czwartek, 31 stycznia 2008

RywaleDzisiaj nad ranem czasu polskiego uważnie przysłuchiwałem się republikańskiej debacie, która odbywała się w Bibliotece Ronalda Reagana w Kalifornii - zorganizowanej przez CNN. Mimo że w wyścigu pozostało jeszcze czterech kandydatów, debata sprowadzała się głównie do bardziej lub mnie zawoalowanej wymiany ciosów między dwójką front-runnerów: Johnem McCainem i Mittem Romneyem. Dramatyczne, czasem zabawne próby zwrócenia uwagi na pozostałą dwójkę w wykonaniu zwłaszcza Mike Huckabee były nieudane. Starcie między faworytami zdominowało półtoragodzinną dyskusję.

Najlepsze wrażenie zrobił na mnie właśnie Huckabee, który był naturalny, wyluzowany i zabawny. Miał kilka bardzo celnych uwag, a na koniec zawstydził front-runnerów udzielając wymijającej odpowiedzi na pytanie, czy poparłby go Ronald Reagan (każdy z rywali miał minutę, aby się w tej sprawie wypowiedzieć). Romney podkreślał swoje przywiązanie do republikańskich zasad, kładąc nacisk zwłaszcza na aspekty ekonomiczne - cięcia wydatków, cięcia podatków, racjonalizacja budżetu. McCain natomiast skupił się na doświadczeniu oraz swoim udziale w reaganowskiej rewolucji konserwatywnej w latach 80.

Debata przebiegła raczej spokojnie. Tylko w jednym momencie poważnie zaiskrzyło, gdy McCain zarzucił Romneyowi oportunistyczną zmianę stanowiska w kwestii ustalenia terminu wycofania amerykańskich wojsk z Iraku. Romney kategorycznie zaprzeczył i zarzucił senatorowi z Arizony kłamstwo. Dość poważne zarzuty - tzw. flip-flopping (zmiana stanowiska) oraz kłamstwo (przy podkreślaniu jak mantrę przez McCaina sformułowania let's give now some straight talk) sprawiły, że przez parę minut wrzało.

Ciekawy był także fragment, w którym Romney musiał uzasadnić, dlaczego byłby lepszym przywódcą w czasie wojny od doświadczonego w tym zakresie McCaina i na odwrót - McCain wyjaśniający, dlaczego byłby lepszy w zajmowaniu się gospodarką od posiadającego bogate doświadczenie biznesowe Romneya. Stwierdzenie 71-letniego senatora, że managerów można wynająć, a liderem trzeba być trafiło niezwykle celnie, choć Romney natychmiast ripostował, że jako gubernator Massachusetts osiągał wiele sukcesów jako lider. Wsparł go w tym - dość zaskakująco, gdyż jest przyjacielem McCaina - Mike Huckabee, który powiedział, że najlepiej przygotowani do bycia prezydentem są ex-gubernatorzy.

Kilka mądrych przemyśleń sprzedał publiczności oraz telewidzom także Ron Paul, jednak nie miał zbyt wielu okazji do zabrania głosu. Nie walczył jednak, w przeciwieństwie do Huckabeego, o więcej minut. W związku z tym debatę zdominowali Romney z McCainem. Kto wygrał? Jeśli mierzyć zwycięstwo liczbą i długością oklasków, to Paula wyprzedził Romney. Jeśli decydujące ma okazać się to, co który spośród kandydatów powiedział, to Romney wyprzedził McCaina. Raczej wygrał Romney - mi osobiście nie spodobał się bezpardonowy atak McCaina na Romneya, który w dodatku jest nie do końca uzasadniony.

Powtórzę jednak, że najlepsze wrażenie zrobił na mnie Mike Huckabee. Oczywiście nie ma on większych szans na odegranie większej roli w tych prawyborach, ale póki uczestniczy w wyścigu, skutecznie odbiera Romneyowi poparcie bardziej konserwatywnego elektoratu - działając na korzyść McCaina. Paul dodaje kolorytu kampanii, gdyż jego szanse są jeszcze mniejsze niż byłego gubernatora Arkansas.

Przed super wtorkiem wiele zdaje się wskazywać na ogromny sukces McCaina. I nie mówię tu o sondażach, które nie są w stanie wykazać do końca bieżących trendów. Tzw. momentum zdecydowanie po stronie McCaina - wsparł go Giuliani, wsparł go Schwarzenegger. Zdaje się, że lokomotywy McCaina nic nie jest w stanie już zatrzymać.

Zdjęcie: cnn.net

środa, 30 stycznia 2008

GiulianiCiekawa taktyka polegająca na skupieniu się na największym z głosujących w styczniu stanów, Florydzie, nie powiodła się. Rudy Giuliani został zmiażdżony przez dwóch front-runnerów - Johna McCaina (36 procent) oraz Mitta Romneya (31 procent) - zdobywając niespełna 15 procent poparcia. Zdaje się, że mayor of America (burmistrz Ameryki) wycofa się dzisiaj z wyścigu.

Wiele wskazuje na to, że Giuliani poprze Johna McCaina przed dzisiejszą debatą w Kalifornii. Senator z Arizony bardzo ciepło wypowiadał się we wczorajszym wystąpieniu po ogłoszeniu wstępnych wyników na temat Giulianiego. Jeśli rzeczywiście ex-burmistrz Nowego Jorku wykruszy się z walki o nominację, sytuacja w obozie Republikanów wyklaruje się na wzór Demokratów - dwóch silnych kontrkandydatów po obu stronach będzie walczyło o jak największą liczbę delegatów 5 lutego; pozostali będą im się głównie przyglądać.

Jak to się stało, że Giuliani - przez wiele miesięcy lider ogólnokrajowych sondaży wśród Republikanów - został zdruzgotany styczniowymi prawyborami? Po pierwsze, zła taktyka. Kiedy okazało się, że w New Hampshire, mimo początkowo twardej walki i ciężkiej pracy, Giuliani nie zyskuje poparcia, jego sztab podjął decyzję o oddaniu walkowerem Iowa, New Hampshire, Nevady, Michigan i Południowej Karoliny. Giuliani "zainstalował się" na Florydzie i liczył, że zwyciężając w największym stanie uzyska dobry punkt wyjścia przed super-wtorkiem, kiedy w 21 stanach odbędą się republikańskie prawybory. Jednak brak Giulianiego w pierwszych pięciu stanach sprawił, iż było o nim zupełnie cicho w mediach przez praktycznie cały miesiąc. W tym czasie John McCain odzyskał siły i toczył wyrównaną walkę z Mittem Romneyem.

Druga przyczyna porażki to przyjęte za pewnik założenie, że poparcie dla Rudy'ego Giulianiego deklarowane przez wyborców w październiku czy listopadzie jest stałe, tzn. że wyborcy nie zmienią zdania i nie poprą innego kandydata. I choć można się spierać, w jakim zakresie o porażce Giulianiego na Florydzie zdecydowało uzyskane przez McCaina i Romneya we wcześniejszych prawyborach tzw. momentum, to nie było ono decydujące. Giuliani prowadził kampanię, która nie trafiała do elektoratu republikańskiego; zdawało się, że Giuliani nie wie za bardzo do kogo przemawia. W International Herald Tribune znajdziemy nawet wypowiedź jednego z republikańskich oficjeli, który stwierdził, że Giuliani przemawiał na wiecach wyglądających jak potiomkinowskie wioski.

Kolejna sprawa to poglądy byłego burmistrza Wielkiego Jabłka. W wielu kwestiach był on zbyt liberalny, aby móc uzyskać republikańską nominację. Krytykowany za odstępstwa od prawicowych dogmatów był także John McCain, ale to Giuliani był burmistrzem liberalnego centrum na wschodnim wybrzeżu. W debatach Giuliani często plątał się odpowiadając na trudne pytania dotyczące aborcji czy kontroli nad posiadaniem broni. Często prezentował sie jako kandydat środka, który nie "pasował" ani wyborcom republikańskim, ani demokratycznym.

Katastrofa Giulianiego na Florydzie, nawet jeśli nie zakończy jego kampanii, pozbawia go praktycznie wszelkich szans na uzyskanie nominacji. Rudy powinien wycofać się z wyścigu i zostawić pole dwóm front-runnerom. Dzisiejsza kalifornijska debata, transmitowana przez CNN, zapowiada się pasjonująco.

Więcej: International Herald Tribune o McCainie, IHT o Giulianim, The Economist o McCainie

Zdjęcie: jossip.com 

wtorek, 29 stycznia 2008

BushWczoraj George W. Bush wygłosił swoje ostatnie orędzie o stanie unii. Ustępujący prezydent przemawiał z wiarą i nadzieją w to, że Ameryka będzie rosła w siłę. Kluczem do sukcesu jest zaufanie, które "pozwoliło kolejnym pokoleniom transformować kruchą demokrację w najpotężniejszy naród na świecie, światło nadziei dla milionów."

Prezydent w trakcie orędzia podsumowywał politykę zagraniczną okresu swej prezydentury, a także wskazywał na najpilniejsze potrzeby legislacyjne. Najbardziej rzuca się w oczy częste powtarzanie słowa empower, które oznacza umożliwić. Bush apelował, aby umożliwić poszczególnym grupom zawodowym oraz narodowi amerykańskiemu jako całości działania, które doprowadzą do rozwoju na globalną skalę, m.in. poprzez podwojenie wydatków federalnych na nauki ścisłe.

Bardzo ważne miejsce w orędziu prezydenta zajęła gospodarka oraz wolny handel. Bush bronił wolnego rynku oraz umów o wolnym handlu z Kolumbią, Panamą i Koreą Południową - których przyjęcie blokuje demokratyczna większość w Kongresie. Zdaniem Busha, przyjęcie ww. umów wyrówna warunki rywalizacji amerykańskich przedsiębiorców i rolników z ich konkurentami; sprawi, że produkty "Made in the USA" zapewnią dobre miejsca pracy w Ameryce.

Jednocześnie, przyjęcie umowy o wolnym handlu z Kolumbią będzie czytelnym znakiem politycznym - wsparciem dla sojusznika Stanów Zjednoczonych w regionie. Bush przypomniał, że Kolumbia zwalcza producentów i eksporterów narkotyków. Prezydent zwrócił uwagę, iż nieprzyjęcie umowy z Bogotą rozzuchwali dostarczycieli fałszywego populizmu w naszej hemisferze. "Musimy więc (...) pokazać naszym sąsiadom w regionie, że demokracja prowadzi do lepszego życia".

W swoim ostatnim orędziu prezydent odniósł się również do kwestii negocjacji w tzw. rundzie z Doha, która ma doprowadzić do globalnego obniżenia taryf celnych i zmniejszenia protekcjonizmu. Odpowiadając krytykom atakującym z ekologicznych pozycji Bush stwierdził, że rozwiązaniem problemu emisji gazów cieplarnianych powinno być międzynarodowe porozumienie (którego celem będzie spowolnienie, zatrzymanie i wreszcie odwrócenie wzrostu emisji) z udziałem wszystkich największych gospodarek, nie wyłączające nikogo. Oprócz działań na rzecz zawarcia takiego porozumienia administracja Busha zamierza promować działania sprzyjające zwiększeniu bezpieczeństwa energetycznego - głównie poprzez rozwój energooszczędnych i alternatywnych technologii oraz rozwój elektrowni atomowych.

Z bieżących spraw prezydent wezwał Kongres do niezwłocznego przedłużenia obowiązywania prawa zezwalającego na podsłuchiwanie podejrzanych o terroryzm - prawa, którego ważność wygasa z początkiem lutego. Bush zaapelował także o ponadpartyjne porozumienie w celu rozwiązania dwóch palących problemów - imigracji oraz opieki zdrowotnej (o których pisałem 7 stycznia, że mogą być rozwiązanie jedynie wspólnie, gdyż są nierozłączne).

Zwróciłem także uwagę na otwartą groźbę prezydenta Busha skierowaną do Kongresu, a odnoszącą się do tzw. pork barrel spending, czyli dołączanych do projektów ustaw pomniejszych poprawek wiążących się z wydatkami na przeróżne cele. "Wieprzowina" to zmora Kongresu - liczba poprawek zgłaszanych przez członków Izby oraz Senatu sięga kilka tysięcy rocznie. Jest to bardzo popularne narzędzie wykorzystywane przez kongresmanów w celu przypodobania się swoim wyborcom. Niektóre projekty finansowane za pomocą "wieprzowiny" są naprawdę idiotyczne, a większość z nich zbędna. Dobrze podsumował to senator John McCain podczas republikańskiej debaty prezydenckiej w Boca Raton na Florydzie 24 stycznia mówiąc, iż buduje się drogi oraz mosty donikąd. Bush zagroził, że będzie wetował projekty zawierające pork, gdyż Kongres zlekceważył jego prośbę, aby ograniczyć wydawane w ten sposób pieniądze o połowę.

Jak widać, na koniec kadencji George W. Bush ma zamiar pokazać się jako miły republikańskiemu oku strażnik zdrowych finansów. Szkoda, że tak późno.

Treść orędzia o stanie unii na stronie Białego Domu. Orędzie można obejrzeć na stronie CNN.

Obrazek: whitehouse.gov

niedziela, 27 stycznia 2008

MiedwiediewNamaszczony przez Władimira Putina na swojego następcę Dimitrij Miedwiediew wygłosił znaczące przemówienie na Forum Miejskim w Moskwie, we wotrek 22 stycznia. Politolog Stanislav Belkovsky określił je mianem "zbioru banałów".

Pierwszy wicepremier Federacji Rosyjskiej "powiedział dokładnie to, czego oczekiwały od niego różne wartswy i grupy społeczne" - powiedział Belkovsky agencji ITAR TASS. Z jednej strony "wzbudził nadzieję na liberalizację", z drugiej zapewnił o "zwiększeniu wydatków rządowych w różnorakich dziedzinach". Zdaniem Belkovskiego "wystąpienie Miedwiediewa pokazało, że jego intencją jest bycie w 100 procentach sukcesorem Putina, a także kontynuacja dotychczasowej polityki".

"Miedwiediew musi reprezentować kontynuację, odnowę oraz doskonałość - a nie jest to proste zadanie" - komentuje Boris Makarenko, zastępca dyrektora generalnego Centrum Technologii Politycznych. Oceniając występienie kremlowskiego kandydata Maranenko powiedział, że "jego przemówienie okazało bardzo liberalne, bardziej liberalne, niż to, co władze robiły przez ostatnich kilka lat". Podsumowując wystąpienie Miedwiediewa politolog stwierdził, iż "liberałowie znaleźli w nim pewne zachęcające elementy, a antyliberałowie wystarczające zapewnienie, że polityka Putina będzie kontynuowana".

Skoro już wiemy, jak wystąpienie Miedwiediewa zostało odebrane w Rosji, spójrzmy, co namaszczony przez "zbiorowego Putina" kandydat powiedział.

Przede wszystkim skupił się na walce z korupcją, która musi stać się elementem narodowego programu. Skrytykował w tej mierze wielowiekową rosyjską tradycję tzw. prawnego nihilizmu, który przejawia się w formie przestępstw, w tym korupcji pośród administracji państwa - korupcji o kolosalnych rozmiarach.

Na sercu Miedwiediewowi leżą także prawa człowieka, w tym godność ludzka oraz demokracja i stworzenie prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Jego zdaniem, aby w Rosji wykształciło się społeczeństwo obywatelskie, potrzebne są "dekady spokojnego i stabilnego" rozwoju. Kolejnym priorytetem jest dla niego rozwój gospodarczy, oparty na wolności działalności gospodarczej oraz prawnej ochronie własności (w tym intelektualnej). Miedwiediew zapewnił również, że zapewni godziwe emerytury dla ludzi w podeszłym wieku oraz, że wzrost gospodarczy musi być skoordynowany z pomocą socjalną.

Wiele pięknych słów, bliskich nie tylko Rosjanom, ale także społeczności międzynarodowej. Prawa człowieka, demokracja, społeczeństwo obywatelskie, zliberalizowana ekonomia etc. - brzmi naprawdę fantastycznie. Gdyby taki program rzeczywiście był przez Miedwiediewa realizowany, oprócz Rosjan przyklasnąłby mu praktycznie cały demokratyczny świat. Rosja wcale nie musi być quasi-autorytarnym państwem domagającym się w dość brutalny sposób poszanowania własnych interesów. Niestety, Miedwiediew ma małe szanse, aby wyprowadzić swoich kolegów z kasty rządzącej z tego błędu. Co więcej, on sam może w nim tkwić, a okrągłe frazesy są tylko tanią propagandą.

Więcej: ITAR TASS

Zdjęcie: skolkovo.ru

14:38, p.wolejko , Rosja
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 stycznia 2008

HuckabeeKongres zaaprobował w błyskawicznym tempie ratunkowy plan dla gospodarki przygotowany przez Biały Dom. Zakłada on de facto przekazanie konsumentom 150 miliardów dolarów. Jak zauważył podczas republikańskiej debaty w Boca Raton na Florydzie Mitt Romney, gospodarka Stanów Zjednoczonych w 2/3 opiera właśnie na konsumentach.

Pochlebnej opinii Romneya nie podzielił do końca były gubernator Arkansas Mike Huckabee. Słusznie zauważył, że przekazanie konsumentom 150 miliardów dolarów sprawi, że wspomożona nie zostanie gospodarka amerykańska, ale chińska. Konsumenci najpewniej wydadzą bowiem większość z tych 150 miliardów na produkty made in China. Huckabee jest zadowolony, że wreszcie Kongres i prezydent zrobili coś wspólnie, ale ma swój pomysł na lepsze wydanie tych 150 miliardów dolarów. Zwycięzca sejmików w Iowa twierdzi, że należałoby wybudować autostrady i zainwestować w infrastrukturę, która - jego zdaniem - pozostaje daleko w tyle za potrzebami amerykańskiego społeczeństwa.

Dla nas Stany Zjednoczone to wzór do naśladowania w dziedzinie infrastruktury, jednak faktem jest to, iż większość autostrad ma już kilka dekad. W międzyczasie liczba ludności znacząco wzrosła, logiczne więc, że wzrosła także liczba samochodów. Amerykanie codziennie stoją w gigantycznych korkach. Problem z receptą Huckabee'go jest taki, że jest on nie do zrealizowania w sposób, jaki on to sobie wyobraża. Autostrad nie wybudują amerykańscy robotnicy, nie zostaną użyte (w większości) wyprodukowane w Ameryce materiały.

Jednak kwestia alternatywy jaką postawił Huckabee stanowi wyłącznie dygresję. Podstawowym problemem jest sensowność przekazania konsumentom 150 miliardów dolarów. Huckabee ma dużo racji mówiąc, że gro tych środków trafi do Chin i w efekcie wsparta zostanie chińska, nie amerykańska, gospodarka. Trudniej byłoby przegłosować obniżkę podatków, czy zmniejszenie innych obciążeń. Co tak naprawdę zauważył Huckabee to fakt, iż zastosowano półśrodek, który dobrze wygląda tylko z wierzchu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook