Blog > Komentarze do wpisu

Narkotykowa historia prosto z Miami

Latynosi zamieszkujący Florydę zwykli pijać rum z kolą. Dla niewtajemniczonego był to zwykły koktajl pod nazwą Cuba Libre. Dla znających tajniki i tamtejsze realia ten mix alkoholowy był nazywany Mentira, co z hiszpańskiego oznacza kłamstwo.

Nie ma czegoś takiego jak ,,wolna Kuba” tak jak nie istnieje stwierdzenie ,,wolna od narkotyków Floryda”. Jedna z osobistości współodpowiedzialnych za ten smutny i niewygodny dla amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości fakt, została zamordowana trzeciego września b.r., w Medellin.

Początki w narkobiznesie

grafikaHistoria Griseldy ,,La Madriny” Blanco (na zdjęciu, źródło: http://indhiraarte.blogspot.com) to nie tylko opowieść o morderstwach, porwaniach, przemycie kokainy, biseksualnych orgiach z Medellin i Florydą w tle. To również historia jednego z najbardziej brutalnych syndykatów zbrodni, który paraliżował Amerykę, jej organy ścigania i wymiar sprawiedliwości. To również kamień milowy w urbanistycznym procesie budowania wspaniałego Miami, które za pieniądze kolumbijskich i kubańskich baronów narkotykowych, zmieniło się z cichej, amerykańskiej sypialni, w mekkę turystów i amatorów mocnych wrażeń.

Narkotykowa baronowa urodziła się 15 lutego 1943 roku, na północnym wybrzeżu Kolumbii. Wychowywała się w brudnym i przesiąkniętym przemocą Medellin, gdzie jej matka pracowała jako prostytutka. Już w dość młodym wieku wchodziła w kolizję z prawem, ale jej prawdziwa przestępcza kariera zaczęła się u boku rodziny Ochoa z Kartelu Medellin. Jej możliwościami przy kierowaniu zorganizowanymi grupami jak i dozorem, jaki sprawowała nad dilerami, Amerykanie zainteresowali się dość późno, bo dopiero w połowie lat siedemdziesiątych.  Miała już wtedy silną grupę w nowojorskim Queens. Opieszałość organów ścigania jak i kiepska organizacja Administracji Antynarkotykowej, spowodowały nasilenie się działań przemytniczych w rejonach Miami. Opiekę nad interesami Kartelu Medellin sprawowała oczywiście La Madrina.

Okres jej panowania zbiegł się w czasie z nasiloną i nielegalną imigracją wyselekcjonowanych przez Fidela Castro Kubańczyków. Plotka głosiła, że ulice Hawany zostały oczyszczone ze złodziei, morderców, gwałcicieli i narkomanów. Wielu z nowych przybyszy zostało najętych przez Blanco, która nigdy nie ukrywała swojej fascynacji dla przemocy.

Rozkwit narkoimperium

Właśnie wszechobecna przemoc zwróciła niechcianą uwagę stróżów prawa, mediów i władz federalnych. Poczytny The Times nazwał Miami ,,rajem utraconym” ze względu na liczbę ofiar ginących w porachunkach, którym zazwyczaj patronowała La Madrina. Dochodziły do tego przestępstwa związane z handlem narkotykami. Gdy federalny wymiar sprawiedliwości zrozumiał, że Kolumbijczycy stworzyli silniejszą i brutalniejszą organizację niż wszystkie włoskie rodziny razem wzięte, nadano sprawie poważniejszy bieg. Zmianom i ogromnej akcji propagandowej patronował sam amerykański wiceprezydent George Bush senior.

Paradoksem całej sytuacji było to, że przemysł narkotykowy zbudował potęgę Miami. Wysokościowce, nocne kluby, restauracje czy ekskluzywne hotele powstawały za środki pochodzące z przestępczości. Z drugiej strony inwestycje dawały zatrudnienie tysiącom osób i milionowe wypływ podatkowe do kasy miasta. Kto z nas nie zachwycał się pięknem Miami ukazanym serialu ”Miami Vice”, emitowanym na całym świecie na przełomie lat 80 i 90? Wiadomo oczywiście, że realia produkcji nie pokrywały się z rzeczywistą tragedią, jaką przeżywali mieszkańcy Miami i całej Florydy.

La Madrina zbyt wiele nie robiła sobie z faktu, że skąpała tamten rejon Stanów w krwi tylu osób. W końcowym okresie swojej działalności była tak bezwzględna i nieobliczalna, że w zimnej kalkulacji postanowiła zabić samą Martę Nieves Ochoa. Upadek narkotykowej baronowej przyśpieszył Max Mermeistein, który przystąpił do amerykańskiego Programu Ochrony Świadków i przekazał śledczym szczegółowe informacje na temat kontaktów, sposobów przerzutów i bazach handlarzy. La Madrina była skończona, ale jej historia była jedynie prologiem dla takich ludzi jak Pablo Escobar czy Carlos Lehder. Do tego nadwątloną przez silniej zorganizowaną DEA strukturę Medellin zaczęli wypierać ich sąsiedzi z Cali, co dało początek kolejnym jeszcze brutalniejszym zbrodniom w Kolumbii i Ameryce.

Kompromitujący proces i nagła śmierć

Efekt wieloletniej działalności Griseldy Blanco to ponad dwieście ofiar śmiertelnych w kokainowej wojnie, jaka trwała w Miami przez ponad dziesięć lat. Pięć dni po swoich czterdziestych drugich urodzinach, tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego piątego roku, została aresztowana w Kalifornii, przez agentów administracji antynarkotykowej DEA. Jej proces okazał się farsą i skompromitował prokuraturę z dystryktu Dade Miami. Głównym świadkiem oskarżenia został jej osobistych ochroniarz i płatny zabójca Jorge ,,Rivi” Ayala. W trakcie procesu doszło do skandalu, gdyż wyszło na jaw, że Rivi utrzymywał intymne stosunki z sekretarką prokuratora, prowadzącego sprawę, który wobec zaistniałej sytuacji musiał zrezygnować z zeznań głównego świadka i zaoferował La Madrinie ugodę. Griseldę skazano na piętnaście lat więzienia i dwadzieścia pięć tysięcy dolarów grzywny.  Z więzienia wyszła szóstego czerwca dwa tysiące czwartego roku, a następnego dnia deportowano ją do Kolumbii.

Na dość długo świat mediów i stróżów prawa stracił ją z oka. Aż do trzeciego września tego roku, kiedy została zastrzelona na targu w Medellin. To było zaplanowana akcja w stylu, jaki sama promowała na ulicach Miami.

Pytając o domniemanych zleceniodawców trudno się zdobyć się na konkret, ze względu na mnogość motywów. Może to rodzina jednej z dwustu ofiar, może klan Ochoa finalnie pomścił Martę, a może ktoś zrobił to bez powodu-całkiem jak La Madrina w latach swojej świetności.  Jedno jest pewne, Mentiry za jej zdrowie nikt nie wypije.

Dziedzictwo Madriny

Współczesne Miami to prawdziwy raj dla turystów, fanów koszykówki i niestety nadal teren intensywnego handlu narkotykami i pralnia niebotycznych pieniędzy. Z jednej strony czasy krwawych strzelanin i rytualnych, kolumbijskich mordów w narkotykowym amoku teoretycznie minęły, bo w miejsce nieokiełznanych kokainowych kowboi, pojawili się rozmyślni, zazwyczaj wychowani w Stanach i dobrze wykształceni dżentelmeni, rozumiejący zgubną rolę niepotrzebnego rozgłosu. Nie do końca pojął nowe realia ostatni z wielkich bossów, twórca kartelu Norte Velle, Don Diego Montoya, który za brak znajomości nowych porządków, trafił za kratki na czterdzieści pięć lat, wyrokiem sądu w Miami, z dnia dwudziestego drugiego października dwa tysiące dziewiątego roku.

Mimo końca pewnej ery Miami nadal będzie zmagać się z plagą przemytników i coraz to nowych grup, chcących przejąć władzą nad rynkiem. Specyfika miast portowych, łączących dawne szlaki handlowe, skazuje te miasta i przyległe do nich regiony na ciągłą penetrację, przez organizacje przestępcze. Miejmy nadzieję, że żadna z nich nie będzie chciała dorównać wyczynom La Madriny i jej kompanów.

Patryk Poskrobko, czytelnik bloga Dyplomacja

 

UWAGA, przeczytaj!

Ty też chcesz opublikować swój wpis na blogu? Masz swoje zdanie w zakresie stosunków międzynarodowych, a szukasz właściwego miejsca do pierwszej publikacji? Dyskutujesz w komentarzach lub na forach na tematy międzynarodowe, ale potrzebujesz czegoś więcej? Blog Dyplomacja jest otwarty na Twoje propozycje. Napisz do mnie na adres p.wolejko[at]vp.pl, wyślij wiadomość na Dyplomacji na Facebooku lub na skontaktuj się ze mną na Twitterze. Tak zrobił Patryk, którego tekst właśnie przeczytaliście oraz Łukasz, którego artykuł czytaliście pod koniec sierpnia. Razem ustalimy szczegóły. Chętnie pomogę Wam przekroczyć barierę pomiędzy Czytelnikiem a Autorem, która - uwierzcie mi - jest cienka i łatwa do pokonania.

sobota, 08 września 2012, p.wolejko
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
liczniki
Dyplomacja on Facebook