Wpisy z tagiem: korupcja

piątek, 05 lutego 2010

Jeden z największych producentów broni na świecie, brytyjsko-amerykańskie BAE Systems, zapłaci 400 milionów dolarów w ramach ugody zawartej z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości, w sprawie korupcji związanej z gigantycznym kontraktem na sprzedaż uzbrojenia do Arabii Saudyjskiej. Kontrakt z Rijadem był wart ponad 40 miliardów funtów szterlingów, a koncern zbrojeniowy przez lata opłacał wpływowego członka saudyjskiej rodziny panującej - księcia Bandara bin-Sultana, który był synem ministra obrony narodowej i ambasadorem Królestwa Arabii  Saudyjskiej w Waszyngtonie przez 20 lat.

grafikaKara w wysokości 400 milionów dolarów nie uderzy mocno w BAE, którego roczne obroty wynoszą 29,5 miliarda dolarów. Czy kara będzie nauczką dla producentów broni? Należy w to wątpić. Korupcja jest nierozerwalnie związana z handlem bronią, a afery wybuchają cyklicznie na każdym kontynencie. W latach 70. odkryte nieprawidłowości w sprzedaży broni przez amerykański koncern Lockheed Martin doprowadziły m.in. do skazania premiera Japonii na karę więzienia. Korporacja opłaca także członka holenderskiej rodziny królewskiej, księcia Bernarda.

Łapówki krążą w świecie handlu bronią także pomiędzy pośrednikami, zwanymi czasem agentami. Najczęściej są nimi obrotni ludzie z dobrymi kontaktami wśród polityków lub biznesmenów w danym regionie. Często nie zajmują się wyłącznie sprzedawaniem broni, ale prowadzą działalność gospodarczą i inwestycyjną. Pamiętamy chociażby Libańczyka uwikłanego w sprzedaż majątku polskich stoczni kupcom z Kataru. Śmiem twierdzić, że ów Libańczyk w porównaniu do agentów z poprzednich dekad - a zapewne także tych działających dzisiaj - jest zwyczajnym pionkiem.

Ciekawie na sprawę globalnego obrotu bronią spojrzał w swojej książce The Arms Bazaar brytyjski dziennikarz Anthony Sampson. Wydana w 1977 roku książka jest warta uwagi i aktualna. Następstwem afery z udziałem Lockheed Martin było przyjęcie właśnie w 1977 roku odpowiedniej ustawy przez Kongres.BAE przyjęło przygotowane przez zewnętrzną komisję rekomendacje, mające zapobiec korupcjogennym praktykom.

Niestety, proces sprzedaży broni państwom jest szczególnie narażony na korupcję, gdyż charakteryzuje go wielka uznaniowość. Nawet istnienie szczegółowych procedur i rzekoma transparentność nie gwarantują, że łapówek i nielegalnego lobbingu nie będzie. Chociażby dlatego, że o wyborze danej konstrukcji często nie decydują względy merytoryczne, a polityczne. Można się więc spodziewać, że afery związane z przekazywaniem pieniędzy pod stołem przy okazji handlu bronią będą się co jakiś czas powtarzać. Jest jeszcze jedna przyczyna, z powodu której trudno liczyć na czystość całego procederu - ogromne pieniądze.

Więcej o układzie BAE System z Departamentem Sprawiedliwości USA na stronach BCC.

Piotr Wołejko

 

grafika: baesystems.com

 

Cały świat na jednej stronie - Polityka Globalna:

 

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Druga część podsumowania 2009 roku z Dyplomacją przeniesie Was, Drodzy Czytelnicy, do Ameryki Łacińskiej, regionu pełnego słońca, pięknych kobiet i karteli narkotykowych. Właśnie tym ostatnim poświęciliśmy w lutym br. sporo uwagi.Podsumowując miesiąc po miesiącu, oprócz własnego bloga, będę korzystał z artykułów opublikowanych na portalu Polityka Globalna.

Przenosimy się więc z Europy i Bliskiego Wschodu, gdzie gościliśmy w styczniu, do Meksyku. Zajmiemy się także kryzysem finansowym, z którym walczono głównie pompując w gospodarki pożyczone pieniądze. Na koniec także refleksja nad bezpieczeństwem, także tym w sieci oraz pytanie, czy nie zagraża nam dyktatura sędziów? Zapraszam do przeniesienia się w czasie:

1. Wojny narkotykowe w Meksyku

Wszystko zaczęło się od zwycięstwa centro-prawicowego Felipe Calderona w wyborach prezydenckich w 2006 roku. Nowy prezydent postanowił rozprawić się z kartelami narkotykowymi, które utworzyły swoiste państwo w państwie. Przekupiona policja i inne służby bardziej chroniły mafię niż ją zwalczały, przemyt narkotyków do USA kwit, a zyski były liczone w miliardach dolarów. Calderon poszedł na wojnę z baronami narkotykowymi, a do walki wysłał nie tylko nowo-sformowane oddziały policji, ale także wojsko. Tymczasowa operacja armii okazała się długotrwałą wojną, trwającą do dziś. Wojną brutalną, bez żadnych zasad.

"Już w 2006 r. Calderon wysłał 36 tys. żołnierzy mających wspomóc policję federalną." - pisał w Polityce Globalnej Maciej Pawłowski (Meksykańskie narkowojny). Wtórował mu Michał Staniul (Meksyk krwawi, lecz nie pada na kolana): "Pierwsze miesiące kampanii zaczęły przynosić sukcesy. Jednak zdecydowana postawa rządu wywoła brutalną odpowiedź ze strony świata przestępczego. Konflikt cały czas wzbiera na sile, walki ogarnęły większą część z 32 meksykańskich stanów. Od grudnia 2006 roku śmierć poniosło ponad 9 tysięcy osób, z czego już ponad tysiąc w 2009 roku. Blisko tysiąc z dotychczasowych ofiar to policjanci".

"Bandyci zajmujący się szmuglowaniem narkotyków przez granicę meksykańsko-amerykańską znaleźli nowy sposób na walkę z policją. "Włamują się" na policyjne fale radiowe i, przy podkładzie muzycznym, ogłaszają nazwiska policjantów, którzy wkrótce zginą. Wskazani stróże porządku nie mają większych szans na przeżycie, zazwyczaj po kilku godzinach są już martwi.  "Nikt nie może im pomóc", powiedział jeden z oficerów. Tak dantejskie sceny mają miejsce w Tijuanie, meksykańskim mieście położonym zaledwie 20 kilometrów od San Diego." - pisałem 10 lutego we wpisie Przerywamy audycję - zginiesz następny!

Sukcesu w walce z kartelami nie udało się osiągnąć do dziś. "Dwuletnia "ofensywa" rządu przynosi jak na razie efekty odwrotne od zamierzonych. Wydaje się, że przestępcy nigdy nie byli tak silni i zdeterminowani. Policja jest zbyt słabo opłacana i wyszkolona, a także skorumpowana, żeby poradzić sobie z kartelami.Wojsko, jak pisałem wyżej, nie jest odpowiedzią." - to kolejny cytat z przywołanego w powyższym akapicie artykułu.

Jak słusznie zauważa Michał Staniul, piłka jest po stronie Stanów Zjednoczonych. Maciej Pawłowski pisze, że "władze federalne Stanów Zjednoczonych donoszą o zwiększonej działalności meksykańskich karteli narkotykowych na własnym terytorium. Dlatego oczywistym jest, że jeżeli USA nie będzie reagował na problemy swojego sąsiada, to prędzej czy później południowoamerykańskie narkomafie będą regularnie działać i funkcjonować na terytorium Stanów. Jak do tej pory, sąsiad Meksyku ogranicza się głównie do symbolicznej pomocy w postaci pochlebnych raportów dla działalności ekipy Calderona. Meksykanie nieustannie apelują o większe wsparcie logistyczne i finansowe (szczególnie to drugie)."

Trudno nie zgodzić się z konkluzją Michała Staniula: "Jeśli administracja Obamy nie podejdzie rozsądniej do problemu walki z narkotykami, meksykańska ofiara pójdzie na marne. Kartele, mimo że osłabione, będą dobrze funkcjonować i przyciągać nowych członków (...) Czym dłużej będzie to trwać, tym gorzej – liczba ofiar będzie się zwiększać, przywództwo w gangach obejmą zdemoralizowani sicarios, a rząd Calderona straci poparcie. Jeżeli Amerykanie nie przestaną konsumować tak wielkich ilości narkotyków, ,,guerras contra el narcotráfico” nigdy nie przestaną niszczyć Ameryki Łacińskiej."

2. Kryzys finansowy - lekarstwo gorsze od choroby?

Wysoką cenę za ekscesy instytucji finansowych płaci Wielka Brytania. W obszernym tekście zatytułowanym D jak Depresja Maciej Lewandowski przywołuje obiegowe opinie: "cały naród zmuszony został do płacenia wysokiej ceny (przez najbliższe kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat) za błędy popełniane przez finansową elitę, w imię irracjonalnego powiększania jej zysków". Lewandowski powołuje się na brytyjski The Telegraph, wedle którego "już w kwietniu 2005 roku grupy dobrze poinformowanych managerów sektora bankowego wiedziały o zbliżającym się krachu".

Pomysłem na ratowanie instytucji finansowych było pompowanie w nie publicznych pieniędzy, udzielanie gwarancji czy przejmowanie tzw. "toksycznych aktywów" przez skarb państwa. Amerykanie i Brytyjczycy rzucili się do ratowania własnych banków i innych instytucji z sektora finansowego, przygotowując ogromne pakiety ratunkowe (USA) lub wykupując udziały, często większościowe, w chwiejących się w posadach instytucjach, czyli po prostu przeprowadzając ich nacjonalizację. "Znacjonalizowano w ten sposób, w dużych częściach, między innymi dwa ogromne banki brytyjskie, Royal Bank of Scotland i Lloyds" - pisze publicysta Polityki Globalnej.

Walka z kryzysem w gospodarce polegała natomiast na przygotowywaniu ogromnych planów "pobudzających", tzw.stimulusów. Powszechną manię wydawania pieniędzy,których się nie posiada skomentowałem w tekście z 6 lutego (Fatalne rozwiązania) następująco: "Sięgając po znaną wypowiedź byłego prezydenta Francji Jacquesa Chiraca, entuzjaści pompowania pieniędzy publicznych w gospodarkę "nie skorzystali z okazji, żeby siedzieć cicho". W zdecydowanej większości przypadków rządy wydają bowiem pieniądze, których nie mają. Przoduje w tym Ameryka, która po przygotowaniu pakietu stymulującego dla banków i instytucji finansowych (wartego 700 mld dolarów, w rzeczywistości być może i trzy razy tyle) jest na finiszu prac nad kolejnym pakietem, tym razem wartym ok. 800-900 miliardów. Tym samym w kilka miesięcy Waszyngton zapożyczy się na astronomiczną sumę przynajmniej 1,5 biliona dolarów."

Trudno bowiem uznać za cudowne lekarstwo, które było przyczyną choroby: "Zadziwiające jest, że pomysłem na walkę z kryzysem, którego praprzyczyną jest zbyt duże zadłużenie, jest jeszcze większe zadłużanie się", komentowałem 25 lutego (Nadszedł czas zapłaty).

3. Bezpieczeństwo - w realu i w sieci

Zgodnie ze swoją wyborczą obietnicą, Barack Obama podjął decyzję o dotyczącą wycofywania sił amerykańskich z Iraku.Jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta komentował w Polityce Globalnej Michał Gąsior (Wizje suwerennego Iraku): "Obecnie nad Eufratem stacjonuje ok. 150 tysięcy żołnierzy amerykańskich. Za półtora roku ma być ich już o 100 tysięcy mniej."

O nowej strategii afgańskiej pisał natomiast Marcin Sawicki: "Generał Petraeus, główny architekt współczesnej militarnej polityki zagranicznej USA twierdzi, że to najdłuższa kampania w wojnie z terrorem (the longest campaign of the long war). Wojskowi jednak twierdzą, że jest ona do wygrania i aby to się udało, należy zwiększyć kontyngent wojskowy w Afganistanie oraz wdrożyć cały zestaw działań o charakterze niewojskowym."

Bezpieczeństwo to jednak nie tylko dziedzina, w której  główną rolę odgrywają żołnierze. Niedługo równie ważni, a może nawet ważniejsi będą informatycy. Wielce interesujący artykuł dotyczący bezpieczeństwa w sieci (Cyberwojny - próba zarysu zjawiska) napisał Maciej Pawłowski. "Być może najbardziej zagrożona powinna czuć się sfera ekonomiczna państw." - pisał Pawłowski, gdyż oprócz destabilizacji systemów informatycznych instytucji publicznych czy prywatnych, atakujący mogą uderzyć w infrastrukturę państwa, np. elektrownie.

Na koniec obiecana odpowiedź na pytanie, czy grozi nam dyktatura sędziów - odsyłam do opisu spotkania z sędzią amerykańskiego Sądu Najwyższego Antoninem Scalią, który krytycznie odniósł się do dominującej w Europie koncepcji interpretacji przepisów. Zdaniem Scalii, "zamiast zmieniać interpretację przepisów, należy po prostu zmienić przepisy".

Jako bonus zaś tekst Anny Dryjańskiej o pierwszej kobiecie w rządzie Królestwa Arabii Saudyjskiej.


Piotr Wołejko

piątek, 25 grudnia 2009

grafikaŚwięta to nie tylko czas spotkań z najbliższymi, ale również świetna okazja do spędzenia chwili wolnego czasu na lekturze interesujących książek bądź prasy. Odpoczynek od codzienności (po trosze także od rodziny - nie można w końcu spędzać każdej minuty razem) jest niezbędny dla czystości umysłu. Pozwalam sobie polecić kilka wartych uwagi tekstów opublikowanych w prestiżowym amerykańskim magazynie Foreign Policy:

1. "Czy tracimy Kair?" (Losing Cairo?) pyta Andrew Albertson, odnosząc się do czerwcowego przemówienia prezydenta Baracka Obamy w stolicy Egiptu. Obama kierował swoje słowa do wszystkich muzułmanów, próbując przekonać ich, że Stany Zjednoczone stoją po ich stronie - przede wszystkim stojąc na straży godności człowieka, demokracji czy wolności obywatelskich. Słowa amerykańskiego prezydenta spotkały się z pozytywną reakcją młodej populacji państw muzułmańskich, ale za retoryką nie poszły czyny. Gorzej, niedawne przemówienie sekretarz stanu Hillary Clinton w Maroku można odebrać jako odwrót od polityki promowania wartości. Teraz liczy się pragmatyzm i możliwość dogadania się. Młodzi ludzie czują zawód.

Amerykanie znajdują się w bardzo niewygodnej pozycji. Z jednej strony, dla doraźnych korzyści politycznych, muszą zabiegać o wsparcie aktualnych władców państw muzułmańskich (głównie arabskich). Oznacza to przymykanie oczu na represje polityczne, parodiowanie demokracji (jak w Egipcie) czy zwalczanie opozycji demokratycznej i inne. Z drugiej strony, długoterminowe cele Stanów Zjednoczonych zakładają pozyskanie dzisiejszych nastolatów oraz dwudziestoparolatków. Za dwie dekady dzisiejsza młodzież będzie odgrywać kluczową rolę w polityce swoich państw. Powinno się więc wspierać rozmaite ruchy i organizacje, które zyskały popularność wśród młodych. Oznaczałoby to jednak spór z rządzącymi dziś autokratami. Krótkoterminowe zyski mogą przekształcić się w długoterminowe straty. Prawdziwa kwadratura koła.

2. "Zabili mojego prawnika" (They Killed My Lawyer) to poruszający artykuł autorstwa Williama Browdera, założyciela i byłego CEO funduszu Hermitage Capital Management, niegdyś największej firmy inwestycyjnej w Rosji. Browder przedstawia ciąg wydarzeń, które doprowadziły do śmierci rosyjskiego prawnika Siergieja Magnickiego. Adwokat został zatrudniony przez Hermitage, aby wyjaśnić nagłe problemy funduszu, który znalazł się na celowniku rosyjskich służb i urzędów. W efekcie zorganizowanej akcji firma musiała w ciągu kilkunastu miesięcy zwinąć żagle, a jej pracownicy i szefostwo uciekło z Rosji.

Jednak Siergiej Magnicki nie chciał uciekać. Stawił czoła skorumpowanej i działającej absolutnie poza prawem machinie, na czele której stali wysoko postawieni oficjele z rosyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Zamiast sprawiedliwości, adwokat znalazł się w areszcie. Wielokrotnie przerzucano go z jednej placówki do następnej, o coraz ostrzejszym rygorze i gorszych warunkach bytowych. Systematycznie odmawiano m.in. prawa do kontaktu z lekarzem, odrzucano lub ingorowano wszystkie zażalenia i skargi na warunki zatrzymania oraz samo aresztowanie.Nie pozwolono mu także na widzenia z żoną i dziećmi.

Jak napisał Browder, Siergiej w momencie aresztowania był zdrowym i pełnym wigoru 36 latkiem. Po jedenastu miesiącach zmarł. Śmierć nastąpiła w niejasnych okolicznościach w połowie listopada br. Mimo ciężkich warunków i kolejnych szykan, pisze Browder, Magnicki nie poszedł na współpracę ze skorumpowanymi oficjelami. Zmarł jako człowiek honoru. Wielbiciele Rosji nie powinni czytać tego artykułu, gdyż może on zburzyć ich dobre samopoczucie.

3. W artykule "Krawe diamenty wróciły" (Blood Diamonds Are Back) Greg Campbell, autor książek o problemach wywołanych przez handel nielegalnie wydobywanymi diamentami, przypomina że problem nie zniknął. Nadal wydobywa się i sprzedaje, także na czarnym rynku, ogromne ilości diamentów. Zyski z tego procederu czerpią autorytarne reżimy bądź zwykli przestępcy, a cierpią zwykli ludzie, wykorzystywani do niewolniczej pracy z wycelowanymi w siebie lufami karabinów.

Problem "krwawych diamentów" miał zniknąć wraz z tzw. Procesem z Kimberley, wspólną inicjatywą rządów państw importujących i eksportujących diamenty, firm z branży oraz organizacji pozarządowych. Wkrótce minie dziesięć lat istnienia procesu. Opiera się on na certyfikowaniu eksportowanych diamentów, aby można było zidentyfikować skąd pochodzą. System jest jednak dziurawy i wymaga zmian. W międzyczasie na krzywdzie ludzkiej wielu zwyrodnialców buduje fortuny.

4. "Jak uporządkować armię afgańską" (How to Whip Afghan Army Into Shape) radzi Mark Moyar, profesor bezpieczeństwa narodowego na U.S. Marine Corps University, odnosząc się do strategii administracji Obamy, której celem jest wzmocnienie afgańskich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i przerzucenia na nie odpowiedzialności za zwalczanie rebeliantów. Ważniejsze nawet od szkolenia szeregowców jest wyszkolenie dowódców. Problemem jest tutaj korupcja oraz kolesiostwo, przez które wysokie stanowiska dowódcze zajmują często przyjaciele, prawdziwi lub polityczni, wysoko postawionych oficjeli w administracji prezydenta Karzaja. Istotne jest także wyszkolenie niższych stopniem oficerów i podoficerów. A jest to proces długotrwały i wymagający wiele wysiłku. Doświadczenie wskazuje, że na wytrenowanie wyżej wymienionych potrzeba 10 lat.

Moyar przywołuje wypowiedź amerykańskiego ambasadora w Kabulu, emerytowanego generała, który podkreśla wagę "jakości" wyszkolenia: "Dziesięciu dobrych policjantów jest lepszych od stu skorumpowanych, a dziesięciu skorumpowanych może bardziej zaszkodzić naszemu zwycięstwu niż jeden talibski ekstremista". Na dziś afgańska policja jest obrazem nędzy i rozpaczy, trochę lepiej przedstawia się sytuacja w armii. Autor tekstu w Foreign Policy podkreśla jednak, że braki wśród doradców niezbędnych do wyszkolenia afgańskich kadr przekraczają 50 procent.

Trzecią istotną kwestią jest współpraca, nie tylko bojowa, wojsk amerykańskich i sojuszniczych z siłami afgańskimi. Do tej pory żołnierze spotykali się tylko w wyznaczonym miejscu i przeprowadzali wspólną akcję, a następnie wracali do swoich, oddzielnych baz. Teraz Amerykanie mają częściej stacjonować wspólnie z Afgańczykami, bliżej populacji, którą chronią, zapobiegając przy okazji m.in. dezercji wśród afgańskich wojsk.

Powyższe artykuły wzbogacą wiedzę i wypełnią czas w sposób pożyteczny. A może Wy, Drodzy Czytelnicy, chcielibyście polecić innym interesującą lekturę na świąteczny czas? Zachęcam do podzielenia się linkami w komentarzach.

Piotr Wołejko

 

grafika: foreignpolicy.com

| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook