Blog > Komentarze do wpisu

Na minowym polu strategii energetycznych

Artykuł specjalnie dedykowany p. Piotrowi Wołejko na rocznicę jego bloga.

Polska podjęła się bardzo trudnej roli w międzynarodowej rozgrywce energetycznej. Przyjęła poprzez oficjalne rządowe dokumenty oraz przez działania polityczne i gospodarcze, które tę politykę konstytuują (już realną, nie na papierze). Przykładem efektu tej polityki jest najnowsza poważna rysa na energetycznej mapie Europy, czyli Nord Stream.

Otwarcie Nord Streamu to nie „klęska”, ale poważna przegrana Polski. Widać już jej efekty: gaz, jaki kupujemy od Gazpromu jest drogi. Bo przegranej nie widać na polu bitewnym czy w gazetach. Widać ją w rachunkach.

grafikaźródło: ecrgroup.eu

W przedstawianych publiczności zestawieniach cen rosyjskiego gazu dla różnych krajów Polska wypada słabo. Płaciliśmy rok temu drożej od Niemiec o 24% (my 336 dolarów – oni 271). Tylko nikt nie przypomina, że cztery lata wcześniej płaciliśmy mniej - o 11% (my 240 dolarów – Niemcy - 266). Na Polską blokadę i ostre ataki na forum europejskim (zablokowanie negocjacji nowego porozumienia Unia – Rosja), Rosjanie odpowiedzieli twardą grą ekonomiczną. Gdy myśmy czytali o „zakręceniu kurka”, Gazprom po prostu podniósł rachunki. Wtedy o tym milczano. Dzisiaj, gdy już „najstarsi górale nie pamiętają...” jak do tego doszło - można śmiało udawać pokrzywdzonego. I domagać się niższych cen, udając zapominalskiego Greka, który nie wie, skąd się takie ceny wzięły. I zamiast usiąść do interesów, jak Niemcy czy Czesi – znowu się z Gazpromem będziemy ciągać po sądach. W słusznej sprawie – chcemy tańszego gazu. Jednak jak to dawniej mówiono: Cyryl jak Cyryl, ale te Metody...

Dlaczego trudną rolę? Bo w każdej grze trzeba ważyć siły. Swoje, przeciwnika, sojuszników.

W branży gazowej naszym głównym atutem nie jest rynek, bo ten jest mały, Porównajmy: Rosja produkuje 600 mld m3 gazu, eksportuje 200 mld. Niemcy zżywają 80 miliardów, importują 70 mld, z tego 34 z Rosji). Polska – zużycie 14 mld m3 (2,5% produkcji Rosji, 7% jej eksportu, 17% zużycia Niemiec). Jak widać proporcje sił dość dla nas niekorzystne – nie mamy tu szans prężyć muskułów.

Mamy jednak pozycję tranzytową. Leżymy na Nizinie Europejskiej, gdzie jest najbardziej korzystny dostęp do bezmiaru euroazjatyckich przestrzeni. Rosjanie to też wiedzą, bo przez kilkaset ostatnich lat przez te tereny przeszły wszystkie ataki na nich. Co robimy z naszą pozycją i siłą? Po części wykorzystujemy, budując najpierw rurociąg naftowy („Przyjaźń”), ale to jeszcze za PRL-u. Potem, na początku niepodległości - pierwszą nitkę gazowego Jamału. Budowa nie szła najlepiej, bo w miarę oddalania się od czasów radzieckiej dominacji, robiliśmy się coraz bardziej anty-rosyjscy. Paradoks z rodzaju tych, które serwował Stalin - „walka klasowa narasta w miarę zbliżania się do komunizmu”.

Mamy następną okazję być przy stoliku, gdzie toczy się gra (bardzo dziś popularne proeuropejskie powiedzenie). Przychodzą do nas w 2000 roku Rosjanie, Niemcy, Francuzi, Włosi i mówią, że chcą drugą nitkę Jamału wybudować. My mówimy: jesteśmy bardzo otwarci, ale „wicie, rozumicie” – przyroda u nas wrażliwa na rurociągi... a poza tym, Ukrainy to wy nie obejdziecie przez polską ziemię. Po naszym trupie!

Zabrali się, poszli. Poknuli, poknuli i wymyślili, że i Ukrainę i nas i Białoruś obejdą przez morze – na początek sami Rosjanie z Niemcami zdecydowali o budowie Nord Streamu. Za chwilę inni do nich dołączyli i projekt zrobił się „europejski”. No i zbudowali.

A my o co graliśmy w tej grze? Graliśmy przeciw potędze energetycznej Rosji, największego na świecie producenta i eksportera węglowodorów. Graliśmy przeciw Niemcom, których dzisiaj nasz minister wychwala i błaga o europejskie przewodnictwo. Nawet pożyczymy im trochę pieniędzy, żeby to przewodnictwo raczyli sprawować. Ale ten sam minister 6 lat temu coś jęknął w kuluarach o tej bałtyckiej rurze, że to nowy „pakt Ribbentrop – Mołotow”. Więc graliśmy też przeciwko europejskiemu liderowi, tylko może wtedy jeszcze ten minister tego nie widział...

Widzimy więc, że na dwóch frontach, na obu znacznie silniejszy od nas przeciwnik... Tak na marginesie, czy zdajesz sobie sprawę Czytelniku, że oba te państwa budżety wojskowe (uuu, niepoprawnie, mówi się: obronne) – mają sześciokrotnie większe od naszego? Powtórzę: 6-krotnie i to każde - i Rosja i Niemcy? Miałeś Czytelniku świadomość? Warto o takich rzeczach pamiętać.

No dobrze, słabi jesteśmy. Ale może mamy silnych sojuszników? Mieliśmy. Amerykę, o której marzymy, ale łobuzy wiz nam nie chcą znieść. I ta Ameryka, światowa potęga, hegemon globalny, rzeczywiście nie chciała tego rurociągu. I zachęcała nas jak mogła, byśmy my też nie chcieli. Nie trzeba było nas aż tak zachęcać, sami chcieliśmy, nawet niczego za ten opór nie żądaliśmy. Podobnie zresztą jak za nasze wojska w Iraku, gdy Turcja za samo lotnisko zażyczyła sobie 10 miliardów dolarów. I dostał. My tak dla idei i przyjaźni transatlantyckiej to robiliśmy. Ale Amerykanie nie bardzo się chcieli zaangażować tak na poważniej. Woleli z tylnej ławki. I żeby choć tak jak w Libii, dostarczali te rakiety, choćby na kredyt. Nic, tylko zachęcali.

Więc cóż, nasi politycy, co to nie wiedzą, że polityka to jeden wielki handel, i żeby cię szanowali, musisz się drogo wycenić, nic nie dostali (bo nie chcieli), i zostali sami na polu walki. A jedyne co potrafili zastosować, to metoda „wrzeszczącego dziecka”. Ot siedzi się i na cały głos wrzeszczy. Ryczy się, aż wszyscy mają tego dość. Zwolennikiem takiej taktyki w sprawie Gazociągu Północnego był poseł Paweł Kowal. Ostatnio w mowie dla transatlantyckiego think-tanku Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego przyznał, że choć taka prosta, to nie dała jednak efektu. Można powiedzieć, że jacy politycy, taka metoda, takie i efekty.

No cóż, czasy mamy spokojniejsze niż w 30-tych latach XX wieku. Wtedy beznadziejny poziom naszych elit politycznych i ich pogubienie w wydarzeniach doprowadziły na największego nieszczęścia naszego narodu w historii. Dzisiejsze elity, które w polityce międzynarodowej błądzą jak dzieci we mgle, tyle szkód raczej nie narobią. Ale rachunki już płacimy słone.

Andrzej Szczęśniak


Ekspert rynku paliw i gazu, od 2005 roku prowadzi blog o sprawach energetycznych pod adresem: www.szczesniak.pl

niedziela, 18 grudnia 2011, p.wolejko
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: bezksywy, ak02.wat.edu.pl
2011/12/19 21:42:40
Słuszne teorie, ale trochę za bardzo pomniejszona rola Polski. Nie jesteśmy jakąś 10 milionową wyspą w Europie. Jesteś wyjątkowo pracowitym (na tle Europy) 40 mln ludem z gospodarką opartą na przemyśle i produkcji oraz tranzycie między wsch. a zach. a nie Jak podobnej wielkości włochy i Hiszpania na turystyce i usługach ( I pieniądzach wpompowanych przez UE i USA). Także mamy prawa domagać się traktowania nas poważnie i bycia twardym graczem zwłaszcza dlatego że nie jesteśmy najbogatszym krajem ale stanowimy siłę UE. Należy pamiętać że inne kraje też pochopnie nie zainwestują pieniędzy żeby ratować niemieckie i francuskie banki które pożyczały na lewo i prawo Grecji itd. Nie jest też tak że od UE do tej pory tylko braliśmy. Dostaliśmy pieniądze na rozwój i inwestycje ale płacimy również (choćby zamknięcie polskich stoczni za pomoc państwa, kiedy podobną analogie widzę w ratowania zachodnich banków czy też szeroko rozumiany postęp kultury który nijak się ma do naszej tradycji). Po za tym Z Niemcami I Rosją jesteśmy zgodni tylko gospodarczo, politycznie nic nie zawdzięczamy ani jednym ani drugim. Oboje od 1000 lat traktują nas jak.... Jedyna recepta to stać twardo na nogach (co nie ma obecnie miejsca). Istnieje szansa zaistnieć właśnie teraz w Europie. Do tej pory GB i FRA kwestie wsch. Europy zostawiały Niemcom bo to nie były ich strefy wpływów. A oni do spółki z Rosją (jaka by nie była) korzystali. Nie widzę nic złego w byciu silnym a takie powinniśmy mieć aspiracje, a do tego trzeba czegoś więcej niż tylko przytakiwać i oklaskiwać Niemieckie idee. Po za tym jeżeli republikanie w USA wrócą do władzy będą potrzebowali naturalnego zachodniego sojusznika w Europie w związku z nieuniknioną wojną o surowce. A PL daję tą gwarancje że jaki nieudany rząd by u nas nie był to Rosyjscy towarzysze nie mogą nigdy na nas liczyć, w przeciwieństwie do lewicującej Europy (np. lata 70 XX w.). Po za tym żałuje że upada pomysł grupy wyszehradzkiej...
-
Gość: , 178.73.49.7*
2011/12/20 10:06:18
Autor wita komentatora z WAT-u.

Z marzeniami o mocnej Polsce się zgadzam. Roli Polski jednak nie pomniejszam, tylko widzę ją w realnych wymiarach, a nie wg marzeń. Taka jak dzisiaj jest i co może i z kim w sojuszu. Branie na siebie zadań, na których tracimy, osłabiamy się, popadamy w konflikt z naszymi sąsiadami - uważam za błąd.

Co do US-konserwatystów, to już to było grane, potrzebowali... Czy Polska się w tej swojej strategii wzmocniła? Coś zyskała? Chyba odwrotnie - osłabiła się finansowo i politycznie. I ktokolwiek będzie rozgrywał Niemców i Rosję, będzie nas wykorzystywał. Tylko czy z tego mamy się cieszyć? To są nasze aspiracje? Bycie rozgrywanym?

Pozdrawiam
Andrzej Szczęśniak
liczniki
Dyplomacja on Facebook