Wpisy z tagiem: Egipt

poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Po raz 14. od wybuchu rewolucji przeciwko Hosniemu Mubarakowi nieznani sprawcy wysadzili w powietrze gazociąg z Egiptu do Izraela przebiegający przez Półwysep Synaj. Kair jak na razie nie potrafi, a może i nie specjalnie nie chce, zapewnić rurociągowi odpowiedniej ochrony, a Izrael musi szukać gazu z innych źródeł.

Odpowiedzialność za niszczenie infrastruktury energetycznej spada na zamieszkujących Synaj Beduinów. W porewolucyjnej rzeczywistości zaczęli się domagać poszanowania ich praw, przede wszystkim własności ziemi, na której reżim wznosił ekskluzywne kurorty turystyczne. Sprzeciwiają się też dyskryminacji w państwie egipskim. Jednak wybryki Beduinów to tylko część odpowiedzi na pytanie, co dzieje się na Synaju. A dzieje się wiele i nie są to wydarzenia, które powinny wzbudzać naszą radość.

Na mocy traktatu pokojowego między Izraelem a Egiptem z 1979 roku Półwysep Synaj został w dużej mierze zdemilitaryzowany. Podzielono go na kilka stref, w których egipskie siły bezpieczeństwa mogą przebywać za zgodą Izraela. Do tego ograniczono ich liczebność. Izrael asekurował się, co było uzasadnione, na ewentualność ataku ze strony Egiptu. Dziś tamte ustalenia mszczą się zarówno na Izraelu, jak i na Egipcie. Synaj stał się krainą bezprawia, w której panoszą się nie tylko roszczeniowo nastawieni Beduini, lecz również terroryści z Al-Kaidy (i zapewne innych podobnych jej ugrupowań). Sytuacji nie poprawia fakt, iż porewolucyjny Egipt został niemalże zalany bronią, przemycaną z Libii oraz Sudanu. Premier Egiptu mówi o nawet 10 milionach sztuk nielegalnej broni. To prawdziwie wstrząsająca liczba.

grafika

źródło: sabbah.biz

Nic dziwnego, że w Kairze coraz głośniej mówi się o konieczności renegocjacji traktatu pokojowego z Izraelem. W innym wypadku uporządkowanie sytuacji na Synaju wydaje się zadaniem niemożliwym do wykonania. Izrael zgodził się co prawda na zwiększenie liczebności egipskich sił bezpieczeństwa, lecz mowa tutaj o setkach, a nie tysiącach potrzebnych żołnierzy i funkcjonariuszy. Izrael obawia się jednak, iż zgoda na renegocjacje traktatu położy fundament pod jego wypowiedzenie. W Izraelu bardzo ostrożnie patrzą na rosnące w siłę Bractwo Muzułmańskie. Nie brakuje głosów, iż Bractwo doprowadzi do zerwania traktatu, a kolejne udane próby wysadzenia w powietrze gazociągu nie stanowią dla polityków Bractwa powodu do zmartwienia.

Dlatego też Izrael, jak to ma w zwyczaju, zagroził Egipcjanom przeprowadzeniem odwetowych uderzeń militarnych na cele na Półwyspie Synaj. Groźby pojawiły się po tym, gdy z terytorium Egiptu wystrzelono w kierunku Izraela kilka rakiet. Izrael w żadnej mierze nie może pogodzić się z sytuacją, gdy jego terytorium będzie ostrzeliwane zarówno z północy, przez Hezbollah, jak i z południa, przez palestyński Hamas oraz bliżej nieokreślone grupy z egipskiego Synaju. Obecne ostrzeżenia Izraela traktowałbym poważnie, natomiast Jerozolima/Tel Awiw pozostawi Egipcjanom trochę czasu na załatwienie problemu własnymi siłami. Mimo ostrożności w podejściu do Bractwa, Izrael bardzo ceni sobie pokój z Egiptem i nie będzie podejmował radykalnych kroków, do jakich z pewnością należałoby zaliczyć przeprowadzenie ataku na cele w Egipcie.

Wszystko to pokazuje jednak, że sytuacja na Bliskim Wschodzie coraz bardziej się zagęszcza, a - przewidywane już w chwili trwania rewolucji - pogorszenie sytuacji geopolitycznej Izraela staje się faktem. Zadziwiające jest to, że Izrael, zamiast skupić się na problemach z Egiptem, próbuje wplątać region i wiele państw świata w awanturę z Iranem. Wygląda to na lekceważenie aktualnych problemów w bezpośrednim sąsiedztwie kosztem zajęcia się ewentualnymi przyszłymi problemami w sąsiedztwie dość odległym. Skupianie zasobów na niewłaściwym problemie nie stawia izraelskiego rządu w dobrym świetle.

Piotr Wołejko

wtorek, 22 listopada 2011

Od soboty w Egipcie, nie tylko bowiem na kairskim placu Tahrir, trwają demonstracje wymierzone w Najwyższą Radę Wojskową, rządzącą krajem od upadku prezydenta Mubaraka. Egipcjanie są znużeni przedłużającymi się rządami wojskowych, które nie przyniosły spodziewanych postępów. Egipt nie jest bliżej nowego ustroju, a sytuacja gospodarczo-społeczna jest trudna.

Ukradziona rewolucja

grafikaPo chwilowym uniesieniu post-rewolucyjnym, której kulminacyjnym punktem było rozpoczęcie procesu obalonego prezydenta Hosniego Mubaraka i jego syna Gamala, powróciła szara, trudna rzeczywistość. Powołany przez Najwyższą Radę Wojskową rząd bardziej administruje, niż rządzi. Ludziom nie żyje lepiej, a zmiany polityczne de facto utknęły w martwym punkcie.

Zaplanowane na najbliższy poniedziałek, 28 listopada, wybory parlamentarne mają – według zapewnień wojskowych – odbyć się zgodnie z planem (co jest coraz mniej prawdopodobne). Nawet jeśli tak się stanie, mimo protestów w Kairze, Aleksandrii, Port Saidzie, Ismaili czy Asuanie, będzie to niewielka pociecha dla protestujących obywateli. Zrozumieli oni wreszcie, że ich rewolucja została spożytkowana na potrzeby zamachu stanu, dzięki któremu pozbyto się chorowitego starego dyktatora.

Jaka jest różnica pomiędzy byłymi władzami a obecnymi? Wówczas rządzili generałowie w garniturach, teraz rządzą generałowie w mundurach (wspominałem o takim rozwoju zdarzeń pod koniec lutego br.). Wojskowi zezwolili na działalność Bractwu Muzułmańskiemu, poprzednio zdelegalizowanemu i prześladowanemu. Jednak od tego ludziom wcale nie zrobiło się lepiej. Nic dziwnego, że demonstrujący na placu Tahrir w ciągu ostatnich dni wykrzykują hasła wymierzone w Najwyższą Radę Wojskową i jej szefa, marszałka Tantawiego (przez dwie dekady ministra obrony za reżimu Mubaraka).

Bractwo zyskuje na niekompetencji wojskowych

Protesty po raz kolejny przerodziły się w bitwy z siłami bezpieczeństwa, w wyniku których zginęło już co najmniej 26 osób, a kilka setek zostało rannych. Bractwo Muzułmańskie wzywa do powstrzymania się od udziału w protestach, gdyż należy przerwać rozlew krwi. Może w tym coś być, gdyż Al Jazeera informuje o tarciach pomiędzy wojskiem a resortem spraw wewnętrznych, których efektem może być prowokowanie do zadym ulicznych i ich krwawe tłumienie przez siły podporządkowane Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.

Z drugiej strony, obecny chaos i niemożność opanowania sytuacji przez władze jest na rękę Bractwu (a dystansowanie się od demonstracji zdaje się to potwierdzać). Dlaczego? Bractwo ma ogromne szanse na odegranie kluczowej roli w post-mubarakowskiej polityce Egiptu. Sondaże dawały skrzydłu politycznemu Bractwa (Partii Wolności i Równości) szanse na zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Jednak dopóki rządzi wojsko, a pozycja armii jest silna, jakikolwiek wynik wyborczy nie daje Bractwu realnych szans na sprawowanie władzy. Potrzebne jest skompromitowanie wojskowych i ograniczenie ich roli w polityce. Podczas gdy armia pokazuje, że nie jest w stanie opanować sytuacji, zaprowadzić bezpieczeństwa ani poprowadzić procesu zmian ustrojowych w sposób odpowiedzialny, Bractwo będzie prezentowało się jako umiarkowana, spokojna i godna zaufania siła stabilizująca.

Wydarzenia w Egipcie są o wiele ważniejsze od tego, co działo się w Tunezji czy Libii. Egipt to bijące serce świata arabskiego, największy kraj arabski o ponad 80-milionowej populacji. To także kluczowy partner Izraela w regionie, zapewniający Państwu Żydowskiemu poczucie względnego bezpieczeństwa. Jest to poczucie coraz bardziej złudne, czego przykładem jest sześciokrotne uszkadzanie – od wybuchu rewolucji w Egipcie – gazociągu na Półwyspie Synaj.

Dalekosiężne skutki zmian w Egipcie

Jeśli Egipt kichnie, Bliski Wschód się zatrzęsie. Jeśli pozostanie w chaosie, będzie promieniować niestabilnością daleko poza swoimi granicami. Może też stać się bastionem władzy Bractwa Muzułmańskiego. A organizacja ta ma swoje odnogi w większości państw arabskich. Całkowicie zmieni to regionalną geopolitykę. Jak zachowa się rządzony przez Bractwo Egipt podczas tłumienia protestów przez reżim Assada w Syrii? Jak Bractwo zachowa się wobec Hamasu i sprawy palestyńskiej?

Dziś rządy Bractwa wydają się nadal odległe, a główną przeszkodą jest egipska armia – potężna, dobrze wyposażona i posiadająca rozległe interesy w gospodarce. Może jest to nawet - jak w przypadku Pakistanu, czy jeszcze dwie dekady temu w przypadku Turcji – armia, która ma państwo. Nie należy jednak uważać tego za dogmat. Wszystko może się zmienić. Jeśli armia zdecyduje się teraz na siłowe rozwiązanie problemu demonstracji, a społeczeństwo nie przestraszy się pokazu siły, prestiż wojska i poparcie dla niego drastycznie zmaleją. Mogą zacząć się dezercje i sprzeciw żołnierzy wobec brutalnej pacyfikacji nieuzbrojonych cywili. Wprost proporcjonalnie będzie wówczas rosło poparcie dla Bractwa, które – o czym pisałem wyżej – zaprezentuje się jako siła stabilizująca, która uratuje kraj i naród przed totalnym chaosem.

Najnowsze wieści na godzinę publikacji wpisu: Marszałek Tantawi zapowiedział, że wybory parlamentarne będą odbywać się zgodnie z planem od 28 listopada, natomiast w lipcu zostaną przeprowadzone wybory prezydenckie. Wtedy też Najwyższa Rada Wojskowa odda władzę, a żołnierze wrócą do koszar - jeśli taka będzie decyzja narodu w referendum. Marszałek zapewnił, że armia nigdy nie zabije żadnego Egipcjanina. Sytuację można na bieżąco śledzić na stronach BBC oraz Al Jazeery.

Piotr Wołejko



grafika: enegypte.com/content/egypt-revolution-25jan

niedziela, 14 marca 2010

grafika

Najważniejszym wydarzeniem poprzedniego tygodnia była wizyta amerykańskiego wiceprezydenta Joe Bidena w Izraelu, a właściwie przyjęcie, jakie zgotowali mu gospodarze. Biden jechał do Izraela, aby wesprzeć proces pokojowy, a Izraelczycy powitali go ogłoszeniem o budowie kolejnych domów we Wschodniej Jerozolimie, czyli rozwoju osadnictwa na ziemiach nie należących do Izraela. Co oczywiste, wiele polecanych przeze mnie na Dyplomacji na Facebooku materiałów dotyczy tego właśnie wydarzenia:

1. Amerykańskie Politico przywołuje fragment artykułu izraelskiej gazety Maariv, w którym możemy przeczytać o doradcach premiera Izraela Beniamina Netaniahu, którzy od dłuższego czasu wskazywali, że żadnego porozumienia nie będzie, a żydowscy osadnicy mogą spać spokojnie.

2. Profesor Stephen M. Walt na swoim blogu na portalu magazynu Foreign Policy wskazuje, że powitanie Bidena w Izraelu nie powinno nikogo dziwić, gdyż rząd Netaniahu od początku robi wszystko, aby włożyć kij w szprychy bliskowschodniej polityki prezydenta Obamy. O policzku i obrazie Amerykanów pisałem także w oddzielnym artykule.

3. David Brooks, publicysta amerykańskiego dziennika New York Times, apeluje o zrozumienie prezydenta Obamy. Jest on ostro krytykowany przez prawicę za skrajną lewicowość, a przez lewicę za wstrzemięźliwość w realizacji ambitnych reform i zbytnią skłonność do kompromisu z prawicą. Brooks przypomina, kim tak naprawdę jest Obama.

4. Brytyjski dziennik The Times informuje o zadziwiającej scysji dyplomatycznej pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi, której przyczyną stała się brytyjska suwerenność nad Falklandami. Stany Zjednoczone zdają się popierać stanowisko argentyńskiej prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner, według której o przyszłości Malwinów (inna nazwa Falklandów) powinny zadecydować rozmowy pomiędzy zainteresowanymi. Oba kraje stoczyły w 1982 roku krótką wojnę o wyspy, a spór na nowo rozgrzały informacje o eksploatacji złóż ropy  w okolicy wysp, do której przymierzają się Brytyjczycy.

5. Rosyjska agencja informacyjna ITAR-TASS donosi o możliwości rychłego ustalenia terminu podpisania nowego porozumienia o redukcji arsenałów nuklearnych. Układ mógłby zostać podpisany nawet w ciągu najbliższych tygodni.

6. Brytyjski tygodnik The Economist rozważa, czy powrót byłego szefa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Mohameda ElBaradei do Egiptu oznacza, że będzie on w stanie włączyć się do walki o prezydenturę w 2011 roku. Obecnie obowiązujące prawo eliminuje go z udziału w wyścigu, a elita władzy nie zamierza oddawać pola i ułatwiać laureatowi pokojowej nagrody Nobla działalności politycznej.

Powyższe materiały stanowią wartościową strawę intelektualną dla każdej osoby zainteresowanej polityką międzynarodową. Zapraszam codziennie na Dyplomację na Facebooku. Podsumowanie zbliżającego się tygodnia w przyszły weekend na blogu Dyplomacja. Zachęcam także do dołączenia do społeczności Dyplomacji na Facebooku, do której należy już ponad 160 osób. Bądź zawsze na bieżąco z polityką międzynarodową, komentuj, dyskutuj, polecaj interesujące artykuły - dołącz do Dyplomacji na Facebooku!

Piotr Wołejko

 

grafika: Tomasz Wojdała

 

| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
liczniki
Dyplomacja on Facebook