Podsumowanie roku

sobota, 01 stycznia 2011

Trudny rok. Pełen katastrof. Zaczęło się na początku stycznia w Haiti. Potężne trzęsienie ziemi unaoczniło światu kruchość haitańskiej państwowości. Bilans tragedii to ponad 200 tys. ofiar i miliony osób żyjących do dziś bez trwałego dachu nad głową. Naprawa Haiti to misja na wiele lat. Misja niełatwa i kosztowna. Czy uda się zakończyć ją sukcesem? Zamieszanie wokół niedawnych wyborów powszechnych (ponowne przeliczanie głosów) nie jest pozytywnym sygnałem.

Haiti, Chile i amerykański Senat

Miesiąc później, pod koniec lutego ub.r., trzęsienie ziemi silniejsze od tego, które zniszczyło Haiti, dotknęło Chile. Jakże rzucała się w oczy różnica w jakości państwa, jego struktur i instytucji. Będące oknem wystawowym Ameryki Południowej Chile nie załamało się pod presją sił natury. Liczba ofiar sięgnęła setek, ale nie setek tysięcy. Straty owszem, były, ale nie da się tego żadną miarą porównać z Haiti. Skoro już jesteśmy przy Chile warto odnotować, iż po raz pierwszy od końca ery Pinocheta (1990 rok) władzę w kraju przejmuje prawica. Nowym prezydentem kraju został bogaty biznesmen Sebastian Pinera. Santiago czeka jednak bardziej zmiana pilota, niż kursu. Do Chile wrócę jeszcze pod koniec podsumowania.

Przechodząc na chwilę do polityki, nie można pominąć trzęsienia ziemi w amerykańskiej polityce wewnętrznej, które wywołało zwycięstwo republikanina Scotta Browna w wyborach uzupełniających do Senatu. Brown zwyciężył w liberalnym stanie Massachusetts i zajął miejsce zajmowane przez dekady przez legendę demokratów - Edwarda Kennedy'ego. Sukces ten był uwerturą do listopadowego zwycięstwa GOP w wyborach do Izby Reprezentantów. Gdyby nie prawicowy radykalizm pod banerem Tea Party, republikanie mogli nawet liczyć na przejęcie kontroli nad Senatem.

Chiny, Turcja, Ukraina, Rosja i Jerozlima

Styczeń to także ostra reakcja amerykańskiego koncernu Google na atak hakerski, jaki przypuściły na niego Chiny. Spodziewałem się poważniejszych konsekwencji tego wydarzenia, ale w sumie z dużej chmury spadł mały deszcz. W lutym zwróciłem uwagę na postępującą rozprawę partii AKP, pod przewodnictwem premiera Turcji Recepa Erdogana, ze strzegącą świeckości republiki armią. Podobno wojskowi szykowali zamach stanu, któremu udało się zapobiec. Drugi miesiąc 2010 roku przyniósł również zmianę warty na Ukrainie. Skompromitowany prezydent Juszczenko zakończył swą żałosną kadencję, a wyrównaną walkę o prezydenturę stoczyli Julia Tymoszenko i Wiktor Janukowycz. Zgodnie z przewidywaniami, wygrał ten drugi. Z jego sukcesem wiąże się ważna lekcja dla Polski.

Dalej, w marcu, mieliśmy zamachy w moskiewskim metrze, które przypomniały o niestabilności rosyjskiego Kaukazu. Już nie tylko Czeczenia stanowi poważny problem, ale także sąsiednie republiki. Wiele kilometrów na południe od Groznego, w Ziemi Świętej, Izrael pokazał Amerykanom, gdzie raki zimują. Wizyta wielkiego przyjaciela Izraela, wiceprezydenta Joe Bidena, była policzkiem nie tylko dla niego, ale dla całej administracji Obamy. Gospodarze powitali Bidena informacją o rozbudowie osiedli żydowskich we wschodniej Jerozolimie. Był to zaledwie początek serii "przyjaznych gestów" Izraela wobec USA. Waszyngton poniósł w 2010 roku całkowitą klęskę w swojej polityce wobec Izraela i tzw. procesu pokojowego.

Smoleńsk i relacje z Rosją

Kwiecień przyniósł straszliwą tragedię w postaci katastrofy prezydenckiego Tupolewa pod Smoleńskiem. Zginął prezydent Polski Lech Kaczyński wraz z małżonką, wszyscy najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego i kilkadziesiąt innych osób. Wydarzenie bez precedensu w dotychczasowej historii, nie tylko Polski, ale całego świata. Również w kwietniu islandzki wulkan o niewymawialnej nazwie sparaliżował na wiele dni ruch lotniczy w Europie, utrudniając m.in. autorowi tego tekstu wyjazd na międzynarodową konferencję w stolicy Katalonii, Barcelonie. Po raz kolejny w tym roku natura pokazała, jak krucha jest cywilizacja stworzona przez człowieka.

W obliczu katastrofy smoleńskiej zastanawialiśmy się, jak będą wyglądać stosunki Polski z Federacją Rosyjską. Jak pokazał czas, przewidywania okazały się słuszne. Ocieplenie przyniosło pewną poprawę, jednak w wielu kluczowych sprawach różnica zdań pozostała. I raczej pozostanie. Chociażby w sprawie przyszłości Ukrainy, która swoją decyzją o przedłużeniu stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie zdawała się pieczętować odwrót z kursu zachodniego.

Powodzie, pożary i nieodpowiedzialna polityka KRLD

Kolejne miesiące, w szczególności lipiec, to kolejne katastrofy naturalne. Podczas gdy tysiące hektarów ziemi, wsie i miasteczka w Rosji trawił nie dający się powstrzymać pożar, północny Pakistan znalazł się pod wodą. Powódź dotknęła ponad 20 milionów ludzi, spośród których spora część straciła dorobek całego życia. W polityce zwróciłem uwagę na możliwość przyciśnięcia Chin do muru ws. coraz agresywniejszej Korei Północnej, a to dzięki ujawnieniu, iż za zatopieniem pod koniec marca 2010 roku południowokoreańskiej korwety Cheonan stał reżim Kim Dzong Ila. Chiny wywinęły się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za swojego klienta, a pod koniec listopada Korea Północna ostrzelała należącą do Południa wyspę Yeonpyeong.

Kłopoty z właściwą reakcją na poczynania północnokoreańskiego reżimu zamknęły słaby dla Chin rok w stosunkach międzynarodowych. W tym kontekście nie można nie wspomnieć o histerycznej wręcz reakcji Pekinu na zatrzymanie przez Japonię kapitana chińskiego kutra rybackiego, który  został zatrzymany za staranowanie japońskich okrętów straży przybrzeżnej. Chiny pokazały tutaj swoją brzydką, nacjonalistyczną twarz i dały dużo do myślenia państwom Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Japonia nie tylko została upokorzona, ale także Chiny wstrzymały jej dostawy tzw. metali ziem rzadkich. Pekin kontroluje ponad 95 proc. ich wydobycia, a nowoczesna japońska gospodarka potrzebuje tychże metali jak człowiek tlenu. Kara była więc surowa.

Alians brytyjsko-francuski, polska polityka zagraniczna i dobre wieści z Chile

Na początku listopada na pierwszy plan wysunęła się Europa, a to dzięki umowie o współpracy obronnej podpisanej przez Francję i Wielką Brytanię. Starzy sojusznicy, broniąc własne siły zbrojne przed cięciami budżetowymi, a także walcząc o utrzymanie wpływów na arenie międzynarodowej, zawarli traktat obronny na najbliższe 50 lat. Skoro jesteśmy już na Starym Kontynencie, rzućmy okiem na Polskę. W pierwszych dniach grudnia ofensywę dyplomatyczną przeprowadził prezydent Bronisław Komorowski, spotykając się z prezydentami Rosji, Niemiec i Ameryki. Natomiast tuż przed Świętami w trudnej sytuacji postawił nas białoruski dyktator Aleksander Łukaszenka, przyznając sobie 80 proc. poparcia w wyborach, a następnie brutalnie tłumiąc demonstracje i pałując swoich kontrkandydatów.

grafika

Na koniec zostawiłem chyba najbardziej pozytywne wydarzenie ubiegłego roku. Nie, nie finał mundialu w RPA, po którym, jako wielki fan Hiszpanii i FC Barcelony, byłem w siódmym niebie. Mam na myśli zakończoną powodzeniem akcję ratunkową w chilijskiej kopalni miedzi San Jose. W połowie października, na oczach miliarda widzów na całym globie, 33 zasypanych pod ziemią górników zostało wyciągniętych na powierzchnię. Spędzili 69 dni na głębokości 700 metrów. Niesamowite wrażenie zrobił na mnie drugi w kolejności uratowany górnik, Mario Sepulveda (na zdjęciu; źródło: mirror.co.uk).

Co przyniesie rok 2011?

Polska w drugiej połowie 2011 roku obejmie przewodnictwo w Unii Europejskiej i obok wyborów parlamentarnych będzie to najważniejsza sprawa. W Chinach szykuje się zmiana u sterów, Hu Jintao i Wen Jiabao w 2012 roku ustąpią miejsca młodszym kolegom z partii komunistycznej. W Ameryce rozpocznie się kampania prawyborcza, której celem będzie wyłonienie rywala dla Baracka Obamy. Europę czeka sporo nerwów związanych z problemami finansowymi państw grupy PIIGS, a także początek batalii o budżet UE na lata 2013-2020.

Z pewnością będzie to ciekawy rok, który mam zamiar dla Was opisywać i analizować. Najważniejsze to dotrwać do grudnia, kiedy Dyplomacja będzie obchodzić swoje piąte urodziny. Możecie sprawić, aby pierwszą pięciolatkę uczcić z przytupem. Bądźcie ze mną, czytajcie Dyplomację, dołączcie do Dyplomacji na Facebooku, zaproście swoich znajomych i, co najistotniejsze, przyglądajmy się razem uważnie temu, co dzieje się na świecie. Dziękuję Wam za udany 2010 rok i liczę, że 2011 będzie przynajmniej nie gorszy od swego poprzednika!

Piotr Wołejko

wtorek, 02 lutego 2010

Czas zamknąć podsumowanie 2009 roku w polityce międzynarodowej. W grudniu ubiegłego roku wydarzeniem numer jeden był szczyt klimatyczny w Kopenhadze, który okazał się porażką dla zwolenników tezy o globalnym ociepleniu. Nie udało się wynegocjować "następcy" wygasającego w 2012 roku protokołu z Kioto, regulującego emisje gazów cieplarnianych. Oprócz klimatu zajmowaliśmy się wschodzącymi potęgami XXI wieku - Chinami i Brazylią, a także współpracą tych dwóch państw.

Zestawienia najważniejszych tematów kolejnych miesięcy ubiegłego roku opierają się na artykułach opublikowanych na niniejszym blogu oraz na portalu Polityka Globalna.

1. Klimatyczne fiasko w Kopenhadze

Blisko dwa tygodnie obrad i praktycznie zero rezultatów. Nie dyskutowano bowiem o rzeczach najważniejszych, a o abstrakcji w postaci emisji dwutlenku węgla, handlu tymi emisjami etc. Jak pisałem we wpisie z dn. 14 grudnia (Zapłaćcie!), potrzebna była dyskusja o przyszłości energetyki, przemysłu czy transportu. Jak wprowadzić nowoczesne technologie na masową skalę, aby efektywniej i z mniejszą szkodą dla środowiska, wykorzystywać źródła energii. Zamiast tego kraje rozwijające się kłóciły się z krajami rozwiniętymi o pieniądze, a dokładniej o to, jak dużo mają dostać te pierwsze od tych drugich. Oczywiście, z jak najbardziej rozmytymi zasadami kontroli nad tym, jak przekazane środki są wykorzystywane.

Przed szczytem zaś w prasie można było znaleźć prześmieszne historie o tym, jak nieekologiczna jest organizacja tegoż szczytu. Jedna z medialnych sensacji dotyczyła limuzyn, które zamiast wykorzystywać nowoczesne technologie były najzupełniej klasyczne.

2. Chiny i ich rola w regionie i świecie

Rosnąca potęga Chin już dziś musi mierzyć się z inną rosnącą potęgą - Indiami. Miliardowe kraje nieuchronnie ze sobą rywalizują, wykorzystując rozmaite narzędzia do wzmocnienia własnych i ograniczenia cudzych wpływów.  Prognozę na przyszłość wzajemnych relacji Chin i Indii przedstawiłem we wpisie Współpraca czy konfrontacja? z dn. 23 grudnia 2009 r.: "Niewiele wskazuje na to, aby fundamentalne spory na linii Dehli-Pekin miały wkrótce doczekać się rozwiązania. Roszczenia terytorialne oraz bliskie stosunki Chin z Pakistanem powodują, że Indie z nieufnością i dużą ostrożnością będą odnosić się do Chin i ich poczynań. Bliska współpraca nie jest wykluczona, ale tylko w dziedzinach, w których interesy obu państw będą zbieżne".

Pekin od pewnego czasu intensywnie rozwija współpracę także z krajami spoza swego najbliższego sąsiedztwa. Bliskie stosunki z Pakistanem pozwalają trzymać w szachu Indie, a także dają perspektywy na projekcję chińskich interesów na Oceanie Indyjskim. Silne zaangażowanie w Azji Centralnej pozwala zapewnić dynamicznie rozwijającej się gospodarce dopływ surowców energetycznych. Inne surowce (choć energetyczne także) napływają także z Afryki, gdzie Chiny są coraz silniej zaangażowane.

W układance nie mogło oczywiście zabraknąć Ameryki Łacińskiej, a jeśli o niej mowa, to kluczowe są stosunki z regionalną potęgą - Brazylią. O jednym z aspektów współpracy chińsko-brazylijskiej, dotyczącej wojskowości - konkretnie marynarki wojennej - pisałem w artykule z 13 grudnia 2009 r. Chiny, przygotowując własny lotniskowiec, zbierają doświadczenia m.in. dzięki pomocy Brazylii, która udostępnia własny lotniskowiec na ćwiczenia dla chińskich marynarzy.

3. Nie zapominać o Brazylii

W artykule Nie tylko Azja z dn. 18 grudnia 2009 r. pisałem: "Pisząc o XXI wieku jako stuleciu Azji dokonuje się pewnego uproszczenia. Pomija się państwa, które już teraz odgrywają istotną rolę w świecie. A będą odgrywać jeszcze większą. Lekko zapomnianym krajem jest m.in. Brazylia. Tymczasem, jest to nie tylko najludniejszy kraj Ameryki Południowej, ale także największa gospodarka regionu".

"Produkt krajowy brutto Brazylii wynosi ok. 1,6 biliona dolarów i jest większy od pozostałych państw południowoamerykańskich razem wziętych" - kontynuowałem, wskazując na ekonomiczną siłę Brazylii. Jak powszechnie wiadomo, potęga gospodarcza przekłada się na potęgę polityczną. Brazylia od kilku lat działa coraz aktywniej, głównie wśród państw tzw. Południa. Regionalnym liderem już jest, rozwija interesy w Afryce, zacieśnia współpracę z Chinami i Indiami.

Oczywiście do statusu globalnej potęgi jeszcze daleko, a przed Brazylią długa i wyboista droga. Cała gama problemów wewnętrznych wymaga jak najszybszego rozwiązania: zorganizowana przestępczość, powszechna korupcja, nieefektywne wydawanie pieniędzy publicznych to tylko wierzchołek góry lodowej. Mimo to należy uznać, że przed Brazylią rysuje się raczej świetlana perspektywa na przyszłość.

Materiał bonusowy

Ostatnie podsumowanie wymaga tekstu wyjątkowego, który trafia w samo sedno działki, którą na tym blogu się zajmujemy. Sądzę, że artykuł Jana Barańczaka zatytułowany Co kręci stosunkami międzynarodowymi? we właściwy sposób zamyka całoroczne rozważania i pozwala powrócić do teraźniejszości.

Dziękuję Czytelnikom za wspólnie spędzony 2009 rok, interesujące komentarze i dyskusje. Jednocześnie zachęcam do kontynuowania przygody z polityką międzynarodową oraz aktywnego uczestniczenia w debacie na tematy zagraniczne, chociażby na tym blogu lub portalu Polityka Globalna.

Piotr Wołejko

piątek, 29 stycznia 2010

Zbliżamy się do finału podsumowania 2009 roku w polityce międzynarodowej. W listopadzie dominował Manifest Realistyczny: Strategia polskiej polityki zagranicznej na XXI wiek - obszerna analiza, której jestem współautorem razem z Janem Barańczakiem z bloga Bookistan. Polskiej dyplomacji dotyczy również wywiad ze Zbigniewem Brzezińskim, który analizowałem na swoim blogu. Trochę w cieniu znajdowały się sprawy globalne, jednak trochę uwagi poświęciliśmy także wizycie Baracka Obamy w Chinach.

Zestawienia najważniejszych tematów kolejnych miesięcy ubiegłego roku opierają się na artykułach opublikowanych na niniejszym blogu oraz na portalu Polityka Globalna.

1. Polska polityka zagraniczna

grafikaListopad to miesiąc refleksji nad polską polityką zagraniczną. Rocznica odzyskania niepodległości była świetną okazją, aby dogłębnie zająć się dyplomacją. Rolą państwa jest przecież realizowanie interesu narodowego także na zewnątrz, tj. wobec państw trzecich. Z drugiej strony, silne państwo to przede wszystkim silna gospodarka. Istnieje bezpośredni związek pomiędzy siłą gospodarczą a "siłą" dyplomatyczną, prestiżem i poważaniem na arenie międzynarodowej. Gdy państwo było słabe, sąsiedzi nie wahali się rozerwać go na strzępy i podzielić między siebie. Rolą wszystkich obywateli razem i każdego z osobna jest zrobić wszystko, co w ich mocy, aby historia nie zatoczyła koła, a polska państwowość nie zaniknęła po raz kolejny.

W tym duchu, przyjmując realistyczne założenia, pisaliśmy wraz z Jankiem Barańczakiem Manifest Realistyczny. Jest to publikacja, jakiej w polskiej blogosferze dotychczas nie było. O wiele poważniejsza od codziennych wpisów na blogach, a także zdecydowanej większości artykułów prasowych. Lektura strategii wymaga czasu i koncentracji dłuższej niż dwuminutowej, klasycznej dla tekstów na blogach. Nie da się jej przeczytać zwracając uwagę na co drugie zdanie w co trzecim akapicie. To tekst dla wytrwałych, ale także poważnych komentatorów. Okazało się, że jest ich niewielu. Manifest stał się więc probieżem jakości blogosfery politycznej w naszym kraju. Test wypadł marnie.

Na zakończenie promocji Manifestu krótki fragment z syntezy tekstu: "Strategia podwójnego zaangażowania jest próbą zdefiniowania otaczającego Polskę świata, określenia priorytetów oraz przedstawienia najlepszego sposobu na ich osiągnięcie. Nasz kraj potrzebuje realistycznej i pragmatycznej strategii polityki zagranicznej, która nie będzie opierać się na rezygnowaniu z potencjalnych sojuszników, ani na naiwnej wierze, że znajdzie się wreszcie ktoś, kto na zawsze da nam bezpieczeństwo, ale na balansowaniu zagrożeń i aktywnym korzystaniu z pojawiających się możliwości".

O polskiej polityce zagranicznej wypowiedział się także Zbigniew Brzeziński, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji prezydenta Jimmy'ego Cartera. Był to głos krytyczny: "Władze w Warszawie muszą prowadzić politykę realizowaną w przemyślany sposób. A ona nie może opierać się na ciągłych oczekiwaniach, że inne kraje pomogą Polsce rozwiązać kwestie, co do których Polska już dawno powinna była zająć konsekwentne stanowisko. I nie chodzi tu o stanowisko typu: „to mi się nie podoba”, „my się tego boimy”, tylko o konkretne działania, by danemu niebezpieczeństwu zapobiec lub przynajmniej zmniejszyć zagrożenie. A o tym bardzo mało słychać. Za to bardzo dużo się ciągle mówi o tym, co inni powinni dla Polski zrobić".

Więcej fragmentów z wywiadu Brzezińskiego dla Rzeczpospolitej oraz moje komentarze do słów politologa we wpisie Brzeziński krytycznie o polskiej dyplomacji z dn. 10 listopada 2009 r. Pisałem wówczas m.in. "Przekonanie o własnej wyjątkowości i roszczeniowa postawa wobec innych państw niejako immunizują nas od podejmowania działań na własną rękę, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Zbyt emocjonalna dyplomacja, przywiązanie do pustych gestów i nieumiejętność właściwej ich interpretacji doprowadzają nas do mylnych wniosków. Gdy prawda wychodzi na jaw, nasze zdziwienie jest ogromne, a często towarzyszy mu zawód oraz bardziej negatywne uczucia, prowadzące do nadużywania określeń takich jak "zdrada ".

2. Wizyta Obamy w Pekinie

grafikaA odbywała się ona w osobliwej atmosferze, podobnej do wizyty zawstydzonego dłużnika w swoim banku: "Paradoksalnie, to rozwijające się Chiny zdają się przemawiać do Stanów Zjednoczonych z pozycji siły. Paradoksalnie, gdyż poza finansowaniem amerykańskiego długu żadne inne przesłanki nie wskazują na zmianę układu sił - globalnego, ani pomiędzy Waszyngtonem a Pekinem. Stany Zjednoczone są oczywiście osłabione tzw. kryzysem finansowym, ale Chiny wcale nie są monolityczną potęgą". Problem mają bowiem bardziej Chińczycy, którzy muszą liczyć na uczciwość swojego dłużnika i życzyć mu sukcesów. W innym wypadku obligacje skarbowe USA okażą się warte mniej niż papier, na którym je wydrukowano.

Po kryzysie finansowym Amerykanie są w takim szoku, że "nie czują się na siłach mówić twardo o tym, czego się domagają". Lista życzeń jest zaś długa, a na jej czele znajduje się sztucznie zaniżany kurs chińskiego juana. Waluta pozwala Chińczykom utrzymać konkurencyjność własnej produkcji. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że bez istotnej rewaluacji juana (urealnienia jego kursu) problemy z bezrobociem w Stanach Zjednoczonych nie będą mogły zostać rozwiązane. Tymczasem Obama, podobnie jak jego poprzednicy, nie jest w stanie twardo postawić tej sprawy w Pekinie. Ba, Obama stracił nawet moralny grunt pod nogami, odmawiając spotkania z Dalajlamą przed swoją wyprawą za Wielki Mur. Cytowane fragmenty pochodzą z wpisu Obama w Chinach z dn. 16 listopada 2009 r.

Materiały bonusowe

To zaszczyt i przyjemność polecać tak świetny reportaż jak Ciężkie życie w Timor-Leste Marka Lenarcika. Tekst niezbyt długi, ale niezwykle treściwy. Drugim wartym uwagi artykułem jest tekst Janka Barańczka zatytułowany 7 iluzji w polityce międzynarodowej. Życzę udanej lektury i jak zwykle zachęcam do komentowania.

Piotr Wołejko

 

grafika: Polityka Globalna

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Nobel dla Obamy, spięcia w stosunkach Turcji z Izraelem oraz nowa strategia afgańska Stanów Zjednoczonych to trzy tematy, które uznałem za najistotniejsze w październiku 2009 r. Obok nich sporo miejsca poświęcono, ponownie, Iranowi i jego programowi atomowemu. Teheran także tym razem pojawi się w podsumowaniu, w polecanym materiale bonusowym. Tymczasem przechodzimy do konkretów. Przypominam, że poniższe zestawienie opiera się artykułach opublikowanych na niniejszym blogu lub portalu Polityka Globalna.

1. Pokojowy Nobel dla Obamy

"John Bolton, były ambasador USA przy ONZ za rządów Georga W. Busha: "Komitet Noblowski nie mógł głosować w naszych wyborach prezydenckich w 2008 roku, więc zdecydował się oddać głos teraz (...) Obama dostał nagrodę za to, że tak bardzo "podoba się" Europejczykom. Dla Republikanów oznacza to, że "miękusy" aż pieją z zachwytu nad cudownym Barackiem, pupilkiem miejscowych mediów, intelektualistów oraz celebrytów" - pisałem w artykule Barack The Peacemaker z dn. 9 października 2009 r.

Krytycy dość mocno uprościli sprawę, jednak trudno nie stwierdzić (przyznał to także Obama), że nagroda została przyznana trochę na wyrost. Dobre chęci i dobre intencje to niewiele, ale Obama dał coś więcej - nadzieję (znowu), na inne, lepsze, opierające się na współpracy stosunki międzynarodowe. Patryk Gorgol na łamach Polityki Globalnej w ciekawy sposób argumentował, że Komitet Noblowski podejmował już gorsze decyzje, przyznając nagrodę  m.in. autorom traktatu z Locarno.

Inny publicysta Polityki Globalnej, Michał Gąsior, tak uzasadniał przyznanie Nobla Obamie: "Odszedł od agresywnej i ekspansywnej polityki swojego poprzednika, który pragnął hegemonii Ameryki w dzisiejszym świecie poprzez ciągły interwencjonizm. Barack Obama od początku swoich rządów odchodzi od tej polityki i wybiera dyplomatyczną drogę rozwiązywania wszystkich problemów i stawia na multilateralizm".

Najważniejsze jest jednak pytanie, czy Pokojowy Nobel ułatwi czy utrudni Obamie prowadzenie polityki zagranicznej? W przywołanym powyżej wpisie Barack The Peacemaker uzasadniałem, że Obamie będzie trudniej: "Dotychczasowa raczej realistyczna polityka zagraniczna z trudem znosi przesadne moralizatorstwo. Nie na darmo niektórzy określają realpolitik mianem politycznego cynizmu. Trudno będzie jednocześnie być trochę cynikiem i trochę moralizatorem".

2. Ochłodzenie stosunków turecko-izraelskich

Od dekad na Bliskim Wschodzie Stany Zjednoczone posiadają dwóch bliskich sojuszników - Izrael i Turcję. Państwa z upływem czasu stawały się także bliskie sobie, współpracując głównie na niwie militarno-wywiadowczej. Ciepłe stosunki zaczęły się jednak ochładzać, a punktem zwrotnym była interwencja izraelska w Strefie Gazy na przełomie 2008 i 2009 roku. Turecki premier Recep Erdogan ostro krytykował postępowanie Izraela, głównie brak poszanowania dla życia cywilów. Izrael odpowiadał, że Ankara jest wątpliwym stróżem moralności, wypominając Turkom politykę wobec Kurdów i Kurdystanu.

W październiku 2009 roku obserwowaliśmy kolejny etap ochłodzenia stosunków turecko-izraelskich. Turcy odwołali międzynarodową część lotniczych ćwiczeń wojskowych "Anatolian Eagle", w których miało wziąć udział m.in. lotnictwo izraelskie. O sprawie pisał w Polityce Globalnej specjalizujący się w sprawach polityki tureckiej Sebastian Pado. Jako nieprawdziwe Pado uznaje twierdzenia o tym, jakoby antyizraelski zwrot tureckiej dyplomacji był wynikiem umocnienia władzy mającej islamistyczne korzenie Partii Sprawiedliwości i Rozwju (AKP) Recepa Erdogana:

"Relatywnie bliskie więzi łączące Izraelczyków i Turków sięgają bowiem zaledwie początków lat 90-tych, podczas gdy o okresie Zimnej Wojny i kolejnych kryzysach dyplomatycznych z tamtego okresu niewielu stara się pamiętać. A szkoda, bo spojrzenie na tamte czasy pozwala zrozumieć, że polityka Erdoğana nie odchodzi zdecydowanie od politycznego konsensusu głównych sil rządzących od lat Turcją" - pisze Pado. W swoim tekście wskazuje, że konieczność zdobycia poparcia konserwatywnych mas utrudnia sympatyzowanie z Izraelem i nawet kemaliści czy nacjonaliści odeszli od "otwartego sympatyzowania z Izraelem".

W innym artykule, zatytułowanym Bliskowchodnia polityka Turcji, Sebastian Pado jasno wskazuje, że zmiana władzy w Republice Tureckiej nie spowoduje drastycznej zmiany w polityce wobec Izraela: "Być może nacjonalistyczna koalicja w mniejszym stopniu czułaby się emocjonalnie związana ze sprawą palestyńską czy światem arabskim i zaakceptowałaby prawo wojska do samodzielnego wyboru partnerów w manewrach wojskowych, poprawiając w ten sposób relacje z Izraelem. Zasadniczo jednak więzy z Iranem, Irakiem i Syrią pozostałyby nienaruszone i uwzględnić to muszą w swoich kalkulacjach izraelscy czy amerykańscy stratedzy. Powrotu do złotej ery współpracy z lat 90-tych bez radykalnej zmiany ukladu sil w regionie w żadnym wypadku nie będzie".

Kolejne miesiące przyniosły tylko kolejne znaki ochłodzenia wzajemnych relacji. Niedawne obcesowe potraktowanie tureckiego ambasadora przez izraelskiego wiceministra dobitnie pokazało, że strony nie szczędzą sobie nawet drobnych, zupełnie niepotrzebnych, złośliwości.

3. Co USA powinny zrobić z Afganistanem?

Odpowiedzi na tak postawione pytanie szukałem w artykule Chaos-istan z dn. 6 października 2009 r. Barack Obama rozważał wówczas, czy i ilu dodatkowych żołnierzy wysłać do Afganistanu. Jego zastępca, Joe Biden, zdradził natomiast, że osobiście byłby raczej za redukcją liczby żołnierzy i postawieniem na operacje sił specjalnych oraz naloty z powietrza (offshore balancing).

Udział w debacie wziął także znany publicysta Fareed Zakaria, który "w połowie września Newseeku wskazał trzy możliwości poprawy bezpieczeństwa w Afganistanie: zwiększyć ilość amerykańskich żołnierzy; zwiększyć ilość afgańskich żołnierzy; zmniejszyć ilość sił przeciwnika poprzez zawieranie z nim układów, przekupywanie itd. Wskazał przy tym na potencjał tkwiący w tym ostatnim rozwiązaniu, przypominając udane zastosowanie tej możliwości w Iraku".

Zakładając, że Amerykanie nie będą okupować Afganistanu przez dłuższy czas, należy postawić kilka pytań: "(...) czy Amerykanie oraz NATO powinni ponosić koszty operacji afgańskiej samodzielnie? Stawiając inaczej pytanie: dlaczego np. Rosja czy Chiny, również zmagające się z radykalnym islamem, nie powinny aktywniej włączyć się w walkę w Afganistanie?". Inne pytania dotyczą Pakistanu, gdzie radykałowie mają się całkiem dobrze. Bez uporządkowania Pakistanu nie będzie sukcesu w Afganistanie - wielokrotnie powtarzany banał nie stracił na aktualności.

Materiał bonusowy

Dziś pragnę polecić artykuł Tomasza Wojdały zatytułowany Irańska ruletka. Autor szeroko ujmuje działania zainteresowanych graczy w obliczu tzw. problemu irańskiego programu atomowego. W artykule znajdują się także linki do innych tekstów publicystów Polityki Globalnej traktujących o Iranie.

Życzę udanej lektury i zachęcam do komentowania.

Piotr Wołejko

piątek, 22 stycznia 2010

Wracamy do podsumowania ubiegłego roku. Wrzesień był miesiącem pełnym refleksji. Rocznica zamachu na World Trade Center zbiegła się z przygotowaniem nowej strategii afgańskiej przez administrację prezydenta Obamy. Zastanawialiśmy się także nad stosunkami polsko-ukraińskimi w prawie pięć lat od Pomarańczowej Rewolucji i zwycięstwa Wiktora Juszczenki w wyborach prezydenckich. Powrócił także temat irańskiego programu atomowego.

Przygotowując podsumowania korzystam z zasobów własnego bloga oraz artykułów opublikowanych na portalu Polityka Globalna.

1.  Afganistan osiem lat po WTC

"Kto byłby na tyle głupi, żeby atakować najpotężniejsze państwo na świecie?!", pytałem we wstępie do rocznicowego artykułu na temat zamachu z 11 września 2001 roku. Konsekwencje wojny w Afganistanie Amerykanie odczuwają do dziś. Szybkie "zwycięstwo" rozzuchwaliło administrację Busha, która parła do kolejnej konfrontacji - z Irakiem. Wizja obalania dyktatorów i demokratyzacji Bliskiego Wschodu za pośrednictwem amerykańskiej potęgi militarnej wydawała się atrakcyjna dla decydentów w Waszyngtonie.

Afganistan, choć szybko udało się rozbić reżim talibów, do dziś stanowi pole walki. Po święcie dziękczynienia prezydent Obama ogłosił, że wysyła do tego kraju dodatkowe 30 tysięcy żołnierzy. Końca walk nie widać. Do tego sytuacja w sąsiednim Pakistanie jest bardzo niestabilna, a na afgańsko-pakistańskim pograniczu od dłuższego czasu trwają regularne walki sił rządowych z rozmaitej maści rebeliantami i bojownikami (pro)talibskimi.

W artykule Afganistan: wojna bez celu pisałem m.in.: "Celem nie może już być budowa demokratycznego ani nawet silnego państwa afgańskiego. Może nim być natomiast powstrzymywanie terrorystów przed przygotowywaniem nowych ataków (...) Stąd nie można wycofać się i zapomnieć o Afganistanie, udając, że wszystko jest cacy. Nie dysponujemy jednak zasobami, a przede wszystkim determinacją, aby naprawić "upadły" Afganistan i postawić go na nogi. Warto już dziś zająć się opracowywaniem strategii wyjścia z Afganistanu".

2. Niewielkie zyski Polski z Pomarańczowej Rewolucji

Zwycięstwo Wiktora Juszczenki zostało powitane w Polsce (w przeciwieństwie do Moskwy) z wielkim entuzjazmem. Spodziewano się, że Ukraina znacząco zbliży się do Europy Zachodniej, a Polska miała być głównym adwokatem Kijowa. Patrząc z perspektywy pięciu lat od Pomarańczowej Rewolucji można śmiało stwierdzić, że nadzieje okazały się płonne, a stosunki polsko-ukraińskie uległy niewielkiej tylko poprawie.

W artykule Polska - Ukraina: stracona pięciolatka pisałem m.in.: "Wiele wydarzeń historycznych pozostaje powodem niezgody obu narodów, a niektóre wywołują żywy sprzeciw i oburzenie. Przyjęta przez władze Polski i Ukrainy taktyka przemilczenia trudnych chwil we wspólnej przeszłości nie przynosi spodziewanych rezultatów. Jak w każdej sytuacji, trudno na kłamstwach, półprawdach i przymuszonej historycznej amnezji zbudować trwałe, zdrowe i silne wzajemne relacje. Nie dość, że jest to kontrproduktywne, to jeszcze daje innym państwom do ręki jak najbardziej uzasadnione argumenty o hipokryzji i braku konsekwencji zachowań Warszawy".

Co więcej, bezpardonowa walka bohaterów Pomarańczowej Rewolucji między sobą oraz z Wiktorem Janukowyczem spowodowała, że Ukraina przez ostatnie pięć lat była w zasadzie sparaliżowana. Niedawna pierwsza tura wyborów prezydenckich pokazała, że najwięcej na nieustannych sporach i woltach politycznych stracił Wiktor Juszczenko. Jego sześcioprocentowe poparcie należy pozostawić bez komentarza.

Rekomendacja dla polskiej dyplomacji, w obliczu lekcji wyciągniętej z prezydentury Juszczenki, jest następująca: "Polska, jeśli nadal będzie uważać, że silniejsze związki z Ukrainą są dla niej kluczowe, powinna utrzymywać intensywne kontakty ze wszystkimi siłami politycznymi na Ukrainie i promować kierunek europejski. Nie jesteśmy w stanie narzucić Ukraińcom naszego punktu widzenia i nie powinniśmy próbować tego robić. Musimy natomiast zrobić wszystko, aby - niezależnie do wyboru Kijowa - utrzymywać z Ukrainą jak najlepsze stosunki. Do tej pory stawialiśmy wyraźnie na jeden obóz, czy nawet jednego polityka".

3. Iran i jego program atomowy - niekończąca się historia

Jeśli brak gorącego newsa, zawsze można napisać o brodatych ajatollahach pracujących nad skonstruowaniem bomby atomowej oraz dzielnych izraelskich żołnierzach, którzy aż palą się do zniszczenia irańskich instalacji nuklearnych. Temat atomu powrócił we wrześniu jednak nie tylko za sprawą ewentualnego izraelskiego ataku, ale z powodu amerykańsko-rosyjskich ustaleń dotyczących Iranu. Amerykanie zrezygnowali z rozmieszczenia w Polsce i Czechach elementów systemu antyrakietowego, Moskwa zaś miała wywrzeć wpływ na Teheran i skłonić Persów do ustępstw.

"Wielokrotnie pisałem już na łamach niniejszego bloga, że wiara w możliwość wywarcia istotnego (ergo skutecznego) nacisku na Teheran przez Moskwę jest złudna i nie należy przeceniać rosyjskich wpływów w islamskiej republice". Przytoczony fragment pochodzi z artykułu Raz jeszcze o wpływie Rosji na Iran opublikowanego dnia 17 września 2009 r. Rosji nie zależy na załatwieniu sprawy irańskiego programu atomowego po myśli Amerykanów. Moskwa ma po temu kilka powodów.

Rosja "trzyma Iran z daleka od swojego miękkiego kaukaskiego podbrzusza", czerpie także doraźne korzyści gospodarcze z izolacji Iranu, ale "przede wszystkim odcina groźnego konkurenta od europejskiego rynku energetycznego". Zachód, z oczywistych powodów, nie może układać się z Iranem. Rosjanie tymczasem de facto kontrolują irańskie złoża surowców energetycznych (przynajmniej w kwestii blokowania kierunku Zachodniego), prowadzą dobre interesy gospodarcze z Iranem, zarabiają na sprzedaży Iranowi uzbrojenia. Każde zamieszanie na Bliskim Wschodzie podbija także cenę ropy naftowej (w konsekwencji także gazu ziemnego), dzięki czemu rosyjski skarbiec szybciej zapełnia się dolarami. W podobnym tonie wypowiada się na łamach Polityki Globalnej Maciej Pawłowski.

Więcej o irańskim programie atomowym i jego konsekwencjach w artykule Irak czy Iran?

Materiał bonusowy

Dzisiaj polecam artykuł Tomasza Wojdały z bloga Rossija zatytułowany Rosja według Miedwiediewa. Autor analizuje artykuł rosyjskiego prezydenta Go Russia!

Zachęcam do podzielenia się w komentarzach refleksjami dotyczącymi powyższych tematów i artykułów, a także wskazania własnych propozycji lipcowych wydarzeń, o których powinniśmy pamiętać.Wcześniejsze podsumowania: styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec, lipiec, sierpień.

Piotr Wołejko

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook