Blog > Komentarze do wpisu

Chińska flota wojenna

"Konieczność posiadania marynarki wojennej (...) wynika z istnienia floty handlowej i znika razem z nią, z wyjątkiem sytuacji, w której naród przejawia agresywne tendencje i utrzymuje flotę wojenną wyłącznie jako gałąź własnych sił zbrojnych.", napisał w 1890 roku kapitan Alfred Thayer Mahan, amerykański dowódca morski, w książce "The Influence of Sea Power Upon History, 1660-1783" [czytaj całą książkę za darmo]". Dokładnie ten sam akapit otwiera obszerny artykuł mojego autorstwa dotyczący rywalizacji amerykańsko-chińskiej na morzu, opublikowany w czerwcu 2009 r.

Teraz flota

Przypominam ten artykuł oraz jego fragment w kontekście nieco świeższego wpisu, dotyczącego brazylijsko-chińskiej współpracy morskiej. Chińczycy, rozwijając własną flotę wojenną, zwrócili się o pomoc do Brazylii, aby ta udostępniła im w celach szkoleniowych lotniskowiec Sao Paulo. Chiny nie posiadają lotniskowca, jednak trwają intensywne prace nad skonstruowaniem okrętu tego typu. Rozsądne wydaje się wyszkolenie personelu w największym możliwym zakresie na kilka lat przed wejściem chińskiego lotniskowca do służby (jak w Pekinie planują).

Zainteresowanie rozwojem marynarki wojennej jest w przypadku Chin naturalne i uzasadnione. Doświadczony kapitan, jakim był Alfred Thayer Mahan, wskazał w swojej książce (uznawanej swego czasu niemal za biblię dla dowódców floty) jeden z powodów intensyfikacji prac nad modernizacją i powiększeniem floty wojennej - jest nim istnienie floty handlowej. Przy czym kluczowa jest ochrona morskich szlaków komunikacyjnych. W przypadku Chin chodzi także o zabezpieczenie dostaw surowców energetycznych, niezbędnych dla dynamicznie rosnącej gospodarki.

Zagrożeniem o strategicznej wadze są zarówno piraci w Cieśninie Malakka czy Zatoce Adeńskiej, ale także możliwość zablokowania szlaków komunikacyjnych przez konkurencyjne potęgi morskie - głównie Stany Zjednoczone. Chińczycy rozumieją istniejące zagrożenia i starają się aktywnie im przeciwdziałać. Pomysłów na rozwiązanie problemu jest sporo, niektóre nie są nawet związane z marynarką wojenną (przestawienie się na import surowców energetycznych z Azji Centralnej, przez liczące tysiące kilometrów rurociągi). Z flotą związane są koncepcje baz wojskowych w krajach trzecich, które byłyby dla chińskich okrętów oknem na świat.

Bazy w Birmie, Pakistanie, na Sri Lance czy Seszelach byłyby bardzo pomocne. Chociażby w przypadku Pakistanu, Chińczycy poczynili istotne inwestycje w port w Gwadarze, licząc na przyszłe militarne wykorzystanie części zmodernizowanej infrastruktury. Możliwość skorzystania z baz znacząco wzmocniłaby pozycję chińskiej marynarki wojennej, wspierając ją przy wykonywaniu przyszłych zadań. Już teraz kilka chińskich okrętów patroluje szlaki komunikacyjne u wybrzeży Somalii i w Zatoce Adeńskiej.

Przeciw Ameryce?

grafikaRozwój chińskiej floty pozwoli Pekinowi na projekcję własnych interesów. W historii świata niewiele było mocarstw nie posiadających potężnych flot. Alfred Thayer Mahan dokładnie przeanalizował w swojej książce odwieczną przewagę Brytyjczyków nad Francuzami wykazując, iż Paryż wiele stracił przez brak odpowiednio licznej marynarki wojennej. Pozostając w militarnym duchu, należy wskazać drugą przyczynę zainteresowania Chin lotniskowcami oraz rozbudową floty wojennej - bezpieczeństwo i status globalnej potęgi.

W regionie Chińczycy rywalizują z Indiami, które już posiadają jeden lotniskowiec (dość stary, ale wkrótce pozyskają wyremontowany okręt od Rosji, pracują także nad własnym projektem, a być może kupią jeden od Wielkiej Brytanii) oraz Stanami Zjednoczonymi. Amerykańscy analitycy od pewnego czasu alarmują, że zamiarem Pekinu jest ograniczenie wpływów Waszyngtonu w Azji, a na pierwszy ogień uczynienie pomocy dla Tajwanu (uznawanego przez Chiny za zbuntowaną prowincję; Amerykanie są zaś zobligowani ustawowo do obrony wyspy) zbyt kosztowną w postaci możliwych strat, aby opłacało się go bronić.

Na jednym z ciekawszych blogów poświęconych amerykańskim siłom zbrojnym, głównie zaś marynarce wojennej - Steeljaw Scribe - znalazłem wycinki z jeszcze ciepłego Quadrennial Defense Review Report 2010, czyli co czteroletniego raportu Pentagonu o stanie armii i wyzwaniach na przyszłość. Autor bloga, który spędził w US Navy ponad ćwierć wieku, zwraca uwagę na amerykańskie rozumienie chińskich posunięć - wymierzonych w Stany Zjednoczone.

Polecam lekturę podlinkowanych powyżej artykułów, książki kapitana Mahana oraz raportu Departamentu Obrony USA. Zachęcam również do dyskusji o chińskiej flocie, perspektywie jej rozwoju i amerykańskiej reakcji na plany Pekinu.

Piotr Wołejko

 

grafika: 2.bp.blogspot.com

 

Cały świat na jednej stronie - Polityka Globalna:

środa, 03 lutego 2010, p.wolejko
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/05 09:56:44
Ciekawy art, jeszcze ciekawszy problem. Flota to pięta achillesowa wojsk ChRL. Na dzień dzisiejszy i najbliższe 15, a nawet więcej lat nie przypuszczam by to się mogło zmienić. I nie pomogą tutaj gigantyczne nakłady i budowa naraz trzech szerokopokładowych lotniskowców, wraz z grupami uderzeniowymi. Tu potrzeba czegoś więcej. Tym czymś jest tradycja morska wykorzystania tego typu okrętów, lub jak kto woli ciągłość szkoleniowo-operacyjna oraz budowania i eksploatowania lotniskowców wraz z grupami uderzeniowymi.

Nie pomoze tu staż operacyjny na Sao Paulo, którego zdolność bojowa na dzień dzisiejszy jest bardzo niska, by nie rzec zerowa. Sao Paulo stanowi bardziej wyraz ambicji i przewagi (moralnej) nad krajami regionu - głównie Argentyną, niż realną wartosć bojową. Fakt, jeśli dojdzie do zakupu przez Siły Powietrzne Brazylii samolotów Rafale, a wraz z nimi 12-18 Rafale-M, dla lotniskowca wtedy istotnie jego zdolnosci operacyjne wzrosną klikukrotnie i dadzą mozliwość zaszachowania praktycznie każdego kraju Ameryki Łacińskiej. Przy czym Brazylijczycy bedą mieli już pewne doświadczenie w operowaniu takim typem jednostki, a Chińczycy? Chińczycy będą mieli w najlepszym wypadku kilkudziesięciu, moze kilkuset oficerów i marynarzy stażystów z kilkumiesiecznym doświadczeniem pływania na lotniskowcu.

Oczywiscie zakładam, że chińskim stoczniom bez problemów uda się wybudować okręty tej klasy, co jest zadaniem niezwykle trudnym - wystarczy spojrzeć na francuskiego Charlesa De Gaulle, który sprawia sporo kłopotów i de facto jest jednostką prototypową, nie spełniającą wszystkich założeń projektowych. A trzeba pamietać, ze Francuzi mają i tradycję budowy takich okrętów, i tradycję ich eksploatacji i... mają znacznie większe możliwości technologiczno-konstrukcyjne (lepszych inżynierów, techników, robotników oraz świetne i doświadczone biura konstrukcyjne)...

Dlatego, Chiński Smok jeszcze długo nie będzie potrafił dobrze pływać - a pływać i latać równocześnie, to już naprawdę jest wielka sztuka dostępna naprawdę nielicznym. A ambicje i pieniądze to naprawdę nie wszystko. Tu oprócz wielkich i permanentnych (eksploatacja lotniskowców jest potwornie kosztowna) nakładów potrzeba jeszcze długich i ciężkich lat pracy - najpierw nad zbudowaniem i wyposażeniem w miarę sprawnego okrętu, a potem wypracowaniem zasad jego eksploatacji oraz procedur realnego wykorzystania, także w walce. Tu potrzebne jest doświadczenie, ogromne doświadczenie, a tego kupić się nie da - +10% PKB to nie wszystko.

Niemniej rywalizacja na tym polu pomiędzy Indiami oraz ChRL przebiegać będzie pasjonująco. Przy czym, na dzień dzisiejszy przewagę mają Hindusi, już od lat eksploatują swój okręt tej klasy - nie jest to co prawda "pełnokrwisty" lotniskowiec, jednak procedury i zasady wykorzystania są jednakowe. Mają ponadto konkretną datę wprowadzenia okrętu tej klasy, mają już zakupione samoloty oraz szkolą bardzo intensywnie pilotów, którzy w momencie otrzymania zmodernizowanego Gorszkowa od Rosjan, będą mieli status combat-ready, tu Chińczycy wypadają bardzo blado, którym ledwo udało sie skopiować morską wersję Su-27, która nie wiadomo na ile będzie sprawna, a jeśli dodamy prawne kłopoty tego samolotu - ostry protest Rosjan przeciwko wykorzystaniu ich patentów bez ich zgody, mamy obraz kłopotów przed jakimi stoi marynarka chińska.
-
Gość: , nat.ip-point.pl
2010/02/05 17:34:18
Dziękuję za komentarz Tomku :)

W sumie mógłby stanowić on oddzielny wpis, gdyż wnikliwie tłumaczysz "z czym lotniskowce się je".

pozdrawiam serdecznie,
Piotrek
-
Gość: Karol, 95.108.5.17*
2010/02/06 22:43:56
Chińczycy mają też Wariaga. Poradziecki lotniskowiec kupiony na aukcji od Ukrainy.
en.wikipedia.org/wiki/Soviet_aircraft_carrier_Varyag
-
2010/02/07 01:59:25
Nie tyle Wariaga, co jego kadłub. Okręt ten został kupiony po cenie złomu i przeholowany do Chin. Wygląda może imponująco, ale nic poza tym. Wystarczy zobaczyć jakie problemy wyrażone czasem trwania remontu i USD mają Rosjanie z przebudową Gorszkowa, aby sie przekonać jak mało wart jest Wariag.
-
2010/02/08 08:06:41
Od siebie dodam ze lotniskowiec to nie wszystko. Jako ze jest ogromnym okrętem a co za tym idzie ogromnym celem potrzebuje bardzo kosztownej osłony. I tutaj również Chiny nie maja się specjalnie czym pochwalić stąd wniosek że "przeżywalność" ich potencjalnych lotniskowców na polu walki będzie niewielka. To bardziej geopolityczny straszak in spe niż realna szansa na zmianę status quo choćby na Tajwanie. Wyobraźmy sobie co taka np. rakieta Excocet zrobi z lotniskowcem pozbawionym dostatecznej osłony. A potęgę takich rakiet poznała np. Wielka Brytania w walkach o Falklandy.
-
2010/02/08 22:17:16
Dziękuję za merytoryczne komentarze, dzięki którym stan mojej wiedzy z dziedziny wojskowości się poprawił. Poruszane problemy były mi z grubsza znane (Finch już co nie co o tym wie, sam mi to drzewiej tłumaczył), ale cenne było ich rozwinięcie.

pozdrawiam serdecznie
liczniki
Dyplomacja on Facebook