wtorek, 27 kwietnia 2010

Dantejskie sceny w ukraińskiej Radzie Najwyższej towarzyszyły ratyfikacji umowy przedłużającej stacjonowanie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie do 2042 roku (z opcją na kolejne pięć lat). Na sali obrad scenariusz niczym z azjatyckich parlamentów, coś potocznie zwanego wolną amerykanką. W Kijowie spotkali się demonstranci wspierający rząd i prezydenta (a więc także umowę z Rosją) oraz ci popierający opozycję (sprzeciwiający się przedłużeniu stacjonowania floty na Krymie).

Flota za tańszy gaz

grafikaW zamian za prolongatę korzystania ze strategicznie ważnego portu Rosjanie zgodzili się obniżyć Ukrainie cenę za sprzedawany jej gaz. Dzięki temu ukraiński budżet, znajdujący się w opłakanym stanie, zyska niezbędną kroplówkę, a rządzący Ukrainą zyskają pewne atuty w negocjacjach z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Niższe ceny rozliczanego w dolarach amerykańskich gazu ziemnego to dla Ukrainy prawdziwe wybawienie z krótkoterminowych kłopotów finansowych. W sytuacji, gdy kolejna większość rządowa nie zamierza przeprowadzić żadnych istotnych reform, niższe ceny kluczowego surowca pozwalają przetrzymać jakiś czas bez bolesnych cięć, których nikt nie chce. Ani władza, ani społeczeństwo nie dojrzały jeszcze do prawdziwych zmian.

Dla Rosji sytuacja stawała się dramatyczna. Gdyby umowa z Ukrainą wygasła, Flota Czarnomorska musiałaby się wynieść w 2017 roku - jednak nie bardzo wiadomo gdzie, gdyż Rosjanie nie posiadają odpowiedniej alternatywnej bazy dla swojej floty. Czy mogliby zostać na Krymie bez nowej umowy, wbrew woli ukraińskich władz? Trudno dziś o tym gdybać, ale scenariusz naruszenia suwerenności Ukrainy wydawał się  mało prawdopodobny. Rosjanom upiekło się i ich flota pozostanie na Krymie przez kolejne lata.

Sukces Rosji, ale Ukraina nadal niepodległa

W związku z ukraińsko-rosyjskim porozumieniem  pojawił się w Polsce szereg komentarzy w iście alarmistycznym tonie: Ukraina przestała być suwerenna, tracimy Ukrainę, Rosja przejmuje Ukrainę etc. Przy okazji dało się także usłyszeć oskarżenia skierowane w stronę polskiego rządu, który rzekomo sprzedaje Ukrainę na ołtarzu poprawy stosunków z Rosją. Choć wszystko składa się w piękny obraz, warto uporządkować sytuację i powiedzieć, co się dzieje: Ukraina potrzebowała gotówki - dzięki obniżce ceny gazu zaoszczędzi sporo pieniędzy. Rosji zależało na przedłużeniu stacjonowania jej floty w Sewastopolu. Obie strony miały więc coś, na czym im zależało. I po prostu się dogadały. Pragmatyczny deal.

Przedłużenie stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie to strategiczny sukces Rosji. Jeśli chce odgrywać istotną rolę w basenie Morza Czarnego, musi utrzymywać silną flotę i posiadać rozbudowaną bazę. Moskwa wykorzystała z jednej strony słabość Ukrainy (trudna sytuacja finansowa), a z drugiej sprzyjające okoliczności polityczne (nowi prezydent i rząd o nastawieniu raczej prorosyjskim), ale ustępstwo Ukrainy nie jest równoznaczne z jej całkowitą kapitulacją i rezygnacją z suwerenności. Ukraina nie stała się dzisiaj rosyjskim gubernatorstwem.

Zaskakujące jest tylko to, że nowe ukraińskie władze ustąpiły Rosji, w priorytetowej dla niej sprawie, w tak szybkim tempie. Nie wynikało to raczej z prorosyjskich skłonności Janukowycza, a z fatalnej sytuacji finansowej Ukrainy. Rosjanie zagrali twardo, a Ukraińcy najwidoczniej uznali, że nie ma sensu się stawiać, że mogą tutaj ustąpić. Jednocześnie Kijów zapewnia Unię Europejską, że Ukraina będzie szła w stronę integracji z Europą, a nowy budżet na 2010 rok jest krokiem w tym kierunku. Interesy Ukrainy leżą w coraz większym stopniu na Zachodzie i obecne władze zdają sobie z tego sprawę.

Dyrektywy dla Warszawy

Polska także nie przehandlowała Ukrainy z Rosją. Takie oskarżenia są niedorzeczne. Polskie wpływy w Kijowie są obecnie niewielkie, a polityka Warszawy zależy od samookreślenia się przez Ukrainę. Powinniśmy dbać w Brukseli o podtrzymanie europejskiej oferty dla Ukrainy, dbając przy tym - już samodzielnie - o dobre relacje z głównymi ukraińskimi ugrupowaniami politycznymi. Poprzednio postawiliśmy zdecydowanie na jedną opcję (Pomarańczowych) i zakończyło się to spektakularną klęską.

Bardziej realistyczne podejście do stosunków międzynarodowych pozwoliłoby niektórym uniknąć zbędnych emocji i egzaltowania się z byle powodu. Rosja zyskała, Ukraina częściowo zyskała, a częściowo straciła, ale dzisiejsza ratyfikacja umowy o stacjonowaniu Floty Czarnomorskiej nie jest decyzją o dobrowolnej wasalizacji Ukrainy. Wiktor Janukowycz nie będzie klękał przed Dmitrijem Miedwiediewem i całował go w pierścień, a Kijów nie staje się moskiewskim satelitą.

Dualistyczne podejście do Zachodu

Co najwyżej marzenia o NATO zostały poważnie odłożone w czasie, ale czy realnie rzecz biorąc, to bardziej Polacy śnili o ukraińskim członkostwie w Pakcie. Teraz można porzucić już te mrzonki, a sytuacja stała się bardziej klarowna. Jednocześnie nie można łączyć integracji z NATO z integracją z UE, gdyż obie kwestie są przez Ukraińców traktowane rozłącznie. Kijów potrzebuje bliższej współpracy gospodarczej z Europą (Zachodem), natomiast nie odczuwa jeszcze potrzeby bliższej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa z tym samym Zachodem. Im prędzej to zrozumiemy, tym lepiej dla naszej polityki zagranicznej.

Piotr Wołejko

 

grafika: nrcu.gov.ua

niedziela, 25 kwietnia 2010

Dyplomacja to coś więcej niż zwykły blog. Dyplomacja to także społeczność osób zainteresowanych polityką międzynarodową i sprawami globalnymi. Dzięki Dyplomacji na Facebooku społeczność Dyplomacji liczy już ponad 300 osób. Facebookowa tablica pozwala na polecanie ciekawych artykułów i publikacji, a także na swobodną wymianę myśli oraz dyskusję na wysokim poziomie.

grafikaOd dziś Dyplomacja to także pokaźny zbiór linków, które zadowolą najbardziej wybrednych Czytelników. Dyplomacja staje się centrum nawigacji po polityce międzynarodowej.  Moim celem jest stworzenie społeczności aktywnej, otwartej na świat i rozumiejącej ścierające się interesy państw na arenie międzynarodowej. Ideą posiadania bloga jest interakcja z Czytelnikami, możliwość skonfrontowania poglądów i samorozwoju. Każdy głos, w szczególności krytyczny, jest ważny. Dołączcie zatem do społeczności Dyplomacji na Facebooku oraz korzystajcie z bloga jako mapy wskazującej drogę do najbardziej wartościowych miejsc w sieci.

Znajdując się na Dyplomacji macie bezpośredni dostęp do ponad dwustu wartościowych źródeł informacji:  think-tanków, mediów elektronicznych, blogów i portali informacyjnych. Cały świat, najnowsze wydarzenia oraz najciekawsze komentarze, jest dostępny dzięki linkom umieszczonym w menu po prawej stronie, które jest rozwijalne i zwijalne. Pierwsze trzy grupy linków są domyślnie rozwinięte i pozwolą Wam:

  • śledzić Dyplomację w innych miejscach sieci,
  • zajrzeć na najciekawsze zagraniczne blogi (Stephena Walta, Juana Cole'a, Strategic Security Blog),
  • być na bieżąco z publikacjami ponad 40 najlepszych think-tanków (Carnegie Endowment for International Peace, Council on Foreign Relations, Heritage Foundation, Chatham House, International Institute for Strategic Studies, Jamestown Foundation, RAND Corporation).

Pozostałe grupy linków są domyślnie zwinięte. Kliknięcie na nazwę (np. Media zagraniczne) odkryje przed Wami starannie wyselekcjonowane linki. Wspomniana kategoria - Media zagraniczne - zawiera ponad 40 tytułów z ponad dziesięciu państw. Znajdziecie tutaj m.in. The Economist, New York Times, Jerusalem Post, Asia Times czy Foreign Policy, a także Radio Wolna Europa, telewizje: BBC, CNN, France24 oraz Russia Today.

Wśród polecanych blogerów z Polski znajdują się: Azrael, Andrzej Szczęśniak, Ben Franklin, Patryk Gorgol, Jan Barańczak, Michał Kolanko, Maciej Konarski i Michał Staniul. Wymienieni powyżej autorzy piszą o polityce wewnętrznej naszego kraju, polityce międzynarodowej oraz rynku paliw. Wśród spraw zagranicznych przedmiotem ich zainteresowania są stosunki z Rosją i polityka wschodnia, polityka zagraniczna Rzeczypospolitej Polskiej, problemy Trzeciego Świata, sprawy Ameryki Łacińskiej, problemy Bliskiego Wschodu, polityka Stanów Zjednoczonych. Celne analizy, ciekawe opinie i komentarze - wszystko na wyciągnięcie ręki, a w zasadzie - jedno kliknięcie!

Kolejna porcja linków to krajowe portale: Polityka Globalna, Portal Spraw Zagranicznych oraz Centrum Stosunków Polska-Azja. W dużym skrócie - publicystyka międzynarodowa na wysokim poziomie. Dodatkowo sekcja Militaria, w której znajdziecie genialne blogIi Information Dissemination, Steeljaw Scribe, Armchair Generalist.

Ostatnia pozycja zmodernizowanego blogrolla to Periodyki, gdzie przeczytacie dłuższe i bardziej obszerne artykuły, przygotowane przez specjalistów w swoich dziedzinach. Foreign Affairs, New York Review of Books, Chatham House World Today, Harvard International Review, Russia in Global Affairs, Turkish Policy Quarterly to tylko niektóre z polecanych tytułów.

Zachęcam do odkrywania świata i polityki międzynarodowej z Dyplomacją, czytając publikowane przeze mnie artykuły, korzystając z bogatej biblioteki linków w prawym menu bloga oraz aktywnie uczestnicząc w życiu społeczności Dyplomacji na Facebooku. Czekam także na Wasze propozycje do nowej listy linków, która będzie na bieżąco rozwijana i uaktualniana. Jeśli według Was czegoś na Dyplomacji brakuje, napiszcie o tym w komentarzach pod wpisem lub na Facebooku.

Piotr Wołejko

 

grafika: Tomasz Wojdała

środa, 21 kwietnia 2010

Irański program nuklearny wywołuje niepokój. Głównie w Izraelu i Stanach Zjednoczonych. Te ostatnie od wielu miesięcy starają się przykręcić śrubę Teheranowi poprzez uchwalenie na forum Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych sankcji gospodarczych wymierzonych w konserwatywny reżim. Za sankcjami opowiada się Zachód, tj. Wuj Sam wraz z Francją, Wielką Brytanią i Niemcami, natomiast niechętne temu rozwiązaniu są Rosja i Chiny. Na razie trwa pat, który skutecznie kapitalizują Rosjanie i Chińczycy.

Nieskuteczne sankcje

grafikaSankcje gospodarcze to klasyczny mechanizm stosowany przez państwo lub grupę państw, aby wymusić zmianę postępowania innego państwa lub grupy państw. Narzędzie staje się coraz mniej skuteczne wraz z upływem kolejnych dekad. Profesor Juan Cole z University of Michigan wyjaśnia na swoim blogu, dlaczego sankcje wymierzone w Iran będą nieskuteczne. Przede wszystkim, Cole obala mit skuteczności zakazu sprzedaży benzyny Iranowi, podając dwa argumenty: 1. nie ma szans na uniwersalność takiego zakazu, w miejsce jednych sprzedawców na pewno pojawią się kolejni; 2. Irańczycy mocno inwestują w zwiększenie mocy przerobowych swoich rafinerii i w krótkiej perspektywie czasowej problem braku benzyny zniknie lub znacząco się zmniejszy.

Drugi argument ma charakter techniczny. Z perspektywy stosunków międzynarodowych kluczowe znaczenie mają trudności z uniwersalnością sankcji. Nie ma praktycznie szans na powszechne zastosowanie się do nich przez kraje, które miałyby zaprzestać handlu z Iranem. Gdy jedni, pod presją USA, się wycofają, inni - z największą radością zaś Rosjanie i Chińczycy - wykorzystają okazję. Globalizacja, w szerokim rozumieniu tego słowa, zrobiła swoje. Po drugie, niektóre kraje mają interes we współpracy z Iranem i żadne sankcje, nawet jeśli te same państwa je poprą, nie zmienią tych interesów.

Co więcej, irański reżim jest gotowy znieść wszelkie niedogodności i utrudnienia, co zresztą udowodnił w okresie ostatnich trzydziestu lat. Iran nie dał i nie da się złamać sankcjami gospodarczymi. Amerykanie muszą zdawać sobie z tego sprawę. Czy cała gra na przyjęcie sankcji to tylko pozory robienia czegoś wobec irańskiego programu nuklearnego? Wszyscy wiedzą, że sankcje nie powstrzymają Irańczyków od kontynuowania prac.

Naloty nie są rozwiązaniem

Inną opcją, która cały czas leży na stole, jest atak lotniczy na instalacje nuklearne. Do takiego rozwiązania prze przede wszystkim Izrael, którego obecne, prawicowe władze uważają Iran za egzystencjalne zagrożenie. Amerykanie również przebąkują o opcji militarnej, zarzekając się przy tym, że byłaby to ostateczność. Przy okazji w Waszyngtonie doskonale rozumieją, że naloty co najwyżej spowolnią postępy irańskiego programu, ale go nie zatrzymają. Warto także dodać, że amerykańskie agencje wywiadowcze nie posiadają informacji o prowadzeniu stricte militarnego programu atomowego. Poruszamy się zatem w świecie założeń i wyobrażeń, a nie twardych faktów. Zresztą, po irackiej broni masowego rażenia, nawet "twarde fakty" należy rozpatrywać na chłodno i z dużym dystansem.

Zagrożenie irańskie, jak pisze na swoim blogu profesor Stephen M. Walt, w ogóle brzmi dość osobliwie, jeśli porównać potencjał gospodarczo-wojskowy Iranu i Stanów Zjednoczonych. Walt przywołuje, za raportem Military Balance przygotowanym przez londyński International Institute for Strategic Studies, podstawowe dane - PKB, wydatki wojskowe, ilość żołnierzy (i rezerwistów), posiadany sprzęt wojskowy etc. Nawet nie patrząc na liczby łatwo się domyślić, że przewaga Ameryki jest miażdżąca. Czego się więc bać?

Kolejna okupacja?

Na koniec warto zastanowić się nad nieformalnym przyznaniem przez zastępcę szefa Kolegium Szefów Połączonych Sztabów, gen. Jamesa Cartwrighta, iż irański program atomowy można w pełni powstrzymać tylko poprzez okupację terytorium Iranu (Więcej o wystąpieniu Cartwrighta przed senacką komisją obrony na stronach BBC). Czy Stany Zjednoczone są gotowe zaatakować i okupować kolejny kraj?

Piotr Wołejko

 

grafika: topnews.in

sobota, 17 kwietnia 2010

Ocena polityki zagranicznej prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy nie należy do najłatwiejszych. Truizmem jest powiedzenie, że znajduje on swoich gorliwych apologetów oraz zajadłych krytyków. Analitycy stosunków międzynarodowych próbują bowiem doszukać się spójnej idei łączącej podejmowane decyzje. Każde posunięcie można oczywiście oceniać w oderwaniu od pozostałych, ale sens takiego działania jest ograniczony.

grafikaDyskusja nad ideą Obamy, jego podejściem do polityki zagranicznej, została wywołana przez jednego z najbliższych współpracowników Obamy, szefa prezydenckiej administracji Rahma Emanuela. Porównał on swojego przełożonego do Georga H.W. Busha, określając doktrynę obu prezydentów mianem realpolitik. Czy zatem Obama jest realistą, który porzucił walkę o pryncypia (demokratyzacja, prawa człowieka etc.) na rzecz załatwiania spraw, które powinny być załatwione? O skomentowanie słów Rahma Emanuela i odniesienie się do realizmu Obamy magazyn Foreign Policy poprosił kilku ekspertów. Cały materiał znajduje się tutaj, poniżej kilka cytatów:

Robert Kagan, Senior associate at the Carnegie Endowment for International Peace: Realizmem nie jest plan denuklearyzacji świata przez wspólne porozumienie światowych potęg. Nie jest nim także polityka zagraniczna oparta na założeniu, że jeśli Ameryka zredukuje swój nuklearny arsenał, przekona to w jakiś sposób Iran do porzucenia własnego programu, czy też Chin i innych państw do wywierania silniejszej presji na Iran, aby tak postąpił. To idealizm wysokich lotów.

Trochę zamieszania wywołuje fakt współpracy Obamy z autokratycznymi reżimami w celu osiągnięcia własnych celów. Jednak to nie czyni z Obamy Henry'ego Kissingera. Kiedy Kissinger rozmawiał z Chinami, celem było osiągnięcie strategicznej przewagi nad Związkiem Radzieckim. Gdy dążył do détente (odprężenia) z ZSRR, celem było zyskanie czasu na odzyskanie sił po Wietnamie. To była realpolitik. Globalne nuklearne rozbrojenie może być (a może nie) zacnym celem, ale nie jest niczym innym jak idealizmem.

Tom Malinowski, Washington advocacy director for Human Rights Watch: Obama chce skupić się na interesach, nie na ideologii, aby pokazać kontrast pomiędzy nim a podejściem prezydenta Georga W. Busha. Najpełniejszym przedstawieniem wizji polityki zagranicznej Obamy było jego przemówienie z okazji przyznania mu pokojowego Nobla. Najważniejsze w tym przemówieniu było stwierdzenie, iż pragmatyczne cele Ameryki można osiągnąć tylko poprzez poszanowanie i promowanie wolności, prawa i praw człowieka. Zdolność Stanów Zjednoczonych do obrony uniwersalnych zasad będzie źródłem siły Ameryki.

Danielle Pletka, Vice president for foreign and defense policy studies at the American Enterprise Institute: Obama nie jest realistą i obawiam się, że faktycznie posiada on wizję. Prezydent prowadzi politykę zagraniczną ideologa, wyznawcy przy ołtarzu upadku Ameryki. Ramy tej polityki wyznacza odrzucenie globalnego przywództwa Stanów Zjednoczonych, dewaluacja sojuszy oraz zamiłowanie do papierowych porozumień i pustego dialogu, w którym artykułuje się wielkie cele (np. rozbrojenie), ignorując jednocześnie realnie istniejące zagrożenia.

Stephen M. Walt, Robert and Renee Belfer Professor of International Affairs, The John F. Kennedy School of Government at Harvard University: Istnieją pewne podobieństwa między Obamą a Georgem H.W. Bushem, jednak istnieje również jedna kluczowa różnica - Bush senior grał baradzo twardo. Stany Zjednoczone właśnie wygrały Zimną Wojnę i wydawało się, że cały świat przechyla się na naszą stronę. Bush, wraz z Bakerem i Scowcroftem, grali skutecznie, umiejętnie zarządzając kryzysami, jednak od początku trzymali wszystkie asy w ręku.

Joseph S. Nye, Sultan of Oman professor of international relations at the John F. Kennedy School of Government at Harvard University: Administracja Obamy kieruje się strategią smart-power, łączącą w sobie elementy hard-power i soft-power (twardej i miękkiej siły oddziaływania). Strategia smart-power (rozsądnej siły) wymaga odrzucenia starego podziału na realistów i liberałów, który ustępuje miejsca ich syntezie, którą można nazwać liberalnym realizmem. Początek tej strategii to zrozumienie mocnych stron oraz ograniczeń amerykańskiej potęgi.

Siła zależy od kontekstu, a w aktualnym kontekście stosunków międzynarodowych (zmiany klimatyczne, narkotyki, pandemie, terroryzm) siła jest rozproszona i chaotycznie rozłożona. Potęga militarna jest tylko niewielką częścią odpowiedzi na nowe zagrożenia. Niezbędna jest współpraca rządów i instytucji międzynarodowych. Wydaje się, że Obama dobrze to rozumie.

 

Polecam lekturę wszystkich dziewięciu komentarzy w całości. Warto zapamiętać także termin liberalny realista użyty przez Josepha S. Nye'a. Czy epoka podziału na twardo stąpających po ziemi realistów i zapatrzonych w chmury liberalnych idealistów minęła? Czy polityka Obamy rzeczywiście jest syntezą realpolitik z obroną i promocją wyższych, uniwersalnych wartości?

PS. W najbliższych tygodniach blog będzie aktualizowany rzadziej. Na bieżąco możecie czytać o najważniejszych wydarzeniach i trendach międzynarodowych na profilu Dyplomacji na Facebooku (jednak i tam w przyszłym tygodniu aktualizacji nie będzie). Liczę na Wasze wsparcie i zastąpienie mnie w roli głównego polecającego - tablica Dyplomacji na Facebooku należy do Was i wszelkie ciekawe artykuły i publikacje, na które natraficie w sieci, powinny znaleźć się właśnie tam!

Piotr Wołejko

 

grafika: frankseabrook.files.wordpress.com

czwartek, 15 kwietnia 2010

“Taka tragedia, taki żal. Myślę, że od czasów naszej wspólnej walki z faszystami, oba nasze narody nie były tak blisko” – powiedział Michaił Gorbaczow Radiu Zet po wpisaniu się do księgi kondolencyjnej wyłożonej w ambasadzie RP w Moskwie. Porównanie dla Polaka być może delikatnie niestosowne, gdyż dla nas druga wojna światowa to nie tylko inwazja ze strony Trzeciej Rzeszy, ale także „nóż w plecy” wbity przez Związek Radziecki dnia 17 września 1939 roku, jednak z rosyjskiego punktu widzenia są to słowa wyjątkowe i bardzo cenne.

Piękne gesty

grafikaOsobiste zaangażowanie rosyjskiego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa i premiera Władimira Putina po katastrofie samolotu z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie należy ocenić bardzo wysoko. Rosyjskie władze i podległe im instytucje zareagowały więcej niż wzorowo. Obietnice pełnej współpracy z polskimi śledczymi czy zapewnienie rodzinom tragicznie zmarłych hoteli, transportu i wsparcia specjalistów, całkowicie za darmo, to gesty świadczące jak najlepiej o podejściu władz rosyjskich. Ważne jest także zachowanie zwykłych Rosjan, którzy – nie czekając na ogłoszoną w poniedziałek żałobę narodową – od samego początku wyrażali najgłębsze współczucie narodowi polskiemu.

Dzień po katastrofie miał miejsce jeszcze jeden gest strony rosyjskiej, który powinniśmy docenić. W niedzielny wieczór główny kanał rosyjskiej telewizji Rassija transmitował film „Katyń” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Ten sam „Katyń” transmitował kilka dni wcześniej odpowiednik TVP Kultura, co oznaczało, że nie ma on szans trafić pod strzechy większości rosyjskich domów. Tymczasem w niedzielę obraz Wajdy, który z precyzją dokumentalisty przedstawia tragiczne dla Polski wydarzenia – zamordowanie z zimną krwią polskich oficerów przez NKWD, na rozkaz najwyższego przywództwa Związku Radzieckiego. Do świadomości zwykłych Rosjan mógł się przebić historyczny fakt, zakłamywany przez dekady sowieckiej propagandy, a następnie przemilczany w Nowej Rosji.

Opisane powyżej działania oraz gesty bez wątpienia wpłyną na poprawę wizerunku Rosji w polskim społeczeństwie. Zachowanie władz rosyjskich po tragedii pod Smoleńskiem wzbudza szacunek i sprzyja nagromadzeniu dobrej woli. Widać po stronie rosyjskiej głębokie przejęcie katastrofą samolotu, w wyniku której zginęło blisko sto osób, w tym wielu ważnych oficjeli, z Prezydentem RP na czele. Widać również piękne gesty solidarności narodu rosyjskiego. To wszystko nie zniknie, nie może zniknąć, politycy z obu państw powinni budować wzajemne relacje na tym bolesnym, a jednocześnie wspaniałym fundamencie.

Zbudować normalne relacje

Stosunki polsko-rosyjskie nie są łatwe, pełno w nich historycznych oraz dzisiejszych problemów. Pojednanie na polu historycznym postępuje, choć dla Polaków zapewne zbyt wolno. Wiele trudu w polepszenie relacji wkłada prof. Adam Daniel Rotfeld w ramach tzw. grupy do spraw trudnych. Ogromny wkład w wyjaśnienie prawdy historycznej miał tragicznie zmarły w wyniku katastrofy samolotu Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Atmosfera pomiędzy Polską a Rosją poprawia się i można odnieść wrażenie, że po smoleńskiej katastrofie będzie nam, Polakom i Rosjanom, łatwiej spojrzeć prawdzie w oczy, przyjąć ją i godnie upamiętnić bolesną przeszłość.

Długoterminowo nie spodziewam się znaczącej poprawy stosunków z Rosją. Posiadamy rozbieżne interesy w wielu kluczowych dziedzinach, takich jak energetyka, polityka wobec byłych republik sowieckich czy współpraca wojskowa ze Stanami Zjednoczonymi. Sprzeczne interesy nie implikują jednak wrogich lub chłodnych relacji z Federacją Rosyjską. Można nie zgadzać się nawet w fundamentalnych sprawach, ale jednocześnie szanować swoje zdanie i posiadać poprawne stosunki. Serdeczności między Warszawą a Moskwą być nie może, dopóki jeden z partnerów nie zmieni strategicznych założeń swojej polityki międzynarodowej. Można jednak śmiało liczyć na poprawne, normalne relacje, które na dziś – gdy atmosfera w naszych stosunkach się poprawia – są na wyciągnięcie ręki.

Piotr Wołejko

 

Powyższy komentarz jest elementem szerszej analizy rozwoju stosunków polsko-rosyjskich po tragedii pod Smoleńskiem, przygotowanej przez zespół redakcyjny portalu Polityka Globalna. Polecam gorąco ten materiał, w którym sześciu autorów ocenia perspektywy relacji z Rosją z wielu punktów widzenia, dostrzegając całą paletę barw tego skomplikowanego obrazu.

grafika: english.peopledaily.com.cn

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook