w kwestii tak ponoć pożądanej dywesyfikacji i nie zbuduje przez PL drugiej nitki Jamału oraz już buduje ropociąg czyniący "Przyjaźń" zbędną. Rosja wyciąga wnioski z polskich nawoływań o dywersyfikację, ale to Polsce też nie odpowiada. Wątpię, czy ktokolwiek na Zachodzie rozumie, o co właściwie Polsce chodzi. 2009/06/13 13:02:13
Yellow_tiger:
"Niemcy skorzystały na rozszerzeniu znacznie bardziej niż Polska. Mówię oczywiście o handlu. Liczby mówią same ze siebie, wzrost eksportu Niemiec do RP w okresie 2006-2008 - 38%, wzrost eksportu RP do BRD - 24%, a w liczbach bezwzględnych to jest odpowiednio wzrost o 11 mld e i o 5 mld e. Nie ma bata, 38 to jest więcej niż 24, tak jak i 11 to jest więcej niż 5." _____________ Niemcy mają z KAZDYM prawie krajem (w wyjątkiem Chin i dosłownie kilku innych) nadwyżkę eksportu nad importem. NIEzależnie od tego, czy kraj jest w EU czy nie. Niezależnie od tego, czy są cła na ich towary (jak do USA) czy nie. Rzecz głównie w jakości i renomie ich towarów. Nadwyżkę w handlu z PL Niemcy miałyby i BEZ przynależności Polski do EU, jak widać ze statystyk miały ją przed 2004 r. To, że nadwyżka po przyjęciu PL do EU wzrosła, wiąże się z polską potrzebą modernizacji gospodarki i z powstałymi dla PL możliwościami zaspokojenia tych potrzeb. W momencie gdy PL uzyskała subwencje plus szerszy niż wcześniej dostęp do zach. kredytów zaczęła nadganiać zapóźnienia rozwojowe. To, że swoje maszyny i urządzenia kupowała w sposób wzmożony w Niemczech wynika z ich JAKOSCI w polskich oczach, a nie z faktu bycia w EU. Przecież mogła kupować w USA czy w Chinach - nikt nie broni. Przynależność do EU nie implikuje przymusowego kupowania w Niemczech. Podobna sytuacja jest z Rosją BEZ przynależności do EU. W momencie gdy w Rosji pojawiła się duża kasa (w jej przypadku własna) eksport Niemiec do Rosji skoczył i to jeśli chodzi o dynamikę bardziej niż do Polski. Tak więc - podsumowując: Niemcy mają nadwyżkę eksportową z prawie każdym, nie tylko z EU. Natomiast wielkość tej nadwyżki jest różna. Najwyraźniej jest ona skolerowana z zamożnością kraju z Niemcami handlującego a nie z jego przynależnością do EU. Natomiast faktem jest, że stara UNia - jako zamożna zajmuje wysokie miejsce w niemieckim handlu. Ale USA także. A już dziś Chiny i Rosja - kraje nieunijne- przegoniły wiele krajów unijnych na liście najważniejszych odbiorców niemieckich towarów. Idę o każdy zakład że Chiny za ca 2 lata przegonią Polskę w tym rankingu, a Rosji uczyni to niewiele później. Czy napiszesz wtedy, że Niemcy korzystają na tym, że Chiny i Rosja nie są w Unii? 2009/06/13 13:07:23
Eva15:
Nie jest głupiutka, proszę nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Za kilka h ustosunkuję się do Pani komentarza in extenso.
Gość: bobbaz, bur154.internetdsl.tpnet.pl
2009/06/13 21:25:48
Czytam Pana blog prawie codziennie i widzę że mamy wiele wspólnych poglądów na sprawy geopolityki-niestety jeśli chodzi o Turcję w UE absolutnie się z Panem zgodzić nie mogę:(
Jeśli chodzi o argument że gospodarczo zyskałaby Unia to jest to bardzo wątpliwe-ceł między UE a Turcją już nie ma więc mamy strefę wolnego handlu tylko bez przepływu ludzi...i przynajmniej nie musimy dopłacać do ich rolnictwa:P czyli po części mamy mamy ciastko mimo że już je zjedliśmy;) jeśli chodzi o geopolitykę to nie przeceniałbym tego wpływu Turcji na Bliski Wschód-Turcja niewiele ma do powiedzenia w konflikcie palestyńsko-izraelskim i mieć nie będzie...zresztą po czyjej stronie się opowiedziała w 2003 r przy inwazji na Irak? Na pewno nie po stronie Wielkiego Brata USA ; także argument że UE zyska geopolitycznie jest dość niepewny... kluczowym argumentem przeciwko wejściu Turcji do UE (po spełnieniu kryteriów bo o to chodzi przecież) jest liczba ludności i wpływ na sprawy Europy jakie uzyskałaby dzięki temu-w momencie wejścia koło roku 2025-2030 będzie miała nie 76 mln jak obecnie ale na pewno 90+ i byłaby najludniejszym krajem Unii z największą siłą głosu-3xbardziej znaczącym niż Polska...my na jej wejściu stracilibyśmy na pewno:( Ukrainę z kurczącą się dramatycznie liczbą ludności jeszcze można przełknąć bo za 20 lat dogonią nas pod tym względem ale Turcji już niestety nie...no chyba że do UE wejdzie tylko jej "europejska" część do cieśniny Bosfor;) pozdrawiam:) p.s.chciałbym widzieć jeśli to możliwe więcej tekstów nt. sytuacji na Białorusi bo ciężko coś znaleźć w internecie a w mediach oficjalnych cisza jak makiem zasiał... 2009/06/13 22:50:39
Pani Ewo:
A nasza kiełbasa przegoniła ich kiełbasę. Nie bardzo rozumiem sens dyskusji na tematy gospodarcze, z podawaniem bilansu handlowego i wartości importu/eksportu. Nie od dziś wiadomo, że Niemcy są przemysłową potęgą na skalę światową, krajem opierającym swój dobrobyt na eksporcie maszyn, samochodów etc. I nie ma znaczenia, czy eksportują do kraju należącego do UE czy nie. Korzyści z poszerzenia rynku unijnego o Turcję są oczywiste, co pokazała akcesja 10 państw w 2004 roku i dwóch w 2007 r. bobbaz: Nie ma ceł, ale nie ma swobód wewnętrznego rynku i w Turcji nie obowiązuje unijne prawodawstwo. Oznacza to, że wymiana gospodarcza między Turcją a Unią jest troszkę utrudniona. Ja ogólnie jestem za zniesieniem dopłat do rolnictwa, więc gdyby po cichu liczę, że perspektywa skierowania dziesiątków miliardów euro do tureckich rolników skłoni państwa członkowskie do rezygnacji z subsydiowania rolnictwa w takiej formie i wysokości. Wpływu Turcji na BW nie przeceniam. Turcja nie jest krajem arabskim i z tego choćby względu nie cieszy się wielkim zaufaniem arabskich państw regionu. Jednak szczególna rola Turcji, jej stosunków z USA i Izraelem, a z drugiej strony sympatia propalestyńska pozwoliły jej stać się mediatorem pomiędzy Izraelem a Syrią. Przy inwazji na Irak Turcja nie zgodziła się na wykorzystanie jej terytorium do ataku na Irak z północy, co wydłużyło wojnę, wymuszając atak z jednego kierunku. Liczba ludności w UE nie do końca przekłada się na wpływy. Liczą się pieniądze wpłacane do budżetu. Dlatego np. Holandia odgrywa większą rolę niż Polska, choć ludnościowo jesteśmy sporo więksi. Odnośnie Białorusi, nic nie mogę obiecać ze swojej strony, natomiast podzielam ogląd sytuacji i dziwię się, że tak mało pisze się o naszym sąsiedzie. łączę pozdrowienia 2009/06/14 12:09:56
"Nie od dziś wiadomo, że Niemcy są przemysłową potęgą na skalę światową, krajem opierającym swój dobrobyt na eksporcie maszyn, samochodów etc. I nie ma znaczenia, cy eksportują do kraju należącego do UE czy nie."
Ale przecież cała dyskusja z yellow_tiger była o tym, że Niemcy ponoć szczególnie skorzystały na wejściu PL i inych nowych do EU. Nie czyta Pan uważnie, tymczasem czarno na białym wykazałam, że tak nie jest. Handel niemiecki rośnie z tymi krajami, które się bogacą i stać je na niemieckie produkty. I wobec tego dynamika wzrostu niemieckiego eksportu była wyższa w przypadku handlu z Rosją (nie należącą do EU) niż z PL do EU przyjętą. "Korzyści z poszerzenia rynku unijnego o Turcję są oczywiste, co pokazała akcesja 10 państw w 2004 roku i dwóch w 2007 r. " Co pokazała akcesja? Otóż powtarzam raz jeszcze korzyści NIE są oczywiste. Jeśli weźmiemy jako przykład Niemcy, (one są dobrym sybolem za całą Unię, bo są największym płatnikiem i największym eksporterem więc idealnie nadają się do analizy) to zobaczymy, że nie ma silnej koleracji między wpuszczeniem danego kraju do EU a wzrostem niemieckiego eksportu. Jest natomiast koleracja miądzy bogaceniem się danego państwa a wzrostem niemeckiego eksportu do niego. Czyli z punktu widzenia Niemiec- nie trzeba danego kraju przyjmować do Unii, by przemysł niemiecki i handel miał z tym krajem wiąksze obroty,. Wystarczy by partner był zamożny lub bogacący się, czego dowodzi wysokość niemieckiego eksportu do USA i błyskawicznie rosnący eksport do Rosji i Chin. Jak piszę Rosja i Chiny przeskoczyły już wiele krajów unijnych na liście niemieckiego eksportu, a wkrótce przeskoczą i Polskę. Czy napisze Pan wówczas, pe Niemcy odnoszą korzyści z nieprzynależności tych krajów do EU? Wystarcz zadać sobie trud głębszej analizy danych, by pojąć, ze obiegowe poglądy o rzekomych niemieckich i starounijnych korzyściach rozszerzenia niewiele są warte. Piszę o tym dokładnie i obrazowo w powyższym poście do yellow_tiger. Niestety, zbiłam jego tezę i już się nie zgłosił. No może tekstu nie zauważył, też nie wykluczone.
Gość: bobbaz, bur154.internetdsl.tpnet.pl
2009/06/14 15:51:15
Myślę że do zniesienia dopłat do rolnictwa wystarczy przyjęcia dużo bliższej kulturowo nam Ukrainy;) a i pracowników wystarczy aż nadto bo mają ponad 40 mln obywateli...
sporym problemem wydaje się być nastawienie Turków(podobno przecież zeświecczonych;) do religii-ich postawa po karykaturach Mahometa w Danii czy po wypowiedziach Benedykta XVI w Ratyzbonie daje wiele do myślenia czy dla nich wolność słowa oznacza to samo co dla Europejczyków... Aha i skoro ludność ma tak małe znaczenie to może od razu wpuścimy do UE Rosję:(? Na pewno będą razem z Turcją siedzieć cicho kiedy reszta państw europejskich będzie decydowała za nich... Na szczęście poparcie dla członkostwa w UE spadło w samej Turcji więc chyba kwestia jej członkostwa nie stanie się palącym problemem przez najbliższą dekadę:) Bliskie więzy między UE a Turcją owszem ale bez pełnego członkostwa-myślę że zapewni to w Turcji przestrzeganie praw człowieka i pozwoli współpracować między nimi nad polityką wobec Bliskiego Wschodu nie przynosząc jednocześnie wielu negatywnych skutków Europie... pozdrawiam 2009/06/15 13:09:13
Ale przecież cała dyskusja z yellow_tiger była o tym, że Niemcy ponoć szczególnie skorzystały na wejściu PL i inych nowych do EU.
Nie o tym czy szczególnie skorzystały tylko o tym, że w.g. Ciebie Polska skorzystała bardziej niż Niemcy. Jak mi się wydaje udało mi się udowodnić, że ta teza jest nieprawdziwa. Tyle. Przecież mogła kupować w USA czy w Chinach - nikt nie broni. Przynależność do EU nie implikuje przymusowego kupowania w Niemczech. Nikt nie broni, tylko że istnieją cła... na towary niemieckie żadnych ceł nie ma. Natomiast wielkość tej nadwyżki jest różna. Najwyraźniej jest ona skolerowana z zamożnością kraju z Niemcami handlującego a nie z jego przynależnością do EU. Hmmm ciekawe... Japonia permanentny deficyt, Norwegia tak samo, Irlandia deficyt że hoho, Rosja jak w temacie, Chiny the same, Libia deficyt aż huczy... Na liście 20 krajów z którymi Niemcy największy deficyt handlowy mamy 3 kraje z UE i 17 spoza UE. Z czego z Czechami do poprzedniego roku miały nadwyżkę, a z Holandia to się najwyraźniej waha, raz deficyt, raz nadwyżka. Tylko z Irlandia maja stały deficyt. Na liście 20 krajów z którymi Niemcy maja najwyższa nadwyżkę handlowa 12 należy do UE, dodatkowo Szwajcaria na takie same warunki handlu jak UE, a 8(7) nie należy. Dalej nie widzisz korelacji? Jeśli mam być szczery to ja widzę nieco inna korelacje, a mianowicie taka, że nie ma większego znaczenia czy kraj jest bogaty czy biedny a to czym handluje. Jeśli handluje surowcami naturalnymi (Rosja, Norwegia, Libia, Kazachstan) czy tanimi produktami których się nie opłaca w Niemczech produkować (powiedzmy tekstylia, a co za tym idzie Chiny, Bangladesz, Tajlandia) to ma nadwyżkę. Nieco zastanawia mnie Irlandia, może to mieć związek z oprogramowaniem i szeroko rozumianym IT, ale nie jestem pewien. W wypadku Japonii sprawa jest prosta, tam nie da rady sprzedawać samochodów i maszyn, ot mają swoje. Natomiast jak się handluje czymkolwiek innym to się ma deficyt w handlu z Niemcami. Tyle. Znacznie ważniejsze od deficytu/nadwyżki jest wymiar eksportu. Tu korelacja jest bezwzględna. Stany importują z Niemiec mniej więcej tyle co UK przy lekko licząc 5 krotnie większej gospodarce. Chiny importują mniej od Polski, Rosja trochę więcej od Czech, Brazylia, Kanada, Australia czy Indie nawet się nie łapią do pierwszej 10... Pewnie, że położenie ma znaczenie, ale najwyraźniej nie tłumaczy wszystkiego tak samo jak bogactwo kraju, dopiero połączenie tych cech plus przynależność do UE daje wytłumaczenie takiego, a nie innego poziomu handlu czy eksportu. Zresztą najlepszym argumentem za tym, że handel bez ograniczeń się dla Niemiec opłaca było stanowisko Niemieckiej Izby Gospodarczej/Handlowej które to twardo popierały rozszerzenie UE. Kto jak kto, ale oni świetnie wiedzieli, że zniesienie barier w handlu musi spowodować jego wzrost. Tak naprawdę to warto się zastanowić nad tym o ile mógłby wzrosnąć handel z Rosja gdyby ta była w WTO, nie mówiąc już o UE (czy mając możliwość wolnego handlu z UE). A już dziś Chiny i Rosja - kraje nieunijne- przegoniły wiele krajów unijnych na liście najważniejszych odbiorców niemieckich towarów. Idę o każdy zakład że Chiny za ca 2 lata przegonią Polskę w tym rankingu, a Rosji uczyni to niewiele później. Zakład stoi. Tylko powiedz mi co oznacza ca. 2 lata. Czy to jest 2 lata, czy może 5 czy może 10? I co oznacza niewiele później? Czy napiszesz wtedy, że Niemcy korzystają na tym, że Chiny i Rosja nie są w Unii? A dlaczego miałbym coś takiego napisać? 2009/06/15 14:29:38
Jeśli weźmiemy jako przykład Niemcy, (one są dobrym sybolem za całą Unię, bo są największym płatnikiem i największym eksporterem więc idealnie nadają się do analizy) to zobaczymy, że nie ma silnej koleracji między wpuszczeniem danego kraju do EU a wzrostem niemieckiego eksportu.
Hmmm.... w latach 2003-2008 Niemiecki eksport wzrósł z 608 mld e do 890 mld e (nie liczę t.z. nowych krajów unijnych) czyli o 46% w tym samym czasie eksport do nowych krajów wzrósł jak napisałaś o 87%. W tym czasie świat, o ile mnie pamięć nie myli, rozwijał się w tempie ok. 5 % rocznie, czyli pi razy drzwi tak samo jak nowe kraje UE. Lecimy dalej i rozważmy co większe szybko rozwijające się gospodarki świata, czyli t.z. BRIC. W latach 2004-2008 (do tych danych udało mi się dokopać, jeśli masz starsze to będę wdzięczny za ich udostępnienie) niemiecki eksport wynosił: Brazylia 2004 4.6 mld e, 2008 8.6 mld e,wzrost 86% Rosja 2004 14.9 mld e, 2008 32.3 mld e, wzrost 116% Indie 2004 4 mld e, 2008 8.1 mld e, wzrost 102% Chiny 21 mld e, 2008 34 mld e, wzrost 62% Jedyny nowy kraj UE który ma w jakikolwiek sposób porównywalną gospodarkę (jej wielkość) z tymi krajami, to Polska. W tym czasie eksport Niemiec do Polski wzrósł z 18.7 do 40 mld e, czyli o 114%, przy czym gospodarka Polski jest lekko licząc 3 razy mniejsza od rosyjskiej czy brazylijskiej, 5 razy mniejsza od indyjskiej i jakieś 10 razy mniejsza od chińskiej, w tym czasie o ile się nie mylę Chiny rozwijały się jakieś 2 razy szybciej niż Polska, zaś Rosja, Indie i Brazylia notowały podobny wzrost PKB. Do tego dochodzi jeszcze analiza w liczbach bezwzględnych. Eksport do Polski wzrósł o 21.3 mld e, do Rosji o 17.4 mld, do Chin "tylko" o 13 mld, do Brazylii i Indii o "śmieszne" 4 mld... Powiedz mi jak jesteś w stanie to wytłumaczyć? Ja naprawdę rozumiem czynnik geograficzny i wzrost zamożności, ale nie widzę możliwości wytłumaczenia tych danych jeśli się pominie wpływ UE. Przecież co się starasz powiedzieć to z grubsza to, że dla handlu nie ma większego znaczenia rozróżnienie pomiędzy sytuacją w której są cła, limity, ograniczenia administracyjne typu certyfikaty jakości czy dopuszczenia na rynek i inne bariery, a sytuacją w której tych czynników nie ma. Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie ta teza jest delikatnie mówiąc dość kontrowersja. Dane: www.destatis.de/jetspeed/portal/cms/Sites/destatis/SharedContent/Oeffentlich/AI/IC/Publikationen/Jahrbuch/Aussenhandel,property=file.pdf 2009/06/16 23:36:23
Dane podane przez Yellow_tiger wyraźnie pokazują, że Niemcy bardzo skorzystały na akcesji Polski i pozostałej dziewiątki państw w 2004 roku. Można się spodziewać, w razie powrotu koniunktury (co jest naturalne w wolnorynkowej gospodarce, raz spowolnienie, raz przyspieszenie) po akcesji Turcji do UE korzyści byłyby podobne, a ich skala mogłaby być jeszcze większa.
łączę pozdrowienia, PW 2009/06/17 12:45:29
Można się spodziewać, w razie powrotu koniunktury (co jest naturalne w wolnorynkowej gospodarce, raz spowolnienie, raz przyspieszenie) po akcesji Turcji do UE korzyści byłyby podobne, a ich skala mogłaby być jeszcze większa.
Najprawdopodobniej tak właśnie by się stało. Napisałeś, że z Turcją UE mogłaby się stać prawdziwą potęgą polityczną. Ja to widzę trochę inaczej, z Turcją czy bez niej UE może się stać potęgą polityczna. Ma ku temu prawie wszystkie niezbędne instrumenty: gigantyczną siłę ekonomiczną, wielką siłę militarną, wielką siłę miękkiego oddziaływania, jedyne czego nie ma to woli politycznej. A co za tym idzie wspólnej polityki obronnej, wspólnej polityki energetycznej czy wspólnej polityki zagranicznej, coby wymienić tylko najważniejsze. Być może mogłoby się tak stać, że przyjecie Turcji po prostu wymusiłoby na UE większą integracje. Być może, ale mogłoby się również tak stać, że przyjecie Turcji zaostrzyłoby tylko istniejące podziały w UE i doprowadziłoby do już nie urojonej, ale prawdziwej zabawy w "Twarde jądro" czy "Jeszcze twardsze jądro". Prawdziwy problem polega na tym (zawężając tylko do polityki zagranicznej), że w dzisiejszej UE Polaków nic nie obchodzą problemy Hiszpanów z Marokiem, Litwinom wiszą jak kilo kitu na agrafce problemy Włochów z Afryką, Portugalczycy nie za bardzo wiedza czym się rożni Łukaszenka od Juszczenki, Hiszpanom jest zupełnie obojętne czy Ukraina to cześć Rosji czy też nie i.t.d. Czyli mówiąc w skrócie, każdy sobie rzepkę skrobie. W takiej sytuacji rodzi się b. proste pytanie, kogo do jasnej cholery będzie obchodziły tureckie problemy z Libanem, Syria, Irakiem czy Iranem? No ja rozumiem te problemy są również naszymi problemami... tylko, że na zupełnie inną skalę. Teraz to jest problem kilku zawodowych dyplomatów i być możne premiera, po akcesji Turcji to UE to będzie problem wszystkich, z tą różnicą, że nikt nie będzie się nim interesował. Mówiąc inaczej, jak mi się wydaje UE nie jest gotowa na przyjecie Turcji. Pomijam nawet kwestie dopłat do rolnictwa (to zawsze można rozwiązać metodą: "chcecie być w UE? Cool, ale przez następne 25 lat zero dopłat, a potem się zobaczy"), czy pomocy strukturalnej ("ok, od dziś transfery do jednego kraju nie mogą przekroczyć 1% PKB, poza krajami które już pomoc otrzymują"). Następny problem, czy Turcja jest krajem europejskim? Pytanie nie jest bynajmniej trywialne. Od stuleci jej historia jest nasza historia, jej kultura miała gigantyczny wpływ na nasza kulturę (aby tylko naszą kochaną szablę i kontusz wspomnieć) i.t.d. Ale z drugiej strony, czy Europa graniczy z Irakiem czy Iranem? Najprawdopodobniej każdy kto był w Turcji zaobserwował, że jak się jest w co większych miastach czy na głównych szlakach komunikacyjnych to ma się poczucie, że się znajduje w europejskim kraju, ale gdy się zjedzie 5 km od głównej drogi to dla nikogo nie ulega wątpliwości, że znajduje się w kraju bliskowschodnim... No i jest jeszcze jedna kwestia, a mianowicie co zrobić gdyby władze w Ankarze przejęli fundamentaliści? Można by się spodziewać dość zdecydowanej odpowiedzi armii, nie po raz pierwszy i zapewne nie po raz ostatni zresztą, tylko co my mielibyśmy z tym fantem zrobić? Jakoś trudno sobie wyobrazić kraj w UE rządzony za generalskiego biurka, nie żeby było łatwiej wyobrazić sobie kraj w UE rządzony z meczetu... Niestety taka opcja jest nie tylko możliwa do wyobrażenia ona jest jak najbardziej realna. Co wtedy? Wyrzucamy Turcję z UE? Jak? Zawieszamy członkostwo? Jak? To są dość podstawowe pytania na które musimy sobie odpowiedzieć zanim zdecydujemy się na przyjecie Turcji do UE. Są jeszcze inne, "trywialne" tematy: coby tylko granice i Kurdów wspomnieć. Ja naprawdę nie wiem co jest gorsze, wieczne przetrzymanie jej w poczekalni ze wszystkimi tego konsekwencjami czy wpuszczenie jej wreszcie do UE z całym dorobkiem inwentarza. Może naprawdę najlepszym rozwiązaniem byłby jakiś rodzaj uprzywilejowanego partnerstwa przez następne 20-30 lat, a potem UE, jeśli UE i Turcja będą do tego gotowe, bo na razie na 100 |
Dyplomacja on Facebook
|
Zgodzić się należy, że UE musi się zmienić. Zmiana ta, wedle mego obeznania, musi jednak opierać się na skonstruowaniu oferty wobec państw leżących w sąsiedztwie Europy, ale nie w Europie. Szansę, by to dokonać, widzę w programach Partnerstwa Wschodniego i Partnerstwa Śródziemnomorskiego. Oferta nie może się składać na: członkostwo albo nic.