niedziela, 22 lipca 2012

W pierwszej części wakacyjnego cyklu lektur Dyplomacji przenieśliśmy się do Meksyku, by zgłębić problematykę meksykańskiej wojny narkotykowej. Dziś chciałbym polecić pozycję traktującą o szerszym zagadnieniu - geopolityce. Książka Zbigniewa Brzezińskiego "Strategic Vision: America and the Crisis of Global Power" dotyczy nie tylko Stanów Zjednoczonych, lecz również Europy, Rosji i Pacyfiku, czyli miejsc, które zdefiniują układ sił w najbliższych dekadach.

Prof. Zbigniew Brzeziński, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Stanów Zjednoczonych Jimmy'ego Cartera, cieszy się w Stanach wielką estymą. Mimo upływu lat naprawdę niewiele postaci z kręgu specjalistów ds. międzynarodowych może równać się z Brzezińskim pod względem wiedzy i wpływu na politykę. Bez wątpienia można postawić go w jednym szeregu z guru realpolitik Henrym Kissingerem, który również pełnił funkcję doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego (był też sekretarzem stanu USA).

Mocne i słabe strony Ameryki

grafikaStrategic Vision można nabyć aktualnie w wersji anglojęzycznej. Na ostatni kwartał br. szykowany jest polski przekład, który ma ukazać się nakładem Wydawnictwa Literackiego. Ja nie byłem jednak tak cierpliwy, jak zakładał wydawca, więc krótko po premierze (styczeń br.) ściągnąłem książkę Brzezińskiego w wersji elektronicznej z amerykańskiego Amazonu. I, jak można się spodziewać, był to udany zakup.

Brzeziński zaczyna od wskazania na główne słabości i problemy Ameryki, w większości wewnętrzne, które mają negatywny wpływ na jej wpływy i ogólną potęgę. Profesor wymienia tutaj między innymi na: zadłużenie publiczne i brak perspektyw na rychłe rozwiązanie tego problemu, powiązaną z wcześniejszym chorobę systemu finansowego oraz rosnące nierówności społeczne. Coraz bardziej widoczne rozwarstwienie Ameryki na niewielki ułamek ludzi ultrabogatych, którzy spełniają swoje najbardziej szalone zachcianki oraz zdecydowaną większość społeczeństwa, żyjąca z dnia na dzień i z trudem wiążąca koniec z końcem.

Jednocześnie, Ameryka posiada szereg mocnych stron, które powinny pomóc w zwalczeniu słabości. Mimo ogromnego zadłużenia publicznego oraz chorego systemu finansowego, amerykańska gospodarka nadal jest bardzo silna, elastyczna i konkurencyjna. Cały świat zazdrości Amerykanom innowacyjności i chciałby przenieść na swoje terytorium słynną Dolinę Krzemową. Bardzo ważnym atutem jest demografia - w przeciwieństwie do głównych potęg gospodarczych i politycznych (Europa, Rosja, Chiny), Stany Zjednoczone się nie kurczą.

Zagrożenia, wyzwania i szanse

W kolejnych częściach Brzeziński wskazuje na najbardziej zagrożone, z geopolitycznego punktu widzenia, państwa - Gruzję, Tajwan, Białoruś czy Pakistan. Dużo miejsca poświęca relacjom USA z Meksykiem, które - jego zdaniem - coraz mniej będą przypominać sielankę. Następnie zauważa, iż wspólnota międzynarodowa coraz częściej ma trudności z dojściem do porozumienia, a interes narodowy zdecydowanie bierze górę nad interesem wspólnym. Jest to m.in. efektem wzrostu potęgi takich państw jak Chiny, Indie czy Brazylia oraz osłabieniem Europy i Stanów Zjednoczonych.

Jak zachować dzisiejszy status quo, czyli względną dominację Zachodu (USA + Europa i sojusznicy) nad "resztą świata"? Brzeziński udziela odpowiedzi na to pytanie. Nie ma jednak większego sensu, abym zdradzał konkluzję polecanej książki. W księgarni Amazonu e-wydanie kosztuje 16 dolarów. Sporo, bo to niemal 55 złotych. Lektura jest jednak warta każdego wydanego na nią centa. Gorąco polecam.

Piotr Wołejko

 

grafika: aspeninstitute.org

czwartek, 19 lipca 2012

Akcja wywołuje reakcję. Nic więc dziwnego, że Chiny zamierzają zareagować na rozwój amerykańskiego programu obrony przeciwrakietowej. Do tej pory słyszeliśmy głównie rosyjski sprzeciw, połączony z groźbami rozwijania środków zdolnych do przełamania tzw. tarczy antyrakietowej. Jednak problem spadku znaczenia istniejącego dziś arsenału nuklearnego dotyczy nie tylko Rosji. 

Jak donosi Reuters, chiński generał-akademik odniósł się do amerykańskiej tarczy w następujący sposób: "podważa ona strategiczną równowagę". Stwierdzenie wręcz oczywiste. Jeśli państwo A, w tym przypadku Stany Zjednoczone, prowadzi zaawansowane prace nad stworzeniem systemu, który obroni je przed zagrożeniem strategicznym ze strony państw B, C i D, to państwa te będą zmuszone zareagować. W innym wypadku państwo A zyska ogromną przewagę nad resztą, co zaburzy globalny układ sił.

grafikagrafika: http://battleland.blogs.time.com

"Musimy utrzymać wiarygodność odstraszania" - mówi chiński generał i dodaje, że oznacza to, iż Chiny "będą modernizowały swój arsenał nuklearny". Posiadanie możliwości odpowiedzi na atak jest niezbędne. Tymczasem rozwój technologii antyrakietowych mógłby poważnie ograniczyć Chinom zadanie odwetowego ciosu.

Cytowany przez Agencję Reutera ekspert ds. bezpieczeństwa Joseph Cirincione twierdzi, że rozwój defensywnych technologii, takich jak tarcza antyrakietowa, "zawsze zmusza inne państwa do poprawy własnego potencjału ofensywnego". Działa to też w drugą stronę - im lepszy atak, tym większa chęć do stworzenia skutecznego systemu obronnego. Takie jest zresztą założenie tarczy antyrakietowej - powstrzymać istniejące dziś rodzaje rakiet balistycznych.

Wyścig pomiędzy obrońcami a atakującymi będzie więc trwał w najlepsze, a tzw. kompleks przemysłowo-militarny w największych światowych mocarstwach będzie miał się świetnie. Na większe wydatki Chin składają się nie tylko amerykańska tarcza antyrakietowa, lecz również tegoroczne próby rakietowe Indii (czytaj wpis z kwietnia br.). W tym roku strategiczny wyścig zbrojeń nabrał wyjątkowych rumieńców.

Piotr Wołejko

wtorek, 17 lipca 2012

Lato, dla niektórych wakacje, to - wbrew plotkom, iż jest nią jesień - najlepsza pora na nadrobienie czytelniczych zaległości bądź poświęcenie czasu na przeczytanie bardziej aktualnych pozycji. Stąd pomysł, by polecić kilka książek, które sam w ostatnim czasie przeczytałem bądź właśnie czytam. Omawiane pozycje dotyczą oczywiście tematyki międzynarodowej, natomiast poruszane w nich zagadnienia są bardzo różnorodne. Moim zdaniem składają się na wartą uwagi listę lektur, które z czystym sumieniem mogę polecić każdemu.

Na pierwszy ogień, czyli początek cyklu (o nieznanej jeszcze ilości części, jest to bowiem lista rozwojowa), zapraszam wszystkich na wycieczkę do Meksyku. Nie mam jednak na myśli gorących plaż w kurorcie Cancun, a raczej granicę amerykańsko-meksykańską oraz góry Sierra Madre biegnące m.in. przez stany Sonora, Chihuahua i Sinaloa. Wyprawa do Meksyku nie wiąże się bowiem z drinkami z palemką i piękną opalenizną, a z krwawą walką o pieniądze i wpływy.

Meksyk płonie

grafikaW pasjonujący sposób o meksykańskiej wojnie narkotykowej pisze Ioan Grillo, brytyjski dziennikarz, autor polecanej przeze mnie książki El Narco (wydanej nakładem wydawnictwa REMI). Książka ta trafiła w moje ręce wprost od szefa wydawnictwa Remigiusza Krakowskiego, a efektem tej znajomości była rozmowa na antenie telewizji Polsat News nt. wojny państwa meksykańskiego z kartelami narkotykowymi (zobacz w YouTube).

Ioan Grillo prezentuje historię produkcji i dystrybucji narkotyków w Meksyku. Pokazuje, w jaki sposób powstawały meksykańskie kartele i jak przejęły znaczną część biznesu od Kolumbijczyków. Od co najmniej dekady stolicą globalnego rynku narkotykowego nie jest już Medellin, skąd wywodzi się dawny najpotężniejszy kartel świata, tylko np. stan Sinaloa, z którego pochodzi jeden z największych karteli Meksyku.

Z książki dowiemy się też, jak powstał kartel Zetas, uznawany za najbardziej brutalny spośród narkotykowych karteli. Zetas słyną ze strasznego okrucieństwa, wymyślnych tortur i dręczenia swych ofiar, a także szokujących masowych egzekucji.

Powstrzymać przemoc

Wreszcie, Grillo pokazuje, iż dzisiejsze kartele to nie tylko narkotyki, od produkcji, przez szmuglowanie, aż po dilerów w amerykańskich miastach i kampusach akademickich, ale wielobranżowe przedsiębiorstwa o zdywersyfikowanych źródłach przychodów, takich jak porwania, tzw. ochrona, "obsługa" nielegalnych imigrantów etc.

Jaka powinna być odpowiedź na zalewającą Meksyk falę przemocy? Cóż, problem może rozwiązać nie siła i kule w postaci wojny, jaką kartelom wytoczyło państwo meksykańskie. Rozwiązanie leży na północ od Meksyku, w Stanach Zjednoczonych. To największy konsument narkotyków na świecie, a także źródło niewyczerpanych zapasów broni. Zmiana polityki narkotykowej oraz dotyczącej dostępu do broni palnej w Ameryce jest konieczna, by powstrzymać rozwój karteli i okiełznać krwawą jatkę, która w ostatnich pięciu latach kosztowała życie ponad 50 tys. ludzi.

To tylko zarys tego, o czym Ioan Grillo napisał na nieco ponad 400 stronach swojej książki. Gorąco zachęcam do lektury El Narco.

Piotr Wołejko

 

grafika: wydawnictworemi.pl

czwartek, 12 lipca 2012

W środę 11 lipca oficjalną wizytę w Londynie odbył prezydent Francji Francois Hollande. Serdeczni przyjaciele z dwóch stron Kanału mają wiele wspólnych interesów. Długa jest również lista rozbieżności.

Kordialna atmosfera

Na wstępie należy przypomnieć, iż premier Cameron - wraz z kanclerz Merkel i premierem Tuskiem - odmówili Hollande'owi spotkania w trakcie kampanii prezydenckiej we Francji. Hollande kurtuazyjnie nie wypominał gospodarzowi tego faux pas, jednak na pewno Cameronowi było trochę głupio gościć człowieka, któremu kilka tygodni wcześniej odmówił spotkania. A nie chodziło o wielogodzinną dyskusję, tylko o kilkanaście/dziesiąt minut ogólnikowej rozmowy.

grafikaźródło: Oficjalna strona premiera Camerona (number10.gov.uk)

Francois Hollande w żartobliwy sposób odniósł się do niedawnej wypowiedzi Camerona, w której zapowiadał rozłożenie czerwonego dywanu przed francuskimi bogaczami, jeśli zdecydują się przenieść do Wielkiej Brytanii i tam płacić podatki (uciekając przed 75-procentową stawką zapowiadaną przez Hollande'a). Francuski prezydent pochwalił bowiem brytyjskie poczucie humoru i wbił szpileczkę w Camerona mówiąc "najwyższa stawka podatkowa w Wielkiej Brytanii wynosi 45%, a we Francji 41%".

Punkty wspólne (m.in. ograniczyć budżet UE)

Przechodząc jednak do rzeczy poważnych, skupmy się na punktach wspólnych, które łączą lewicową od niedawna Francję z prawicową Wielką Brytanią. Na początek informacja może nie najważniejsza, natomiast z punktu widzenia Polski bardzo istotna. Otóż Paryż i Londyn kategorycznie sprzeciwiają się zwiększeniu budżetu Unii Europejskiej w nowej perspektywie finansowej 2014-2020. Co więcej, oba kraje znowu dogadają się w sprawie finansowania wspólnej polityki rolnej i rabatu brytyjskiego. Tym samym Paryż i Londyn będą stały w jednym szeregu z Niemcami, Holandią czy Finlandią, głównymi przeciwnikami większego unijnego budżetu. Pamiętajmy, że przy obecnie obowiązującej perspektywie finansowej Polska uzyskała, w ostatniej chwili, ustępstwa ze strony Niemiec. Teraz zapewne trzeba będzie liczyć na powtórkę z rozrywki.

W sprawach globalnych, takich jak Syria, irański program nuklearny czy zakończona rok temu operacja w Libii. Ostatnie to zresztą ciekawy przykład geopolityki XXI w. i zabiegania o własne interesy narodowe - przy okazji pomocy cywilom pozbyto się Kaddafiego, a francuskie i brytyjskie koncerny naftowe będą odgrywały większą rolę w wydobyciu libijskiej ropy. Operacja libijska to także jeden z efektów bliższej współpracy wojskowej na linii Paryż-Londyn (kliknij, by przeczytać wpis z bloga Dyplomacja), zapowiedzianej w listopadzie 2010 r. Współpraca ta ma być zacieśniana jeszcze bardziej, a Francja podobno proponuje udział brytyjskiego przedstawiciela w ustalaniu własnego budżetu obronnego.

Razem, ale osobno

Na koniec słów kilka o rozbieżnościach. Najpoważniejsze dotyczą Unii Europejskiej i strefy euro. O ile w przypadku budżetu unijnego na lata 2014-2020 oba kraje prezentują jednolity front, to nie wygląda to tak różowo w przypadku mechanizmów ratowania strefy euro. Brytyjczycy są za tym, żeby strefa euro uporządkowała swoje sprawy, jednak chce pozostać poza układami rozstrzygającymi o eurozonie. Jednocześnie nie godzą się na ogólnounijne regulacje dotyczące sektora finansowego, gdyż mogłoby to uderzyć w londyńskie City.

A propos Unii Europejskiej, i tutaj Polska znowu powinna uważnie słuchać, prezydent Francji zapowiedział, iż powinniśmy rozwijać unię kilku prędkości, "gdzie każdy biegnie w swoim tempie". Unia kilku prędkości powoli staje się faktem, chociaż w Polsce niektórzy nadal łudzą się, że uda się tego uniknąć, a inni przestrzegają przed rozpadem wspólnoty na kilka podgrup (o ile rozumiem przewidują, że Polska znajdzie się w grupie maruderów-outsiderów).

Piotr Wołejko

środa, 11 lipca 2012

Tytuł bynajmniej nie nawiązuje do dzisiejszego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zgodności z ustawą zasadniczą ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych. Niemniej uznanie 24 na 50 artykułów za niezgodne z konstytucją nie świadczy najlepiej o ustawodawcy, czyli Sejmie, który uchwalił ustawę w 2005 roku. Temat działkowców jest powiązany z zagadnieniem, o którym chciałbym napisać kilka słów. Otóż sędziowie konstytucyjni (względnie Sądu Najwyższego w USA czy Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu) coraz częściej wchodzą na ścieżkę wojenną z politykami. Czy przekraczają swoje kompetencje?

Pakistan, Egipt, Niemcy

Kilka przykładów z ostatnich miesięcy i dni. W Pakistanie Sąd Najwyższy skazał premiera na 30 sekund aresztu w sali posiedzeń oraz obrazę sądu za niewykonanie polecenia SN dotyczącego wszczęcia przeciwko prezydentowi Zardariemu postępowań, w których jest oskarżony o korupcję. Premier został uznany za niezdolnego do dalszego sprawowania urzędu, w efekcie czego w ciągu kilkudziesięciu godzin Pakistan miał trzech premierów (drugi podał się szybko do dymisji). Rozgrywka ws. Zardariego to stare dzieje, a ostatnio rozpalały emocje polityczne w 2008 roku, o czym szeroko pisałem na łamach Dyplomacji: Kryzys koalicyjny w Pakistanie (maj 2008 r.), Zardari na prezydenta, Sharif stawia nowe warunki (sierpień 2008 r.).

Pakistańscy prawnicy i sędziowie mieli wówczas na pieńku z prezydentem Musharrafem, który próbował wpływać na obsadę stanowisk w Sądzie Najwyższym, usunął także jego szefa z pełnionej funkcji. O tym także pisałem na łamach Dyplomacji: Odwoływanie Musharrafa - prawnicy w natarciu (czerwiec 2008 r.), Impeachment Musharrafa (sierpień 2008 r.).

Z Pakistanu przenosimy się do Egiptu. Niedawne wybory prezydenckie wygrał tam kandydat Bractwa Muzułmańskiego Mohamed Morsi. Jednak tuż przed drugą turą wyborów egipski sąd konstytucyjny zdecydował (podobno z inspiracji wojskowych) o rozwiązaniu zdominowanego przez Bractwo i salafitów parlamentu, uniemożliwiając tym samym przejęcie kontroli zarówno nad władzą ustawodawczą, jak i wykonawczą, przez Braci Muzułmanów. Ci postanowili jednak nie zgodzić się z decyzją sędziów - prezydent Morsi, zgodnie ze swoimi uprawnieniami, zwołał posiedzenie rozwiązanego parlamentu i to posiedzenie się odbyło. Czy, poza wyzwaniem rzuconym wojskowym, posunięcie Morsiego było też obrazą prawa?

Trzeci przykład sprowadza nas do Europy, a konkretnie do Niemiec. Tam, w Badenii-Wirtembergii, znajduje się miasto Karslruhe. Jest to siedziba najbardziej poważanego na Starym Kontynencie krajowego sądu konstytucyjnego - Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Najpierw orzeczenia Solange [PDF], a teraz decydowanie o być albo nie być mechanizmów ratunkowych strefy euro. Właśnie teraz sąd w Karlsruhe miał decydować o tym, czy prezydent RFN Joachim Gauck może złożyć podpis równoznaczny z ratyfikacją zmian traktatowych ws. strefy euro. Wydanie orzeczenia przesunięto jednak o kilka tygodni, co wytwarza dodatkową nerwowość na tzw. rynkach finansowych i w wielu stolicach południa Europy.

Polityczna toga

Azja, Afryka Północna, Europa. A problemy, częściowo oczywiście, podobne. Pomijając różnice w realiach ustrojowo-politycznych i stabilności sytuacji wewnętrznej można stwierdzić, że sędziowie odgrywają coraz większą rolę we współczesnym państwie. Czy zawsze jest to rola korzystna, w szczególności dla społeczeństwa, obywateli? Czy sędziowie nie wchodzą zbyt głęboko w polityczną sferę podejmowania decyzji, gdy zamiast argumentów prawnych rozważają zagadnienia światopoglądowe? Czy nie idą za daleko w mieszaniu się do bieżących sporów politycznych? Czy interpretacja przepisów nie powoduje, że zatracono ich pierwotny sens?

grafikaźródło: Wikimedia Commons

Dyktatura sędziów, o której pisałem w 2009 r., objawia się w kolejnych państwach i warto się nad tym problemem zastanowić. Oczywiście sformułowanie dyktatura jest tutaj grubą przesadą. Podkreśla jednak wagę zagadnienia, o którym piszę. Czy sędziowie mają legitymację do orzekania w sprawach, które mają z prawem niewiele wspólnego? Czy nie za często wchodzą de facto w skórę polityków? Czy to nie demokratycznie wybrani parlamentarzyści powinni decydować o kluczowych rozwiązaniach?

Z drugiej strony, nierzadko politycy z radością spychają na sędziów konstytucyjnych odpowiedzialność za podjęcie decyzji w niepopularnej w elektoracie sprawie. My przegłosujemy ustawę, ale niech zdecyduje trybunał. W końcu sędziowie są wybierani na długoletnie kadencje (w Polsce 9-letnie), dożywotnio (SN w USA) lub bez prawa ponownego wyboru (Polska), nie muszą dbać o wizerunek, poparcie i słupki w sondażach. Tchórzliwość polityków powoduje, że sądy konstytucyjne coraz bardziej wikłają się w sprawy, które nie powinny zajmować ich uwagi.

Niestety, drugim końcem takiego kija jest wzrost apetytów u sędziów, co dobitnie widać na przykładzie Trybunału w Karlsruhe. Wydaje się, że sędziowie poczuli nadzwyczajną moc i trzymają teraz w szachu nie tylko niemiecką scenę polityczną, ale całą Europę. Podobnie jest w przypadku Trybunału w Luksemburgu. Zrobił on wiele dobrego dla obywateli, interpretując przepisy na ich korzyść i zmuszając państwa do porzucenia wielu restrykcyjnych regulacji, jednak jego skłonność do wyinterpretowywania czegoś z niczego doprowadziła do niesamowitego wzrostu jego pozycji.

Balansowanie na linie

A że sądy konstytucyjne nie podlegają już niczyjej kontroli, sędziowie stali się ostatnią instancją także w sprawach politycznych - i to tych najwyższej wagi. Stali się nadwładzą, wynosząc sądy ponad pozostałe władze. Może tryb orzekający nie jest tutaj właściwy, a należałoby użyć trybu przypuszczającego. Cóż, każdy oceni to po swojemu. Sądy i sędziowie odgrywają kluczową rolę w demokracji, stojąc na straży praw i wolności obywatelskich oraz zasady działania władz w ramach obowiązujących przepisów prawa. Kiedy jednak wykraczają swoimi działaniami poza te podstawowe funkcje, pojawiają się liczne wątpliwości, które można podsumować pytaniem - czy aby na pewno wchodzenie przez sędziów w rolę polityków dobrze przysłuży się obywatelom?

Piotr Wołejko

 
1 , 2
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook