Wpisy z tagiem: Libia
czwartek, 20 października 2011
Kluczową informacją dzisiejszego dnia bezsprzecznie jest śmierć byłego przywódcy Libii, pułkownika Muammara Kaddafiego. Zginął w swoim rodzinnym mieście, Syrcie. Paradoksalnie, nie otwiera to nowego rozdziału w historii Libii. Ten został otwarty pod koniec sierpnia, gdy rebelianci zdobyli Trypolis. Zgon Kaddafiego domyka rozdział walki z dyktatorem, otwierając jednocześnie nowy, o wiele bardziej skomplikowany. Pytanie, co z tą Libią, nabiera większej mocy.
Niekoniecznie będzie to demokracja, a już raczej na pewno nie demokracja rozumiana według naszych, zachodnich standardów. Nie powinniśmy jej nawet wymagać od kraju, który nie ma żadnych tradycji demokratycznych, ugrupowań politycznych, a jego obywatele żyli przez całe życie pod butem autorytarnego reżimu. Niemniej, jeśli taka będzie wola Libijczyków, Polska czy Unia Europejska powinny służyć radą i pomocą w zakresie budowy ustroju i instytucji. Nie powinniśmy jednak niczego narzucać ani żądać. Pozwólmy Libijczykom ułożyć sobie życie polityczne po swojemu. Kluczowym problemem dla NRL, o czym wspominałem już wyżej, jest zapewnienie bezpieczeństwa. Oznacza to rozbrojenie pozostałości sił Kaddafiego oraz samych rebeliantów. Szybko dowiemy się, czy dowódcy oddziałów powstańczych nie mają politycznych ambicji. Jeśli nie oddadzą broni, w Libii może powtórzyć się scenariusz somalijski czy afgański, w którym kraj jest rozdarty pomiędzy watażków (warlords) rywalizujących ze sobą o wpływy. Szybko dowiemy się także, czy członkowie TRN, w dużej mierze byli współpracownicy Kaddafiego, nie podzielą władzy między siebie. Oznaczałoby to, że wsparta samolotami NATO rebelia była niczym innym niż sporem w rodzinie, czymś na kształt zamachu stanu. Dowiemy się wreszcie, czy sukces rebelii nie oznacza istotnego wzmocnienia Al-Kaidy w Islamskim Maghrebie (AQIM), której bojownicy odgrywali podobno ważną rolę w obaleniu Kaddafiego, i która przejęła spore arsenały broni po upadającym reżimie. Najbliższe tygodnie powinny wreszcie przynieść odpowiedź na pytanie, czy w Libii może powstać stabilny rząd uwzględniający interesy głównych graczy (plemion, regionów etc.) w tym kraju. Będzie to jeden z wielu testów, przed którymi stanie Libia w epoce po Kaddafim. Należy życzyć Libijczykom jak najlepiej, zachowując jednocześnie zdrowy sceptycyzm i przygotowując się na najgorsze. Si vis pacem, para bellum. Piotr Wołejko
grafika: acus.org
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Ponad sześć miesięcy zajęło tzw. rebeliantom przejęcie kontroli nad Libią. Zaczynali w Bengazi w połowie lutego, obecnie walczą o Trypolis. Wydaje się, że Kaddafi przechodzi do przeszłości, chociaż zaprowadzenie porządku może potrwać. Istnieje obawa, że nie uda się go zaprowadzić do końca w całym kraju. Czy w Libii nie nastanie teraz rozgardiasz, bezhołowie i chaos? Scenariusze na przyszłość Zarzuty pod adresem Zachodu, iż przez wiele lat godził się z rządami tyrana są tylko częściowo słuszne. Podobnie jak w przypadku Tunezji, Libii czy - aktualnie - Syrii. Dyktatorzy zapewniali stabilność i spokój, można było ich wykorzystać. Byli przydatni, a w realnej polityce to bardzo ważne atuty. Jeśli bowiem w Libii nie uda się w miarę szybko stworzyć stabilnego rządu, który kontrolowałby większość terytorium kraju, powstanie kolejny rozsadnik niestabilności w regionie. Czy będzie to dysfunkcjonalne państwo jak Sudan (nieważne, czy zjednoczony, czy - jak od kilku miesięcy - podzielony) czy upadły byt parapaństwowy jak Somalia?
Należy też przypomnieć, wracając do wstępu artykułu, iż w Libii jeszcze przez jakiś czas będzie bardzo niespokojnie. Tak jak teraz, gdy lojaliści Kaddafiego walczą w stolicy, tak i najbliższe dni/tygodnie będą pełne walk w różnych punktach kraju. Jeśli Kaddafi był dobrze zorganizowany, jego ludzie mogą prowadzić walkę partyzancką przez długi czas. Oznaczałoby to chaos i zniszczenia, które mogą wystąpić w każdym miejscu i o każdym czasie. Co więcej, zagrożona byłaby kluczowa infrastruktura oraz najważniejsze osoby sprawujące władzę z nadania nowego reżimu - nie tylko politycy, ale także wszelkiej maści doradcy, policjanci, wojskowi etc. Chaos największym zagrożeniem Pytanie, na ile Libia może stać się drugim Irakiem czy Afganistanem, bądź Somalią czy Egiptem (już po rewolucji) będzie aktualne raczej przez dłuższy czas. Czy uda się rozbroić tych, którzy dzisiaj szturmują Trypolis, a wcześniej zdobywali inne ważne miasta i miejscowości? Czy dowódcy średniego, a może nawet wyższego szczebla, nie będą chcieli ugrać więcej dla siebie, swoich klanów, próbując siłą wymusić korzystniejszy podział nowego tortu? Świętując upadek Kaddafiego należy mieć w głowie wszystkie postawione wyżej pytania (a stanowią one tylko ułamek tego, czego chcielibyśmy się dowiedzieć). Po końcu początku, czyli udanej rewolucji, na gruzach starego reżimu zacznie powstawać nowy. Paradoksalnie, w 9 przypadkach na 10, lepiej by było, gdyby nowe struktury powstały szybko - niezależnie od tego, jakie będą. Wyjątkami w tym równaniu są tylko skrajne przypadki, jak afgańscy talibowie (w rzeczywistości pakistańscy, którzy przejęli władzę w Afganistanie) czy somalijscy watażkowie. Idealiści będą mieć inne zdanie, jednak w zasadzie każda władza jest lepsza, i bezpieczniejsza dla świata, od chaosu. I szybkiego uporządkowania sytuacji należy Libijczykom i Libii życzyć. Piotr Wołejko
grafika: picturemessage.blogspot.com
wtorek, 26 kwietnia 2011
Od czasu do czasu nastaje moda na bycie Kasandrą. Tym razem w rolę mitycznej wieszczki próbowała wcielić się Anne Applebaum, publicystka Washington Post, a prywatnie żona szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego. Pyta ona w tytule swojego tekstu, czy interwencja w Libii doprowadzi do rozpadu NATO? Chwileczkę, toż to Afganistan miał rozbić Sojusz. Bez skutku. Dobrze pamiętamy, jak wielu analityków, ekspertów i polityków stawiało wiarygodność NATO na szali zwycięstwa w Afganistanie. Wiadomo, że żadnego sukcesu nie uda się tam osiągnąć. Jednak czy NATO rozpadnie się z tego powodu? Nie sądzę. Próba podjęcia analogicznej do afgańskiej, opartej na operacji libijskiej, kampanii składania Sojuszu do grobu również spełznie na niczym. Podobnie jak pod Hindukuszem, to nie organizacja, ale państwa członkowskie sprawiają, że operacja w Libii nie należy do najprostszych. Nieuzasadniona krytyka Nie można uważać NATO, ani żadnej innej organizacji, za monolit. Sojusz nie dysponuje własną armią - opiera swoje działania na siłach zbrojnych państw członkowskich. Sojusznicy często obwarowują udział swoich żołnierzy w misjach rozmaitymi ograniczeniami. Jedni nie walczą w nocy, drudzy nie walczą w nieparzyste dni miesiąca, a inni mogą być wysłani tylko tam, gdzie jest bezpiecznie. Takie były i są realia operacji w Afganistanie. Zresztą, zanim w ogóle sojusznicy wyślą gdzieś woje wojska, najpierw musi zapaść decyzja polityczna. I tutaj zaczynają się schody.
grafika: topnews.in Warto wprowadzić w tym momencie drugi symptomatyczny przykład organizacji międzynarodowej, której działania w wymiarze dyplomatycznym i bezpieczeństwa są uzależnione od osiągnięcia kompromisu przez liczne grono państw członkowskich - Unię Europejską. Zawsze łatwo skrytykować unię, iż na coś zareagowała z opóźnieniem, w stosunku do czegoś zajęła rozwodnione stanowisko, a inną kwestię zbyła milczeniem. Ot, nieudacznicy w Brukseli są już tak rozleniwieni bajońskimi pensjami, że nie są w stanie zebrać się do konkretnej roboty. Podobnie zaczyna być postrzegane NATO. Krytykuje się organizację, bo większości wydaje się, że integracja zaszła tak daleko, iż oczywistym jest, że decyzje podejmuje się w centrali - a obie instytucje mają swe siedziby w Brukseli. Takie wyobrażenie jest zupełnie oderwane od rzeczywistości. Nikt w Brukseli nie ma mocy decyzyjnej, a ustalenia zapadają w stolicach państw członkowskich. Tymczasem, ucieranie decyzji przez ponad 20 dyplomatów - reprezentujących często rozbieżne interesy swoich państw - to proces czasochłonny. Co więcej, zazwyczaj także mało efektowny. Niełatwy kompromis Jeśli więc chcemy kogoś skrytykować za opieszałość bądź trudne realia misji wojskowych (w przypadku Libii, jedni nie bombardują, inni tylko patrolują etc.), powinniśmy skierować gniew w stronę stolic narodowych. To Francja, Niemcy, Włochy, Stany Zjednoczone czy Turcja powinny znaleźć się na celowniku. Jednak wówczas postawienie pytania o upadku państwa byłoby zupełnie nie na miejscu. W przypadku organizacji międzynarodowej także jest nie na miejscu. Gdyby państwa miały zawsze takie same poglądy i interesy, mogłyby pójść o krok dalej i po prostu się zjednoczyć. Organizacje istnieją po to, aby - bazując na wspólnych interesach - szukać kompromisu tam, gdzie interesy te są sprzeczne. Naturalne jest, że nawet od kompromisowych decyzji niektóre państwa się dystansują. I nie oznacza to, że organizacja chwieje się w posadach i należy odliczać dni do ich smutnego końca. Za klasykiem należałoby wezwać wszelkiej maści wieszczów do tego, by nie szli tą drogą. Nie warto, gdyż kierunek ten oparty jest na fałszywych przesłankach. Warto przy tym zauważyć, że NATO i UE są najbardziej zintegrowanymi organizacjami międzynarodowymi na świecie. Jeśli one upadają, to pozostałe nie miałyby nawet szansy zaistnieć. Piotr Wołejko
poniedziałek, 07 marca 2011
Wszystko zaczęło się w połowie lutego, a więc około trzech tygodni temu. Na początku, standardowo, demonstracje i transparenty. Nagle przerodziło się to w bunt przeciwko Muammarowi Kaddafiemu, w prawdziwą rewolucję. Przeciwnicy rządzącego od ponad czterech dekad dyktatora przejęli kontrolę nad Bengazi, stolicą Cyrenajki. Wkrótce zaczęły padać kolejne miasta, wpierw na wschodzie kraju, a następnie w centrum i na zachodzie. Niespokojnie zaczęło być w Trypolisie. I wtedy wszystko wyhamowało. Kaddafi nie zamierza bowiem podzielić losu Ben Alego z Tunezji, czy Mubaraka z Egiptu i nie odda władzy bez walki. I teraz właśnie walka trwa. Siły wierne dyktatorowi, część armii, siły specjalne i najemnicy, rzuciły się do szturmu na utracone pozycje. Lotnictwo, artyleria oraz doświadczenie i organizacja są po stronie Kaddafiego. Nadal dysponuje on siłą, która może zdławić rebelię. Tymczasem opozycjoniści wyraźnie utracili impet, który pozwalał im wcześniej osiągać błyskawiczne postępy. Co grozi Libii? W tej chwili waży się, czy Kaddafi będzie w stanie w miarę szybko odbić stracone miasta i siłą zaprowadzić względny porządek. Na rychły sukces rebeliantów nie ma raczej co liczyć. Dysponują mniejszą siłą ognia, ich logistyka i zaopatrzenie są prowizoryczne, brakuje im dyscypliny i zorganizowanych struktur. Z ich strony najbardziej sensowna wydaje się gra na czas, która pozwoliłaby z jednej strony wykrwawić wierne dyktatorowi siły, a z drugiej usprawnić własne oddziały, wyposażyć je oraz przeszkolić chociaż w podstawowym zakresie.
Kto kontroluje libijskie miasta? Grafika: english.aljazeera.net Możliwe więc, że szykuje się dłuższa (tygodnie, miesiące) wojna domowa, w której wszystkie chwyty będą dozwolone. Kaddafi nie cofnie się przed niczym, natomiast rebelianci nie mają innego wyjścia jak zwycięstwo. Ich klęska oznaczałaby wyrok śmierci dla setek, a może i tysięcy ludzi. Czy należy spodziewać się pata i rozpadu państwa na dwie (lub więcej) części - wierną Kaddafiemu i drugą, wrogą dyktatorowi? Eksperci wspominają o sztucznej unifikacji dwóch krain - Trypolitanii i Cyrenajki, które razem utrzymywała żelazna pięść Kaddafiego (i pieniądze z ropy). Rozpadu bym nie wykluczał, jednak gorzej może być z międzynarodowym uznaniem nowopowstałego bytu. Z drugiej strony warto nadmienić, iż zmiany granic w Afryce są konieczne i nieuchronne. Niedawno narodziło się nowe państwo - Sudan Południowy (oficjalnie trzeba poczekać na to kilka miesięcy), inne "są w drodze". Jak w każdej rewolucji, najtrudniejszy jest los populacji cywilnej. To ona wycierpi się najbardziej i to spośród cywili będzie wywodziła się większa część ofiar. To na cywili wreszcie spadnie fala represji, niezależnie od tego, kto ostatecznie wygra batalię o Libię. Trzeba o tym pamiętać. W szczególności wtedy, gdy słyszymy kolejne obawy o stabilność dostaw ropy naftowej czy stabilizację w krajach arabskich. Piotr Wołejko
Co dzieje się w Libii - blog na żywo na stronie Al-Jazeery. |
Zakładki:
1. Dyplomacja w Sieci
2. Blogi zagraniczne
3. Think-tanki
4. Media zagraniczne
5. Blogi polskie
6. Militaria
7. Periodyki
Tagi
Dyplomacja on Facebook
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||