Krótko i na temat

środa, 23 kwietnia 2014

Szanowni Czytelnicy,

Z radością informuję, iż po prawie 7,5 roku nieprzerwanego funkcjonowania, blog Dyplomacja przenosi się z XIX do XXI w. Coraz bardziej siermiężne warunki dotychczasowej platformy blogowej utrudniały prowadzenie działalności publicystycznej. W związku z tym od dnia dzisiejszego blog Dyplomacja zostaje przeniesiony na nową platformę, gdzie będzie funkcjonował pod własną domeną - BlogDyplomacja.pl

BlogDyplomacja.pl

Zapraszam do zapoznania się z nową odsłoną Dyplomacji i przypominam o konieczności zmiany adresu w zakładkach. Przekażcie informacje o nowym adresie swoim przyjaciołom i znajomym, żeby od razu kierowali swoje kroki we właściwe miejsce. Będę również zobowiązany za wszelkie uwagi i sugestie ewentualnych poprawek odnośnie nowej odsłony Dyplomacji.

Dziś wieczorem pierwszy od dłuższego czasu nowy wpis. A potem kolejne, z większą częstotliwością niż dotychczas. Dziękuję za Waszą cierpliwość i wsparcie, jakie okazywaliście mi w ostatnich miesiącach. Postaram się odwdzięczyć najlepiej, jak tylko potrafię - poddając pod rozwagę kolejne zagadnienia w swoich wpisach. Do zobaczenia na BlogDyplomacja.pl!

Piotr Wołejko

czwartek, 06 lutego 2014

Dziś mija 25 lat od rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Przez dwa miesiące, do 5 kwietnia 1989 r., przedstawiciele władz negocjowali z reprezentantami opozycji solidarnościowej. Status obserwatora rozmów posiadała strona kościelna. Okrągły Stół położył podwaliny pod transformację ustrojową, gospodarczą i społeczną. Praktycznie bez rozlewu krwi udało się zamienić autokrację zwaną demokracją ludową na demokrację bezprzymiotnikową, czyli autentyczną. Okrągły Stół mógłby być polskim towarem eksportowym, a zapotrzebowanie na negocjacyjny model rozwiązywania konfliktów politycznych i społecznych w różnych zakątkach świata jest duże. I stale rośnie.

Niech przemówią usta zamiast karabinów

grafikaMożna mnożyć przykłady państw, gdzie negocjacje władzy z opozycją mogłyby zaoszczędzić życie setek bądź tysięcy ludzi. Najbliższym dla nas jest z pewnością Ukraina, gdzie od wielu tygodni trwają protesty przeciwko rządzącym. Niespełna dziesięć lat temu coś na kształt Okrągłego Stołu doprowadziło do zażegnania konfliktu politycznego i powtórzenia wyborów prezydenckich. Przykre, że po zaledwie dekadzie Ukraina wraca do punktu wyjścia sprzed Pomarańczowej Rewolucji – masowych protestów, braku zaufania do władzy, represji służb bezpieczeństwa, zaangażowania Rosji w obronę status quo. Kluczowa różnica pomiędzy rokiem 2004 a 2014 to brak zaufania do liderów partii opozycyjnych. Majdan w 2004 r. ufał niektórym politykom. Euromajdan w 2014 r. podchodzi do polityków sceptycznie. Utrudnia to rozmowy z władzą i czyni bardzo trudnym ewentualne kompleksowe negocjacje, powtórkę sprzed 10 lat.

Trochę dalsze przykłady państw, gdzie negocjacje mogłyby zastąpić przemoc i rozlew krwi to Egipt czy Syria. W obu przypadkach najsilniejsi gracze nie uznali jednak za stosowne sięgnąć po ten właśnie instrument rozwiązywania konfliktów. W Egipcie były nawet dwie szanse na ogólnonarodowy dialog – po obaleniu Mubaraka i zwycięstwie Mohameda Mursiego w wyborach prezydenckich, a następnie po obaleniu Mursiego. Ani Bractwo Muzułmańskie, ani siły zbrojne nie wybrały drogi analogicznej do okrągłostołowej. W Syrii Baszar al-Assad również nie widział potrzeby prowadzenia rozmów z opozycją, a obecnie nie ma nawet za bardzo z kim rozmawiać, bo opozycja rozpadła się na zbyt wiele podmiotów, spośród których żaden nie stwarza nawet pozorów reprezentatywności.

Optymistycznym przykładem dialogu i transformacji może być Birma (Mjanma), gdzie rządząca przez dekady junta wojskowa z własnej inicjatywy postanowiła przeprowadzić szereg reform ustrojowych. Nadal nie można Mjanmy uznać za kraj demokratyczny, lecz w porównaniu do – kryterium ukraińskie, roku 2004 – osiągnięto znaczące postępy.

Dlaczego Polsce i Birmie się udało? Istotnym czynnikiem była obecność silnej, zjednoczonej i pokojowo nastawionej opozycji. Na jej czele stały (i stoją w przypadku Birmy) legendarne wręcz postaci – Lech Wałęsa i Aung San Suu Kyi, laureaci Pokojowego Nobla. Nieprzypadkowo podkreślam pokojowe nastawienie opozycji, gdyż odegrało ono kluczową rolę w budowaniu pozycji, wiarygodności oraz wizerunku poza granicami kraju. Dlatego tak ważne jest, by ukraińskie demonstracje pozostały pokojowe i odporne na liczne prowokacje. Innym czynnikiem, który utorował drogę do pokojowej transformacji, było nastawienie władz. Nie zdecydowały się one (chociaż wcześniej nie miały oporów) na rozwiązanie siłowe, wybierając drogę rozmów i dialogu. Dlaczego? Decydująca była świadomość zmian zachodzących w społeczeństwie, sytuacja gospodarcza, geopolityka (Birma). Lista na pewno jest dużo dłuższa.

Niewykorzystany symbol

Okrągły Stół to nie tylko wydarzenie historyczne, lecz model postępowania, który moglibyśmy promować na świecie. Zamiast tego pozwalamy niszczyć wizerunek Okrągłego Stołu na naszym podwórku. Dla niektórych jest to symbol zdrady narodowej, a nie sukcesu. Czy lepiej było z władzą nie negocjować, stawiając daleko idące żądania i nie godząc się na cokolwiek poza kapitulacją? Czy lepiej było czekać na kolejną brutalną pacyfikację i krew płynącą po ulicach? Czy Polak miał znowu strzelać do Polaka? Dlaczego mielibyśmy wstydzić się niemal bezkrwawej rewolucji, jaką było stopniowe odsuwanie od władzy PZPR? Niestety, dopóki sami między sobą nie dojdziemy do konsensusu, do w miarę jednolitej oceny Okrągłego Stołu, dopóty nie zostanie on wykorzystany w świecie jako polski model rozwiązywania sporów o fundamentalnym charakterze. Model, który zamiast śmierci przynosi pokój. Model, który choć trochę stabilizuje bardzo niestabilną sytuację. Model, który prowadzi do pojednania, a nie do rozliczeń i rozdrapywania ran – w którym ważniejsze jest to, co będzie jutro, od tego, co było wczoraj i co jest dziś.

Piotr Wołejko

 

zdjęcie: Erazm Ciołek / Wikimedia Commons

niedziela, 02 lutego 2014

Miniony tydzień upłynął pod znakiem dwóch tematów: Euromajdanu na Ukrainie oraz więzienia CIA w Polsce. To drugie zagadnienie dotyka fundamentalnego zagadnienia praw człowieka, poszanowania prawa oraz suwerenności państwa. Oto bowiem na terytorium Polski funkcjonariusze innego państwa dopuszczali się rażącego łamania prawa, które na terytorium Polski obowiązuje.

Milczenie to zła droga

grafikaPodstawowe pytanie w związku z powyższym brzmi: czy nasi oficjele, którzy wydawali zgodę na użyczenie Amerykanom nieruchomości w Starych Kiejkutach wiedzieli, co będzie się tam działo? Czy zostali poinformowani bądź mogli się spodziewać, że Amerykanie będą stosować "rozszerzone techniki przesłuchań", czyli - mówiąc wprost - torturować przetrzymywanych i przesłuchiwanych więźniów? Czy polscy decydenci świadomie zgodzili się na zawieszenie funkcjonowania polskiego prawa, w tym Konstytucji RP, w nieruchomości użyczonej Amerykanom? Jeśli odpowiedzi na powyższe pytania są twierdzące, to nie dziwi zbiorowa "amnezja" decydentów, gdyż konsekwencje prawnokarne są bardzo poważne.

W sytuacji, gdy Amerykanie sami doszli do wniosku, że ujawnienie części informacji na temat programu extrajudicial renditions leży w interesie demokracji i Stanów Zjednoczonych, w Polsce dominuje pogląd przeciwny. Ciszej nad tą trumną, a właściwie nad trupem w szafie, jakim jest fakt istnienia na naszym terytorium więzienia CIA - tak zdają się mówić politycy, dziennikarze i eksperci. Oczywiście nie wszyscy, lecz bardzo wielu spośród nich. Bezpieczeństwo i służby lubią ciszę. Ale czy to uzasadnia przymknięcie oka na torturowanie więźniów przez funkcjonariuszy państwa trzeciego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej? Może nie warto zgadzać się na stawianie Polski w jednym szeregu z Uzbekistanem, Algierią, Egiptem, Tajlandią czy Maroko? Tam też Amerykanie przywozili, przetrzymywali i "przesłuchiwali" więźniów. Nie są to kraje uchodzące za wzór demokracji i poszanowania praw człowieka.

Warto podkreślić, że "więzienia CIA" zostały zlokalizowane w Polsce, na Litwie i w Rumunii, a nie we Francji, we Włoszech czy w Niemczech. Wybrano trzy byłe demoludy, kraje "nowej Europy" - jak podzielił Stary Kontynent ówczesny sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld. Władze tych państw zapewne niezbyt gorliwie dopytywały, po co Amerykanom wille położone w zacisznych miejscach, czy stare wojskowe lotniska, na których lądowały nieoznakowane samoloty. Kombinacja warunków geopolitycznych, polityki zagranicznej i wewnętrznej sprawiła, że to Polska, Litwa i Rumunia zostały poproszone o wyświadczenie sojuszniczej przysługi.

Skąd tortury w arsenale CIA?

Nie można nie wspomnieć o atmosferze tamtych czasów - wojnie z terroryzmem prowadzonej przez administrację Busha, wojnie z Irakiem, zamachach z Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii. Hasło "walka z terrorem" służyło za młot Thora, którym można było wyważyć każde drzwi. Większość z nich otwierała się jednak na sam dźwięk słowa terroryzm. Czy uzasadnia to jednak zgodę na tortury na terytorium Polski?

Co więcej, powszechnie uważa się, że torturowany człowiek powie wszystko i przyzna się do wszystkiego, byle tylko tortury dobiegły końca. Bardzo niewielu jest w stanie wytrzymać zadawanie bólu niczym Chuck Norris czy Sylvester Stallone w filmach akcji z lat 80. W tym miejscu należy przypomnieć, skąd w ogóle w arsenale CIA i sił specjalnych USA wzięły się tortury. Amerykanie posiadali specjalną formację zajmującą się przygotowaniem żołnierzy i funkcjonariuszy do misji, podczas których istniało ryzyko pojmania przez siły wroga. W teorii i praktyce pokazywano więc, co może czekać pojmanych nieszczęśników. Do nauki metodologii tortur wykorzystano tych samych ludzi, którzy uczyli amerykańskich żołnierzy, jak poradzić sobie podczas tortur. Odwrócono ten proces i dawni nauczyciele przetrwania stali się nauczycielami wyciągania informacji za pomocą tortur.

Nauka na przyszłość

Nie ma obrony dla naszych decydentów, jeśli wiedzieli bądź mogli zdawać sobie sprawę z tego, że Amerykanie torturują więźniów na terytorium Polski. Jak napisał Patryk Gorgol, zajmujący się prawem i polityką międzynarodową autor bloga Kącik Dyplomatyczny, więzienie CIA w żaden sposób nie zwiększało bezpieczeństwa Polski. Nasz kraj nie miał też powodów do dziękowania za przyjęcie do NATO - było to także w interesie USA, a poza tym sumiennie wypełnialiśmy nasze sojusznicze obowiązki w Afganistanie oraz, już ponadprogramowo, w Iraku. Nic nie byliśmy Amerykanom dłużni. Przykre, że za "usługę użyczenia nieruchomości" strona polska przyjęła jeszcze zapłatę w wysokości 15 milionów dolarów. Brak słów, by to skomentować.

W całej sprawie optymistyczne może być to, że więzienie CIA w Polsce nie było zbyt intensywnie używane. Na lotnisku w Szymanach odnotowano bodaj 6 lotów nieoznakowanych maszyn wykorzystywanych przez CIA. Nie oznacza to w żadnym stopniu, że nic wielkiego się nie wydarzyło i nie ma powodu do oburzania się. Zostaliśmy wykorzystani, a nasze dobre imię doznało poważnego uszczerbku. Istotne jest, by cała klasa polityczna wyciągnęła z tej sprawy właściwe wnioski i w przyszłości nie godziła się na "prośby zaprzyjaźnionych wywiadów" bez gruntownego zbadania sprawy. Warto też przypominać, że eksterytorialna pozostaje wyłącznie ambasada "zaprzyjaźnionego państwa", a na pozostałym terytorium Polski obowiązuje polskie prawo. I że nie można go bezkarnie łamać. Należy mieć nadzieję, że nie będziemy już występować w jednym szeregu z Uzbekistanem, dyktaturą i udzielnym księstwem Isłama Karimowa.

Piotr Wołejko

 

grafika: Wikimedia Commons

środa, 07 sierpnia 2013

Było jasne, że Barack Obama musi w jakiś sposób odpowiedzieć na przyznanie Edwardowi Snowdenowi 12-miesięcznego azylu przez Rosję. Odpowiedzią będzie brak spotkania z Władimirem Putinem przy okazji wrześniowego szczytu G20 w Sankt Peteresburgu (nie odbędzie się spotkanie prezydentów w Moskwie).

Aby zatuszować irytację sprawą Snowdena, Biały Dom przytoczył całą litanię spraw, co do których Rosja "nie kooperuje w sposób właściwy" ze Stanami Zjednoczonymi, m.in. tarczę antyrakietową, kontrolę i redukcję zbrojeń, sprawy handlowe, globalne bezpieczeństwo, społeczeństwo obywatelskie i prawa człowieka. Brzmi strasznie poważnie i o taki przekaz chodziło administracji Obamy.

Gesty zostały wykonane, a to oczyszcza atmosferę. Wkrótce można spodziewać się powrotu do rozmów w trybie business as usual. Ameryka potrzebuje Rosji w Afganistanie, Iranie czy Syrii. I to w pierwszej kolejności, bo swoisty rosyjski pierwiastek jest istotnym elementem wielu innych zagadnień, którymi żywotnie interesują się Stany Zjednoczone. Putin to człowiek interesu, gotowy to załatwiania spraw na zasadzie "dasz mi to, ja dam ci tamto". Rosyjski prezydent wie, że niedługo do jego drzwi zapuka Barack Obama i będzie potrzebował wsparcia. Nic dziwnego, że może pozwolić sobie na udzielenie azylu Snowdenowi czy dopuszczenie do skazania nieżyjącego już prawnika Siergieja Magnickiego w najbardziej groteskowym procesie ostatnich lat. A w Rosji nie brakuje groteskowych procesów (vide Chodorkowski, Pussy Riot, Nawalny). Amerykanie mogą odpowiadać tzw. ustawą Magnickiego, lecz trudno uznać to za coś więcej niż delikatne uszczypnięcie.

Czasy resetu definitywnie się skończyły. Bardziej elastycznego Miedwiediewa zmienił twardy Putin, co jednak - paradoksalnie - może ułatwiać załatwianie spraw. Z Miedwiediewem na Kremlu nigdy do końca nie było wiadomo, czy rozmawiasz z głównym decydentem czy pasem transmisyjnym. Otoczenie obu liderów - prezydenta Miedwiediewa i premiera Putina - nie darzyło się sympatią i miało, nadal zresztą ma, odmienne poglądy na kluczowe sprawy. Gdyby Putin był prezydentem w 2011 roku, nie pozwoliłby na przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji w sprawie Libii (ustanowienie strefy zakazu lotów, która przerodziła się w interwencję po stronie rebeliantów). Teraz szef jest na miejscu szefa, a Miedwiediew i jego ludzie nie mają za wiele do powiedzenia. A sygnał, iż Obama jest gotów na daleko posuniętą elastyczność po powrocie Putina na Kreml został przez amerykańskiego prezydenta wysłany na krótko przed rosyjskimi wyborami. I Obama będzie się z Putinem dogadywał, ze wszystkimi tego konsekwencjami (być może także dla Polski).

Nie dajmy się zwieść tym, którzy twierdzą - jak chociażby były szef dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz - iż po wycofaniu Amerykanów z Afganistanu znaczenie Rosji dla USA znacząco spadnie (dziś tranzyt amerykański pod Hindukusz odbywa się w znacznej mierze przez Rosję). Nic takiego nie nastąpi. Moskwa nadal będzie dla Waszyngtonu kluczowym (i trudnym) partnerem. Tym trudniejszym, że Putin niekoniecznie Ameryki potrzebuje. To nie on jest w tych relacjach petentem - interesy chcą załatwiać Stany Zjednoczone.

Piotr Wołejko

niedziela, 28 lipca 2013

Edward Snowden dogłębnie poznaje strefę tranzytową moskiewskiego lotniska Szeremietiewo, a amerykańska Izba Reprezentantów potwierdza (chociaż niewielką przewagą głosów), że NSA (Agencja Bezpieczeństwa Narodowego bądź No Such Agency) może szpiegować własnych obywateli. Program PRISM został już szeroko opisany, ja wolałbym skupić się na innym zagadnieniu – wolności.

Istotą programu PRISM i jemu podobnych jest zdobywanie coraz większej ilości informacji o obywatelach. Trudno nie przyznać racji prof. Romanowi Kuźniarowi, który udzielił szerokiego wywiadu nt. sytuacji wokół Snowdena w weekendowej Gazecie Wyborczej (20-21 lipca br.) – „Nadmiar informacji utrudnia ich wykorzystanie, a przy tym może wyrządzać poważne szkody w prawach człowieka, demokracji, która ulega erozji”.

W drodze do Wielkiego Brata

grafikaSkupmy się najpierw na pierwszej części wypowiedzi Kuźniara – na nadmiarze zbieranych informacji. W kraju i na świecie standardem jest rozmnożenie służb zajmujących się szeroko rozumianym bezpieczeństwem. Podstawą ich funkcjonowania jest gromadzenie i analizowanie informacji. Niestety, wraz z postępem w ilości zebranych danych nie następuje wystarczający postęp w ich przetwarzaniu (łączenie, kojarzenie faktów, analiza, wnioski). Przed 11 września 2001 r. różne amerykańskie służby dysponowały strzępami informacji, lecz nie dzieliły się nimi ze sobą, przez co nikt nie miał całościowego obrazu sytuacji.

Jednym z kluczowych wniosków po ataku na WTC było skoordynowanie prac agencji wywiadowczych, lecz sukcesy na tym polu nie nadążają za terabajtami informacji, które spływają z wielu różnorodnych źródeł. Jesteśmy podsłuchiwani, podglądani, rejestruje się dane dotyczące ilości, długości naszych rozmów telefonicznych, czyta się nasze mejle itp. itd. Wywiad osobowy (HUMINT), podstawę pracy służb bezpieczeństwa jeszcze kilka dekad temu, zastąpił wywiad elektroniczny (SIGINT). Potężne komputery analizują i szukają powiązań między zebranymi informacjami. Zakres prywatności jest coraz mniejszy.

Czy jesteśmy dzięki temu potężnemu nadzorowi elektronicznemu bezpieczniejsi? Pewnie tak. Tylko czy skala tego nadzoru nie jest przesadzona? Czy coraz większa inwigilacja jest uzasadniona? Mocno w to wątpię. Argument, iż należy poświęcić część naszych, obywatelskich wolności na rzecz zapewnienia większego poziomu bezpieczeństwa, jest z gruntu fałszywy (ciekawy artykuł na ten temat). Chociaż z punktu widzenia rządu, czy – szerzej – władzy – jest racjonalny i skuteczny. Pozwala bowiem zwiększać zakres władzy, zatrudniać kolejnych urzędników, a także podkręcać w odpowiednich momentach tzw. „stan zagrożenia”. Mistrzem w tej grze był w XXI w. prezydent Bush i sterujący nim neokonserwatyści. Stworzyli przemysł strachu, który pozwolił przeforsować ustawy, zorganizować aparat wywiadowczy i prowadzić wojny, które w normalnych warunkach nigdy by nie przeszły.

Zmienił się prezydent, zmieniły czasy, lecz jedno pozostało niezmienne – raz zdobytej władzy (uprawnień) nigdy nie oddamy. Obama i Kongres murem stanęli za inwigilacją. Ten sam Barry Obama, jeszcze jako senator, nie był przesadnym entuzjastą inwigilacji. Ale, wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Guantanamo też było złe i miało zostać zlikwidowane, lecz po przeprowadzce do Białego Domu sprawy się „skomplikowały”. Historia jakich świat zna wiele.

Iluzja bezpieczeństwa, realne ograniczenia wolności

Poświęcenie wolności na rzecz bezpieczeństwa to argument uniwersalny. Sięgają po niego wszelkie rodzaje rządów, od tyranów, przez autokratów, po demokracje. Niestety, nie tylko raz oddanych wolności nie uda się odzyskać, lecz coraz łatwiej przyjdzie okrajanie pozostałych. Dziś ze względów bezpieczeństwa „godzimy się” na monitoring komunikacji elektronicznej. A jutro? Może monitoring naszego życia domowego. Albo koniec wolności prasy i swobody wypowiedzi, bo ktoś mógłby powiedzieć coś, co mogłoby promować coś na kształt radykalnej postawy?

Wolność należy chronić, zapewnić jej – a przez to obywatelom – bezpieczeństwo. Nie czuję się bezpieczniej, gdy ktoś zakazuje mi mówić czy pisać, bo mógłbym nie zmieścić się w narzuconym formacie. Nie czuję się bezpieczniej, gdy NSA czy inne agencje czytają moje mejle, śledzą moje poczynania w Google, na Facebooku etc. Widzę w tym ogromne nadużycie. I obawiam się, że akceptacja tego stanu rzeczy jest bardzo groźnym precedensem. Przyzwolenie tzw. milczącej większości na postępującą inwigilację zagrażają fundamentom demokracji. Czy za dwie dekady nie zacznie nam zagrażać odpowiednik niesławnego irańskiego SAVAKu? Jeszcze kilka poświęceń i kompromisów „ze względów bezpieczeństwa” i nie można wykluczyć mało sympatycznych scenariuszy.

Tym bardziej, że inwigilacja nie zapewnia pełnego bezpieczeństwa. I nie zapewni, chociaż oddalibyśmy całą wolność. Nie jest to możliwe. Zawsze jakiś Carnajew, Breivik (samotny asasyn - czytaj więcej) czy AQIM może przeprowadzić udany atak na dowolnie wybrany cel. Możemy powstrzymać 99 prób, a 100 się – niestety – powiedzie. Decydując się na rezygnację z wolności wybieramy – tak się nam wydaje – hańbę zamiast wojny. A będziemy mieli i hańbę i wojnę.

Zamiast pointy oddam głos prof. Kuźniarowi: „Kraje demokratyczne powinny być wdzięczne Snowdenowi za wskazanie zagrożenia dla demokracji (…) Budzi mój ogromny dyskomfort moralny to, że Snowden znajdzie schronienie najprawdopodobniej w kraju niedemokratycznym lub o demokracji dekoracyjnej. To my, demokracje, nie potrafimy zareagować, zaoferować mu ochrony. To kolejne potwierdzenie, że jest z nami nie najlepiej”.

Piotr Wołejko

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook