Blog > Komentarze do wpisu

Flota ChRL i jej możliwości na dziś i na jutro

Patrząc na stan ilościowy i jakościowy floty ChRL oraz wchodzącego w jej skład lotnictwa morskiego, można określić ją jako flotę przybrzeżną, zdolną do kontrolowania zaledwie swoich granic morskich – i to nie w całości, biorąc pod uwagę długość morskich granic Państwa Środka.

Po co Chinom silna flota?

grafikaNa więcej nie pozwala ograniczony zasięg okrętów oraz brak sieci baz zaopatrzeniowo-wypadowych położonych poza granicami kraju. Próby budowy/modernizacji portów w Pakistanie czy Afryce niewiele zmienia w tym kontekście. Chcąc odgrywać niepoślednią rolę w polityce regionalnej i światowej trzeba być graczem zdolnym do działania na każdej płaszczyźnie – od dyplomatycznej, poprzez gospodarczą po militarną. ChRL na dzień dzisiejszy odgrywa rolę mocarstwa regionalnego, ale tylko pod względem gospodarczym, a i to nie do końca. Szaleńczo rozwijający się chiński przemysł wymaga wpompowywania w niego ogromnych ilości energii oraz jej nośników – głównie ropy naftowej i gazu ziemnego.

Te dwa ostatnie importowane są z zewnątrz, w 80% dostarczane drogą morską: z Afryki, rejonu Zatoki Perskiej oraz Archipelagu Malajskiego. Dlatego chińskim strategom sen z oczu spędza możliwość morskiej blokady, a co za tym idzie pozbawienie kraju niemal w całości niezbędnych dla funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa nośników energii.

Dla zapewnienia pełnej ochrony własnych interesów gospodarczych i politycznych, ChRL potrzebuje floty oceanicznej, zdolnej do tzw. „aktywnej obrony”, a co za tym idzie, zarzucenia obecnej doktryny „wojny ludowej”, do której chińska marynarka przygotowywana jest od 1949 roku. Oznacza to rezygnację ze statycznej obrony wybrzeża (flota „brązowych wód”), na rzecz marynarki zdolnej do działań na wodach oceanicznych (flota „błękitnych wód”). Budowa takiej floty wymaga czasu, ogromnych nakładów finansowych oraz szkolenia załóg zdolnych do działania w całkiem nowych warunkach.

Strategia rozwoju rozpisana na wiele lat

Chińscy stratedzy rozłożyli rozbudowę swojej wloty w czasie i podzielili na dwie fazy:
- I faza tzw. „zielonych wód” (2002-2010), gdzie rejon działania operacyjnego chińskiej marynarki powinien osiągnąć akwen od Wysp Japońskich, poprzez Tajwan po zachodnie brzegi Borneo;
- II faza „drugiego łańcucha wysp” (2010-2020), zakłada rozszerzenie tego akwenu po Kuryle, Wyspy Bonin, Filipiny i Papuę-Nową Gwineę na południu.

Dopiero poza rokiem 2020 będzie możliwe ewentualne wyjście floty chińskiej na szerokie wody oceaniczne. Oczywiście konieczna będzie równoczesna rozbudowa (i budowa) sieci baz zdolnych do zaopatrywania własnych okrętów w paliwo, prowiant, uzbrojenie, możliwość dokonywania napraw, ewakuacji chorych (rannych) członków załóg itd. Tu wielkie pole do popisu ma dyplomacja chińska, traktowana po macoszemu przez kraje demokratyczne, ale mająca ogromne wpływy w krajach, gdzie demokracja nie jest rozwinięta. Dochodzi także aspekt styku wpływów w poszczególnych krajach i ich reakcji na budowę obcych baz gdzieś „pod bokiem” (Wietnam, Tajlandia, Indonezja, Malezja, Filipiny). Kraje te nie pozostawią chińskich działań bez reakcji.

Opóźnienia, trudności, wyzwania

Stan floty chińskiej AD 2010 pokazuje, że faza „zielonych wód” nie została w pełni osiągnięta i prawdopodobnie dojdzie do tego najwcześniej za ok. 3 do 5 lat. Na dzień dzisiejszy nie byłoby możliwości przeprowadzenia np. pełnej izolacji powietrzno-morskiej Tajwanu, z jednoczesnym zabezpieczeniem pozostałej części własnego wybrzeża oraz ochrony tras komunikacyjnych, podczas wejścia do działania zespołu lotniskowcowego US Navy, nie mówiąc o dwóch takich zespołach, pozostających w pełnej gotowości w tamtym rejonie świata. Tutaj ChRL musi nadal uznawać wyższość połączonej floty USA i Republiki Chińskiej (Tajwanu).

Taki stan rzeczy zostanie utrzymany, dopóki nie zostanie dokończona modernizacja floty ChRL, której końcowym etapem będzie zbudowanie własnych zespołów uderzeniowych floty (przynajmniej dwóch!), opartych o lotniskowce ze skośnym pokładem startowym, każdy  wyposażony w kilkadziesiąt wielozadaniowych samolotów morskich 5 generacji.

Tomasz Zięba

PS. Tomek od czasu do czasu będzie publikował na łamach Dyplomacji artykuły o tematyce militarnej.

grafika: Wikimedia Commons

niedziela, 14 lutego 2010, p.wolejko

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
marchewa79
2010/02/16 13:18:36
Od siebie dodam ze całkowicie w artykułach pomijacie sprawę ogromnej słabości chińskiej floty podwodnej. Uważam że w wypadku ewentualnego starcia na linii Tajwan/USA - Chiny to nie lotniskowce a właśnie okręty podwodne będą głównym narzędziem zmagań. W tej konkurencji (i de facto w każdej innej) USA a także np. Francja czy W. Brytania wyprzedzają Chiny o całe lata świetlne. Niezależnie od posiadania lotniskowców blokada morska wciąż jest więc jak najbardziej możliwa. Poza tym pozostaje jeszcze kwestia bardzo silnej i technologicznie zaawansowanej floty japońskiej oraz flot Korei czy Tajwanu. Chiny jeszcze długo nie zdominują tego akwenu.
-
p.wolejko
2010/02/16 14:16:33
Trudno zgodzić mi się ze stwierdzeniem, że o słabości floty podwodnej nie piszemy (dyplomacjafm.blox.pl/2009/12/Chiny-Brazylia-i-marynarka-wojenna.html), natomiast zgadam się z merytoryczną zawartością Twojego komentarza :)

pozdrowienia,
PW
liczniki
Dyplomacja on Facebook