Blog > Komentarze do wpisu

Pruchniewski o wspomnieniach Roberta Gatesa

Panie prezydencie, gwarantuję Panu że w tym momencie – gdzieś, w jakiś sposób, ktoś z administracji rządowej właśnie coś spieprzył. W ten sposób sekretarz obrony Robert Gates podsumował sytuację z którą mierzy się każda osoba na wysokim stanowisku kierowniczym. W momencie, gdy dowiaduje się o problemie, jego konsekwencje dotknęły już wielu osób i są potencjalnym zagrożeniem dla funkcjonowania administracji. Szczególnie gdy kieruje się organizacją skupiającą kilkaset tysięcy osób, jak Departament Obrony. Autor wspomnień Duty: Memoirs of a Secretary at War wie o czym mówi. Pracował w administracjach 8 prezydentów USA. Towarzyszył Z. Brzezińskiemu w rozmowach z przedstawicielami Iranu na kilka dni przed zajęciem ambasady USA w Teheranie. Przez wiele lat pracował w National Security Council a pod koniec zimnej wojny został dyrektorem CIA. W administracjach G.W. Busha i B. Obamy pełnił funkcję sekretarza obrony. Nominację na stanowisko otrzymał gdy był rektorem uniwersytetu w Teksasie. W krótkim czasie przyszło mu spotykać pozornie takich samych dwudziestolatków jak na uczelni, ale tym razem byli to żołnierze ciężko doświadczeni przez wojnę w Afganistanie i Iraku.

Zmiany w armii, zmiany na polu bitwy

grafikaWiększość omawianej książki dotyczy tych dwóch miejsc i wszystkiego, co z nimi - z militarnego punktu widzenia- związane. Gates obrazowo zdiagnozował sytuację. Inwazje na te dwa kraje były jak gonienie samochodu przez psa. Pies samochód dogonił, ale tak właściwie to po co? Zastępował Donalda Rumsfelda, bliskiego przyjaciela wiceprezydenta Cheneya, który miał olbrzymi wpływ na politykę wojenną USA. W tym kontekście opisuje jak istotne są relacje personalne. Jak wiele od nich zależy. A wszystkie decyzje, jakie przychodzi podejmować związane są z olbrzymimi kosztami, naciskami, ryzykiem. Jedną z najtrudniejszych było wydłużenie czasu służby na wojnie z 12 do 15 miesięcy. Oznaczało to że wielu żołnierzy ominie dwa razy pod rząd święta, urodziny dzieci, itp. (tzw. law of twos). To wiązało się z olbrzymią presją i zwiększeniem liczby urazów psychicznych żołnierzy. Jedną z najdroższych decyzji była konieczność zwiększenia liczebności armii: Marines o 27 000 (do 202 000), US Army o 65 000 (do 547 000). Ameryce po prostu brakowało żołnierzy dla przedłużającej się wojny na dwóch frontach. Sama ta decyzja kosztowała 100 mld $. Autor zauważył, że to posunięcie uratowało Irak i Afganistan przed upadkiem i pozwoliło USA na zintensyfikowanie działań wojennych (surge). Każda ze znaczących decyzji była ryzykowna. Administracja nigdy nie była w stanie przewidzieć sytuacji w perspektywie najbliższych 6 miesięcy.

Tym bardziej, że zmieniła się charakterystyka współczesnych konfliktów. Ze state-to-state na bardziej lokalne i punktowe. Dla ich rozwiązania nie była nawet konieczna olbrzymia przewaga militarna, ale często techniczna. Na przykład zagrożenie ze strony fundamentalistów operujących z terytorium Pakistanu, wobec braku współpracy z rządem, było niwelowane poprzez użycie dronów. Skala rozwoju tej technologii jest olbrzymia. W 2003 r. było w Iraku 8 UAV (Unmanned Aerial Vehicle). W 2008 r. już 1700. Liczebność wojsk specjalnych (m. in. SEAL, Delta Force) zwiększono w związku z tym o 30%. Bush podczas swojej ostatniej wizyty w Pentagonie usłyszał, że tego dnia Special Operations Command prowadzi działania w 61 krajach (!). Często jednak hamulcem w rozwoju technologii bywa biurokracja. O MRAPach – najlepiej opancerzonych pojazdach chroniących żołnierzy przed ładunkami wybuchowymi umieszczanymi przy drogach (IED) – Gates dowiedział się z prasy. A blisko 80 % ofiar było skutkiem właśnie IED. Wprowadzenie do służby tych pojazdów zmniejszyło zagrożenie o 75% (!), choć od pierwszej prośby generałów do decyzji Pentagonu minęły 2 lata.

Gates mówi jak jest, jego zdaniem

Robert Gates ustanowił precedens, służąc na tym stanowisku w dwóch różnych administracjach – republikańskiej i demokratycznej. Dzięki temu ma unikalną perspektywę i nie waha się prezentować swoich opinii. Nowa administracja skażona jest grzechem micromanagement – próby zarządzania każdą sprawą. Stara też nie jest bez winy, z reguły zostawia zobowiązania nie do wykonania. Gates zmuszony był przez Obamę do cięcia 33 głównych programów, które sam zaproponował Bushowi. Choć według niego prezydenci Obama i Bush nigdy nie rozpatrują ponownie raz podjętej decyzji, to Bush kierował się częściej instynktem, natomiast Obama chce poznać wszystkie możliwe opcje (most deliberative president I worked for). Dwunastego dnia swojej prezydentury B. Obama powiedział mu: niepokoi mnie to co wiem, to czego nie wiem niepokoi mnie jeszcze bardziej, a najbardziej martwię się o to czego mi nie mówią. Wiele informacji zanim dotrze do prezydenta dociera do prasy. I tutaj pojawia się ciekawy podział. Jeśli przeciek pochodzi z Białego Domu, to z reguły pojawia się w New York Times. Jeśli z Pentagonu to zwykle w Washington Post. A prasa w USA ma dużą siłę rażenia. Jeden artykuł w magazynie Rolling Stone pozbawił stanowiska głównodowodzącego wojskami w Afganistanie generała McChrystala. Gates nie szczędzi ostrych słów wobec nieodpowiedzialnych zachowań, które doprowadzają do takich komplikacji. Prezydenta Saakaszwiliego nazywa aggressive and impetuous georgian nationalist, prezydenta Karzaja - przeczulonym na swoim punkcie, ponieważ tamten potrafi zrzucać winę na USA za krytyczny artykuł w Irish Times (who the hell reads IT outside Ireland?!).

Potrafi także krytycznie spojrzeć na własne działania. Wiele decyzji podejmowanych na najwyższych szczeblach określa po prostu jako głupie. Jako sekretarz obrony anulował program nowego helikoptera prezydenckiego VH-71. Miał gorsze osiągi niż dotychczasowy (m.in. zasięg i możliwość manewrowania) ale za to oferował mikrofalówkę na pokładzie. Gates skwitował: żeby prezydent w czasie ataku nuklearnego zdążył sobie podgrzać obiad.  Tak opisuje swój wpływ na „wolne” wybory w Afganistanie: wszystko to była brudna sprawa, prezydent Afganistanu był umoczony (tainted), a nasze (USA) ręce były równie brudne. Wszystko to dlatego, że naciskał na złamanie konstytucyjnego terminu wyborów prezydenckich, tak aby USA zdążyły wesprzeć opozycję wobec Karzaja. Inne kraje nie były lepsze. W Iraku aresztowano irańskiego generała, który za odpowiednie głosowanie obiecywał legislatorom 250 000 $. Pytanie tylko czy USA chcą być na równi z Iranem.

Tarcza antyrakietowa

A propos wątku irańskiego, pojawia się sprawa Polski i Czech – czyli tarczy antyrakietowej. Gates tłumaczy powody wycofania z projektu rozwojem techniki. Tarcza ma służyć do obrony przed rakietami dalekiego zasięgu m. in. z Iranu i Korei Północnej. Ponieważ oba kraje rozwijają raczej rakiety średniego zasięgu (grożące Bliskiemu Wschodowi i Alasce), które można unieszkodliwić nowymi rakietami SM-3 z okrętów i dotychczasowych baz (Alaska i Kalifornia) - nie ma powodu dla rozwijania tej technologii w Polsce. Rozumie jednak rozgoryczenie, choć jego zdaniem wynika ono z różnicy interesów. Polska chciała rakiet, a właściwie związanego z nimi pakietu militarnego jako straszaka na Rosję i element wewnętrznej rozgrywki politycznej. Prezydent Kaczyński naciskał na zakończenie negocjacji przed wyborami w 2009 r., a minister Klich na zaangażowanie na poziomie podobnym do tego jakie USA ma w Jordanii i Pakistanie. Gates przypomina w tym miejscu błędną decyzję ogłoszenia informacji  o rezygnacji z tarczy 17 września - w rocznicę napaści na Polskę (chociaż myli się pisząc o agresji Nazistów).

Co wpływa na podejmowane decyzje?

Sprawa tarczy antyrakietowej jest pewną egzemplifikacją problemów przed jakimi stoją decydenci. Wytyczanie kierunków działań wiąże się z wieloma aspektami, których z zewnątrz nie widać, a także takimi, za którymi nie idzie racja, ale nacisk polityczny, finansowy. Do tego dochodzą kwestie personalne – ambicji, głupoty, obojętności, braku odwagi, itp. To wszystko otacza jeszcze nieprzewidywalna rzeczywistość. Robert Gates w sposób bardzo bezpośredni podchodzi do tych spraw przedstawiając barwny i nierzadko przygnębiający opis rzeczywistości oraz próby zmiany stanu rzeczy. Jest to odważna książka, po napisaniu której raczej nie przybyło mu przyjaciół. Z drugiej strony otrzymujemy wyjątkową możliwość podejrzenia polityki USA od kuchni.

Dariusz Pruchniewski

 

Poprzednio Darek opisywał książkę "Jack Kennedy. Elusive Hero".

 

Grafika pochodzi ze strony amazon.com, gdzie książka jest dostępna 20,99 dolarów w wersji papierowej i 24,53 dolarów w formie ebooka.

środa, 26 lutego 2014, p.wolejko

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
liczniki
Dyplomacja on Facebook