Blog > Komentarze do wpisu

Ewolucja wojny z terroryzmem

Terroryzm nadal stanowi zagrożenie. Ewoluują natomiast sposoby jego zwalczania. Koszty dotychczasowych kampanii okazały się zbyt duże, a efekty nie są do końca zadowalające. Zamiast klasycznych wojen, inwazji i prób budowania instytucji państwa od podstaw będziemy obserwować punktowe uderzenia, szybkie wypady sił specjalnych, intensywniejszą współpracę wywiadowczą oraz rosnące zaangażowanie prywatnych firm w przedsięwzięcie znane dotychczas jako „war on terror”.

Rozwój przez pączkowanie

Po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 roku Stany Zjednoczone dokonały inwazji na stanowiący bazę dla terrorystów z Al-Kaidy Afganistan. Najnowocześniejsza armia świata szybko uporała się z prowizorycznymi siłami Talibów, przejmując kontrolę nad krajem. Błyskotliwe zwycięstwo przyniosło jednak wiele lat, trwającej do dziś, okupacji Afganistanu. Miliardy dolarów, śmierć setek żołnierzy oraz tysięcy cywilów – a radykałowie islamscy, Talibowie i terroryści mają się nienajgorzej. Znaleźli bezpieczną przystań w sąsiednim Pakistanie, na afgańsko-pakistańskim pograniczu, a nawet w samym Afganistanie.

Co więcej, terroryści spod znaku Al-Kaidy i afiliowanych przy niej organizacji rozwinęli działalność w innych krajach. Kilka miesięcy temu głośno było o Jemenie, nieustannie przewijają się Somalia i Sudan, w Algierii czy Nigrze terroryści działają dość swobodnie. A to tylko niektóre państwa borykające się z problemem terroryzmu. Jest jasne, że nie można dokonać inwazji na wyżej wymienione i w ten sposób próbować pozbyć się terrorystów. Nikogo, nawet Stanów Zjednoczonych czy całego NATO, nie stać na takie działanie.

Zmiana taktyki

grafika - źródło: flickr.comBarack Obama przypomniał niedawno Europie, iż mimo, że George W. Bush nie jest już prezydentem, Al-Kaida nadal stanowi zagrożenie. Można uznać, że organizacja Osamy bin Ladena (na grafice; źródło: flickr.com) stanowi synonim terroryzmu. Dlatego nie może być mowy o zaprzestaniu walki z terrorystami. Zmienią się tylko jej metody. Inwazje są zbyt kosztowne, zarówno finansowo, jak i politycznie, jednak wykorzystanie sił zbrojnych w dalszym ciągu będzie odgrywać istotną rolę. Punktowe uderzenia rakietowe oraz naloty bombowe pozwolą bowiem likwidować bazy i ośrodki szkoleniowe terrorystów. Będzie rosło znaczenie bezzałogowych samolotów, tzw. dronów, które świetnie sprawdzają się w eliminacji podejrzanych o terroryzm.

Coraz więcej roboty będą miały siły specjalne. Niewielkie, świetnie wyszkolone grupy będą niepostrzeżenie dostawać się na terytorium kontrolowane przez terrorystów i eliminować ich, niszcząc lub oznaczając dla bombowców kryjówki terrorystów. Większą rolę odgrywać będzie również współpraca, najczęściej zachodnich, wywiadów oraz armii z ich lokalnymi odpowiednikami. Więzy wzmocnione zostaną wsparciem finansowym oraz szkoleniami, a miejscowe służby zwiększą liczbę własnych operacji. Informacja będzie jeszcze cenniejsza niż dotychczas, co wymusi przeznaczenie większych nakładów na stworzenie, utrzymanie i wykorzystanie siatek szpiegowskich oraz wymianę i analizę zdobytych danych.

Prywatyzacja wojny

W obliczu rosnącej niechęci społeczeństw zachodnich do ponoszenia strat w trakcie wojny z terrorystami, nieuchronnie wzrośnie udział prywatnych firm takich jak dawny Blackwater (dziś Xe), które z chęcią przejmą obowiązek walki na pierwszej linii frontu. Prywatne firmy posiadają doświadczonych ludzi oraz odpowiedni sprzęt, a często także prowadzą działania wywiadowcze na własną rękę. Wsparte pieniędzmi z budżetu będą prowadziły wojnę po cichu, z dala od kamer i wścibskich dziennikarzy. Ponadto, w przeciwieństwie do śmierci żołnierza, śmierć najemnika z rzadka trafi na czołówki gazet. Społeczeństwa zyskają złudzenie spokoju, podczas gdy walka może być jeszcze bardziej zacięta niż do tej pory.

Choć generalnie jesteśmy dziś bezpieczniejsi niż w chwili zniszczenia bliźniaczych wież Centrum Światowego Handlu, wojna z terroryzmem, choć pod inną nazwą, toczy się dalej. Wprawdzie na mniejszą skalę (ograniczenie kosztów, co w kryzysie finansowym jest niezbędne), ale zasięg może być większy. Dzięki nowym, bardziej elastycznym metodom, cywilizowany świat nie jest bezbronny.

Piotr Wołejko

 

Artykuł ukazał się w nr 41/2010 tygodnika grafika

czwartek, 11 listopada 2010, p.wolejko
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
liczniki
Dyplomacja on Facebook