Wpisy z tagiem: turcja
piątek, 09 września 2011
Wydalenie izraelskiego ambasadora z Turcji było, zgodnie z zapowiedziami Ankary, tylko pierwszym krokiem podjętym przeciwko Izraelowi w związku z izraelską postawą wobec zeszłorocznego abordażu statków tzw. Flotylli Wolności, mającej na celu przełamanie izraelskiej blokady Strefy Gazy. Efektem ataku komandosów na statki flotylli była śmierć 9 obywateli Turcji. W ślad za wydaleniem ambasadora Turcja zerwała stosunki wojskowe i wywiadowcze z Izraelem, a teraz premier Erdogan zapowiada eskortowanie kolejnych tureckich statków, jeśli te będą próbowały przełamać blokadę Strefy Gazy.
Możliwe scenariusze rozwoju sytuacji Rozważania militarno-polityczne na świetnym blogu poświęconym głównie marynarce wojennej Information Dissemination sprowadzają się do tego, iż Turcja może przelicytować. Wysłanie jednego okrętu może zakończyć się kompromitacją i ewentualnym pojmaniem go przez Izraelczyków, natomiast wysłanie więcej niż jednego okrętu może przerodzić się w starcie zbrojne. O ile turecka flota jest większa od izraelskiej, to o sukcesie w dzisiejszych konfliktach zbrojnych decyduje lotnictwo. Tutaj mało kto może się równać z Izraelem. Nie ulega wątpliwości, że Izrael nie ma ani chęci ani zamiaru dążyć do jakiegokolwiek starcia zbrojnego z Turcją. Izraelscy decydenci nie komentują, na razie, zapowiedzi tureckiego premiera. Sytuacja jest jednak napięta i grozi eskalacją. Wyobraźmy sobie, że Erdogan wysyła jeden okręt, który następnie zostaje przejęty przez Izraelczyków. Byłoby to ogromnym policzkiem dla premiera i wszystkich Turków. Presja ze strony społeczeństwa, by zmyć hańbę mogłaby wymusić reakcję tureckiego wojska. Izrael na pewno nie pozostałby dłużny. I tak, krok po kroku, następuje eskalacja konfliktu. Drugi scenariusz zakłada, że turecki okręt wdaje się w bitwę morską z siłami izraelskimi, w efekcie której okręt jednej ze stron zostaje zatopiony. Jeśli będzie to okręt turecki, scenariusz z powyższego akapitu jest jeszcze bardziej realny. Jeśli będzie to okręt izraelski, Izrael nie puści tego płazem. Nie może, gdyż okazanie słabości na choćby minutę stanowi dla tego kraju śmiertelne wręcz zagrożenie – zachętę do ataku dla wszystkich, licznych przecież, wrogów tego kraju. Stąd Izrael konsekwentnie odpowiada na wszelkie ataki wymierzone we własnych obywateli lub na własne terytorium. Często zresztą odpowiedź ta jest przesadna, jednak Izrael uważa, że nie w sytuacji zagrożenia nie ma czasu na subtelność, co oczywiście nie przysparza Izraelowi popularności globalnej opinii publicznej. Scenariusz eskalacji konfliktu, choć nadal wydaje się mało prawdopodobny, ma także istotne konsekwencje polityczne. Jeśli, w razie jakiegokolwiek incydentu, Turcja poniesie straty, nawet wyłącznie wizerunkowe, premier Erdogan znajdzie się w trudnej sytuacji – po prostu straci twarz. Będzie musiał zareagować albo zostanie politycznym trupem, uznanym za przywódcę słabego i nieudolnego. Ktoś będzie musiał go zastąpić. Czy to nie wymarzona okazja dla armii, żeby pozbyć się groźnego przeciwnika i jego potężnej partii? Mimo coraz słabszej pozycji, aresztowań, procesów i czystek na stanowiskach kierowniczych, trudno uznać wojsko za w pełni lojalne wobec premiera Erdogana, Prezydenta Gula i ich partii AKP. Czy Erdogan zdaje sobie sprawę z ryzyka? A może liczy na to, że wojskowi dadzą się sprowokować, spodziewając się, że wreszcie zdusi sprzeciw armii wobec siebie i obejmie władzę absolutną? Marketingowy blef? Oby. Reasumując, premier Erdogan stąpa po bardzo kruchym lodzie. Brnąc w konfrontację z Izraelem może dojść do miejsca, z którego nie będzie odwrotu. Rozumiejąc, że Erdogan kapitalizuje niechęć społeczeństwa tureckiego i Arabów wobec Izraela, należy postawić pytanie, czy racjonalna kalkulacja nie nakazuje zachować większej powściągliwości. Podbijanie stawki w bliskowschodniej grze może przysporzyć chwilowej popularności, jednak po przekroczeniu pewnej granicy trzeba będzie zapłacić cenę za podejmowane decyzje. Erdogan rządzi już trzecią kadencję i powinien zdawać sobie z tego sprawę. Stąd skłaniam się do tego, iż obiecując eskortę kolejnych statków próbujących przełamać izraelską blokadę Strefy Gazy najzwyczajniej w świecie kłamie, licząc na zdobycie poklasku. Kłamstwo jest przecież jednym z narzędzi w polityce, także międzynarodowej. Piotr Wołejko grafika: en.trend.az
piątek, 02 września 2011
Turecki minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoglu zapowiedział wydalenie izraelskiego ambasadora z Ankary oraz zawieszenie współpracy wojskowej z Izraelem. Uzasadnieniem dla tak drastycznego posunięcia jest brak stosownej (czyli zgodnej z oczekiwaniami Turcji) reakcji na zeszłoroczny incydent, podczas którego tzw. Flotylla Wolności próbowała przełamać izraelską blokadę morską Strefy Gazy. Ankara domagała się przeprosin oraz finansowej rekompensaty dla rodzin dziewięciu tureckich ofiar ataku izraelskich komandosów na statki flotylli. Izrael nie jest skory do przeprosin, gdyż obawia się okazania w ten sposób swej słabości, natomiast nie wyklucza wypłaty odszkodowań. Sprawę zaognił przygotowany przez ONZ raport, zgodnie z którym Izrael miał prawo prowadzić blokadę morską kontrolowanej przez Hamas Strefy Gazy, celem której było powstrzymanie dopływu broni do organizacji terrorystycznych. Do podobnej konkluzji doszli Izraelczycy we własnym raporcie. Tymczasem Turcja stoi na stanowisku, iż blokada jest bezprawna i nakierowana na uciskanie palestyńskiej ludności cywilnej. Prezydent Turcji Abdullah Gul stwierdził, iż oenzetowski raport jest dla Ankary bez znaczenia dodając, iż wydalenie izraelskiego ambasadora może być tylko pierwszym z kroków, które zostaną przez Turcję podjęte. Turcja usamodzielnia się w regionie
Warto poczynić przy tym istotne zastrzeżenie – w dniu dzisiejszym Turcja poinformowała o wydaniu zgody na rozmieszczenie na swoim terytorium mobilnego amerykańskiego radaru, który ma służyć do wykrywania irańskich rakiet dalszego zasięgu. Dziennik Wall Street Journal ocenia, iż „przyspiesza to rozwój natowskiego systemu wczesnego wykrywania”. Turcja pozycjonuje się więc coraz bardziej jednoznacznie w opozycji do Izraela, pozostając przy tym w bliskich relacjach z USA, głównym patronem Izraela. Jest to ciekawa próba zyskania na znaczeniu w stosunkach z Ameryką i uniezależnienia własnej pozycji w Waszyngtonie od relacji USA-Izrael. Realizm podpowiada: płyń z wiatrem Ochłodzenie w stosunkach turecko-izraelskich nie jest czymś nowym i było widoczne od kilku już lat. Nabrało wyraźnie na sile od objęcia przez Ahmeta Davutoglu stanowiska szefa dyplomacji w 2009 roku. Uprzednio był on doradcą premiera Recepa Erdogana. Davutoglu realizuje doktrynę „zero problemów z sąsiadami”, otwiera Turcję na arabskich partnerów w regionie i gra na wzrost znaczenia Turcji na arenie międzynarodowej. Wydalenie ambasadora Izraela zostanie świetne odebrane w arabskich państwach regionu, gdzie premier Erdogan już teraz cieszy się dużym poparciem. Dla Izraela drastyczne pogorszenie stosunków z Turcją stanowi poważny problem. Po rewolucji w Egipcie nowe-stare władze wojskowe nie są już tak przychylne polityce Izraela, w szczególności wobec Palestyńczyków. W Libanie władzę przejął szyicki Hezbollah w koalicji z częścią lokalnych ugrupowań chrześcijańskich, natomiast w Syrii dyktator Baszar al-Asad krwawo tłumi demonstracje antyrządowe. Nie można jednak liczyć na to, iż w razie obalenia Asada w Damaszku zaczną rządzić ludzie Izraelowi przychylni. Tym bardziej należy zastanowić się nad polityką Izraela, który odrzucał czynione przez Turcję próby wypracowania porozumienia pokojowego pomiędzy Izraelem a Syrią. Izrael popada w coraz większą izolację w regionie, mogąc liczyć w zasadzie tylko na słabiutką Jordanię i, wyłącznie po cichu, na Arabię Saudyjską. A i to ostatnie tylko dlatego, iż Rijad obawia się Iranu, z którym Izrael także ma na pieńku. Trudno przewidywać, czy wydalenie izraelskiego ambasadora zwiastuje długotrwały kryzys, czy jest tylko chwilową demonstracją. Na pewno jest to sygnał oznaczający poważne zmiany w geopolityce Bliskiego Wschodu. Pamiętając o planowanej na wrzesień debacie o uznaniu niepodległości Państwa Palestyńskiego, która odbędzie się na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ, najbliższe tygodnie zapowiadają się bardzo interesująco. Piotr Wołejko
grafika: uprootedpalestinian.wordpress.com
sobota, 01 stycznia 2011
Trudny rok. Pełen katastrof. Zaczęło się na początku stycznia w Haiti. Potężne trzęsienie ziemi unaoczniło światu kruchość haitańskiej państwowości. Bilans tragedii to ponad 200 tys. ofiar i miliony osób żyjących do dziś bez trwałego dachu nad głową. Naprawa Haiti to misja na wiele lat. Misja niełatwa i kosztowna. Czy uda się zakończyć ją sukcesem? Zamieszanie wokół niedawnych wyborów powszechnych (ponowne przeliczanie głosów) nie jest pozytywnym sygnałem. Haiti, Chile i amerykański Senat Miesiąc później, pod koniec lutego ub.r., trzęsienie ziemi silniejsze od tego, które zniszczyło Haiti, dotknęło Chile. Jakże rzucała się w oczy różnica w jakości państwa, jego struktur i instytucji. Będące oknem wystawowym Ameryki Południowej Chile nie załamało się pod presją sił natury. Liczba ofiar sięgnęła setek, ale nie setek tysięcy. Straty owszem, były, ale nie da się tego żadną miarą porównać z Haiti. Skoro już jesteśmy przy Chile warto odnotować, iż po raz pierwszy od końca ery Pinocheta (1990 rok) władzę w kraju przejmuje prawica. Nowym prezydentem kraju został bogaty biznesmen Sebastian Pinera. Santiago czeka jednak bardziej zmiana pilota, niż kursu. Do Chile wrócę jeszcze pod koniec podsumowania. Przechodząc na chwilę do polityki, nie można pominąć trzęsienia ziemi w amerykańskiej polityce wewnętrznej, które wywołało zwycięstwo republikanina Scotta Browna w wyborach uzupełniających do Senatu. Brown zwyciężył w liberalnym stanie Massachusetts i zajął miejsce zajmowane przez dekady przez legendę demokratów - Edwarda Kennedy'ego. Sukces ten był uwerturą do listopadowego zwycięstwa GOP w wyborach do Izby Reprezentantów. Gdyby nie prawicowy radykalizm pod banerem Tea Party, republikanie mogli nawet liczyć na przejęcie kontroli nad Senatem. Chiny, Turcja, Ukraina, Rosja i Jerozlima Styczeń to także ostra reakcja amerykańskiego koncernu Google na atak hakerski, jaki przypuściły na niego Chiny. Spodziewałem się poważniejszych konsekwencji tego wydarzenia, ale w sumie z dużej chmury spadł mały deszcz. W lutym zwróciłem uwagę na postępującą rozprawę partii AKP, pod przewodnictwem premiera Turcji Recepa Erdogana, ze strzegącą świeckości republiki armią. Podobno wojskowi szykowali zamach stanu, któremu udało się zapobiec. Drugi miesiąc 2010 roku przyniósł również zmianę warty na Ukrainie. Skompromitowany prezydent Juszczenko zakończył swą żałosną kadencję, a wyrównaną walkę o prezydenturę stoczyli Julia Tymoszenko i Wiktor Janukowycz. Zgodnie z przewidywaniami, wygrał ten drugi. Z jego sukcesem wiąże się ważna lekcja dla Polski. Dalej, w marcu, mieliśmy zamachy w moskiewskim metrze, które przypomniały o niestabilności rosyjskiego Kaukazu. Już nie tylko Czeczenia stanowi poważny problem, ale także sąsiednie republiki. Wiele kilometrów na południe od Groznego, w Ziemi Świętej, Izrael pokazał Amerykanom, gdzie raki zimują. Wizyta wielkiego przyjaciela Izraela, wiceprezydenta Joe Bidena, była policzkiem nie tylko dla niego, ale dla całej administracji Obamy. Gospodarze powitali Bidena informacją o rozbudowie osiedli żydowskich we wschodniej Jerozolimie. Był to zaledwie początek serii "przyjaznych gestów" Izraela wobec USA. Waszyngton poniósł w 2010 roku całkowitą klęskę w swojej polityce wobec Izraela i tzw. procesu pokojowego. Smoleńsk i relacje z Rosją Kwiecień przyniósł straszliwą tragedię w postaci katastrofy prezydenckiego Tupolewa pod Smoleńskiem. Zginął prezydent Polski Lech Kaczyński wraz z małżonką, wszyscy najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego i kilkadziesiąt innych osób. Wydarzenie bez precedensu w dotychczasowej historii, nie tylko Polski, ale całego świata. Również w kwietniu islandzki wulkan o niewymawialnej nazwie sparaliżował na wiele dni ruch lotniczy w Europie, utrudniając m.in. autorowi tego tekstu wyjazd na międzynarodową konferencję w stolicy Katalonii, Barcelonie. Po raz kolejny w tym roku natura pokazała, jak krucha jest cywilizacja stworzona przez człowieka. W obliczu katastrofy smoleńskiej zastanawialiśmy się, jak będą wyglądać stosunki Polski z Federacją Rosyjską. Jak pokazał czas, przewidywania okazały się słuszne. Ocieplenie przyniosło pewną poprawę, jednak w wielu kluczowych sprawach różnica zdań pozostała. I raczej pozostanie. Chociażby w sprawie przyszłości Ukrainy, która swoją decyzją o przedłużeniu stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie zdawała się pieczętować odwrót z kursu zachodniego. Powodzie, pożary i nieodpowiedzialna polityka KRLD Kolejne miesiące, w szczególności lipiec, to kolejne katastrofy naturalne. Podczas gdy tysiące hektarów ziemi, wsie i miasteczka w Rosji trawił nie dający się powstrzymać pożar, północny Pakistan znalazł się pod wodą. Powódź dotknęła ponad 20 milionów ludzi, spośród których spora część straciła dorobek całego życia. W polityce zwróciłem uwagę na możliwość przyciśnięcia Chin do muru ws. coraz agresywniejszej Korei Północnej, a to dzięki ujawnieniu, iż za zatopieniem pod koniec marca 2010 roku południowokoreańskiej korwety Cheonan stał reżim Kim Dzong Ila. Chiny wywinęły się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za swojego klienta, a pod koniec listopada Korea Północna ostrzelała należącą do Południa wyspę Yeonpyeong. Kłopoty z właściwą reakcją na poczynania północnokoreańskiego reżimu zamknęły słaby dla Chin rok w stosunkach międzynarodowych. W tym kontekście nie można nie wspomnieć o histerycznej wręcz reakcji Pekinu na zatrzymanie przez Japonię kapitana chińskiego kutra rybackiego, który został zatrzymany za staranowanie japońskich okrętów straży przybrzeżnej. Chiny pokazały tutaj swoją brzydką, nacjonalistyczną twarz i dały dużo do myślenia państwom Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Japonia nie tylko została upokorzona, ale także Chiny wstrzymały jej dostawy tzw. metali ziem rzadkich. Pekin kontroluje ponad 95 proc. ich wydobycia, a nowoczesna japońska gospodarka potrzebuje tychże metali jak człowiek tlenu. Kara była więc surowa. Alians brytyjsko-francuski, polska polityka zagraniczna i dobre wieści z Chile Na początku listopada na pierwszy plan wysunęła się Europa, a to dzięki umowie o współpracy obronnej podpisanej przez Francję i Wielką Brytanię. Starzy sojusznicy, broniąc własne siły zbrojne przed cięciami budżetowymi, a także walcząc o utrzymanie wpływów na arenie międzynarodowej, zawarli traktat obronny na najbliższe 50 lat. Skoro jesteśmy już na Starym Kontynencie, rzućmy okiem na Polskę. W pierwszych dniach grudnia ofensywę dyplomatyczną przeprowadził prezydent Bronisław Komorowski, spotykając się z prezydentami Rosji, Niemiec i Ameryki. Natomiast tuż przed Świętami w trudnej sytuacji postawił nas białoruski dyktator Aleksander Łukaszenka, przyznając sobie 80 proc. poparcia w wyborach, a następnie brutalnie tłumiąc demonstracje i pałując swoich kontrkandydatów.
Na koniec zostawiłem chyba najbardziej pozytywne wydarzenie ubiegłego roku. Nie, nie finał mundialu w RPA, po którym, jako wielki fan Hiszpanii i FC Barcelony, byłem w siódmym niebie. Mam na myśli zakończoną powodzeniem akcję ratunkową w chilijskiej kopalni miedzi San Jose. W połowie października, na oczach miliarda widzów na całym globie, 33 zasypanych pod ziemią górników zostało wyciągniętych na powierzchnię. Spędzili 69 dni na głębokości 700 metrów. Niesamowite wrażenie zrobił na mnie drugi w kolejności uratowany górnik, Mario Sepulveda (na zdjęciu; źródło: mirror.co.uk). Co przyniesie rok 2011? Polska w drugiej połowie 2011 roku obejmie przewodnictwo w Unii Europejskiej i obok wyborów parlamentarnych będzie to najważniejsza sprawa. W Chinach szykuje się zmiana u sterów, Hu Jintao i Wen Jiabao w 2012 roku ustąpią miejsca młodszym kolegom z partii komunistycznej. W Ameryce rozpocznie się kampania prawyborcza, której celem będzie wyłonienie rywala dla Baracka Obamy. Europę czeka sporo nerwów związanych z problemami finansowymi państw grupy PIIGS, a także początek batalii o budżet UE na lata 2013-2020. Z pewnością będzie to ciekawy rok, który mam zamiar dla Was opisywać i analizować. Najważniejsze to dotrwać do grudnia, kiedy Dyplomacja będzie obchodzić swoje piąte urodziny. Możecie sprawić, aby pierwszą pięciolatkę uczcić z przytupem. Bądźcie ze mną, czytajcie Dyplomację, dołączcie do Dyplomacji na Facebooku, zaproście swoich znajomych i, co najistotniejsze, przyglądajmy się razem uważnie temu, co dzieje się na świecie. Dziękuję Wam za udany 2010 rok i liczę, że 2011 będzie przynajmniej nie gorszy od swego poprzednika! Piotr Wołejko
niedziela, 04 kwietnia 2010
Mijający tydzień upłynął pod znakiem zamachów terrorystycznych w Rosji, w metrze moskiewskim i Dagestanie. Z tej ostatniej rosyjskiej republiki płyną kolejne wieści o aktach terroru, tym razem wysadzeniu w powietrze pociągu towarowego. W Inguszetii, którą od Dagestanu oddziela Czeczenia, znaleziono bomby przy cmentarzu. W cotygodniowym przeglądzie najciekawszych publikacji dotyczących spraw międzynarodowych powrócimy jeszcze do Rosji, jednak zwrócę Waszą uwagę także na inne wydarzenia. Przypomnę, że na bieżąco możecie śledzić politykę międzynarodową za pośrednictwem Dyplomacji na Facebooku. 1. Brytyjskie BBC informuje o bojkocie tegorocznych wyborów parlamentarnych w Myanmarze (Birmie) przez główną partię opozycyjną, której liderką jest laureatka pokojowego Nobla - Aung San Suu Kyi. Rządząca w kraju junta wojskowa przyjęła prawo wyborcze, zgodnie z którym Suu Kyi musiałaby zrezygnować z szefowania partii. W efekcie Narodowa Liga na Rzecz Demokracji nie weźmie udziału w wyborach, na co zapewne liczyli wojskowi. Czy bojkot to dobra decyzja? Przykład sunnitów w Iraku pokazał, że niekoniecznie. 2. Profesor Stephen Walt, na swoim blogu na portalu magazynu Foreign Policy, odnosi się do przemówienia prezydenta Baracka Obamy do amerykańskich żołnierzy w afgańskiej bazie w Bagram, dokąd dość niespodziewanie udał się Obama. Jaka jest definicja zwycięstwa według Obamy i jak rozumie ją Walt? 3. Na łamach amerykańskiego New York Timesa kilku ekspertów zastanawia się, czy zamachy w moskiewskim metrze pomogą Putinowi. Tymczasem na stronach internetowych Radia Wolna Europa można przeczytać o narastającym niezadowoleniu z putinowskiej wojny z terrorem, która zaczęła się jeszcze za czasów jego pierwszego premierostwa. Warto zwrócić także uwagę na rosyjskie problemy na Kaukazie, które trwają w najlepsze od dłuższego czasu, a Moskwa nie umie sobie z nimi poradzić - portal Global Security za Voice of America. 4. Brytyjski Economist analizuje trudne relacje pomiędzy brytyjskimi Konserwatystami a kontynentalną Europą, w szczególności brukselskimi politykami i urzędnikami. Obie strony sobie nie ufają, ale przede wszystkim brakuje im zrozumienia. Majowe wybory na 99 procent wymiotą Gordona Browna i jego Partię Pracy, przywracając Torysów do władzy w Londynie. Może warto zacząć myśleć konstruktywnie i pragmatycznie, zamiast chować się za tarczą urazów i nieporozumień? 5. Na stronach internetowych amerykańskiego think-tanku Council on Foreign Relations znajdziemy interesującą dyskusję na temat polityki zagranicznej Turcji, która doznała w ostatnim czasie istotnej korekty. Ankara przestawia się z Zachodu na Wschód, odczuwając nie tylko własną siłę, ale także biorąc aktywny udział w kształtowaniu układu sił w regionie. Ciekawą analizę głównych problemów tureckiej dyplomacji przedstawił na swoim blogu Kącik Dyplomatyczny Patryk Gorgol. 6. Tematem drugiej edycji Agory Dyplomacji była ocena prezydentury Dmitrija Miedwiediewa na półmetku jego rządów. Komentatorzy pisali o tym, czy bilans Miedwiediewa wychodzi na plus czy na minus, a także o relacjach obecnego prezydenta z jego poprzednikiem, dziś premierem, Władimirem Putinem. Zachęcam do lektury oraz komentowania! Powyższe materiały stanowią wartościową strawę intelektualną dla każdej osoby zainteresowanej polityką międzynarodową. Zapraszam codziennie na Dyplomację na Facebooku. Podsumowanie zbliżającego się tygodnia w przyszły weekend na blogu Dyplomacja. Zachęcam także do dołączenia do społeczności Dyplomacji na Facebooku, do której należy już ponad 230 osób. Bądź zawsze na bieżąco z polityką międzynarodową, komentujcie, dyskutuj, polecaj interesujące artykuły - dołącz do Dyplomacji na Facebooku! Piotr Wołejko
grafika: Tomasz Wojdała
piątek, 05 marca 2010
Wczorajszego dnia Komisja Spraw Zagranicznych amerykańskiej Izby Reprezentantów, stosunkiem głosów 23 do 22, przyjęła rezolucję uznającą ludobójstwo Ormian dokonane przez Imperium Osmańskie (dzisiejszą Turcję) w latach 1915-1923. Tym samym dokument może być teraz poddany pod głosowanie w Izbie. Reakcja Turcji była łatwa do przewidzenia. Turecki ambasador w Waszyngtonie został odwołany do Ankary "na konsultacje", a władze tureckie grożą pogorszeniem wzajemnych stosunków. Straty i wymówki
Z drugiej strony Turcy z radością przyjmą amerykańską rezolucję jako wymówkę wstrzymującą przyjęcie protokołów przez turecki parlament. Tak naprawdę bowiem Ankara troszeczkę się zagalopowała i została napomniana przez bratni Azerbejdżan. Baku nadal nie rozwiązało z Armenią sporu o Górny Karabach. Presja ze strony zasobnych w ropę i gaz Azerów, a także nacjonalistów wewnątrz Turcji spowodowały drastyczne spowolnienie procesu pojednania. Rezolucja spadła więc Turkom jak z nieba, więc argument o kiepskim momencie jej przyjęcia jest słuszny. Trudna historia Warto jednak zwrócić uwagę na problem, jakim dla Turków jest pogodzenie się z własną historią. Premier Erdogan określił rezolucję obwinianiem Turcji za coś, czego nie zrobiła. Jeśli fakty historyczne świadczą inaczej, tym gorzej dla faktów - zdaje się mówić Erdogan. Wśród historyków dominuje pogląd, wedle którego tzw. rzeź Ormian to zaplanowane ludobójstwo, w którym śmierć poniosło ok. półtora miliona ludzi. Podobne do amerykańskiej rezolucje lub uchwały podejmowały już parlamenty innych państw, m.in. Francji, czy - w 2005 roku - Polski. Turcy zawsze reagowali oburzeniem, ale potem relacje wracały do normy. Teraz powinno być podobnie. Reakcja jest tak ostra, gdyż rezolucję planują przyjąć Amerykanie - najpotężniejszy kraj świat, do tego jeden z najbliższych sojuszników. Trudno spodziewać zerwania strategicznych więzi pomiędzy Ankarą a Waszyngtonem z powodu ludobójstwa Ormian ponad dziewięć dekad temu. Chwilowe ochłodzenie to wszystko, na co zdecydują się Turcy. Amerykanie mogą chwilowo stracić, ale długoterminowo to Turcja straciłaby więcej na, za przeproszeniem, strojeniu fochów Stanom Zjednoczonym. Co więcej, administracja prezydenta Obamy i sam prezydent (podobnie jak jego poprzednicy George W. Bush i Bill Clinton) robi co może, aby rezolucji nie przyjmować. Jako szef egzekutywy Obama rozumie, że nie ma sensu w wywoływaniu nawet krótkotrwałych wojenek z ważnymi partnerami. Tym bardziej, że kwestia ludobójstwa Ormian jest w Turcji wyjątkowo drażliwa i żadna siła polityczna nie jest w stanie zakończyć jej w sposób definitywny, aby demony przeszłości nie miały wpływu na bieżącą politykę. Przykre, że Turcja nie dojrzała do przyjęcia odpowiedzialności za działania z okresu I wojny światowej oraz lat tuż po jej zakończeniu. Widać tu niezrozumienie pojęcia duma narodowa, w którą rzekomo godzi przyznanie się do popełnienia zbrodni. Nie mnie pouczać Turków, jak powinni podchodzić do własnej historii. Natomiast można pokusić się o stwierdzenie, iż "załatwienie" sprawy ludobójstwa wpłynęłoby pozytywnie na cały region, chociażby zmniejszając w nim napięcie. Lobbyści w Waszyngtonie W całej sprawie warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, mianowicie zwycięstwo ormiańskiego lobby w bezpośrednim starciu z lobby tureckim. Obie strony, Ormianie przez swoją diasporę, Turcy także kanałami oficjalnymi, przekonywali kongresmenów o swoich racjach. Pierwszą rundę wygrali Ormianie, ale strona turecka nie zamierza składać broni. Kto wie, czy porażka Turcji w głosowaniu komisji nie wynika ze zwiększającego się rozziewu pomiędzy Turcją a Izraelem, co przełożyło się na brak wsparcia tureckiego punktu widzenia przez lobby żydowskie. Prawda odnośnie rezolucji jest bowiem taka, że wydarzenia sprzed ponad 90 lat mało kogo oby w Kongresie obeszły, gdyby nie intensywne lobbowanie zainteresowanych stron. Szkoda, że niewielka Armenia i nieliczna, w porównaniu do polskiej, mniejszość ormiańska dysponuje na Kapitolu wpływami, o jakich Polacy długo będą mogli tylko pomarzyć. Piotr Wołejko
grafika: gmcase.files.wordpress.com
Cały świat na jednej stronie - Polityka Globalna:
Tagi:
dyplomacja
historia
ludobójstwo
rzeź Ormian
Stany Zjednoczone
stosunki amerykańsko-tureckie
turcja
20:22, p.wolejko ,
Europa
Link Komentarze (3) » |
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
Tagi
Dyplomacja on Facebook
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||