Wpisy z tagiem: druga wojna światowa
czwartek, 11 lutego 2010
Filip Gańczak napisał na blogu Newsweeka w Salonie24 notkę zatytułowaną Zwycięstwo wypędzonych. Redaktor tygodnika pisze m.in., że to polscy politycy i publicyści wyolbrzymili rolę Eriki Steinbech ze Związku Wypędzonych i w ten sposób ułatwili jej zwycięstwo. Nie dość, że muzeum wypędzeń powstanie w Berlinie, to w radzie fundacji zarządzającej tymże muzeum przedstawiciele wypędzonych zyskali silniejszy głos. Szczegóły w notce F. Gańczaka. Uwagi dotyczące wkładu polskich polityków i publicystów w zwycięstwo Steibach są słuszne. Niektórzy z nich podnieśli w Polsce straszliwy raban, nie uciekając się od bardzo ostrych stwierdzeń i figur retorycznych. Ponieważ wróg musiał mieć jakąś twarz, obsadzono Erikę Steinbach w roli głównego przeciwnika. Tym samym wykreowaliśmy panią Steinbach i wzmocniliśmy jej pozycję w Niemczech. Ona i jej związek przeciwko państwu polskiemu. Cudowna sytuacja dla kreowania własnego heroizmu. Nie o Steinbach jednak, ani o przeciw-skutecznym działaniu niektórych polskich polityków i publicystów chcę pisać. Powyższe twierdzenia to oczywistości. Ważne jest co innego. Otóż w Bonn, dawnej stolicy Republiki Federalnej Niemiec, gdzie do dziś rezydują niektóre instytucje federalne, znajduje się Haus der Geschichte der Bundesrepublik Deutschland. Cóż to takiego? Muzeum historii Republiki Federalnej. Czy jest coś złego w istnieniu takiego muzeum? Skądże. Każdy kraj ma prawo, a nawet obowiązek dokumentować oraz prezentować własną historię. Niestety dla Polski i Polaków, historia pokazywana we wspomnianym muzeum już teraz przedstawia nasz naród w niezbyt pozytywnym świetle. To jeszcze dałoby się przeżyć, w końcu żaden naród nie jest w stu procentach szlachetny przez całą historię swego istnienia. Problem w tym, że w Haus der Geschichte ekspozycje oraz przewodnicy informują zwiedzających o wypędzeniach Niemców przez Polaków po drugiej wojnie światowej. Muszę przyznać, że byłem zbulwersowany zwiedzając omawianą ekspozycję w grudniu ubiegłego roku. Polacy zostali w niej przedstawieni jako winowajcy i oprawcy. Zwiedzaliśmy to w grupie międzynarodowej, kilkanaście osób nie tylko z różnych państw, ale także kontynentów - w tym ja i dwie koleżanki z Polski. Zadaliśmy od razu kilka pytań naszej przewodniczce. Tłumaczyliśmy m.in., że zaraz po wojnie żadni Polacy nie mogli o wysiedleniach decydować ani ich przeprowadzać i że o wszystkim decydowali Sowieci. Przypominaliśmy, że niektórzy uciekinierzy osiedlili się na terytorium Polski już po wybuchu drugiej wojny światowej. Przewodniczka straciła rezon, czuła się wyraźnie zakłopotana, ale ostatecznie odpowiedziała, że każdy naród ma prawo do przedstawiania własnej historii. A ona jest przedstawiona w taki a nie inny sposób. Nie wiem, od kiedy w Haus der Geschichte przedstawia się wersję historii, według której Polacy wypędzali Niemców, a proceder ten nie jest ujęty w żadnym kontekście historyczno-politycznym. Nie jest to na pewno kwestia ostatniego roku czy dwóch, czyli okresu sporu polsko-niemieckiego o panią Steinbach. Przykre, że nasi politycy walczą o mające dopiero powstać muzeum (do tego dość nieudolnie), a nie zwracają uwagi na już istniejącą placówkę, w której antypolska propaganda, bo inaczej tego nazwać nie sposób, jest serwowana setkom tysięcy zwiedzających rocznie. Piotr Wołejko
sobota, 16 stycznia 2010
Sierpień ubiegłego roku był miesiącem o tyle wyjątkowym, że na pierwszy plan naszych rozważań wysunęła się historia. Zbliżała się bowiem siedemdziesiąta rocznica wybuchu drugiej wojny światowej z paktem Ribbentrop-Mołotow oraz sowiecką agresją na Polskę a dnia 17 września na czele. Atmosfera w naszym kraju się zagęściła, w czym wydatnie pomogła propagandowa ofensywa z Moskwy. Obok przeszłości zajęliśmy się także przyszłością, i to dość daleką, dzięki projektowi Desertec. Przyjrzeliśmy się także bliżej stosunkom turecko-rosyjskim. Przypomnę, że tworząc zestawienie najważniejszych wydarzeń korzystam z zasobów własnego bloga oraz artykułów opublikowanych na portalu Polityka Globalna. 1. Lekcja historii Na Westerplatte zorganizowano rocznicową uroczystość, upamiętniającą agresję Rzeszy Niemieckiej na Polskę. Obecni byli m.in. kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Brytyjczycy i Francuzi, nasi ówcześni sojusznicy, nie byli reprezentowani na tak wysokim szczeblu. Prawdziwy afront uczynili nam jednak Amerykanie, choć później się trochę poprawili, gdyż pierwotnie planowali wysłanie delegacji niskiej rangą (wpis z dn. 28 sierpnia 2009 r.). Fakt ten "świadczy (...) o aktualnej randze kraju (i szerzej, regionu), do którego delegacja została wysłana. Warto zacząć myśleć o tym, jak powinna wyglądać nasza polityka zagraniczna. Chyba, że potrzeba nam więcej sygnałów zza oceanu", komentowałem na swoim blogu. Stosunek Stanów Zjednoczonych do Polski przedstawił na łamach Polityki Globalnej Jan Barańczak. W artykule Czym jest Polska dla Ameryki? napisał m.in.: "Polska została zdobyta, wyrwana ze współpracy z rywalem. Po przyjęciu do zachodnich struktur bezpieczeństwa, współpracy gospodarczej i politycznej jej pozycja jest dobrze zakotwiczona po naszej [amerykańskiej - przyp. PW] stronie (...) Polska nie ma potencjału, aby w znaczący sposób pomóc Ameryce w rozwiązywaniu problemów, przed którymi stoi nasz kraj w XXI wieku". Wracając jednak do historii, w jednym z wpisów starałem się przedstawić pakt Ribbentrop-Mołotow z innej perspektywy (wpis z dn. 23 sierpnia 2009 r.). Innej, czyli nie z polskiej. Z jakiej więc? Realistycznej. Stosując teorię stosunków międzynarodowych, realizm właśnie, dość obszernie opisałem ówczesne uwarunkowania. Pozwolę sobie poniżej przytoczyć jeden fragment wspomnianego artykułu: "Francji nie udało się zawrzeć wymierzonego w Niemcy sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Sowieci nie byli do końca zdeterminowani, nie czując takiej presji ze strony Niemiec jak Francuzi. Nie musieli za wszelką cenę paktować z Francją i Wielką Brytanią. Zarówno Brytyjczycy, jak i Sowieci wybrali strategię przerzucania gorącego kartofla do Francuzów, którzy musieli go złapać. Brak zaufania i wzajemne podejrzenia o skryte paktowanie z Hitlerem sprawiło, że wszystkie mocarstwa dawnej ententy w pierwszych miesiącach 1939 roku musiały radzić sobie z Niemcami samodzielnie. Samodzielnie, choć oznaczało to, że każde z nich jest od Niemiec słabsze". 2. Desertec - elektrownie na pustyni "Do 2050 roku kosztem minimum 400 miliardów euro może powstać największy system elektrowni słonecznych, zlokalizowanych głównie na afrykańskiej Saharze", pisałem 26 sierpnia 2009 r. we wpisie zatytułowanym Pustynne marzenia. "Projekt zakłada współpracę kilkudziesięciu państw regionu Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej oraz Unii Europejskiej oraz partnerów prywatnych, od koncernów energetycznych, przez instytucje finansowe, po producentów poszczególnych elementów infrastruktury". Trudno nie być sceptycznym w odniesieniu do tak ogromnego i ambitnego projektu. Jego koszt nie jest głównym problemem. Kłopoty zaczynają się bowiem już na etapie współpracy państw arabskich, na terenie których miałyby być zlokalizowane elektrownie słoneczne. Desertec, bo tak nazwano projekt, zakłada powstanie kosztownej infrastruktury oraz cywilizacyjny skok państw regionu MENA (Bliski Wschód i Afryka Północna), chociażby poprzez konieczność reformy i unowocześnienia systemu prawnego oraz stworzenie sprawnej administracji. Pojawia się także pytanie o wpływ Desertecu na środowisko naturalne. W świetle powyżej streszczonych trudności nie powinna dziwić konkluzja: "Zamiast liczyć na pustynię, należałoby raczej skupić się na inwestycjach o mniejszej skali, łatwiejszych do zrealizowania i mniej kosztownych". 3. Turcja i Rosja: partnerzy i rywale Polityka zagraniczna Turcji w ostatnich latach uległa dość istotnym modyfikacjom. Rządy Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) odcisnęły swoje piętno na priorytetach dyplomacji tureckiej. Efekty zmian widzimy coraz wyraźniej: dystansowanie się od Europy i szukanie zbliżenia z krajami muzułmańskimi, w tym Iranem, rozluźnienie więzów z Izraelem, próba ugrania jak największych korzyści na strategicznym położeniu Turcji. Właśnie w ostatnim kontekście należy rozpatrywać stosunki turecko-rosyjskie. Przyjrzałem się im bliżej w artykule z dn. 20 sierpnia 2009 r. zatytułowanym Polityka Turcji wobec Rosji. Między ścianą a bramą. "Politycznie Turcja stara się zbliżyć do wszystkich partnerów, którzy mogą jej pomóc powstrzymać pewną siebie Rosję. Jednak Turcy są bardzo sprytni i zapobiegawczy, gdyż starają się zrobić wszystko, aby nie zniechęcić do siebie Moskwy. Wiedzą bowiem, że ich sytuacja jest trudna i działają na grząskim gruncie", pisałem, wskazując na konsekwencje sierpniowej (w 2008 roku) wojny rosyjsko-gruzińskiej. Korzyści z położenia między dwiema walczącymi o swe interesy stronami (Zachodem a Rosją) są przeceniane przez wielu analityków. "Siedzący w środku obrywa z dwóch stron, tym bardziej, jeśli między przeciwnymi obozami trwa bezpardonowa walka prowadzona w imię ich żywotnych interesów. Wbrew powszechnemu odbiorowi, Turcja niekoniecznie jest tutaj rozgrywającym". Jakkolwiek sprytna by nie była, turecka dyplomacja częstokroć nie ma decydującego zdania. Wiele zachowań Ankary to tylko odpowiedź na działania innych, a nie kreatywna polityka nastawiona na realizowanie interesu narodowego. Obecna polityka Turcji to "skomplikowana gra, w której należy pogodzić potrzeby energetyczne, tradycyjną politykę wobec państw Azji Centralnej oraz strategiczne więzy ze Stanami Zjednoczonymi oraz, choć w coraz mniejszym stopniu, europejskie ambicje". Materiał bonusowy Na deser polecam obszerny artykuł Mariusza Webera z Polityki Globalnej pt. Beneficjenci globalizacji dziś i jutro. Autor stawia fundamentalne pytania o to, kto korzysta z przemian globalizacyjnych, a kto na nich traci? Jakie napięcia społeczne wywołuje ten proces? Nawiązując zaś do podsumowania maja i polecanego artykułu o trudnych relacjach europejsko-rosyjskich w zakresie energetyki, zachęcam do lektury wpisu o oficjalnym odrzuceniu przez Rosję partycypacji w Traktacie Karty Energetycznej. Zachęcam do podzielenia się w komentarzach refleksjami dotyczącymi powyższych tematów i artykułów, a także wskazania własnych propozycji lipcowych wydarzeń, o których powinniśmy pamiętać.Wcześniejsze podsumowania: styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec, lipiec. Piotr Wołejko |
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
Tagi
Dyplomacja on Facebook
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||