Wpisy z tagiem: Tajwan
wtorek, 19 lipca 2011
Sprzedaż broni Tajwanowi to tradycyjna kość niezgody pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. W ostatnich latach spór przybrał na sile z powodu rosnącej, w miarę dynamicznego rozwoju gospodarczego, asertywności Pekinu. Ponad dwa lata temu Chiny, z powodu sprzedaży uzbrojenia o wartości ponad 6 miliardów dolarów, zerwały na kilka miesięcy stosunki wojskowe z USA. Gdy udało się je przywrócić, mimo coraz większej ilości punktów spornych w polityce międzynarodowej, na horyzoncie pojawia się kolejna groźba ich pogorszenia – sprzedaż Tajwanowi 66 samolotów F-16. Odkąd USA uznały ChRL za reprezentanta Chin, odmawiając uznania Republice Chińskiej (Tajwanowi), relacje amerykańsko-tajwańskie opierają się Taiwan Relations Act z 1979 roku. Amerykanie zobowiązali się do zapewnienia broni o charakterze defensywnym, a także odpowiadają de facto za bezpieczeństwo wyspy. Jednakże Ameryka nigdy otwarcie nie stwierdziła, czy jest gotowa militarnie bronić Tajwanu przed napaścią Chin. Waszyngton utrzymuje obie strony (Pekin i Tajpei) w niepewności. Modernizacja pod znakiem zapytania Sprzedaż 66 samolotów F-16 w nowoczesnej konfiguracji oznacza dla Tajwanu gruntowną modernizację lotnictwa, opartego aktualnie na starzejących się amerykańskich F-16 A/B oraz F-5, drogich w utrzymaniu Mirage’ach 2000 oraz maszynach własnej produkcji (IDF), których wartość bojowa stoi pod dużym znakiem zapytania. Miejscowe media rozszyfrowują skrót jako „I Don’t Fly” („nie latam”) lub „I Don’t Fight” („nie walczę”). Kwestia rozwoju własnego przemysłu lotniczego jest dla Tajwanu bardzo istotna. Ponad sto maszyn IDF weszło do służby, a część z nich jest właśnie modernizowana. Problemem jest brak dostępu do nowoczesnych technologii (USA i inne państwa coraz mniej chętnie dzielą się nimi z Tajwanem) i niezdolność do opracowania lokalnych odpowiedników. Tymczasem sam kontrakt na 66 samolotów F-16 C/D oznacza 3 miliardy dolarów dochodu dla Lockheed Martin, producenta maszyn, a także stworzenie lub utrzymanie 16 tys. miejsc pracy w USA oraz 1,4 miliarda dolarów podatków, które powędrują do skarbca Wuja Sama. Aktualnie Tajwan nie jest w stanie wyprodukować maszyn, które byłyby odpowiednikiem dla szybko modernizującego się lotnictwa ChRL (J-10 i Su-27). Podczas gdy IDF jest obiektem kpin, kontynentalne Chiny ujawniają światu zdjęcia prototypu samolotu bojowego piątej generacji – J-20 (a także przeprowadza testy maszyny). Co więcej, pojawia się pytanie, czy Tajwan, posiłkując się zakupami zagranicznymi (głównie w USA), jest w stanie utrzymać względny parytet z lotnictwem ChRL. Ronald Reagan, wydając w latach 80. zgodę na sprzedaż maszyn typu F-5E stwierdził, iż „jest kluczowe, aby ilość i jakość uzbrojenia sprzedawanego Tajwanowi zależała całkowicie od zagrożenia ze strony ChRL. Możliwości obronne Tajwanu, zarówno jakościowe, jak i ilościowe, powinny być adekwatne do możliwości ChRL”. Nowe realia – poważne pytania Trzy dekady temu, gdy Chiny dopiero rozpoczynały flirt z kapitalizmem i globalizacją, uprzemysłowiony, nowoczesny i zamożny Tajwan mógł pozwolić sobie na utrzymywanie względnego parytetu z potężnym, lecz stojącym na glinianych nogach kolosem. Teraz sytuacja jest diametralnie inna – w ślad za zmianą realiów gospodarczych zmieniły się również realia militarne i polityczne. Chiny utrzymują tysiące rakiet wycelowanych w wyspę, zyskują też przewagę ilościowo-jakościową nad tajwańskim lotnictwem. Czy Tajwan stać na prowadzenie lotniczego wyścigu zbrojeń z Pekinem? Czy jest to w ogóle uzasadnione, skoro Chiny mogą dość łatwo zniszczyć większość tajwańskich baz lotniczych? Z drugiej strony, odmowa sprzedaży Tajwanowi nowoczesnych F-16 C/D oznacza de facto podjęcie przez Waszyngton decyzji o tym, iż Tajpei w ogóle nie potrzebuje lotnictwa. Jak wiemy z historii wojen ostatnich kilku dekad, przewaga w powietrzu jest kluczowym czynnikiem rozstrzygającym o sukcesie bądź porażce.
źródło: asiasocietync.blogspot.com Do sprzedaży maszyn nie pali się Biały Dom, niechętny do rozpętywania kolejnej dyplomatycznej wojenki z Pekinem. Dla Obamy ważniejsza jest możliwość współpracy z Chinami, niż kolejny spór o broń dla Tajwanu. Jednocześnie prezydent spotkał się właśnie z Dalajlamą, co spotkało się z nieprzychylną reakcją Pekinu. Na dokonanie transakcji naciska jednak Kongres, w którym Tajwan ma wielu przyjaciół, a front wsparcia jest ponadpartyjny. Czy nacisk Kongresu wymusi na Białym Domu podjęcie decyzji o sprzedaży samolotów? Obama miałby wytłumaczenie na potrzeby chińskiego smoka. Inna sprawa, czy Pekin byłby gotów je kupić. Niepewna przyszłość Rozważania są na razie czysto teoretyczne, gdyż Tajwan nie wystąpił formalnie z prośbą o sprzedaż samolotów. Jest jednak tajemnicą poliszynela, iż administracja Obamy robi wszystko, aby takiej prośby nie przyjąć. Prezydent Tajwanu Ma Ying-jyeou podobno już kilkanaście razy sondował możliwość zakupu F-16, ale nie chce stawiać Białego Domu w kłopotliwej sytuacji, występując z prośbą o sprzedaż, podczas gdy druga strona nie ma chęci dokonania transakcji. Sytuacja jest delikatna. Tym bardziej, iż Chiny coraz agresywniej zabiegają o kontrolę akwenów morskich w swoim sąsiedztwie (vide spór dotyczący Morza Południowochińskiego). Jednocześnie Pekin rozwija technologie, które zagrażają amerykańskiej dominacji na morzach i oceanach (rakieta balistyczna nazywana „niszczycielem lotniskowców”). Tajwan, podobnie jak Japonia, stanowi naturalny lotniskowiec dla amerykańskich samolotów, w wypadku konfliktu zbrojnego na Dalekim Wschodzie. Brak zgody na sprzedaż kilkudziesięciu F-16 może oznaczać przyzwolenie dla Pekinu na przejęcie kontroli nad Tajwanem. Można twierdzić, że takie przejęcie już się dokonuje na polu ekonomicznym, jednak Tajwańczycy nie palą się do integracji z kontynentem. Czy będą do niej zmuszeni? Piotr Wołejko Cytaty i dane za Asia Times: http://atimes.com/atimes/China/MG12Ad01.html, http://atimes.com/atimes/China_Business/MG09Cb01.html
niedziela, 14 lutego 2010
Patrząc na stan ilościowy i jakościowy floty ChRL oraz wchodzącego w jej skład lotnictwa morskiego, można określić ją jako flotę przybrzeżną, zdolną do kontrolowania zaledwie swoich granic morskich – i to nie w całości, biorąc pod uwagę długość morskich granic Państwa Środka. Po co Chinom silna flota?
Te dwa ostatnie importowane są z zewnątrz, w 80% dostarczane drogą morską: z Afryki, rejonu Zatoki Perskiej oraz Archipelagu Malajskiego. Dlatego chińskim strategom sen z oczu spędza możliwość morskiej blokady, a co za tym idzie pozbawienie kraju niemal w całości niezbędnych dla funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa nośników energii.
Dla zapewnienia pełnej ochrony własnych interesów gospodarczych i politycznych, ChRL potrzebuje floty oceanicznej, zdolnej do tzw. „aktywnej obrony”, a co za tym idzie, zarzucenia obecnej doktryny „wojny ludowej”, do której chińska marynarka przygotowywana jest od 1949 roku. Oznacza to rezygnację ze statycznej obrony wybrzeża (flota „brązowych wód”), na rzecz marynarki zdolnej do działań na wodach oceanicznych (flota „błękitnych wód”). Budowa takiej floty wymaga czasu, ogromnych nakładów finansowych oraz szkolenia załóg zdolnych do działania w całkiem nowych warunkach.
Strategia rozwoju rozpisana na wiele lat
Chińscy stratedzy rozłożyli rozbudowę swojej wloty w czasie i podzielili na dwie fazy:
- I faza tzw. „zielonych wód” (2002-2010), gdzie rejon działania operacyjnego chińskiej marynarki powinien osiągnąć akwen od Wysp Japońskich, poprzez Tajwan po zachodnie brzegi Borneo;
- II faza „drugiego łańcucha wysp” (2010-2020), zakłada rozszerzenie tego akwenu po Kuryle, Wyspy Bonin, Filipiny i Papuę-Nową Gwineę na południu.
Dopiero poza rokiem 2020 będzie możliwe ewentualne wyjście floty chińskiej na szerokie wody oceaniczne. Oczywiście konieczna będzie równoczesna rozbudowa (i budowa) sieci baz zdolnych do zaopatrywania własnych okrętów w paliwo, prowiant, uzbrojenie, możliwość dokonywania napraw, ewakuacji chorych (rannych) członków załóg itd. Tu wielkie pole do popisu ma dyplomacja chińska, traktowana po macoszemu przez kraje demokratyczne, ale mająca ogromne wpływy w krajach, gdzie demokracja nie jest rozwinięta. Dochodzi także aspekt styku wpływów w poszczególnych krajach i ich reakcji na budowę obcych baz gdzieś „pod bokiem” (Wietnam, Tajlandia, Indonezja, Malezja, Filipiny). Kraje te nie pozostawią chińskich działań bez reakcji.
Opóźnienia, trudności, wyzwania
Stan floty chińskiej AD 2010 pokazuje, że faza „zielonych wód” nie została w pełni osiągnięta i prawdopodobnie dojdzie do tego najwcześniej za ok. 3 do 5 lat. Na dzień dzisiejszy nie byłoby możliwości przeprowadzenia np. pełnej izolacji powietrzno-morskiej Tajwanu, z jednoczesnym zabezpieczeniem pozostałej części własnego wybrzeża oraz ochrony tras komunikacyjnych, podczas wejścia do działania zespołu lotniskowcowego US Navy, nie mówiąc o dwóch takich zespołach, pozostających w pełnej gotowości w tamtym rejonie świata. Tutaj ChRL musi nadal uznawać wyższość połączonej floty USA i Republiki Chińskiej (Tajwanu).
Taki stan rzeczy zostanie utrzymany, dopóki nie zostanie dokończona modernizacja floty ChRL, której końcowym etapem będzie zbudowanie własnych zespołów uderzeniowych floty (przynajmniej dwóch!), opartych o lotniskowce ze skośnym pokładem startowym, każdy wyposażony w kilkadziesiąt wielozadaniowych samolotów morskich 5 generacji.
Tomasz Zięba
PS. Tomek od czasu do czasu będzie publikował na łamach Dyplomacji artykuły o tematyce militarnej.
grafika: Wikimedia Commons
środa, 03 lutego 2010
"Konieczność posiadania marynarki wojennej (...) wynika z istnienia floty handlowej i znika razem z nią, z wyjątkiem sytuacji, w której naród przejawia agresywne tendencje i utrzymuje flotę wojenną wyłącznie jako gałąź własnych sił zbrojnych.", napisał w 1890 roku kapitan Alfred Thayer Mahan, amerykański dowódca morski, w książce "The Influence of Sea Power Upon History, 1660-1783" [czytaj całą książkę za darmo]". Dokładnie ten sam akapit otwiera obszerny artykuł mojego autorstwa dotyczący rywalizacji amerykańsko-chińskiej na morzu, opublikowany w czerwcu 2009 r. Teraz flota Przypominam ten artykuł oraz jego fragment w kontekście nieco świeższego wpisu, dotyczącego brazylijsko-chińskiej współpracy morskiej. Chińczycy, rozwijając własną flotę wojenną, zwrócili się o pomoc do Brazylii, aby ta udostępniła im w celach szkoleniowych lotniskowiec Sao Paulo. Chiny nie posiadają lotniskowca, jednak trwają intensywne prace nad skonstruowaniem okrętu tego typu. Rozsądne wydaje się wyszkolenie personelu w największym możliwym zakresie na kilka lat przed wejściem chińskiego lotniskowca do służby (jak w Pekinie planują). Zainteresowanie rozwojem marynarki wojennej jest w przypadku Chin naturalne i uzasadnione. Doświadczony kapitan, jakim był Alfred Thayer Mahan, wskazał w swojej książce (uznawanej swego czasu niemal za biblię dla dowódców floty) jeden z powodów intensyfikacji prac nad modernizacją i powiększeniem floty wojennej - jest nim istnienie floty handlowej. Przy czym kluczowa jest ochrona morskich szlaków komunikacyjnych. W przypadku Chin chodzi także o zabezpieczenie dostaw surowców energetycznych, niezbędnych dla dynamicznie rosnącej gospodarki. Zagrożeniem o strategicznej wadze są zarówno piraci w Cieśninie Malakka czy Zatoce Adeńskiej, ale także możliwość zablokowania szlaków komunikacyjnych przez konkurencyjne potęgi morskie - głównie Stany Zjednoczone. Chińczycy rozumieją istniejące zagrożenia i starają się aktywnie im przeciwdziałać. Pomysłów na rozwiązanie problemu jest sporo, niektóre nie są nawet związane z marynarką wojenną (przestawienie się na import surowców energetycznych z Azji Centralnej, przez liczące tysiące kilometrów rurociągi). Z flotą związane są koncepcje baz wojskowych w krajach trzecich, które byłyby dla chińskich okrętów oknem na świat. Bazy w Birmie, Pakistanie, na Sri Lance czy Seszelach byłyby bardzo pomocne. Chociażby w przypadku Pakistanu, Chińczycy poczynili istotne inwestycje w port w Gwadarze, licząc na przyszłe militarne wykorzystanie części zmodernizowanej infrastruktury. Możliwość skorzystania z baz znacząco wzmocniłaby pozycję chińskiej marynarki wojennej, wspierając ją przy wykonywaniu przyszłych zadań. Już teraz kilka chińskich okrętów patroluje szlaki komunikacyjne u wybrzeży Somalii i w Zatoce Adeńskiej. Przeciw Ameryce?
W regionie Chińczycy rywalizują z Indiami, które już posiadają jeden lotniskowiec (dość stary, ale wkrótce pozyskają wyremontowany okręt od Rosji, pracują także nad własnym projektem, a być może kupią jeden od Wielkiej Brytanii) oraz Stanami Zjednoczonymi. Amerykańscy analitycy od pewnego czasu alarmują, że zamiarem Pekinu jest ograniczenie wpływów Waszyngtonu w Azji, a na pierwszy ogień uczynienie pomocy dla Tajwanu (uznawanego przez Chiny za zbuntowaną prowincję; Amerykanie są zaś zobligowani ustawowo do obrony wyspy) zbyt kosztowną w postaci możliwych strat, aby opłacało się go bronić. Na jednym z ciekawszych blogów poświęconych amerykańskim siłom zbrojnym, głównie zaś marynarce wojennej - Steeljaw Scribe - znalazłem wycinki z jeszcze ciepłego Quadrennial Defense Review Report 2010, czyli co czteroletniego raportu Pentagonu o stanie armii i wyzwaniach na przyszłość. Autor bloga, który spędził w US Navy ponad ćwierć wieku, zwraca uwagę na amerykańskie rozumienie chińskich posunięć - wymierzonych w Stany Zjednoczone. Polecam lekturę podlinkowanych powyżej artykułów, książki kapitana Mahana oraz raportu Departamentu Obrony USA. Zachęcam również do dyskusji o chińskiej flocie, perspektywie jej rozwoju i amerykańskiej reakcji na plany Pekinu. Piotr Wołejko
grafika: 2.bp.blogspot.com
Cały świat na jednej stronie - Polityka Globalna:
|
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
Tagi
Dyplomacja on Facebook
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||