środa, 28 lutego 2007

Na początek przeprosiny za to, że wczoraj nie ukazał się przegląd prasy. Niestety zmogła mnie choroba i zamiast usiąść przed komputerem musiałem położyć się do łóżka. Druga informacja dotyczy pewnej zmiany, która nastąpi na blogu: znika przegląd prasy w formie, jaką znaliście do tej pory - przez równe dwa i pół miesiąca - a na jego miejsce pojawią się teksty tematyczne, w których postaram się skompilować najwartościowsze myśli przedstawione przez prasę, nie tylko polską. Oczywiście odesłania do ciekawych artykułów nie znikną, ale przestaną odgrywać rolę wiodącą. Więcej będzie także wpisów opartych wyłącznie na źródłach zagranicznych. Mam nadzieję, że dzięki temu blog stanie się bogatszy treściowo i bardziej interesujący dla czytelników.

Koniec prywaty, czas przejść do sedna i zaprezentować pierwszy wpis w "nowym stylu". Moją uwagę zwrócił, pojawiający się coraz częściej w ostatnich tygodniach, temat kryzysu instytucji rodziny w Wielkiej Brytanii. W dzisiejszym "Dzienniku" możemy znaleźć wstrząsające dane statystyczne wskazujące, że "70 procent młodocianych notowanych w Wielkiej Brytanii za wykroczenia pochodzi z niepełnych rodzin". Co więcej, "dzieci wychowywane przez samotnych rodziców dwukrotnie częściej, niż dzieci z pełnych rodzin, palą papierosy, nadużywają alkoholu i biorą narkotyki." Dalej możemy przeczytać: "Osoby, które były wychowywane w niepełnych rodzinach, wcześniej rozpoczynają życie seksualne i prowadzą je w bardziej nieuregulowany sposób", a także "pięć razy częściej są ofiarami fizycznego i psychicznego molestowania".

Niestety dla Brytyjczyków, dane zaprezentowane przez "Dziennik" - za Equal Parenting Alliance - nie są jedynymi, które świadczą o poważnych problemach nastolatków i rodziny. UNICEF opublikował ostatnio raport (o czym pisał The Economist z dn. 17.02 br.), w którym Wielka Brytania zajęła ostatnie miejsce wśród 21 bogatych państw uwzględnionych w rankingu. I marnym pocieszeniem jest fakt, że anglosaska Ameryka znalazła się na przedostatnim miejscu, tuż przed Wielką Brytanią. Metodologia raportu UNICEF polegała na zbadaniu sześciu dziedzin życia, takich jak: dobrobyt (18 miejsce Wielkiej Brytanii), zdrowie (12 miejsce), edukacja (17 miejsce), relacje z rówieśnikami (21 miejsce), zachowanie (21 miejsce) oraz zadowolenie (20 miejsce). Nikogo nie może dziwić, że po podsumowaniu tak fatalnych wyników Wielka Brytania zajęła niechlubne ostatnie miejsce. [Tabela po kliknięciu się powiększy]

tabela z The Economist

Jeśli przyjrzymy się bliżej danym zawartym w raporcie UNICEFu, zauważymy, że tylko 43% brytyjskich dzieci uważa swoich rówieśników za miłych i pomocnych (przy 81% małych Szwajcarów zgadzających się z takim określeniem). Szokujące jest to, że 38% 15-latków przeszło już seksualną inicjację, choć da się to "wytłumaczyć" tym, że brytyjskie nastolatki palą (w tym także marihuanę) i piją najwięcej spośród swoich rówieśników. Liczba ciąż wśród brytyjskich nastolatek jest pięciokrotnie wyższa niż w Holandii.

Znajdując się pod ostrzałem tylu danych, nie sposób zaprzeczyć, że rodzina znajduje się w kryzysie. Potwierdza to zresztą informacja o najmniejszej liczbie zawartych małżeństw (w zeszłym roku) od 111 lat! Prący do władzy Torysi pod przywództwem Davida Camerona ostro krytykują rząd premiera Blaira i jego Partii Pracy za dopuszczenie do takiego stanu rzeczy. Zdaniem konserwatystów, Blair nie robił nic, aby wzmocnić rodzinę - wręcz przeciwnie, nieustannie skupiał się na jej osłabianiu, m.in. poprzez wspieranie związków osób tej samej płci. Zniesiono także ulgę podatkową dla małżeństw, gdyż... "dyskryminowała samotnych rodziców". Tymczasem problem z młodzieżą jest naprawdę poważny. W niespotykanym wcześniej tempie rośnie nie tylko liczba ciężarnych nastolatek, ale także młodocianych przestępców, popełniających coraz więcej ciężkich przestępstw - z zabójstwami włącznie. Od lat powszechnie wiadomo również, iż młodzi Brytyjczycy są najbardziej rozrywkowi w Europie, palą dużo papierosów, piją morze alkoholu i nie stronią od narkotyków. Jeśli na zagranicznym wyjeździe wakacyjnym, np. na Rodos, udamy się do klubu nocnego, spotkamy tam na 99% świetnie bawiących się, ale pijanych Brytyjczyków.

Problemy są poważne i wymagają kompleksowych reform, i to nie w dotychczasowym kierunku. Popełnione zaniedbania odbijają się dzisiaj rządowi czkawką. Otwarte jest jednak pytanie, czy Konserwatyści będą w stanie odwrócić fatalne trendy i zmienić sytuację. Najpewniej dostaną na to szansę, gdyż w sondażach wyprzedzają Partię Pracy już o 10-11 procent.

źródła: Dziennik, The Economist

21:19, p.wolejko , Europa
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 lutego 2007

Rz

"Teheran uroczyście ogłosił, że wystrzelił pierwszą rakietę w kosmos. Postęp irańskich technologii wojskowych budzi niepokój na Zachodzie" - pisze dzisiejsza "Rz". Teheran rozpoczyna "irańskie gwiezdne wojny"? Czy tylko podbija stawkę przed negocjacjami z Waszyngtonem, do których sam nawołuje? "Agresywna demonstracja siły i buńczuczne wypowiedzi Ahmadineżada zaniepokoiły nie tylko Zachód, ale również państwa islamskie. Szefowie MSZ siedmiu z nich wezwali do dyplomatycznego rozwiązania narastającego konfliktu pomiędzy Iranem i Stanami Zjednoczonymi. "Ministrowie obserwują to, co się dzieje, z głębokim zaniepokojeniem. Należy zrobić wszystko, aby nie doszło do użycia siły" - napisali w specjalnym oświadczeniu. Podpisali się pod nim szefowie dyplomacji Egiptu, Indonezji, Jordanii, Malezji, Pakistanu, Arabii Saudyjskiej, Turcji oraz sekretarz generalny Organizacji Konferencji Islamskiej (OIC)." Artykuł uzupełnia wywiad z Patrickiem Clawsonem, ekspertem z Washington Institute for Near East Policy, który mówi m.in.: "Wojna rozpocznie się, gdy zostaną spełnione dwa warunki: zawiodą środki dyplomatyczne i będziemy pewni, że Iran stanowi faktyczne zagrożenie dla świata".

GW

Mimo pojednawczych gestów, nie za bardzo układa się współpraca między niedawnymi sojusznikami z czasów "Pomarańczowej Rewolucji" - Wiktorem Juszczenką i Julią Tymoszenko. O pomarańczowej niemocy pisze Wacław Radziwinowicz. - "Tymoszenko oskarża premiera i jego ludzi o to, że próbując odebrać uprawnienia prezydentowi Juszczence, dążą do przewrotu państwowego i utworzenia "republiki imienia Janukowycza", a także walczy ze wszystkim, co ukraińskie. A to, jak zapewniła była pani premier, stanowi zagrożenie dla niepodległości." Brzmi to dość dziwnie w ustach polityka, który stanął ramię w ramię z Partią Regionów przełamując weto prezydenckie w sprawie ustawy odbierającej głowie państwa kompetencje dotyczące formowania rządu i ustalania jego składu. Między innymi z tego powodu "Żelazna Julia" musi udowodnić członkom proprezydenckiej Naszej Ukrainy, że jest osobą godną zaufania. Aby sojusz pomarańczowych liderów został "skonsumowany" muszą oni doprowadzić do przedterminowych wyborów - i o to toczy się teraz walka z rządem Janukowycza.

Dz

Chwieje się socjalistyczny rząd Jose Luisa Zapatero, dla którego gwoździem do politycznej trumny może być fiasko negocjacji z ETA. Zamachy w Madrycie w 2004 roku wyniosły jego partię do władzy, a zamach z końca 2006 roku może zakończyć rządy PSOE. Miękkie podejście premiera do negocjacji z ETA (baskijskimi separatystami), które nawet na kilkadziesiąt godzin przed zamachem tak chwalił, okazało się totalną klapą. Opozycja przypuściła na niego frontalny atak, krytykując za ustępstwa wobec terrorystów. Tymczasem ETA nie tylko przez ostatnie lata nie osłabła - wręcz przeciwnie, wzmocniła się i już wkrótce może dokonać kolejnych ataków. Co więcej, może się okazać, że na wolność wyjdzie winny śmierci ponad 20 osób terrorysta, gdyż od wielu tygodni prowadzi głodówkę i domaga się bezwarunkowego zwolnienia. Czy pozwolić mu na śmierć w celi - może to stworzyć z niego męczennika - czy też zwolnić i po raz kolejny okazać swą miękkość? - przed takim dylematem stoi Zapatero, którego partia zaczyna tracić poparcie. W sondażach opozycyjna Partia Ludowa Mariano Rajoya wyprzedza socjalistów o kilka procent. Premier musi teraz wykazać się sporymi umiejętnościami i pokazać, że jest silnym przywódcą - do tej pory nie miał ku temu zbyt wielu okazji.

21:34, p.wolejko , Prasa
Link Dodaj komentarz »

mapa Już wkrótce ponad 1000 polskich żołnierzy wyjedzie na misję do Afganistanu. Mają stacjonować w trzech prowincjach - Ghazni, Paktia i Paktika. O tym, jak te prowincje wyglądają i czego nasi żołnierze mogą się spodziewać rozmawiał, w piątek 23 lutego, z Krzysztofem Strachotą z Ośrodka Studiów Wschodnich Kuba Janiszewski w programie Blog FM. Pierwsza część rozmowy (tu), a druga część (tu).

O Afganistanie, rozmawiała także Agnieszka Lichnerowicz w piątkowym "Światopodglądzie", a jej gościem był były wiceminister obrony narodowej - gen. Stanisław Koziej. Pierwsza część rozmowy do wysłuchania tutaj, a druga tutaj.

16:35, p.wolejko , Azja
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 lutego 2007

flagamantega

Przestępczość to jeden z największych problemów trapiących najludniejszy kraj kontynentu południowoamerykańskiego, znany bardziej z piaszczystych plaż, słońca, pięknych kobiet, piłki nożnej oraz największej na świecie zabawy karnawałowej - Brazylię. Niestety kraj kawy nie jest najbezpieczniejszym miejscem nie tylko dla turystów, ale przede wszystkim dla miejscowych. Wskaźniki przestępczości są zatrważające, zwłaszcza w dwóch największych stanach i aglomeracjach - Sao Paulo i Rio de Janeiro. Zagranicznym gościom nawet biura podróży odradzają spacerowanie w rzucających się w oczy strojach, zalecają także zostawianie w hotelowych sejfach pieniędzy i biżuterii. Takiego "komfortu" nie mają mieszkańcy Rio i Sao Paulo, dla których kradzieże i morderstwa to chleb powszedni. Niezwykle popularnym rodzajem przestępstw w Brazylii są porwania - najczęściej zorganizowane gangi uprowadzają najbliższą rodzinę znanych osób, przedsiębiorców, polityków, a najczęściej piłkarzy grających w Europie. Znamienny jest przypadek Romario, znakomitego napastnika, który odmówił gry w reprezentacji, dopóki porwana bliska mu osoba nie zostanie uwolniona. Zamiłowanie do piłki nożnej wygrało tym razem z chęcią wzbogacenia się, jednak był to jednostkowy przypadek.

Przypominam o tym wszystkim, gdyż kilka dni temu zakładnikiem przestępców stał się minister finansów (urzędujący) Guido Mantega. "Minister i jego małżonka byli gośćmi znanego przedsiębiorcy budowlanego w jego posiadłości koło miejscowości Ibiuna w stanie Sao Paulo. Przestępcy, którzy dokonali napadu, przez trzy godziny przetrzymywali jako zakładników ministra, jego żonę i kilka innych osób. Gospodarza zmusili w tym czasie do podejmowania znacznych sum z okolicznych bankomatów, grożąc "krwawą łaźnią" w razie odmowy. Przedtem okradli napadniętych z pieniędzy i biżuterii. Gospodarz wynegocjował z napastnikami sumę, która miała ich zadowolić - 20 tys. reali (7315 euro) - i pojechał do Sao Paulo po pieniądze." - taki opis sytuacji możemy znaleźć na portalu Gazeta.pl. Co więcej, minister - ani żadna z osób obecnych podczas napadu - nie zawiadomiła policji. Mantega nie popisał się, jednak zachował się dokładnie tak, jak większość Brazylijczyków. Nie mają oni bowiem wątpliwości, że słaba i skorumpowana policja poradzi sobie ze świetnie zorganizowanymi, uzbrojonymi i wyszkolonymi gangsterami. Tym bardziej, że nawet w więzieniach członkowie gangów potrafią radzić sobie na tyle dobrze, że przejmują kontrolę nad zakładami karnymi. Wielokrotnie dochodziło też do zmasowanych ataków na stróżów prawa w Rio czy w Sao Paulo, gdzie przestępcy bez zahamowań zabijali policjantów na ulicy.

Problem przestępczości to poważna bolączka Brazylii. Jest to problem, który hamuje rozwój kraju w wielu aspektach, pokazując, że faktycznie nie obowiązują żadne przepisy prawa - tylko prawo silniejszego. Wybrany na drugą kadencję pod koniec ubiegłego roku prezydent Inacio Lula da Silva ma wiele do zrobienia w dziedzinie poprawienia bezpieczeństwa na ulicach. Muszą wspomóc go, potężni w brazylijskim systemie ustrojowym, gubernatorzy stanów, gdyż fala przestępczości zalewa cały kraj.

piątek, 23 lutego 2007

GW

Skrótowy dzisiaj przegląd prasy zacznę od doniesień na temat rosyjskiej armii. I nie chodzi mi bynajmniej o kolejną wypowiedź w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Jak pisze w "Gazecie" Wacław Radziwinowicz, poborowi z Kaukazu terroryzują rosyjską armię, a ostentacyjne nieświętowanie Dnia Obrońcy Ojczyzny (23 lutego), to najmniejszy problem. Głównym jest fakt, iż poborowi z Kaukazu łączą się w zwarte grupy i praktycznie przejmują kontrolę nad koszarami, w których się znajdują. Nie tylko odmawiają wykonywania prac, czy wychodzenia na apele, ale tworzą coś na kształt mafii - wymuszając pieniądze od reszty poborowych (głównie Rosjan) oraz zmuszając ich do katorżniczej pracy. Niektórzy byli oficerowie i żołnierze otwarcie apelują o powrót do sowieckiej zasady, według której w jednej kompanii mogło znajdować się jednocześnie tylko 3 poborowych z Kaukazu. - "Jeśli jest ich czterech, to stworzą szajkę i zdemoralizują całą kompanię", mówi emerytowany chorąży.

A propos Rosji, ukraińska Rada Najwyższa odrzuciła kandydaturę Wołodymyra Ohryzko na szefa resortu spraw zagranicznych, gdyż... był antyrosyjski i "podczas jednego z forów ukraińsko-rosyjskich w Kijowie nie spełnił prośby gości z Rosji i uparcie oraz demonstracyjnie posługiwał się językiem ukraińskim". O kolejnym starciu między prezydentem Juszczenką a premierem Janukowyczem czytajcie tutaj.

Rz

"Iran nie tylko nie zrezygnował z programu atomowego, ale nawet go rozbudował - taki wniosek zawiera raport Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, który zostanie dziś przedstawiony Radzie Bezpieczeństwa ONZ." - możemy przeczytać w "Rzeczpospolitej". Goszcząca wczoraj w Berlinie sekretarz stanu USA Condoleezza Rice wezwała Iran do bezpośrednich rozmów z Ameryką. Niemcy, Rosja i Chiny także opowiadają się za dialogiem. Według raportu, Iran za pół roku będzie mógł na skalę przemysłową wzbogacać uran (dzięki kaskadom tysięcy wirówek), jednak zbudowanie bomby atomowej zajmie mu od 5 do 10 lat. Tymczasem w kierunku Iranu zmierza drugi amerykański lotniskowiec wraz z grupą bojową.

Od 2012 roku we Francji każdy będzie miał prawo do mieszkania, a jeśli władze nie będą w stanie go zapewnić, będzie mógł domagać się przydziału mieszkania w sądzie. Tak mówi ustawa, która została uchwalona głosami prawicy - a przyczyną jej powstania były happeningi zorganizowane w stolicy kraju, podczas których rozstawiono namioty w centrum miasta. Zapewnienie wszystkim Francuzom mieszkań zapowiada w swoim programie wyborczym Segolene Royal, kandydatka socjalistów. Nie mówi jednak, skąd wziąć na to pieniądze. Rząd też nie za bardzo wie, co bierze na swoje barki. Więcej znajdziecie tutaj.

Dziennik

O aspiracjach Niemiec, które chcą zostać stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ można przeczytać tutaj, dlatego ja zajmę się innym interesującym artykułem. Jak pisze Piotr Czarnowski, Damaszek straszy inwazją - w ostatnim czasie przesunął pod granicę z Izraelem sporą ilość wojsk. Od miesięcy trwają różnorakie przygotowania oraz testy broni, m.in. rakiet Scud. Syryjska marynarka zakupiła od Iranu rakiety, które mogą zagrozić izraelskim okrętom. Jeśli wierzyć doniesieniom z Bliskiego Wschodu, Syria liczy, że w razie konfliktu izraelsko-amerykańsko-irańskiego uda jej się odzyskać Wzgórza Golan. Damaszkowi zdaje się, że zwiększona obecność militarna przy granicy z Izraelem będzie szachować Tel Awiw. Jest to raczej złudne wrażenie, gdyż armia izraelska jest nie tylko o wiele lepiej wyszkolona, lecz także o niebo lepiej wyposażona. O ile Bashar al-Asad jest przy zdrowych zmysłach, co można śmiało założyć, nie szykuje się on do ataku na Izrael. Działania te wyglądają na przesuwanie plastikowych żołnierzyków na makiecie regionu. W tej chwili uwaga wszystkich skoncentrowana jest na irańskim programie nuklearnym, a Syria - jako sojusznik Iranu - próbuje pokazać swoją siłę. Warto pamiętać, że w przypadku walki regularnych oddziałów wojskowych Izraelscy żołnierze będą zdecydowanie skuteczniejsi niż w walce z bojownikami Hezbollahu. Damaszek na pewno o tym wie.

21:28, p.wolejko , Prasa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook