piątek, 30 marca 2012

Kilka miesięcy względnego spokoju to i tak wielkie osiągnięcie w przypadku Półwyspu Koreańskiego i poczynań reżimu Kimów z Północy. Od śmierci drogiego przywódcy w grudniu ub.r. i zastąpienia go przez ukochanego następcę minęły ponad trzy miesiące. Czas najwyższy podnieść temperaturę sporu, pokazać potęgę militarną i uzyskać gospodarcze koncesje w postaci pomocy żywnościowo-energetycznej. Najlepiej do tego celu nadają się rakiety, główny towar eksportowy Korei Północnej. Można więc ogłosić, że wystrzeli się na orbitę cywilnego satelitę, przy okazji testując rakietę balistyczną dalekiego zasięgu.

grafikaJak pomyśleli, tak zrobili i na połowę kwietnia, tuż po świętach Wielkiej Nocy, Koreańczycy z Północy zaplanowali wyniesienie satelity na orbitę. Trajektoria lotu zahacza delikatnie o Japonię czy Filipiny, ale to przecież nie nasz problem – uznali w Pjongjangu. Nie dziwne, że takie podejście nie spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem w Tokio i Manili. O ile Filipiny mogą tylko apelować o wstrzymanie się od wystrzelenia rakiety, to Japonia dysponuje szerszym wachlarzem możliwości. Dziś, ustami ministra obrony Naokiego Tanaki, zapowiedziała zestrzelenie północnokoreańskiej rakiety w przypadku powstania zagrożenia dla japońskiego terytorium. Siły rakietowe Cesarstwa zostały postawione w stan pełnej gotowości. Próbę zestrzelenia rakiety mogą podjąć niszczyciele wyposażone w amerykański system AEGIS.

Podczas niedawnej konferencji w Seulu (stolicy Korei Płd.), poświęconej nieproliferacji broni jądrowej, Stany Zjednoczone i Chiny ustaliły, iż wypracują wspólne podejście do „potencjalnej prowokacji” ze strony Korei Północnej. To ważne, gdyż w praktyce tylko Chiny posiadają jakikolwiek, choć nie przesadny, wpływ na reżim w Pjongjangu i mogą powściągać jego działania. O ile atmosfera przed terminem wystrzelenia rakiety będzie się zagęszczać, porozumienie chińsko-amerykańskie minimalizuje zagrożenie wystąpienia poważniejszego konfliktu. Moment na taki konflikt jest bardzo kiepski: w Stanach kampania wyborcza, w Chinach przygotowania do wymiany kierownictwa. Dlatego nie dziwi uprzedzające fakty porozumienie obu mocarstw mające na celu niedopuszczenie do jakiejkolwiek eskalacji.

Niemniej, jest nie do przewidzenia, jak zachowa się Korea Północna w przypadku zestrzelenia jej rakiety przez Japończyków. Zazwyczaj można zakładać, że nie nastąpi eskalacja, lecz w sytuacji, gdy ukochany następca Kim Dzong Un dopiero umacnia swoją władzę, nie można wykluczyć ograniczonej odpowiedzi ze strony Pjongjangu. Raczej nie byłaby ona skierowana przeciwko Japonii, skoro można uderzyć w sąsiada z południa. Jest to opcja łatwiejsza do wykonania z technicznego punktu widzenia, a także z większym wydźwiękiem propagandowym.

Dywagacje na temat postępowania Korei Północnej są obarczone ogromnym ryzykiem popełnienia błędu. Reżim buduje swoją markę przewidywalnej nieprzewidywalności. Można przewidzieć, że ciężko będzie coś przewidzieć. W omawianym przypadku wystrzelenia satelity, planowanego w celu uczczenia setnej rocznicy urodzin założyciela państwa Kim Ir Sena, jest podobnie. Pjongjang podbija stawkę i nie daje o sobie zapomnieć. Wszystko powinno rozejść się po kościach. A za kilka-kilkanaście tygodni Korea Północna znów o sobie przypomni.

Piotr Wołejko

 

grafika: http://dailyplanetdispatch.com

wtorek, 27 marca 2012

Rządy jednej partii bądź grupy ludzi nieuchronnie prowadzą do korupcji. Władza nie musi się przecież obawiać jakiejkolwiek opozycji, a zdanie społeczeństwa można najczęściej ignorować. Kto się za bardzo odsłoni z krytyką zostanie w odpowiedni sposób potraktowany przez służby bezpieczeństwa. Ot, wlepi się na przykład wyrok za zagrażanie bezpieczeństwu publicznemu czy wzywanie do buntu. Paragraf zawsze się znajdzie, jak mawiał wujaszek Stalin. Niemniej, co bardziej światli członkowie układu rządzącego zdają sobie sprawę, że korupcja stanowi też istotne zagrożenie dla nich samych, dla całego systemu.

Na takiego światłego człowieka ze szczytu elit rządzących próbuje się kreować ustępujący wkrótce premier Chin Wen Jiabao. Agencja Reutera cytuje, za rządowym portalem, słowa Wena wypowiedziane do odpowiednika polskiej Rady Ministrów: „Jeśli ta sprawa [korupcja – przyp. P.W.] nie zostanie rozwiązana, natura władzy politycznej może ulec zmianie”. Złość obywateli na skorumpowanych urzędników (zarazem partyjnych aparatczyków) może przełożyć się na demonstracje. Już dziś Chiny zalewa fala protestów i wybuchów społecznych, jak chociażby głośny ubiegłoroczny przypadek miejscowości Wukan. Władze chińskie przyznają, że co rok odbywa się 80-90 tys. demonstracji. A może jest ich o połowę lub dwukrotnie więcej? Czy można zaufać statystykom władz? Nawet jeśli tak, to skala protestów jest ogromna, biorąc pod uwagę ogrom Chin – zarówno wielkość terytorium, jak i liczbę obywateli.

grafikaRozpasana korupcja to nie tylko przypadłość Chin. Ba, jest liczne grono państw, gdzie sytuacja jest jeszcze gorsza. W opracowywanym przez Transparency International rankingu percepcji korupcji Chiny zajmują (w 2011 r.) 75. pozycję, lądując za plecami Brazylii (73.). Tylko sześć miejsc wyżej od Chin plasują się Włochy, czwarta gospodarka Europy i założycielski członek Unii Europejskiej. Tymczasowy bezpartyjny premier Mario Monti ma co robić. Nie tylko musi radzić sobie ze skutkami kryzysu finansowego, lecz również wyeliminować jego przyczyny. Korupcja zajmuje wśród nich jedno z głównych miejsc. Wystarczy podać ostrożne szacunki mówiące o ok. 500 mld euro unikających opodatkowania. Bez korupcji skala procederu nie mogłaby być tak ogromna.

Wróćmy jednak do grupy BRICS, której inny członek, Rosja, także boryka się z problemami wynikającymi z korupcji. Tutaj również mamy jednego światłego człowieka na wysokim stanowisku, który potrafił zidentyfikować skalę problemu i zagrożenia dla rozwoju państwa. Mowa oczywiście o ustępującym prezydencie Dmitriju Miedwiediewie. Napisał on artykuł zatytułowany „Naprzód, Rosjo!” [wrzesień 2009 r., wersja angielska na stronie Kremla], w którym zwraca uwagę  na powagę sytuacji. Już we wstępie pyta, czy „prymitywna gospodarka oparta na surowcach naturalnych i endemicznej korupcji powinna towarzyszyć nam w przyszłości?”.

Miedwiediew zauważa, że korupcja to zjawisko głęboko zakorzenione w rosyjskiej historii, wynikające po części także z koncepcji silnego, paternalistycznego państwa. Lekarstwem na wyrządzane przez korupcję zło ma być rozwój technologii informatycznych, które sprzyjają poszerzaniu zakresu swobód obywatelskich, m.in. wolności słowa i zgromadzeń. Po części Miedwiediew przewidział to, co wydarzyło się po wyborach do Dumy w grudniu 2011 r., czyli bardzo duże, jak na Rosję, demonstracje – zorganizowane w dużej mierze przy wykorzystaniu portali społecznościowych.

Warto dodać, że we wspomnianym rankingu Transparency International Rosja zajmuje 143. miejsce i znajduje się w towarzystwie Mauretanii, Togo, Ugandy oraz… Ukrainy (152. pozycja).

Dobrze. Zapytacie teraz, co z tych rozważań wynika. Czy Rosja, Chiny i inne państwa, w których korupcja stanowi poważny problem, a często główny czynnik hamujący rozwój i modernizację, wydadzą jej bezwzględną walkę? Wiarę w taki obrót spraw mają chyba wyłącznie naiwni idealiści. Władze zaczną coś zmieniać w chwili, gdy zostaną do tego zmuszone. Zawsze można wtedy wyjąć jednego, dziesięciu czy stu (zależnie od potrzeb) skorumpowanych urzędników/polityków/biznesmenów i pokazowo skazać. Czy to oznacza, że de facto nic nie można zrobić? Nie do końca. Jednak zmiany nadejdą powoli, wraz ze wzrostem społecznej świadomości (percepcji właśnie) korupcji i jej skutków.

Reżimy nie upadają z powodu korupcji, lecz przyczynia się ona do przekroczenia punktu społecznego niezadowolenia. Jest kroplą, która wierci skałę bądź jednym z kamyczków wywołujących lawinę. Dlatego Wen i Miedwiediew słusznie prawią. Czynią to jednak nie z troski o dobro państwa czy obywateli, a z własnego interesu. Poskramiając korupcję przedłużają okres rządów swoich towarzyszy.

Piotr Wołejko

 

grafika: thecorruptionblog.blogspot.com

czwartek, 22 marca 2012

Brazylijska gospodarka jest już szóstą największą na świecie. Na przełomie lutego i marca br. Brazylia wyprzedziła Wielką Brytanię. Do piątej Francji brakuje już naprawdę niewiele, bo tylko 300-500 mld dolarów. Powinniśmy się więc przyzwyczajać do tego, że Brazylia znajduje się w wielkiej piątce, a do końca dekady najpewniej wyprzedzi największą gospodarkę Europy – niemiecką. Oznacza to, że siła Europy coraz bardziej maleje. Relatywnie nie słabniemy, po prostu inni rosną szybciej.  

Brazylia staje się prawdziwym hegemonem Ameryki Łacińskiej. Jej gospodarka jest większa od meksykańskiej, wenezuelskiej, argentyńskiej i kolumbijskiej razem wziętych. Brazylijczycy coraz aktywniej działają na arenie międzynarodowej. Dotychczas skupiali się na stosunkach z krajami tzw. Południa, głównie afrykańskimi. Teraz coraz śmielej wkraczają do pierwszej ligi, czego przykładem jest rola odgrywana przez Brazylię podczas negocjacji klimatycznych oraz dotyczących liberalizacji handlu, a także propozycja (wypracowana wspólnie z Turcją, inną rosnącą potęgą) dotycząca irańskiego programu nuklearnego z 2010 roku. Nie oceniając skuteczności tych działań i inicjatyw należy dostrzec, iż Brazylia ma coraz więcej do powiedzenia w naprawdę szerokiej palecie tematów. Jej głosu nie wypada już ignorować. Być może zmierza ona nawet po stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, o ile uda się to grono kiedykolwiek zreformować.

Nie tak szybko

grafikaReasumując, jest pięknie, a będzie jeszcze piękniej? I tak, i nie. Gospodarka dynamicznie się rozwija, a miliony obywateli wychodzą z nędzy, tworząc coraz liczniejszą klasę średnią. Stabilizuje to jednocześnie ustrój demokratyczny, który opiera się właśnie na klasie średniej. Politycznie Brazylia może prężyć muskuły i skutecznie realizować interesy, a także przyczyniać się do stabilizacji sytuacji w regionie (vide Haiti) i na świecie. Modernizacji i rozwojowi sprzyjają dwa wielkie wydarzenia sportowe, które odbędą się na brazylijskiej ziemi – w 2014 roku będą to mistrzostwa świata w piłce nożnej, a w 2016 roku Igrzyska Olimpijskie. W sprawie Mundialu ostatnio FIFA mocno Brazylię skrytykowała, ale ostatecznie wszystko w miarę się uda.

Brazylia stoi przed szeregiem wyzwań, spośród których rozbudowa i modernizacja infrastruktury transportowej i telekomunikacyjnej niekoniecznie jest największym problemem. Za piękną fasadą mocarstwowych ambicji Brasilii kryje się endemiczna korupcja trawiąca życie społeczno-gospodarcze, wielkie nierówności społeczne (vide fawele) oraz dobrze zorganizowane przestępcze podziemie zajmujące się m.in. handlem narkotykami. Rozwiązanie tych problemów to nie kaszka z mleczkiem, a długotrwały, skomplikowany i kosztowny proces. Militarne pobicie gangów, co widać na przykładzie Meksyku, nie jest ani łatwe ani skuteczne w tym sensie, że zawsze znajdą się chętni do pracy dla przestępców. Potrzebne są programy społeczne i edukacja, aby mieszkańcy biedniejszych dzielnic i miejscowości mieli alternatywę.

Ostrożnie z krytyką

Wracając do generalnych rozważań, nie można patrzeć na Brazylię przez pryzmat faweli, gdyż najpotężniejsze dziś państwo świata – Stany Zjednoczone – też ma swoje dzielnice biedy, a infrastruktura transportowa lata świetności ma już dawno za sobą. Gdy dokładnie przyjrzeć się poszczególnym państwom, zawsze znajdzie się pewne słabości. Mają one wpływ na obraz sytuacji, lecz nie powinno się ich wyolbrzymiać. Przykładowo, od co najmniej dekady obiegowa plotka głosi, iż gospodarkę Iranu trapią poważne problemy (inflacja, bezrobocie, zacofanie technologiczne, sankcje), a jednak gospodarka nie upada. Można tłumaczyć, że gaz i ropa, ale to są tylko wymówki. Tak samo teraz próbuje się szukać dziury w całym, czyli wynajdować słabości Chin (vide przegrzany rynek nieruchomości). Nikt poważny nie przeczy, że Chiny mają z rynkiem nieruchomości pewne problemy, ale czy to wpływa w decydujący sposób na ich pozycję międzynarodową?

Piotr Wołejko

 

grafika: paraibaparadise.com

niedziela, 18 marca 2012




Rozmowa w Polsat News z dn. 24 lutego br. o meksykańskiej wojnie narkotykowej. Program prowadziła red. M. Sakowska. Dyskutowali: Radosław Powęska, latynoamerykanista z UW oraz Piotr Wołejko, autor niniejszego bloga.
sobota, 10 marca 2012

Posiadanie broni jądrowej poprawia bezpieczeństwo państwa. Posiadanie triady atomowej, czyli możliwości przenoszenia głowic atomowych za pośrednictwem rakiet balistycznych, bombowców strategicznych oraz okrętów podwodnych zwiększa to bezpieczeństwo jeszcze bardziej, gdyż trudno pozbawić takie państwo możliwości dokonania odwetu (zniszczenie wszystkich możliwości przenoszenia głowic jest mało prawdopodobne). Triada atomowa jest więc wyznacznikiem militarnej i politycznej potęgi. Legitymują się nią Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny. W XXI w. coraz większe znaczenie będzie odgrywała jednak inna triada, informatyczna. Czy zmieni to  układ sił na arenie międzynarodowej?

Triada 2.0

Na triadę informatyczną, czyli działania w sieciach informatycznych (Computer Network Operations – CNO) składają się: atak w sieciach informatycznych (Computer Network Attack – CNA), obrona sieci informatycznych (Computer Network Defence – CND) oraz penetracja sieci informatycznych (Computer Network Exploitation – CNE). Należy pokrótce opisać poszczególne elementy triady CNO:

  • atak w sieciach informatycznych (CNA) może wykorzystać niedoskonałości oprogramowania, nośników danych i sprzętu komputerowego, poprzez zastosowanie złośliwych kodów takich jak wirusy bądź przez manipulację danymi, modyfikację charakterystyki pracy urządzeń lub ściąganie informacji w nich zawartych. Czynnikiem sprzyjającym CNA jest rosnące zastosowanie nielegalnego oprogramowania w systemach militarnych bądź wprowadzanie takiego oprogramowania z zewnątrz;
  • penetracja sieci informatycznych (CNE) to możliwość dotarcia do informacji o komputerach i sieciach informatycznych oraz uzyskanie dostępu do informacji w nich przechowywanych, a także możliwość korzystania z tych informacji, komputerów lub sieci. Może to oznaczać przejęcie kontroli nad komputerami/siecią i wykorzystanie ich do przeprowadzenia ataku na inny cel (CNE przechodzące w CNA);
  • obrona sieci informatycznych (CND) to działania podejmowane w celu ochrony przed zakłóceniami, dezinformacją, degradacją lub zniszczeniem informacji zawartych w komputerach lub sieciach informatycznych lub samych komputerów i sieci. Działania te są konieczne w celu utrzymania własnych zdolności decyzyjnych i systemów komunikacji. Obok pasywnej należy wskazać też na aktywną postawę obronną, która oznacza monitorowanie i stosowanie technik ochrony przed penetracją, w celu wykrycia, scharakteryzowania i odpowiedzi na atak.

Cybernetyczny wyścig zbrojeń

grafikaTriada informatyczna może pozwolić na obezwładnienie przeciwnika bez oddania ani jednego strzału, przy zachowaniu poczucia pełnej bezkarności. Niezwykle pociągająca perspektywa. Stąd nie może dziwić, że grupa państw, z USA czy Chinami na czele, dynamicznie rozwija swoje możliwości cybernetyczne. Oczy świata są skupione na rywalizacji wspomnianej dwójki, a ta zaczyna nabierać rumieńców.

Przygotowany przez koncern zbrojeniowy Northrop Grumman dla specjalnej komisji Kongresu USA ds. przeglądu amerykańsko-chińskich relacji gospodarczych i bezpieczeństwa raport nt. chińskich możliwości działania w sieciach informatycznych (CNO) oraz cyberszpiegostwa (dokument z dnia 7 marca – PDF) wskazuje na rosnący potencjał Chin w cyberprzestrzeni. Nie ogranicza się on tylko do szpiegostwa, chociaż przypadki włamań do systemów informatycznych amerykańskich korporacji, a nawet agend rządu USA są najbardziej „medialne”. O tym się mówi, natomiast pozostała działalność nie jest tak atrakcyjna. Tymczasem, jak dowodzą eksperci Northrop Grumman, Chiny dobrze wiedzą, w co uderzyć, aby zadać Ameryce poważny cios. Ameryka oczywiście nie pozostaje w tyle. Intensywnie na polu CNO działają też Rosja, Izrael czy Iran (który w grudniu ub.r. sprowadził na ziemię amerykański samolot bezzałogowy, przejmując nad nim kontrolę).

Każda przestrzeń jest dobra do rywalizacji

Stworzenie, doskonalenie i utrzymanie triady informatycznej nie jest tanie, natomiast jest o wiele tańsze od utrzymywania klasycznej triady atomowej. Jest to jeden z asymetrycznych środków walki pozwalający państwom mniejszym lub biedniejszym na równiejszą rywalizację z mocarstwami. Świadomie piszę tylko o państwach, gdyż opracowanie triady informatycznej przez byt niepaństwowy, jak organizacja terrorystyczna, grupa przestępcza, korporacje etc. jest bardzo mało prawdopodobne. Ze strony takich aktorów państwom grożą oczywiście ataki (CNA) oraz penetracja sieci (CNE), lecz będą to akty o innej skali. Trudno spodziewać się też stworzenia bardzo zaawansowanych instrumentów obronnych (CND).

W poszukiwaniu bezpieczeństwa i przewagi nad innymi, państwa coraz śmielej wkraczają na kolejne pola rywalizacji. Walka trwa w świecie realnym, na ziemi (na lądzie, morzach i oceanach oraz w przestrzeni powietrznej oraz w świecie wirtualnym. Nie miejmy złudzeń, że nie rozpocznie się na dobre także w kosmosie.

Piotr Wołejko

 

PS. Definiując elementy triady CNO wsparłem się artykułem ppłk dypl. Stanisława Czeszejko pt. Działania w środowisku elektronicznym (cz. IV) opublikowanym w Przeglądzie Sił Powietrznych z lutego 2012 r.

Grafika: dailytech.com

 
1 , 2
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook