Wpisy z tagiem: polityka zagraniczna

niedziela, 15 kwietnia 2012

Pakistański parlament bez głosu sprzeciwu przyjął nowe wytyczne dla rządu w zakresie polityki zagranicznej, w szczególności stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, NATO oraz ISAF [czytaj w PDF]. Co wynika z tego dokumentu dla relacji pakistańsko-amerykańskich i dla pakistańskiej dyplomacji?

Najpierw wyciąg z wytycznych:

  1. Pakistan jest bardzo zirytowany naruszaniem swej suwerenności przez siły amerykańskie, w szczególności samoloty bezzałogowe dokonujące licznych ataków na terytorium kraju.
  2. W związku z powyższym wszelkie ataki dronów powinny zostać wstrzymane. Podobnie jak infiltracja pakistańskiego terytorium, pod jakimkolwiek pretekstem, w szczególności w tzw. pościgu (za rebeliantami z Afganistanu). Co więcej, przestrzeń powietrzna Pakistanu nie może być wykorzystywana do transportu uzbrojenia do Afganistanu.
  3. Pakistan domaga się równoprawnego do Indii traktowania w sprawie programu nuklearnego i broni jądrowej. Wyjątek uczyniony przez USA, a następnie wspólnotę międzynarodową dla Indii zmienił układ sił na niekorzyść Pakistanu.
  4. Amerykanie/NATO/ISAF powinni przeprosić za atak z końca listopada 2011 r., w którym zginęło 24 pakistańskich żołnierzy. Winni powinni zostać osądzeni.
  5. Zakazuje się podejmowania przez władze państwowe jakichkolwiek decyzji dotyczących bezpieczeństwa narodowego w formie ustnej. Dotychczasowe decyzje i umowy podjęte w tej formie tracą swą moc. Tworzy się specjalną procedurę zawierania umów z zakresu bezpieczeństwa narodowego. Zakładają wgląd parlamentu w treść umów oraz jej przedstawienie w obu izbach parlamentu.
  6. Zakazuje się prowadzenia jawnych oraz tajnych operacji [przez strony trzecie – przyp. P.W.] na terytorium Pakistanu.
  7. Zakazuje się działalności kontraktorów (operatorów) prywatnych firm wojskowych lub wywiadowczych.
  8. Zakazuje się tworzenia zagranicznych baz wojskowych na terytorium Pakistanu.
  9. Konflikt w Afganistanie może być rozwiązany tylko drogą pojednania narodowego w procesie, na czele którego staną sami Afgańczycy.
  10. Celem pakistańskiej dyplomacji powinno być utrzymanie przyjaznego i bezpiecznego sąsiedztwa.
  11. Pakistan powinien aktywnie działać w kierunku realizacji projektów budowy gazociągów z Iranu i Turkmenistanu.
  12. Pakistan powinien aktywnie dążyć do uzyskania stałego członkostwa w Szanghajskiej Organizacji Współpracy.

Pakistańscy legislatorzy wspominają też o pogłębianiu strategicznych więzi z Chinami, pokojowej koegzystencji z Indiami, bliższej współpracy z Rosją i Unią Europejską. Jak zwykle, koncert życzeń w kierunku wszystkich głównych graczy, nie zapominając o świecie islamu, Radzie Współpracy Zatoki oraz krajach ASEAN. Pakistan zgadza się również na przywrócenie lądowej drogi zaopatrzeniowej dla sił ISAF/NATO, jednak planuje podnieść opłaty.

Pakistańska narracja

grafikaIslamabad dobrze wpasował się ze swoimi żądaniami pod adresem USA. Amerykanie wraz z NATO podtrzymują, iż do końca 2014 r. zamierzają wycofać zdecydowaną większość/całość sił z Afganistanu. Bez Pakistanu i jego wpływów po zachodniej stronie granicy nie uda się osiągnąć nawet szkieletowego porozumienia. Pakistan zabezpiecza swoje tyły, strategiczną głębię, chociażby poprzez utrzymywanie ugrupowania Hekmatjara czy wstrzymywanie się z operacjami wojskowymi w Północnym Wazyrystanie, bezpiecznej przystani talibów. Pakistan nie może pozwolić na wzrost wpływów Indii w Afganistanie, nie chce też pozwolić Ameryce na ułożenie spraw w Kabulu po swojemu. Pozytywny przekaz jest jasny – Afganistan ma być skrojony pod pakistańskie potrzeby i interesy. Nie jest to nic nowego, ale Zachód jakoś nie może tego zrozumieć.

Kwestia suwerenności od dawna denerwowała Pakistan i teraz sprawa wydaje się być postawiona na ostrzu noża. Wszystko skomplikował też rajd na Abbottabad z maju zeszłego roku, w wyniku którego Navy Seals zabili Osamę bin Ladena. Zaprzestanie ataków dronów mocno ograniczy możliwości eliminowania liderów talibskich bojówek. Z drugiej strony, ich eliminacja niewiele daje, gdyż zawsze ktoś zajmuje miejsce dotychczasowego lidera. A rebelia toczy się talej.

Pakistan pozycjonuje się w omawianym dokumencie na kraj pokrzywdzony przez długoletnią wyniszczającą wojnę z terrorem. Liczy na koncesje handlowe i pomoc. Amerykanie od lat wspierają Islamabad, w szczególności pakistańską armię. Przy skali potrzeb to na pewno niewiele, lecz obecnie panuje słaby klimat na wspieranie Pakistanu.

Ważny fragment wytycznych to deklaracja, iż pakistańskie terytorium nie powinno być wykorzystywane do jakichkolwiek ataków na inne kraje. Warto przypomnieć w tym miejscu o zamachach w Bombaju z listopada 2008 r., które zostały przeprowadzone przez pakistańskich terrorystów. Czy ta deklaracja dotyczy także takich przypadków? Czy Pakistan zajmie się wspieranymi przez lata terrorystami na poważnie? Do tej pory bywali przydatni w asymetrycznym konflikcie z Indiami.

Rząd Pakistanu powinien prowadzić politykę zagraniczną zgodnie z opisanymi wyżej wytycznymi. Wygląda na to, że będzie ona bardziej asertywna. Główne wektory nie mogły się zmienić – kierunek Chiny to podstawa. Dalej trudne, ale nadal opłacalne (głównie finansowo) relacje z Ameryką. Odbudowa zaufania i stabilizacja relacji z Indiami. Próba wyjścia na UE i Rosję oraz GCC i ASEAN. Wątpliwe, by Islamabad było stać na tak szerokie, a do tego skuteczne działania.

Odwrót z Afganistanu

Dla USA/ISAF/NATO pakistańskie wytyczne to kolejny sygnał, iż należy zwijać manatki z Afganistanu. Islamabad gra i będzie grał pod siebie, a ponoszone przez Zachód koszty mało go obchodzą. Co więcej, prawdziwy cel wojny w Afganistanie, czyli terroryści spod znaku Al-Kaidy, znajduje się aktualnie w Jemenie, Algierii czy Mali (Azawad, AQIM) bądź Somalii (al-Shabab) i wypadałoby skupić uwagę i zasoby na tych właśnie miejscach.

Piotr Wołejko



grafika: geotauaisay.com

niedziela, 26 lutego 2012

Równo za tydzień, w przyszłą niedzielę, Rosjanie wybiorą Władimira Władimirowicza Putina na prezydenta Federacji Rosyjskiej. Po czteroletniej przerwie w urzędowaniu na Kremlu, Putin wraca na szczyt władzy. Choć de facto nigdy go nie opuścił, nadzorując Dmitrija Miedwiediewa z rosyjskiego Białego Domu - siedziby premiera.

Jak donosi z Moskwy dla portalu NaTemat.pl Wiktor Bater, sondaże przeprowadzone przez Centrum Jurija Lewady nie pozostawiają wątpliwości co do wyniku wyborów. Przy frekwencji na poziomie ok. 60% Władimir Putin zdobędzie blisko 2/3 głosów, deklasując swoich "rywali" (komunista Ziuganow, nacjonalista Żyrinowski, oligarcha Prochorow, psuedoopozycjonista Mironow) i zastąpi tymczasowego prezydenta Miedwiediewa, zainstalowanego na Kremlu tylko po to, by nie zmieniać konstytucji (ograniczającej liczbę kadencji z rzędu do dwóch). W międzyczasie wydłużono prezydencką kadencję z 4 do 6 lat, co oznacza, iż Putin może rządzić nawet do 2024 roku.

Putin 2018 czy 2024?

Mogę się w swoich przewidywaniach mylić, co sprawdzimy najdalej za sześć lat, jednak moim zdaniem Putin nie dociągnie do wspomnianego wyżej 2024 roku. Jego rządy potrwają do 2018 roku, a być może będzie musiał oddać władzę (przynajmniej oficjalnie) przed tym terminem. Dlaczego? Może trochę naiwnie, jednak wierzę, iż protesty po zeszłorocznych wyborach do Dumy oznaczają początek końca obecnego systemu władzy. Oferowany przez Putina et consortes układ, w którym obywatele mają zapewnioną stabilność polityczną i bezpieczeństwo gospodarcze, a w zamian nie angażują się w politykę, powoli wygasa. Kreml nie jest w stanie zapewnić ani stabilności ani bezpieczeństwa, a ogromne zyski z ropy naftowej w niewielki sposób poprawiają warunki bytowe ponad 100-milionowej populacji.

grafika

źródło: Wikimedia Commons

Stąd też Putin próbuje zastosować taktykę "nowego otwarcia", zapowiadając liczne i dość odważne reformy (liberalizacja gospodarcza i polityczna, m.in. przywrócenie powszechnych wyborów gubernatorów w częściach składowych Federacji Rosyjskiej) nakierowane na modernizację kraju i rozwój gospodarczy. Niestety, dotychczasowa praktyka rządów Putina i "interrexa" Miedwiediewa pokazuje, że za wielkimi słowami nie podążają czyny. W swoim inauguracyjnym wystąpieniu prezydenckim Miedwiediew zapowiadał, iż najważniejsze dla niego będzie przestrzeganie prawa i powstrzymanie nihilizmu prawnego, niszczącego państwo. Nic takiego nie nastąpiło. Wszelkie inicjatywy liberalizacyjne Miedwiediewa były powstrzymywane przez Putina lub, co bardziej prawdopodobne, były odgrywane przez prawnika z Petersburga na zasadzie dobry glina - zły glina.

Czego spodziewać się po prezydencie Putinie?

Co może zaserwować Rosjanom i światu powracający na Kreml Władimir Putin? Odgrzewane kotlety, które wszyscy dobrze znają. W polityce zagranicznej zaostrzenie kursu wobec Zachodu i koniec resetu ze Stanami Zjednoczonymi. Rękę Putina widać wyraźnie już w podejściu Moskwy do Syrii - Rosjanie są najwierniejszymi obrońcami masakrującego swoich obywateli dyktatora Baszara Asada. Nic więc dziwnego, że protestujący Syryjczycy wykrzykują, że ich rewolucja dotrze także do Moskwy. W dyplomacji Putin nie będzie bawił się w subtelności, a głosy obrońców praw człowieka zbędzie ironicznym uśmiechem. Za rządów Putina żadne kolorowe rewolucje już nie przejdą. Warto przy tym dodać, że gaz nadal będzie odgrywał istotną rolę w polityce zagranicznej, stanowiąc kluczowy instrument rosyjskiej dyplomacji. Po udanym zakończeniu budowy Nord Streamu Putin postawi teraz na South Stream, co przy nieustannych problemach gazociągu Nabucco nie będzie specjalnie trudne.

W polityce wewnętrznej nie będzie żadnego poluzowania dla opozycji. Wykluczenie z udziału w wyborach prezydenckich Grigorija Jawlińskiego z Jabłoka pokazuje, że Putin zamierza mieć wszystko pod kontrolą. Pełną kontrolą. Widać jednak, że Rosjanie coraz mniej obawiają się represji i decydują na wyjście na ulice. Protestów może być więcej i będą gromadziły więcej demonstrantów. Skąd takie przekonanie? Jak pisałem wyżej, Putinowi trudno przychodzi wywiązanie się ze swojej części umowy, czyli zapewnienie bezpieczeństwa gospodarczego, socjalnego. Do tego cały czas pogarsza się sytuacja na Kaukazie, gdzie trwa coś na kształt wojny partyzanckiej lokalnej muzułmańskiej społeczności z rosyjskim okupantem.

Niepewna przyszłość

Z rozwoju zdarzeń nie może być zadowolony Michaił Chodorkowski, były szef Jukosu i osobisty więzień prezydenta-premiera Putina. W 2010 roku został on skazany na kolejne sześć lat więzienia (został aresztowany w 2003 roku i od tego czasu jest pozbawiony wolności). Powrót Putina na Kreml oznacza dla niego, że nadal będzie tkwił za kratami. Ponieważ sprawa ma charakter osobisty, Putin nie dopuści do wyjścia Chodorkowskiego na wolność. Skoro teraz siedzi on za kradzież 350 milionów ton ropy, to w okolicach 2015 roku przedstawi się mu jeszcze bardziej absurdalne zarzuty.

W rosyjskiej suwerennej demokracji wyniki są znane na długo przed dniem wyborów. Możemy być pewni, że Putin w dniu 4 marca odniesie pewne zwycięstwo w pierwszej turze i powróci na Kreml. W żaden sposób nie przybliży to jednak Rosji do rozwiązania poważnych problemów, które trapią ten kraj. Zamiłowanie rosyjskiego społeczeństwa do stabilizacji i pokoju może poprowadzić kraj w zupełnie przeciwnym kierunku.

Piotr Wołejko

poniedziałek, 05 grudnia 2011

Dziś publikuję przedruk mojego artykułu opublikowanego w tygodniku "Polska Zbrojna" (48/2011) z myślą o tych, którzy nie mogli przeczytać tekstu w wersji drukowanej. Jednocześnie zachęcam do zakupu najnowszego numeru "Polski Zbrojnej" (50/2011), w którym znajdziecie mój artykuł zatytułowany "Wojna na pustyni", poświęcony skomplikowanej sytuacji wewnętrznej w Algierii.

Dwudzieste pierwsze stulecie ma być wiekiem Azji. Jednak nie tylko kraje Dalekiego Wschodu będą dynamicznie się rozwijać i rosnąć w polityczną siłę. Nie można pominąć takich państw jak Turcja, RPA czy Brazylia, które już dziś pretendują do miana regionalnych mocarstw. Najsilniejsze z tego grona jest najludniejsze i największe państwo Ameryki Południowej. I będzie o nim najgłośniej, ponieważ w najbliższych latach będzie gospodarzem Mistrzostw Świata w piłce nożnej (2014 r.) oraz letnich Igrzysk Olimpijskich (2016 r.). Te dwa wydarzenia sprzyjają modernizacji kraju rządzonego przez pierwszą w historii kobietę-prezydent - Dilmę Rouseff, wybraną w 2010 roku następczynię popularnego Luli da Silvy.

Siódma gospodarka świata

grafikaProdukt krajowy brutto Brazylii wynosi ok. 2,1 biliona dolarów i jest większy od pozostałych państw południowoamerykańskich razem wziętych, a dwa razy większy od meksykańskiego. Brazylia jest siódmym najbogatszym państwem świata, z dużymi szansami na szybki awans na piątą pozycję i wyprzedzenie Wielkiej Brytanii i Francji. Kryzys dotknął także Brazylię, a 2009 rok kraj zakończył na delikatnym (ok. 0,65%) minusie. Ubiegły rok zakończył się jednak 7,5% wzrostem, a w obecnym gospodarka urośnie o niemal 4%. Brazylijskie rolnictwo kwitnie, przemysł rośnie w oczach, a jakby tego było mało, trwają przygotowania do eksploatacji potężnych (ok. 10 miliardów baryłek) złóż ropy naftowej, położonych kilka kilometrów pod dnem Atlantyku. W ciągu kilku lat Brazylia stanie się czołowym eksporterem ropy naftowej. Państwowa spółka wydobywcza Petrobras jest najbardziej wartościową marką regionu i 61. na świecie. W innym sektorze, lotniczym, Embraer znalazł sobie niszę pomiędzy gigantami branży - Airbusem i Boeingiem.

Z boomu gospodarczego korzysta też największa na kontynencie latynoamerykańskim, licząca ponad 300 tys. żołnierzy armia. W roku 2010 budżet wojskowy wyniósł 2,6% PKB. Brazylia podpisała umowy o strategicznym partnerstwie z Francją i Rosją, zbliżyła się także do Stanów Zjednoczonych (kolejna umowa, tym razem dotycząca współpracy wojskowej), otwierając sobie tym samym drzwi do zakupów u tych czołowych producentów uzbrojenia. Francja sprzedaje Brazylii sześć okrętów podwodnych o napędzie nuklearnym, Rosjanie liczą na sprzedaż takich okrętów o napędzie konwencjonalnym. Amerykanie i Francuzi ostrzą sobie zęby na duży kontrakt na zakup kilkudziesięciu samolotów bojowych, jednak jego rozstrzygnięcie przełożono najwcześniej na 2012 rok. Swoją armię Brazylia wykorzystuje w licznych misjach zagranicznych pod banderą ONZ (Haiti, DRK) oraz zabezpieczając własne interesy w Amazonii, chroniąc liczącą ponad 16 tys. km. granicę lądową. Brazylia jest też czynnikiem stabilizującym w regionie, paraliżując swoją potęgą wszelkie posunięcia prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza.

Przechył na Południe

Brazylijczycy są zainteresowani kooperacją w dziedzinie technologii kosmicznych oraz nuklearnych, zamierzają w tym celu współpracować m.in. z Rosją. Zainteresowanie akurat tymi dziedzinami pokazuje skalę ambicji oraz rosnące możliwości Brasilii. A te są coraz większe również na arenie międzynarodowej. Zdaniem badaczki Kellie Meiman z think-tanku Center for American Progress: "Brazylia uczy się w bezprecedensowy sposób balansować sensowną dyplomację handlową z dyplomacją polityczną". Głównym partnerem handlowym kraju jest Unia Europejska, a spośród państw – Chiny. Brazylijska polityka handlowa służy, jak twierdzi Matias Spektor, ekspert z brazylijskiego centrum badawczego CPDOC, "nie tylko bogaceniu się państwa, ale także uczynieniu go silniejszym”.

Brazylia jest nastawiona na rozwijanie współpracy z krajami tzw. Południa: azjatyckimi i afrykańskimi. Uczestniczy w prestiżowym klubie BRIC(S), wraz z Rosją, Indiami i Rosją (ostatnio dokooptowano do grupy Republikę Południowej Afryki). Należy też podkreślić ostrożność prezentowaną przez Brazylię w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi. Pozwala to Brazylii odgrywać rolę pośrednika pomiędzy krajami Ameryki Południowej a USA, a także utrzymywać poprawne lub dobre relacje z antyamerykańsko nastawionymi rządami, chociażby takimi jak Wenezuela. Brazylijczycy są bardzo wyczuleni na wszelkie oznaki służalczości wobec Ameryki.

Prawdziwie globalne mocarstwo

Rosnąca gospodarka zwiększa apetyt do odgrywania istotniejszej roli w świecie. Zdaniem Davida Rothkopfa, specjalisty ds. międzynarodowych: "Brazylia nie chce być dłużej postrzegana wyłącznie jako największe państwo Ameryki Łacińskiej". Podobnie uważa Paulo Sotero z think-tanku Wilson Center: "Brazylia chce, aby jej głos był słyszalny na arenie międzynarodowej". Dlatego też Brazylia domaga się uznania zwiększenia swej roli w międzynarodowych instytucjach, takich jak Rada Bezpieczeństwa ONZ (uzyskanie statusu stałego członka tego gremium) czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Zeszłoroczna próba, podjęta wraz z innym wschodzącym mocarstwem – Turcją, rozwiązania problemu irańskiego programu nuklearnego pokazuje, że Brazylia zaczyna zachowywać się jak świadomy swej siły podmiot na arenie międzynarodowej. Dziś Brazylijczycy krytykują politykę monetarną Stanów Zjednoczonych i rozważają udział w ratowaniu strefy euro, stojąc w jednym szeregu z takimi państwami jak Chiny czy Japonia. A to dopiero początek.

Piotr Wołejko

 

grafika: paraibaparadise.com

czwartek, 13 października 2011

(…) to Putin, a nie Dymitr Miedwiediew stał za pomysłem polepszenia stosunków z Warszawą. Co więcej, Putin zrozumiał trochę z polskiej specyfiki, pojął że psychologiczna relacja Polaków do Rosjan jest skomplikowana, że to jest coś na kształt syndromu „kocham i nienawidzę. I zrozumiał, że polityką gestów w sferze symbolicznej można w relacjach z Polską sporo uzyskać.” – powiedział w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Dymitr Babicz, komentator rosyjskiej agencji RIA-Nowosti, komentując wyniki wyborów w Polsce.

To niezwykle ważne zdanie umknęło, czego można się było spodziewać, w nawale „ważniejszych” spraw typu: żegnamy Napieralskiego, Kalisz za niego? Kaczyński albo śmierć, itp. Warto się jednak nad wypowiedzią Babicza pochylić, gdyż dotyczy ona nie tylko polskiej polityki wobec Rosji, ale generalnie polskiej dyplomacji.

Z góry uprzedzam, że nie traktuję poważnie twierdzeń, podzielanych przez istotną część rodzimej sceny politycznej, iż Polska stanowi niemiecko-rosyjskie kondominium. W związku z tym, pominę w swojej analizie ten abstrakcyjny pogląd.

Za garść dolarów

Powtórzmy, co powiedział Dymitr Babicz. Twierdzi on, że Putin „(…) zrozumiał, że polityką gestów w sferze symbolicznej można w relacjach z Polską sporo uzyskać”. Czy nie brzmi to znajomo, jeśli weźmiemy pod uwagę stosunki z innym mocarstwem? A jak zachowujemy się w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi? Ostatnio ulega to stopniowej poprawie, jednak miniona dekada to niemalże wasalny stosunek każdego rządu Rzeczypospolitej Polskiej wobec Stanów Zjednoczonych.

grafikaAfganistan, Irak, wybór samolotu wielozadaniowego, tarcza antyrakietowa, Patrioty – to główne przykłady, rzekłbym nawet case’y, pokazujące to, jak bardzo zawierzyliśmy Amerykanom, nie żądając w zamian żadnych konkretów. Co ciekawe, to opcja polityczna wzywająca do zwinięcia białej flagi, zaprzestania prowadzenia polityki zagranicznej na czworakach i zakończenia „kłaniania się w pas” obcym mocarstwom prowadziła względem USA politykę według krytykowanych przez siebie zasad. Co więcej, robiła to z pozycji moralnej wyższości nad resztą sceny politycznej, reprezentującej jej zdaniem „Targowicę”, uzasadniając brak jakiekolwiek asertywności wobec USA twierdzeniem, iż strategiczny sojusz z Ameryką jest tego wart.

Każdy rząd, ogłaszając wszem i wobec, że zależy mu na uprzywilejowanych relacjach z USA, przy oczywistej dysproporcji sił i możliwości, skazywał się na rolę proszącego o nadanie przywileju petenta. Gdy minister Sikorski pojechał do Waszyngtonu z pakietem „żądań” w sferze modernizacji uzbrojenia polskiej armii, w stolicy USA uniesiono brwi w zadumie, a następnie odprawiono ministra z kwitkiem i kilkoma przestarzałymi Herculesami, które po dość kosztownym remoncie mogą nam szczęśliwie służyć przez wiele lat.

Dobry, zły i brzydki

Nie uzyskaliśmy nic konkretnego w zamian za udział w misji w Afganistanie, a tkwimy w tym kraju do dziś podporządkowując nasze interesy zmiennej, i do niedawna całkowicie niejasnej strategii Stanów Zjednoczonych. Wyprawa iracka również nie przyniosła nam spodziewanych profitów. Za bycie „strategicznym sojusznikiem” dostaliśmy slogan „You forgot Poland” podczas walki o Biały Dom między Bushem juniorem a demokratycznym senatorem Kerrym. Tarcza antyrakietowa, która przez dłuższy czas była cierniem w oku Rosji, została przesunięta na dalszą przyszłość (druga połowa tej dekady), a Polska zyskała rotacyjny pobyt jednej baterii przeciwrakiet Patriot – w wersji szkoleniowej.

Amerykanom do pozyskania Polski do realizacji amerykańskich interesów wystarczyło kilka komplementów, na które Polacy są bardzo łasi. Nic dziwnego, że tak utalentowany polityczny gracz, jakim bezsprzecznie jest Władimir Putin, dostrzegł tę prawidłowość i postanowił ją wykorzystać dla swoich celów. Najbardziej spektakularnym przykładem zmiany atmosfery na linii Warszawa-Moskwa było porzucenie Litwy na placu boju, gdy ważyły się losy układu Rosji z Unią Europejską. Kilka gestów Putina, spośród których najbardziej pamiętany jest udział w ceremonii ku pamięci obrońców Westerplatte w ubiegłym roku, pozwoliło Moskwie przywrócić relacje z Polską do stanu względnej normalności. Warto pamiętać, że gesty pojawiły się dopiero po wyborach z 2007 roku, w których antyrosyjski PiS został odsunięty od władzy. 

Za kilka dolarów więcej

Wydźwięk powyższych akapitów mógłby wprowadzić Czytelnika w fatalny nastrój. Oto obce mocarstwa przy użyciu kilku masek z ładnym uśmiechem rozgrywają swoje interesy kosztem umęczonej Ojczyzny. Należy w tym miejscu poczynić istotne uwagi:

  • Po pierwsze, w porównaniu do Rosji i USA jesteśmy krajem słabym i niezbyt ważnym, który musi dostosować swoje interesy do możliwości ich realizacji;
  • Po drugie, serdeczne relacje z Rosją nam nie grożą, gdyż mamy zasadniczo odmienne interesy w regionie i w Europie. Stąd powinniśmy współpracować tam, gdzie da się cokolwiek osiągnąć, nie wybrzydzając przy tym na ustrój polityczny panujący w Rosji. Natomiast sprzeciwiać się pomysłom, które nie są nam na rękę;
  • Po trzecie, dla Stanów Zjednoczonych nie stanowimy punktu odniesienia i nie będziemy go stanowić (choć innego zdania jest szef Stratforu George Friedman w swojej książce „Następne 100 lat”). Amerykanie wrzucają nas do jednego worka z Europą, Unią Europejską i jako część tej Europy powinniśmy z nimi rozmawiać. Pozycjonowanie się na lidera regionu czy najbardziej proamerykański kraj kontynentu jest bezcelowe i nieskuteczne. Jeśli natomiast chcemy coś w relacjach z USA zyskać, to trzeba to sprecyzować w rozmowach i walczyć. Wymaga to jednak zmiany paradygmatu, według którego „Ameryce się nie odmawia”;
  • Po czwarte, polska dyplomacja powoli wychodzi z okresu, w którym pogłaskanie nas po głowie zastępowało twarde efekty rozmów z innymi państwami. Pokazujemy w Unii Europejskiej, że coraz sprawniej przychodzi nam budowanie koalicji blokujących, ale także pozytywnych, nastawionych na stworzenie czegoś, na czym nam zależy. Nie klęczymy już przed USA, w czym pomogło nam zrozumienie (wreszcie!), że dla Ameryki najważniejszy jest teraz Pacyfik i tam skupiają się jej interesy. Pozbywamy się też, opornie to idzie, ale jednak, przekonania o naszej wyjątkowości, predestynującej nas do otrzymywania od innych czegoś za darmo. Nic nam się nie należy, dopóki tego nie wywalczymy. Dziś walczymy korzystając z dyplomatów, traktatów i instytucji, lecz musimy pamiętać, że dyplomacja to przedłużenie wojny, prowadzonej tylko innymi metodami.

Życzyłbym rządowi, dyplomatom i nam wszystkim, aby epoka działania w zamian za ładny uśmiech czy klepnięcie po plecach definitywnie odeszła w przeszłość. Ładne uśmiechy i klepanie po plecach ładnie wyglądają na zdjęciach ze spotkań liderów państw, natomiast za kulisami toczy się normalna walka o interesy. Nie zawsze, a w zasadzie bardzo rzadko, udaje się osiągnąć maksimum. Trzeba to zrozumieć, a tyczy się to głównie opinii publicznej – oceniającej „dzięki” mediom wszystko w kategorii „sukcesu” bądź „klęski”. W dyplomacji króluje stan pośredni, który słabo sprzedaje się w mediach.

Piotr Wołejko

 

grafika: naszrynek.pl

piątek, 30 września 2011

Partnerstwo Wschodnie to inicjatywa, której celem jest europeizacja państw wchodzących dwie dekady temu w skład Związku Radzieckiego: Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdowy i Ukrainy. Inicjatywa powstała dzięki Polsce i Szwecji (przy wsparciu Niemiec) realizuje geopolityczny paradygmat, zgodnie z którym jeśli chcesz cieszyć się dobrobytem we własnym domu, zadbaj też o dobrobyt u sąsiadów.

Zła prasa Partnerstwa

grafikaKrytyka Partnerstwa Wschodniego (PW) i wieszczenie jego upadku są ostatnimi czasy w modzie. Podobno to nie jest dobry czas dla PW, ponieważ ważniejsze są wewnętrzne problemy UE (strefa euro!) oraz spadek po arabskiej wiośnie. Co więcej, partnerzy ze wschodu niekoniecznie wywiązują się z pokładanych w nich nadziei. Na Białorusi, wiadomo, Łukaszenka gra o przetrwanie; Armenia i Azerbejdżan są śmiertelnymi wrogami (Górski Karabach); Gruzja nie pozbierała się po sierpniowej wojnie z 2008 roku; Ukraina przechyla się raz na Zachód (umowa stowarzyszeniowa), raz na Wschód (proces i aresztowanie byłej premier Julii Tymoszenko). Same klęski? Czas zwijać interes?

Jeśli myślimy kategoriami dzisiejszych mediów, dla których warte uwagi i czasu antenowego są tylko spektakularne sukcesy (na mniejsze nie ma miejsca) bądź klęski, a sprawy ważne dziś są już zupełnie zapomniane po jutrze, Partnerstwo Wschodnie nigdy nie będzie projektem z naszej bajki. Trzeba pamiętać, że PW to inicjatywa z połowy 2009 roku, której cele są bardzo długofalowe. Rozliczanie Partnerstwa już dziś jest przedwczesne i nierozsądne, podobnie jak grzebanie innej cennej inicjatywy, jaką jest Trójkąt Weimarski. Oba mechanizmy mają głębokie uzasadnienie geopolityczne, jednak mogą nie być we właściwy sposób wykorzystywane. Przy PW trudno już teraz dokonać oceny.

Więcej realizmu = więcej sukcesów

Przy analizowaniu PW trudno uciec od stanowiska Rosji wobec tego projektu. Moskwa odebrała go negatywnie. Uznaje, po części słusznie, iż Unia próbuje wepchnąć się politycznie na obszar tradycyjnie zdominowany przez Rosję. Odbiera to jako grę o sumie zerowej, w której każdy zysk Unii oznacza stratę po stronie Rosji. Jakkolwiek nie obudujemy propagandą PW, podejście Federacji Rosyjskiej jest jak najbardziej uzasadnione. Dlatego między bajki można włożyć twierdzenia, iż PW w żaden sposób nie jest wymierzone w Moskwę. Jest i będzie, dopóki Rosjanie nie zdecydują się wreszcie, czy główne wektory geopolityki ukierunkować na Zachód, ku Europie, czy na Wschód, ku krajom azjatyckim. Trwanie w bezruchu petryfikuje politykę obrony własnych interesów w byłych republikach i walkę z wpływami innych mocarstw i podmiotów.

Na koniec jeszcze jedna uwaga: w podejściu UE do PW jak na dłoni widać problemy demokracji w układaniu sobie relacji z krajami o innych ustrojach politycznych. Wybrzydzamy na autorytaryzm na Białorusi czy w Azerbejdżanie (choć w przypadku Baku mniej, gdyż posiada ropę i gaz), kręcimy nosem na oligarchiczny układ na Ukrainie. Trudno nam zaakceptować różnice i pogodzić się z tym, że wymuszenie zmian będzie trudne. Henry Kissinger powiedział, że mając do wyboru niestabilność i sprawiedliwość albo stabilność i niesprawiedliwość, zawsze wybierze to drugie połączenie. Twardy realizm na granicy cynizmu. Jednak Europa akceptowała taki układ w krajach arabskich Morza Śródziemnego, a Kaddafi mógł rozbijać swój namiot w Rzymie czy Paryżu. Czy warto zastosować te same standardy do państw PW, dbając przede wszystkim o ich pomyślność gospodarczą, a mniej zajmować się problematyką ustrojową?  Może wtedy uda się więcej zyskać, a trudniej będzie krytykować PW jako nieefektywne i w zasadzie bezcelowe przedsięwzięcie?

Piotr Wołejko

 

Tekst jest polemiką z artykułem Piotra Maciążka, redaktora naczelnego portalu Polityka Wschodnia: Wydmuszka Partnerstwa Wschodniego


grafika: polish.ruvr.ru



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook